Matt Garstka

Dodano: 02.01.2020

Dwa pokazy perkusyjne bębniarza, którego potocznie nazywa się perkusistą nowoczesnym. Czy tak jest naprawdę? Co to w ogóle znaczy? Mieliśmy okazję przekonać się o tym podczas występów w Krakowie oraz w Bydgoszczy, wszystko to za sprawą firmy Meinl Distribution oraz sklepów Pro Drum i DrumCenter.

Matt znany jest naszej publiczności nie tylko z występów z zespołem Animals As Leaders, ale także z indywidualnych pokazów, jakie miał chociażby podczas Warsaw Drum Festival kilka lat temu. Trzydziestoletni muzyk dał się mocno we znaki perkusyjnej społeczności dzięki swoim zakręconym, ale bardzo melodyjnym partiom bębnów. Jego występ podczas 50-lecia firmy Tama pięć lat temu na targach NAMM został uznany za jeden z najlepszych tego wieczoru, a przypomnijmy, że wystąpili tam tacy mistrzowie, jak Mike Portnoy, Simon Phillips, Lenny White, Billy Cobham czy Charlie Benante. Nic dziwnego, że firma Meinl, która zaopatruje muzyka w blachy, dmucha i chucha na artystę. Dodatkowo Matt korzysta z perkusji wspomnianej Tamy, których dystrybutorem na terenie Polski jest Meinl, w związku z czym wszystko pięknie się zazębia.

Kraków i Bydgoszcz

Pokazy były przewidziane na dwa miejsca: Kraków i Bydgoszcz. Za ten pierwszy odpowiada sklep Pro Drum, dla którego była to w sumie pierwsza wielka impreza perkusyjna, zorganizowana w mieście „zapiekanek na Kazimierzu”. Pro Drum często partycypuje w imprezach warszawskich i jakoś do tej pory nie było po drodze z organizacją wydarzenia w Krakowie. Miejmy nadzieję, że wizyta Matta Garstki będzie początkiem pięknej serii, ponieważ całość zorganizowana w Fortach Kleparz wypadła bardzo przyjemnie i klimatycznie, do tego wygodnie i z wielkim luzem, a publiczność wyraźnie dała do zrozumienia, że stolica Małopolski potrzebuje kontaktu ze światowymi bębnami. Szkoda tylko, że tak wielu miejscowych zawodowych perkusistów nie zaszczyciło swoja obecnością tej imprezy. Jaka jest tego przyczyna? Ciężko rzec. Może potrzebują specjalnych zaproszeń na poduszkach? Niemniej jednak sala była wypełniona i ludzie z wielką ciekawością przyglądali się temu, co robi Matt za bębnami.

Drugi pokaz to sklep DrumCenter, czyli dobrze znana wszystkim marka. Pokaz odbył się w lustrzanej sali, która gościła już kiedyś występ Dirka Verbeurena. DrumCenter z obecną siedzibą ma wspaniały komfort organizowania nawet tak gęstych frekwencyjnie pokazów. Zresztą nasza redakcja zawsze czuje się bardzo przyjemnie w murach tego niesamowitego sklepu. Gościnność, luz i totalnie perkusyjny zawrót głowy między półkami i podestami, wypełnionymi sprzętem.

Ważne, że obie lokalizacje dzieli duża odległość, dzięki czemu można było liczyć na spore grono widzów.

Występ Matta miał dość klasyczny scenariusz, czyli gra do podkładów i rozmowa z widzami. Po występie była możliwość zrobienia sobie zdjęcia i zamienienia kilku słów, co artysta robił cierpliwie, mimo, że kolejka była długa. Ponadto po krakowskim występie w głowie Matta świtało jedno hasło – pierogi! Tym bardziej należą mu się słowa uznania, bo któż po długim występie na scenie powstrzymałby się przed miską polskich pierogów?

Przed występem w Krakowie mieliśmy okazję oficjalnie porozmawiać z Mattem. Muzyk był bardzo przejęty swoim występem i mimo sporego doświadczenia scenicznego dało się wyczuć napięcie. Dlatego też postaraliśmy się rozluźnić go rozmową, co ostatecznie się udało i chyba też przełożyło na pozytywny przekaz później na scenie.

Magazyn Perkusista: Masz bardzo specyficzne brzmienie, grając ostrą muzykę.

Matt Garstka: Dla mnie duże znaczenie ma to, co podoba mi się na płytach, które słucham. Perkusiści, których obecnie słucham, operują bardziej w klimatach jazzowych i fusion. Są to muzycy, którzy mają ciemniejsze brzmienie, korzystają z cieńszych crashy. W momencie, gdy grałem metal, próbowałem bardziej brutalnych i przeszywających talerzy, ale nie brzmiały tak, jak lubię. Tak, jakbym chciał. Przede wszystkim lubię, jak moje crashe bardzo szybko wybrzmiewają, dlatego teraz korzystam z bardzo cienkich, które nie wzbudzają się i nie trzymają dźwięku tak długo jak inne grubsze blachy, pozostawiające za sobą smugę.

Ciemne brzmienie w nisko strojonej muzyce to ewenement. Ray Luzier czy Gene Hoglan mają stosunkowo jasne blaszki…

Tak, wszyscy tak mają, ale nie ja. Nie chcę się tu jakoś uznawać za kogoś wyjątkowego, ale nie przypominam sobie, żeby ktoś w muzyce metalowej używał wcześniej tak ciemnych talerzy. Albo inaczej – jazzowych talerzy. Od tego czasu, gdy zacząłem korzystać z takich blach, zauważyłem, że znacznie więcej perkusistów odważyło się na ten sam krok. Poza tym używam też powlekanych naciągów, które są cieplejsze, a to także nie jest tak powszechne w metalu. Ważne w tym wszystkim jest to, że jeżeli nie mam talerzy, które dominują nad zestawem i nie przykrywają bębnów, to mogę wtedy z overheadów wyciągnąć więcej bębna. Lubię właśnie takie brzmienie, nie przepadam za dominacją donośnych blach. Lubię mocno traktować talerze i można rzec, że je chłoszczę na swój sposób. W momencie, gdybym bił w donośną blachę pełną jazgotliwych alikwotów, to powstałby mało przyjemny dla ucha wrzask. Lubię przyjemniejsze brzmienie, które nie rozsadza moich bębenków w uszach.

Nie używasz monitorów dousznych, korzystasz z klasycznych słuchawek.

Ze względu na izolację. Monitory douszne nie izolują tak, jakbym chciał. Mam wykonane odlewy, ale nie ucinają tyle, ile ucinają słuchawki.

Nie jest to zbyt wizualne…

No tak, wiem o tym (śmiech), ale wiesz co? Lubię taki lamerski klimat! Lubię, jak coś prezentuje się w ten sposób. Sprawia wrażanie, że masz do czynienia ze strasznie wkręconym gościem. Lubię wywierać takie wrażenie. Nie wiem, dlaczego, ale jakoś mi się to podoba: „Zobacz na tego lamusa, jak gra…”. Coś w tym jest, co mnie ujmuje. Wchodzę w to… Bo jestem praktycznym gościem! Po prostu! Na koniec dnia zastanawiam się, co zadziałało, co się sprawdziło. Jeżeli dana rzecz spowodowała, że zabrzmiałem lepiej, zagrałem lepiej tzn. że muszę to robić regularnie, niezależnie, co to jest. Liczy się efekt końcowy, jakim jest dobrze brzmiące wykonanie.

Nie zdajesz się być nadzwyczaj eksperymentującym perkusistą w kwestii ustawienia. Wielu kombinuje, przestawia, ty trzymasz się w sumie jednego ustawienia.

Bo jestem praktycznym gościem (śmiech). Na przestrzeni lat wypracowałem sobie także pewne patenty na bazie wizualnej. Przede wszystkim znacznie łatwiej jest, gdy wszystkie elementy zestawu są w tym samym miejscu. Mógłbym bardziej się zagłębić w ten temat i rozwinąć kilka rzeczy, to fakt, ale jest mi bardziej praktycznie tak, jak jest. Zdecydowanie jest mi wygodniej, gdy wiem, że mam główny crash naprzeciw siebie, a dodatkowy zaraz obok niego, że moja china jest z prawej strony, a pod nią czeka na mnie stack.

Stajesz się przez ten stały układ rozpoznawalny.

Tak, to zabawne, ale tak. Jest to jakiś znak rozpoznawczy, że te bębny są moje. Ale czy taka china nie jest powszechna w tym miejscu? Lubię też bardziej płaskie ustawienie, ponieważ w momencie, gdyby były mocniej nachylone, musiałyby być wyżej, a ja potrzebuję pełnego brzmienia w chwili, gdy w nie uderzam. Problem polega na tym, że lubię, jak mam blachy blisko tomów, dlatego też optymalnym rozwiązaniem jest trzymać je w płaskim położeniu.

W kwestii bębnów też da się zauważyć to, że bębny nie są zbyt głębokie. Jest to oczywiście kwestia nowych modeli Tamy i ogólnej tendencji, ale ogólnie wolisz płytsze bębny. Brzmienie?

No nie, znowu wchodzi temat praktyczności. Jestem dość niski, w związku z tym głębsze tomy musiałyby mieć znacznie agresywniejszy kąt ustawienia, a nie przepadam za tym. Mógłbyś w takiej sytuacji zapytać, dlaczego nie zmniejszę centrali, tylko sęk w tym, że 22” jest dla mnie optymalnym rozmiarem. Bębny 20” mają w sobie za mało „mięsa”.

Dlaczego nie korzystasz z dwóch centralek? W tak skomplikowanej muzyce, uzyskałbyś bardziej wyraziste brzmienie.

Dobrze, że o tym mówisz. Rzeczywiście, szczególnie dla mojej lewej nogi byłoby to skuteczne, dlatego powoli się zastanawiam nad takim rozwiązaniem. Możliwe, że w niedalekiej przyszłości będę korzystał z dwóch bębnów basowych. Muszę pomyśleć nad ustawieniem hi-hatu, połączeniem go z bębnem, to mi trochę zajmie, zanim się dostosuję tak, żeby mieć pełen komfort.

Możesz powiedzieć nam coś na temat wizji swojej kariery?

Wydaje mi się, że bardzo pomocne jest posiadanie różnorodnego portfolio. W moim przypadku duże znaczenie ma praca edukacyjna, która daje duże możliwości, nie tylko z bezpośrednim nauczaniem, co prowadzeniem klinik czy też lekcjami, jakie są na mojej stronie. Pomaga to nie tylko mnie, ale też jest użyteczne dla całej społeczności perkusyjnej. Mam swój własny zespół Animals As Leaders, ale oprócz tego uczestniczę w kilku innych projektach, które dają mi zajęcie w chwili, gdy nie gramy z Animals. Oprócz charakteru zarobkowego takie projekty są dla mnie muzycznym wyzwaniem i sprzyjają rozwojowi. Dzięki temu mogę się zaprezentować ludziom w różnych sytuacjach, czasami zupełnie zaskakujących, co też sprzyja lepszemu postrzeganiu mojej osoby jako perkusisty i większej ciekawości. Może któryś z tych projektów zaskoczy na dobre i stanie się mocnym źródłem finansowania? Któż to wie? Byłoby fajnie. Kiedy wracam do domu, zdarza mi się też grać w knajpach, co akurat nie jest ukierunkowane w stronę zarobkową. Przy takiej grze, która ma zazwyczaj charakter dżemowania jazzowego, skupiam się bardziej na podtrzymaniu formy i rozwoju tej mojej jazzowej strony. Generalnie mam kilka różnych możliwości działania, które pozwalają mi przetrwać.

Przetrwać? Mocno powiedziane.

No cóż, może powinienem bardziej nazwać to sposobem życia. Prawda jest taka, że nie mam zamiaru pracować w inny sposób i szczerze mówiąc nigdy nie musiałem. Granie na perkusji i nauczanie to jest to z czego żyję. Musisz mieć coś ciekawego do zaoferowania światu, coś, co będzie interesujące i ludzie chętnie na to zwrócą uwagę. Z drugiej strony musisz odpalić w swojej głowie przycisk z biznesowym podejściem do tego, co robisz. Staram się pogodzić te dwie rzeczy, czego przykładem jest nauczanie, bo z jednej strony daję coś światu i dorzucam się skromnie do rozwoju społeczności, ale jednocześnie pomagam też sam sobie. Tego typu działań potrzebuję więcej w moim życiu, staram się iść w tym kierunku.

Bycie własnym menadżerem?

Tak, na pewno. Ja akurat mam to szczęście, że pomaga mi mój tata i wielu muzyków podpowiadało, jak należy się zachowywać, że trzeba być wiarygodnym, zorganizowanym, mieć etykę pracy. W momencie, gdy zostajesz zatrudniony, dostajesz jakąś robotę i masz coś wykonać, to choćby nie wiem co – musisz to zrobić. Nawet, jeśli zmieniłeś zdanie i już nie chcesz tego robić później, ale się zadeklarowałeś i podjąłeś wyzwanie – musisz rzetelnie doprowadzić wszystko do końca.

Zestaw Matta

Tak wygląda z bliska zestaw perkusyjny na jakim grał Matt podczas pokazu w Krakowie. W tabelce opisane są instrumenty jakie nominalnie używa perkusista w swoim codziennym zestawieniu.

Bębny Tama:
Tama Starclassic Birch/Walnut, wersja WBS52RZS-PBK.
Tomy 10” x 7” i 12” x 8”,
floor tomy 14” x 12” i 16” x 14”,
centrala 22” x 16”.

Talerze Meinl:
14” Signature Equilibrium hi-hats
18” Byzance Jazz Extra Thin crash
10” Byzance Extra Thin Jazz splash
18” Byzance Hand Hammered Thin crash
22” Byzance Vintage Pure Light ride
18”/16” Signature Fat Stack
20” Signature Equilibrium china

Reszta:
Pałki sygnowane Vic Firth Matt Garstka.
Słuchawki Vic Firth.
Hardware Tama, stopki Iron Cobra
Naciągi Remo Emperor powlekane.

 

Materiał przygotowali: Maciej Nowak i Artur Baran
Zdjęcia: Romana Makówka

Wcześniejszy wywiad z Mattem Garstką, opisujący dokładnie jego osobę, dostępny jest na naszej stronie.