Sebastian Lanser

Dodano: 04.06.2020
Autor: Artur Baran

Muzyka zespołu Obscura nie należy ani do spokojnych, ani prostych. Wymagający repertuar to połączenie dużej dawki energii, zaplecza technicznego, ogrania i sporej dyscypliny. Najwyraźniej austriaccy perkusiści lubią takie środowisko.

Nasze pierwsze spotkanie z Sebastianem miało miejsce na Tama Festival, czterdziestych urodzinach japońskiego producenta. Podczas koncertu w siedzibie firmy Meinl Distribution, która zajmuje się Tamą w tej części Europy, Sebastian dzielił scenę z naszym Darkiem „Darayem” Brzozowskim. Daray występował wtedy jako reprezentant ekstremalnego, wyczynowego bębnienia podczas, gdy Sebastian prezentował się w bardziej technicznych wersjach metalowego grania. Doprowadziło go to w zasadzie bezpośrednio do zdobycia etatu w uznanej formacji Obscura, która gościła niedawno w Polsce.

Okoliczności dołączenia do zespołu mogą być świetnym materiałem szkoleniowym dla wszystkich aspirujących do zawodowstwa perkusistów. Wspominane na wstępie wymagania i narodowość Sebastiana wywołują od razu skojarzenia z jego młodszym rodakiem, a naszym dobrym znajomym Kerimem Lechnerem. Sebastian wydaje się prezentować podobne podejście do uprawiania muzyki. Daleko mu do wchodzenia na imprezę razem z futryną. Jest mocno skupiony na swojej pracy i poza sceną nie ciągnie go do szaleństw. Zdaje sobie sprawę z wymogów, jakie stawia mu praca w zespole, a także wie o niestałości, jaka wiąże się z zawodem muzyka. Zadbał o swoje zaplecze, zainwestował w sprzęt i miejsce.

Wytrwałość i sumienność zaowocowały zaproszeniem do kolejnej edycji Meinl Drum Festival, która odbędzie się w Gutenstetten pod koniec czerwca 2020 roku (w związku z pandemią koronawirusa impreza została odwołana - przyp.red.) Znowu będziemy mieli okazje przyjrzeć się jego grze wyłącznie pod kątem perkusyjnym. Znajdzie się też pewnie czas na wymienienie kilku zdań. Tymczasem przygotujmy sobie grunt na poczet spotkania w siedzibie Meinl.

Artur Baran: Jakie masz wspomnienia z festiwalu Tama, gdzie dzieliłeś scenę z Simonem Phillipsem, Ronaldem Brunerem czy naszym Darayem?

Sebastian Lanser: To było wielkie wyróżnienie dla mnie, że mogłem wystąpić na scenie z takimi artystami, szczególnie, jak masz obok siebie Simona Phillipsa, jednego z najważniejszych perkusistów Tama w historii i w ogóle jednego z moich ulubionych perkusistów. To był jeden z pierwszych festiwali perkusyjnych, na których grałem, dlatego byłem troszkę zdenerwowany. To było doświadczenie, które było dla mnie bardzo ważne, bo lubię występować solo. Mogę wtedy grać wszystko to, co mi przyjdzie do głowy, nie muszę nikogo o nic pytać. Dzięki temu mogę grać to, co lubię, co chcę zaprezentować i to, w czym chcę się wykazać.

Taka jest twoja wizja współczesnego perkusisty?

Ciężko powiedzieć. Lubię być w zespole, lubię być w pełni zaangażowany w życie zespołu, ale znów z drugiej strony jestem zakochany w bębnach i spędzam za nimi tak dużo czasu. Ćwiczę różne rzeczy, także takie, których nie jestem w stanie wykorzystać grając w zespole, dlatego tego typu występy są doskonałą okazją do zaprezentowania takiego repertuaru, jak np. przemyślane zaaranżowane solo perkusyjne.

Czy to jest wizja współczesnego perkusisty? Nie wiem, w każdym razie dla mnie jest bardzo ważne, by próbować różne rzeczy, w związku z tym mam przygotowaną specjalną stronę. Uwielbiam nauczać i przekazywać swoją wiedzę innym, uwielbiam pracę sesyjną i działania w studio. Mój czas w domu jest ograniczony i staram się poświęcać go nagraniom, nie tylko muzyki metalowej. Staram się jednak skupiać na rzeczach, które mnie inspirują i wciągają, wtedy biorę się za ćwiczenie i nagrywanie.

Jak duże znaczenie ma własne miejsce do nagrywania?

Ogromne. Coś, co się zmieniło bardzo wyraźnie na przestrzeni ostatnich lat to praca w studio, a dokładnie sposób prowadzenia takich nagrań. Zbudowałem własne pomieszczenie, w którym można robić profesjonalne nagrania. Bębny na ostatni album Obscury zrobiliśmy u mnie. Nagrywanie własnej gry jest istotną częścią mojej aktywności. Ogólnie nagrywanie. Gitarzyści mają znacznie łatwiej w tej kwestii, nie potrzebują tyle przestrzeni i nie mają tylu pojedynczych urządzeń, jakie związane są z rejestracją instrumentu. Jeżeli więc masz możliwość profesjonalnego nagrywania u siebie to jest to duży plus. W ostatnich latach pracowałem nad postawieniem atrakcyjnej, estetycznej strony, żeby służyła jako moja wizytówka i była informacją dla wszystkich, że jestem samowystarczalny.

 

Prezentujesz duże zaawansowanie techniczne. Jak więc wyglądało twoje pierwsze spotkanie z muzyką Obscury, która także nie należy do najłatwiejszych? Niepokoiło cię to?

O tak, byłem mocno zaniepokojony. Na wspomnianym festiwalu Tama byli gitarzysta i basista zespołu. To właśnie dzięki temu pokazowi zaprosili mnie do współpracy. Po moim występie zapytali, czy nie chciałbym dołączyć do zespołu! Wielkie zaskoczenie i duży komplement. Z drugiej strony znałem ich materiał i wiedziałem, że prezentują zaawansowaną muzykę. Z jednej strony bardzo chciałem, ale z drugiej pojawiło się pytanie, czy jestem w stanie temu podołać. Steffen zadzwonił do mnie i powiedział, że mają kilka tygodni do nagrywania nowej płyty, więc mam niezbyt wiele czasu na opanowanie całego materiału. Przywykłem do długiej pracy za bębnami, więc pomyślałem, że jeżeli tym razem także poświęcę dużo czasu to podołam temu wyzwaniu.

Później okazało się, że nie jestem w stanie grać ich materiału po sześć godzin dziennie, ponieważ nie da się w pełni efektywnie pracować tak intensywnie (śmiech). Musiałem zbudować i rozwinąć wiele rzeczy, jak szybkość, chociażby w blastach, a to się wiąże z pracą nadgarstków, ruchem palców. Nie chodziło przecież o cztery takty, tylko dłuższe ciągi. Musiałem więc popracować nad wytrzymałością. Kolejna sprawa to triggery, z którymi nie miałem zwyczaju grać wcześniej. To była kolejna nowa rzecz. To wszystko nie było wynikiem mojego naturalnego rozwoju. Musiałem to rozpracować w narzuconym krótkim okresie. Nie da się pewnych rzeczy osiągnąć w przeciągu miesiąca, ponieważ jest to fizycznie niemożliwe. Mocno się nadwyrężyłem w tym okresie, zniszczyłem sobie ręce, co się zakończyło wizytą u lekarza i krótką przerwą. Nauczyłem się, że musisz dać swojemu ciału czas do rozwoju, że czasami lepiej troszkę zwolnić niż próbować coś na siłę.

Wielka lekcja dla wszystkich.

Tak, zdecydowanie. Świetnie jest być zaproszonym do wspólnego grania przez taki zespół jak Obscura, ale wiem, że teraz – z perspektywy czasu – podszedłbym do przygotowań troszeczkę inaczej. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło i mija kolejny rok wspólnego grania. (w kwietniu 2020 roku Sebastian Lanser wraz z gitarzystą Rafaelem Trujillo i basistą Linusem Klausenitzerem opuścili Obscurę z powodu "różnic muzycznych" i powołali do życia nową formację Obsidious. Nowym perkusistą Obscura został David Diepold. - przyp. red.)

Wiedziałeś, że jesteś obserwowany?

Nie, nie wiedziałem o tym.

Myślisz, że zmieniłoby to twoje nastawienie? Gdybyś miał świadomość tego, że jesteś namierzany?

Wydaje mi się, że nie wpłynęłoby to na moje wykonanie. Materiał, który grałem był w stu procentach przeze mnie opanowany, ponieważ bardzo długo go przygotowywałem. Nie miałem prawa się pomylić. Wykonywałem piosenki, które grałem wcześniej przez osiem lat, poza tym przygotowywałem swoje wykonanie przez pół roku.

Mówisz, że uwielbiasz grać na bębnach.

Tak, sprawia mi to wielką radość.

No tak, ale z drugiej strony patrząc na materiały filmowe Obscury jesteś strasznie skoncentrowany i skupiony na prawidłowym wykonaniu. Gdzie tu jest ta radość?

(śmiech) Nie wiem. Ciężkie pytanie. Ludzie są różni, mają różne charaktery. Nie jestem typem gościa, co będzie siedział i się uśmiechał, dlatego możliwe, że nie widzisz, że mam radość z tego, co robię, ale naprawdę czerpię radość. W większości materiału, jaki gramy. Są oczywiście momenty, gdzie nie chcę mówić, że nie mam radości z gry, ale muszę być bardzo skoncentrowany ze względu na poziom techniczny poszczególnych zagrywek. Muszę się wtedy odciąć i wrzucić się w pewną strefę, w której jestem sam na sam z tym, co mam zagrać. Widać to, jak mam oczy skierowane na werbel, wtedy przechodzę do tej swojej strefy, gdzie jestem super skoncentrowany. Wszystko zależy od tego, co gramy.

Na ostatniej płycie Diluvium są rzeczy, które wymagają całej mojej uwagi. Dosłownie nic się wtedy nie liczy, jak przejść przez całą piosenkę bez błędów i w sposób spójny dla jakości utworu. Każda muzyka, każdy styl ma swoje zasady. Ten typ grania charakteryzuje się tym, że czuje się go dobrze, gdy jest doskonale wykonany, bez żadnych błędów i rozjazdów. Kompozycje są bardzo zorganizowane i każde uderzenie ma swoje przeznaczenie. Jeżeli coś pominiesz lub wypadniesz to cała piosenka na tym cierpi. W takim graniu nie możemy sobie pozwolić na wielką swobodę. Do tego dochodzi tempo, w jakich jest wykonywana, dlatego pochłania tyle uwagi podczas gry. Stąd pewnie widząc mnie, może ci się wydawać, że nie cieszę się z grania, nie uśmiecham się, bo nie mam na to czasu. Nie wiem, czy takie wytłumaczenie ma dla wszystkich sens, ale tak to wygląda.

Tak, ma to sens. Mówiąc w skrócie – dobre wykonanie materiału daje ci radość.

Dokładnie tak.

Młodzi perkusiści często pytają, jak podchodzić do tworzenia skomplikowanych partii perkusyjnych. Jak ty to robisz?

To jest troszkę jak w pełni skomponowana muzyka, jak muzyka klasyczna, która jest napisana od początku do końca. W klasyce prawie w ogóle nie ma żadnych miejsc na improwizację. Podobnie jest u nas. Wszystko jest przemyślane, jeszcze zanim złapiemy się za granie. Wykonujemy też pre-produkcję wszystkiego, co później będziemy oficjalnie nagrywać.

Na ostatniej płycie byłem zaangażowany w komponowanie materiału. Tytułowy utwór stworzyłem razem z naszym gitarzystą Rafaelem. Ciekawe jest to, że piosenkę zaczęliśmy od partii bębnów. Miałem pewien pomysł i od niego wszystko się wzięło. Bębny były pierwszym instrumentem, skomponowanym na potrzeby tej piosenki. Wysłałem Rafaelowi swoje pomysły, a on dodał swoje riffy na gołą ścieżkę perkusji. Różni się to od pozostałych piosenek, ponieważ tam ta droga była zupełnie odwrotna. Moim drugim instrumentem jest pianino, mam więc sporo szczęścia, bo znam harmonię i melodię.

Czasami siadam i tworzę pewne przebiegi, które nakładam na zaprogramowaną perkusję. Wysyłam to później do chłopaków jako swoją propozycję i bierzemy się za obrabianie, następuje ciągła wymiana informacji, głównie między mną, Rafaelem i Linusem (basistą). Tego typu muzyka wychodzi od pewnego pomysłu, który musi być później dokładnie zorganizowany. Jeżeli tego nie okiełznasz, to będziesz mieć totalny chaos.

 

A jak to wygląda w kwestii samej ścieżki bębnów? Nie ogrywasz sobie tych pomysłów wcześniej.

Czasami zdarza się, że coś jest wynikiem mojego dżemowania do pomysłu, jaki dostanę. Głównie jednak polega to na tym, że sobie wszystko programuję lub mówiąc ładniej komponuję linię bębnów. Gdy siadam za bębnami to zawsze zagram to, co już potrafię, co jest w moim banku możliwości. W chwili, gdy siadam na krześle przed oprogramowaniem to mogę wymyślić nowe rzeczy, których będę musiał się nauczyć i je ograć.

Czy stary materiał grasz dokładnie tak samo, jak w oryginale?

Tak. Powiedzmy, że w ponad 90 procentach. Jak wspominałem, nie ma tam miejsca na improwizację i nagłe zmiany. Wiadomo, są drobne rzeczy tu i tam, które gram inaczej. Szczególnie, jak grasz dłuższą trasę. Nawet, gdy grasz trudne partie, to grasz je wciąż tak samo, więc po paru tygodniach zaczynają cię już troszkę nużyć. Wtedy zaczynasz wprowadzać jakieś drobne urozmaicenia lub próbować grać to samo, ale robiąc to inaczej.

Widzisz się na scenie grając wspólnie z np. Mattem Garstką?

To byłoby ciekawe. Grywałem już razem z innymi perkusistami, ale wolę jednak grać z innymi instrumentalistami. Wspólne granie na scenie też może być bardzo kreatywne. Jeżeli chodzi o wielkie nazwiska, to raz miałem przyjemność zagrać w takim duecie z Thomasem Langiem w Holandii. Była kupa zabawy.

 

Czego możemy oczekiwać od ciebie na scenie podczas koncertów Obscury? Trwa trasa koncertowa, ale zagrasz też na festiwalu Meinl.

Z pewnością będę bardzo dobrze przygotowany. Chcę wyćwiczyć materiał do takiego stopnia, by nie patrzeć w ten werbel przez cały czas (śmiech), ale też rozglądać się dookoła. Ciekawe jest też to, że na koncercie spotyka się ludzi, którzy stoją w pierwszym rzędzie i czekają, kiedy się pomylisz lub doszukują się zmian w aranżacjach. To jest ten minus, bo są tacy, którzy znają wszystkie przejścia, zagrywki i natychmiast zwracają uwagę, że jest coś inaczej niż na płycie lub się wywaliłem. Ale hej, jestem przecież tylko człowiekiem! Takie rzeczy się zdarzają, nie jestem maszyną.

Z Austrii nie jest daleko, nie odmówiłbyś występu na jakimś polskim festiwalu…?

Oczywiście, że nie, bardzo chętnie bym to zrobił, jeśli ktoś chciałby mnie zaprosić. Między innymi dlatego uruchomiłem swoją stronę, żeby pokazać różnorodność możliwości. Poza tym Obscura nie jest zespołem, który absorbuje w pełni mój czas. Muszę też zajmować się innymi sprawami, żeby się trzymać jako zawodowy perkusista. Bardzo dużą rolę odegrał w moim życiu Thomas Lang, z którym spędziłem sporo czasu. Otworzył mi oczy na świat muzyków, a także podejście do instrumentu. Jest w ciągłym ruchu i dokładnie chcę robić to samo.

W tych czasach niesamowicie istotnym jest… chyba jak nigdy dotąd, by być uniwersalnym, ale mieć przy tym swój wyjątkowy własny styl. Potrafić odnaleźć się w wielu sytuacjach, bo jeżeli grasz wyłącznie metal i blasty to będzie ci niesamowicie ciężko utrzymać się na wysokim poziomie. Ta muzyka ma też swoje limity możliwości. Niezwykle ciężko jest płacić swoje rachunki jedynie z grania metalu, dlatego nie tylko sumiennie ćwiczę to, co gram na co dzień w zespole, ale też rozwijam się w innych kierunkach.

Przygotował: Artur Baran
Zdjęcie główne: Natalia Kempin

www.sebastian-lanser.com

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !