Mike Portnoy znudzony solówkami

Dodano: 07.01.2014

Mike Portnoy zdradził w jednym z wywiadów, że nie jest już zainteresowany popisywaniem się perkusyjnymi solówkami.

Portnoy przyznał, że wielokrotnie odczuwał presję ze strony fanów a nawet muzyków zespołów, w których się udzielał, aby podczas występów na żywo odgrywał solówkę.

"Chłopaki z wielu zespołów, w których grałem mówili: "wstaw tu swoją perkusyjną solówkę", na co ja odpowiadałem "Nie jestem do tego przekonany, w ciągu tych pięciu minut moglibyśmy zagrać dodatkowy kawałek." - powiedział Mike Portnoy i przyznał, że czuje się już zmęczony tą sytuacją - "Nie jestem już zainteresowany solówkami, zarówno jako słuchacz jak i muzyk. Myślę, że z tego wyrosłem. Być może jednak to się kiedyś zmieni. Wielu muzyków zmienia się i przechodzi różne fazy, a ja właśnie jestem w takim momencie."

Przy okazji bębniarz opowiedział o solówkach, które stanowiły dla niego największe źródło inspiracji.

"Gdy byłem dzieckiem, po raz pierwszy usłyszałem perkusistę grającego przez blisko 15 minut w solówce Johna Bonhama w "Moby Dick". Na dodatek zagrał ją używając gołych dłoni. To było naprawdę świetne. W późnych latach '70 byłem fanem Kiss. Solo Petera Crissa w kawałku "100,000 Years" na albumie "Alive" było z kolei pierwszym, którego nauczyłem się nuta po nucie i traktowałem jako osobny utwór."

"Kolejnym odkryciem był Neil Peart i Rush. W Rush zwalały mnie z nóg właśnie perkusyjne solówki. To był kluczowy moment ich koncertów, który przyciągał uwagę absolutnie całej publiczności. Gdybym miał wymienić jeszcze jednego bębniarza byłby to Tommy Lee. W jego przypadku nie chodziło jednak o technikę, ale maksymalną rozrywkę. Na ostatniej trasie Motley Crue, Lee miał na scenie rollercoaster, dzięki któremu zaprezentował kolejny poziom widowiska.
"