Inspiracje: Krzysztof Dziedzic

Dodano: 03.07.2020

Propagator metody Natural Grip, inicjator konkursu Hit Like A Man oraz głównodowodzący forum Polish Drummers, jednak przede wszystkim urodzony muzyk sceniczny, który jak mało kto potrafi prowadzić różnorodne ekipy jazzowe na scenie.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Krzysztof Dziedzic

„Isn’t She Lovely”
Original Musiquarium I (1982) – Stevie Wonder

Perkusista: Stevie Wonder

„Utwór, który ukształtował mnie jako perkusistę to „Isn’t She Lovely”. Usłyszałem go pierwszy raz dzięki mojemu Tacie, który wracając z koncertów za granicą, przywoził najnowsze kasety. Tato zawsze chciał, żebym był muzykiem i od najmłodszych lat miałem tej muzyki w domu dużo. Kiedy słuchałem „Isn’t She Lovely” pierwszy raz, mając zaledwie 8 lat, nie miałem pojęcia, że na perkusji gra sam Stevie Wonder i byłem zachwycony. Później, mając 15 lat, puszczałem sobie ten utwór, równocześnie grając groove na perkusji. Do dzisiaj ten utwór brzmi dla mnie wyjątkowo. Stevie Wonder przyczynił się do ukształtowania mnie jako muzyka, uświadomił mi, co jest najważniejsze w byciu bębniarzem. Perkusista jest osobą, która dzieli na części rytm w muzyce, dzieli go według własnych kompetencji i umiejętności, nadając charakter muzyce.

 

Perkusja nie była najistotniejsza w tym utworze, ale to w jaki sposób Stevie Wonder grał shuffle, przyczyniło się do zrozumienia przeze mnie istoty samego instrumentu, tego, jak można przekazać emocje za pomocą transowego grania rytmu, tworząc jednocześnie tak istotną dla muzyki warstwę rytmiczną. Taki rodzaj dzielenia rytmu, opartego na trioli, był już wcześniej używany w muzyce jazzowej, ale zanim do niej dotarłem, swoją historię z triolą zacząłem właśnie z Wonderem. Nie chodzi o granie wszystkiego triolowo, tylko o świadomość wykorzystania trioli w muzyce. Bez niej perkusista brzmi po prostu ubogo.

Słyszałem ten utwór wykonany przez Sonny Rollinsa na Jazz Jamboree, gdzie na bębnach grał Al Foster. Przez 45 minut, cały czas grali w kółko ten temat, zachowując rytm, swing i drive! Można powiedzieć, że Al Foster „nie grał nic, ale kręciło”, grał właśnie ten oryginalny groove transująco swingując, cały czas trzymając się formy. To jest ta istota, którą się docenia, słuchając tej piosenki z perspektywy lat. Dzisiaj na perkusji w zespole Wondera gra Stanley Randolph. Bardzo nowocześnie, ale z zachowaniem tych samych zasad. Nawet w utworach pozornie kwadratowych, słychać w jego dzieleniu świadomość triolową, która właśnie nadaje ten szczególny charakter.

Gram na perkusji dzięki mojemu Tacie, za co bardzo mu teraz dziękuję. Staram się grać jak najlepiej, a jak najlepiej na niej grać? Moim zdaniem oryginalnie dzieląc rytm, wnosząc tym do muzyki siebie, własne emocje. Wtedy gra się tak, że po pierwszych taktach wiadomo, że to ty, a nie nikt inny. Zabawnie mówiąc ukształtowała mnie triola. Wspaniały perkusista, Steve McCraven, który gra z Archie Sheppem – grał też z Piotrem Wojtasikiem. Pamiętam, kiedy go spotkałem i zapytałem, jak grać jazz. Odpowiedział, że chodzi w tym właśnie o to, żeby grać triole. Już wtedy nie było to dla mnie żadnym odkryciem, więc dopytałem – ale jak? Wtedy odpowiedział: „Just swing and make it nice, man!”.”

Fot. Joanna Krukowska

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !