Piotr Pniak

Dodano: 09.04.2020
Autor: Maciej Nowak

Luty to tradycyjnie już alfabet perkusyjny, gdzie prosimy uznanych rodzimych perkusistów o rozwinięcie haseł na każdą (no prawie…) literę alfabetu. W tej edycji postanowiliśmy przepytać jednego z najbardziej stanowczych perkusistów w Polsce, jakim jest Piotr Pniak!

Postać Dr Piotra Pniaka to prawdziwa mieszanka kreatywności na różnych polach, tworząca obraz niezwykle ekspresyjnego twórcy, który postanowił wyrażać się artystycznie za pomocą bębnów. Chyba tak najkrócej i jednocześnie najpełniej można opisać tego nietuzinkowego perkusistę. Z jednej strony absolutny perfekcjonista i totalny wróg robienia czegokolwiek na pół gwiazdka. Jako perkusista niesamowicie precyzyjny, bijący w bęben z wielką siłą. Z drugiej strony bardzo finezyjny, wrażliwy esteta. Podczas gry korzystający z ogromnego zasobu dynamicznego. Szalejący na punkcie eksperymentowania przy równoległym poszukiwaniu najprostszych, a przez to najskuteczniejszych rozwiązań. Wyczulony na punkcie brzmienia, które stara się realizować zarówno fizycznie poprzez grę, jak i reżysersko za konsoletą studyjną. Człowiek, który w rozmowie stawia kropkę na końcu zdania. Bardzo pewny siebie i znający swoją wartość, co nie zawsze bywa mile widziane w dyrekcjach muzycznych zespołów.

Czy także tym razem będziemy mieli okazję przekonać się o jego nieugiętości? Z pewnością pierwszy sygnał mamy już na samym początku: „Redakcja magazynu Perkusista zaproponowała mi część liter alfabetu z dopisanymi hasłami do rozwinięcia. Pozwoliłem sobie na dopisanie tych brakujących, by kompletny alfabet mógł zaistnieć i otworzyć uszy i oczy na świat muzyki i perkusji.” Pomimo lekkiej samowolki jesteśmy jednak przekonani, że w poniższej wypowiedzi znajdziemy wszystkie atrybuty muzyka.

A jak Akademia muzyczna

„Studia muzyczne w klasie perkusji Bronisława Pokory ukończyłem z wyróżnieniem w czerwcu 1996 roku. Okres studiowania był dla mnie bardzo intensywny, udzielałem się w wielu rozmaitych pod względem stylistycznym projektach. Współpracowałem z zespołami rockowymi m.in. Proletaryat, orkiestrą symfoniczną Filharmonii Łódzkiej, zespołami perkusyjnymi, Polskim Radio Łódź i wieloma muzykami, wykonującymi muzykę eksperymentalną. Nie stroniłem również od prac w małych projektach z muzykami takimi, jak: Tytus (Acid Drinkers), Burza (Kobranocka), Jacek Chrzanowski (Dezerter), czy Marcin Żabiełowicz (Hey). Projekty te w większości nie ujrzały światła dziennego, a w mojej opinii jest czego żałować.

Na tym etapie oprócz zainteresowań perkusją rozwijałem skrzydła jako kompozytor. Kompanem podczas części takich eksperymentów z muzyką elektroniczną był mój kolega i wybitny pianista Tomek Bartoszek. To był świetny czas zarówno dla muzyki poważnej, jak i rozrywkowej. Wiele lat później pan Bronisław Pokora, mój wykładowca, zadzwonił z pytaniem, czy jako jego najlepszy student byłbym zainteresowany i czy znalazłbym czas, by wykładać w łódzkiej uczelni. Przyjąłem tę propozycję z radością i po stosownych procedurach konkursowych na stanowisko wykładowcy podjąłem pracę. Wiele lat później (tu mi się nie spieszyło) uzyskałem stopień doktora jako specjalista poruszający się w muzyce współczesnej i eksperymentalnej (K.H. Stockhausen, John Cage, Maki Ishii, Haubenstock-Ramati, Bronisław Kazimierz Przybylski itd.)

Kilka lat temu postanowiłem opuścić uczelnię i przejść do prac w sektorze prywatnym. Więcej tu miejsca na swobodę w doborze interesujących ucznia kierunków muzycznych, w planowaniu zajęć i tak cenną dla mnie kreatywność. Obecnie uczę w Akademii Rocka w Warszawie z wynikiem 140-150 godzin lekcyjnych miesięcznie, a moi uczniowie osiągają bardzo dobre wyniki i wygrywają różnego rodzaju konkursy w kraju i za granicą. Pozostały czas spędzam z bliskimi lub komponuję, nagrywam i gram koncerty. Pracuję nad nowymi szkołami perkusyjnymi i moim autorskim projektem muzycznym.”

B jak Brzmienie

„W moim odczuciu brzmienie stanowi jeden z najważniejszych czynników w muzyce, bo jeśli takowe nie spełnia moich oczekiwań jako słuchacza czy kompozytora, to jedynym rozwiązaniem kompensującym jego brak jest chyba tylko „czysta energia i ekspresja” np. w japońskiej muzyce perkusyjnej, punk-rockowym stylu z lat 80 (a zwłaszcza w tej wykonanej przez polskich artystów) oraz starych nagraniach z udziałem np. Milesa Davisa i Tony’ego Williamsa. Myślę, że może być to również taneczna wersja nagrań muzyki bigbandowej.

Umiejętność wydobycia brzmienia, a raczej pełnej palety brzmień, jest raczej rzadka, a dla mnie to kluczowy element dzieła muzycznego, stąd szalenie skrupulatnie dobieram instrumentarium, efekty i proporcje masy dźwiękowej oraz aranżację perkusji. Tak, aranżacja jest dla mnie bardzo ważna, bo potrafi wiele zmienić pracując na korzyść brzmienia całego wykonania live czy nagrania.

Brzmienie należy rozumieć jako konkretną postać i niekoniecznie tylko w wersji naturalnej. To również sfera barw modyfikowanych, a obróbka dźwięków za pomocą modulatora kołowego lub innych urządzeń jak sprzętowa wersja „tape delay” lub chorus, flanger, phaser z lat 80 sprawiają mi zawsze wiele satysfakcji. Sama już tylko filtracja i użycie panoramy potrafią dać bardzo ciekawe rezultaty foniczne. To kolejna moja pasja.”

C jak Czas (w muzyce)

„Oddychaj świadomie, a zrozumiesz muzykę, jej wartość, przekaz. Odkryj trwanie i przemijanie, intensywność, jakość i sens.”

D jak Doda

„Jako muzyk sesyjny współpracujący z firmą Universal Music Polska uczestniczyłem w różnych nagraniach. Zagrałem na pierwszej i tej ostatnio wydanej płycie grupy Virgin. W przypadku pierwszej płyty zespołu wykonałem wiele dodatkowych prac jako aranżer i współkompozytor, a nawet tekściarz i... raper. Nagrałem kilka teledysków, a w tym również ten na potrzebę projekcji kinowej filmu Patryka Vegi. Zagrałem przed wyjazdem za granicę pierwszy koncert Virgin oraz playbackowy wykon podczas festiwalu „Yach Film”. Uczestniczyłem również w sesjach zdjęciowych. Nigdy nie byłem członkiem tej grupy.”

E jak Edukacja

„Uwielbiam uczyć i od wielu lat z zaciekawieniem obserwuję zmiany zachodzące zarówno w szkolnictwie państwowym, jak i prywatnym. Zdanie na temat edukacji mam jednak mocno podzielone. Z jednej strony mam przyjemność znać bardzo mądrych, uczciwych ludzi i rzetelnych w swym fachu wykładowców oraz nauczycieli.

Z drugiej strony obserwuję ludzi skrajnie nieuczciwych, muzycznych nieudaczników, którzy niczego w życiu nie osiągnęli, bo nie wykonali absolutnie żadnej pracy w tym kierunku lub są zwyczajnie pod względem muzycznym niezdolni. Tacy jednak również ciągną do edukacji, bo nikt z nimi grać nie chce, a po ukończonej z wielkimi boleściami szkole muzycznej jakoś rachunki muszą płacić. Słabi muzycy nie mają wyjścia, jak walczyć o pracę inaczej i rzeczywiście robią to po swojemu. Pchają się drzwiami i oknami do różnych instytucji i orkiestr, z których szybko zostają zwolnieni, ale wpisują do CV : „...gram tu, grałem tam, jestem świetny, wszystkich znam...”. I takie osoby otrzymują w Polsce pracę jako wykładowcy!!!

Nie mam żalu o to, że istnieją na świecie ludzie nieuczciwi. Martwi mnie jednak naiwność, a zatem i brak odpowiedzialności niektórych placówek, bo przecież ci zajęci własną polityką kłamstwa wykładowcy nie spełniają żadnych kryteriów moralno-etycznych. Nie pełnią swoich funkcji w sposób należyty, ale dbają o własne interesy, wypisując w dokumentacji bzdury o swoim rzekomym geniuszu. I tak oto ci mali ludzie pozostają do końca swoich dni w żałosnej postawie „z rozepchniętymi łokciami”.”

Inaczej wyobrażałem sobie edukację, a już zwłaszcza państwową, ale może również dlatego, że pamiętam czasy, kiedy wśród studentów i pedagogów panowała zgoda i harmonia, a każdy wykładowca i każdy student starał się dać z siebie wszystko. I były bardzo dobre wyniki i są ludzie, którzy stanowią żywe dowody świetności polskiej klasy perkusji, tej dawnej klasy perkusji.”

F jak Fagot (?!)

„Fagot i perkusja to bardzo ciekawe współbrzmienia, podobnie jak perkusja i akordeon, perkusja i fortepian, perkusja i skrzypce lub altówka, czy wreszcie perkusja i harfa. Różne kolory dźwięku, różne wyniki współbrzmień i oblicza ekspresji.

Na etapie mojej współpracy z Akademią Muzyczną w Łodzi miałem przyjemność nagrywać i koncertować w różnych brzmieniowych konfiguracjach. Miło wspominam z takich koncertów i nagrań Prof. Krzysztofa Kamińskiego, Prof. Zbigniewa Ignaczewskiego i oczywiście Prof. Krzysztofa Knittela oraz kilku innych przemiłych ludzi, wspaniałych artystów i pedagogów. Obecnie kontynuuję współpracę z różnymi artystami, a efekty poszukiwań można poznać podczas koncertów. Zdecydowana część tych dźwiękowych zdarzeń zostanie również już wkrótce uwieczniona.”

G jak Głaskanie

„Głaszczę z różnym stopniem zaangażowania. Lubię dźwięki teatralno-filmowe i te ciemne, matowe, i te jasne piskliwe, dudniące, buczące. W każdej sytuacji lubię dostosować jednak nie tylko głośność, ale też wspomniane wcześniej brzmienie. Oczywiście bywa, że stosuję dynamikę, przy użyciu której już po pierwszym uderzeniu w bębny w miejscu zestawu perkusyjnego powstaje głęboki lej, a wydobywające się zeń świeże opary mogą stwarzać wrażenie, jakbym nigdy nie znał dynamiki „piano”, czy „mezzoforte”.

PS: Na szczęście ci, którzy znają mnie bliżej, wiedzą o moich zamiłowaniach do różnych brzmień, nastrojów, kolorów, ale też umiejętności operowania całą paletą dynamiki.”

H jak Hit

„Można to słowo rozumieć dwojako. Hit może posiadać przebojowy charakter z nośnym niczym hejnał refrenem, ale może być słabo uszytym wytworem dźwiękowym i bez charakteru, ale za to z dobrze poukładanymi umowami o promocję. Może też stanowić połączenie wyraźnie zdefiniowanego charakteru z planem promocyjnej inwazji. Czasem hitem staje się utwór niepozorny i bardziej subtelny, koronkowy i po prostu na swój sposób czarujący i ciepły.”

I jak Inspiracje (kiedyś i teraz)

„Inspiracje w świecie perkusji? Genialne brzmienie i absolutnie odstające jakościowo od wielu innych muzyków na świecie posiada... moja mama, Prof. Urszula Bereźnicka, muzyczny fenomen, cukier i wulkan zarazem, brzmieniowy ideał! Inne wzorce wśród inspirujących mnie perkusistów? Steve Gadd, Steward Copeland, Manu Katche, Peter Erskine, Jeff Porcaro, David Grohl, Will Calhoun, Neil Peart, Bill Bruford, Jeff Tain Watts i wielu, wielu innych.

Inne inspiracje to obrazy, filmy, osoby, miejsca oraz zjawiska i sytuacje z życia wzięte. Jednak za najbardziej obudzające wyobraźnię uważam książki, a zwłaszcza te, dotyczące sztuki kreatywności. Czytam je od lat z rozkoszą. To właśnie dzięki nim zarówno dźwiękiem, jak i słowem bawię się nieustannie i o wiele bardziej odważnie. Każda szkoła i każda uczelnia powinna poważniej potraktować ten temat. Powinien być promowany i wdrożony jako obowiązkowy najdalej w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Oczywiście należałoby w pierwszej kolejności wyszkolić kadrę pedagogiczną, bo nie znam osób w Polsce, które mogłyby takie zajęcia prowadzić już od jutra. Z tego, co wiem, przedmiot, który pojawił się w szkolnictwie wyższym i z nazwy dotyczy właśnie kreatywności jest czystą formą bałwochwalstwa i skrajnej hipokryzji. Puste hasła i wbijanie sobie samemu medali w pierś. Uczelnie, wstydźcie się!”.

J jak Jakość

„Jakoś bez jakości ciężko jest żyć. Jakość jest ważna zawsze! Mierne koncepcje, wykonania, umiejętności wydobycia dźwięku z instrumentu, czy też realizacji dźwięku powodują, że nie ma na czym ucha zawiesić. Ale tak, czasem i za to jestem wdzięczny losowi, bo niemal automatycznie wybieram w takich chwilach ciszę. Choć przez chwilę.

Bywa również inaczej. Mało ciekawa kompozycja powoduje ciekawość i chęć słuchania ze względu na dobre soczyste brzmienie z elementami dobrze wyprofilowanej filtracji w warstwach bardziej przestrzennych. Tak. Ten jeden element czasem wystarczy, by przyciągnąć słuchacza. Jednak jakość wykonania umożliwia lub uniemożliwia osiągnięcie dobrego pod względem brzmieniowym finału.”

K jak Kompromisy

„Jeśli jesteś muzykiem, który współpracuje z innymi muzykami, kompozytorami i producentami musisz być elastyczny. Nie oznacza to jednak, że nie możesz zaproponować pewnych rozwiązań, bazując na twoim doświadczeniu i wyobraźni. Oczywiście bez usilnego forsowania swoich koncepcji. Rozmowa, ustalenia, może wspólna burza mózgów...”.

L jak Lekcja życia

„Większość takich lekcji miała miejsce w czasoprzestrzeni wyłącznie na moje własne życzenie. Jeśli poświęcasz się muzyce bezgranicznie, to wszystko inne obumiera. To proste i logiczne, ale przez lata  nie potrafiłem znaleźć właściwych proporcji.”

Ł jak Łódź

„To moje rodzinne miasto udaje, że śpi...”, a może też Łacina, Latina, Latin Percussion? Uwielbiam te instrumenty, część z nich jak np. granit blocki i cowbells zajmują stałe miejsce w moim zestawie perkusyjnym obok talerzy efektowych Zildjiana i perkusyjnych samplerów. Taka hybryda daje mi ogromne możliwości brzmieniowe, idealne do moich autorskich koncepcji artystycznych.”

M jak Metronom

„Bardzo pomocne urządzenie we wstępnym etapie nauki. Później jednak proponowałbym nauczyć się współpracy z drum maszyną, ta w kwestii precyzji rytmicznej jest znacznie bardziej wymagająca od muzyka. Granie z pętlami rytmicznymi jest jeszcze bardziej wymagające, ponieważ trzeba potrafić współpracować z materiałem idealnie równym rytmicznie lub jego subtelnymi odkształceniami od ideału. I to robi muzykę, wielość i różnorodność zamiast kurczowego pykania „byle równo”.

Za kolejny dobry sposób, a z pewnością nie etap, uważam odrzucenie jakichkolwiek wspomagaczy czasu. Nie dlatego, że zabijają muzykę, bo każdy dobry i doświadczony muzyk zagra i z metronomem, beat maszyną, loopami i bez. Bardziej myślę o pełniejszym rozumieniu czasu i emocji. Inna sprawa, że co za dużo, to niezdrowo. Można się uzależnić od rytmu w linijce. Krótko mówiąc należałoby robić tak, by było dobrze dla muzyki i używać wszelkich na to sposobów. Mów, śpiewaj i graj.”

N jak Nauczanie

„To moja ogromna pasja. Wielką radością jest uczyć i obserwować, jak kiełkują tego owoce. To część mojego muzycznego powołania obok grania koncertów, komponowania i pracy realizatora dźwięku i producenta.”

O jak Odkrycia

„Och… Powiem tak. Do naczelnego redaktora: Drogi Panie Redaktorze Macieju, pięknie dziękuję za tak wspaniałą propozycję. Jest to jednak zbyt obszerny temat i przestrzeń olbrzymia na opis moich doświadczeń oraz na rozważania, którymi bardzo chętnie podzielę się przy innej okazji na łamach magazynu Perkusista. Dziękuję.”

P jak Proletaryat

„Tu nie było zbyt wielu eksperymentów. Tu od początku była moc i tak pozostało do dziś. Latka lecą, a Proletaryat to nadal jeden z niewielu rockowych zespołów w Polsce, który zawsze świetnie brzmi na scenie. Potęga brzmienia i gigantyczna liczba wspólnie zagranych koncertów. Kawał historii polskiego rocka! Szacun!”.

R jak Realizacja dźwięku

„Nie jestem zbyt wielkim miłośnikiem polskich miksów. Zwłaszcza w kwestii brzmienia perkusji, bez sampli lepiej nie podchodź. Ale i to się powolutku zmienia i wierzę, że z czasem będzie lepiej.

Brak przede wszystkim świadomości i umiejętności, bo sprzętowo jest już nieźle. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Na przestrzeni lat komponowania i poszukiwań dźwiękowych uczestniczyłem w wielu jako obserwator w różnych studiach nagraniowych. Finalnie wszystkie moje produkcje, czy rockowe, popowe, jazzowe, raperskie, czy teatralno-filmowe i eksperymentalne, wszystko miksuję wspólnie z Pawłem Marciniakiem w Manximum Studio. Pracuję sam na etapach rejestracji i wszelkich modyfikacji brzmieniowych i przestrzennych, osiągając dokładnie to, co wyobrażam sobie jako... słuchacz. Później działamy już wspólnie w MANXIMUM i taka współpraca to dla mnie wielka przyjemność.

Ostatnio bardzo ważne persony ze świata dźwięku w USA pochwaliły moją produkcję i nasz wspólny miks coveru piosenki Jacksona „Leave Me Alone” w wykonaniu warszawskiej grupy Venflon. Koncertowe zmagania z dźwiękiem? Większości koncertów wolałbym nie słyszeć. I chociaż im głośniej, tym łatwiej błędy ukryć, to brak podstawowych umiejętności wielu „nagłaśniatorów” i tak jest wyraźnie słyszalny.

Tu jestem winien drobne wyjaśnienie. Kwestia dobrego miksu czy nagłośnienia koncertu w OGROMNYM! OGROMNYM! stopniu zależy od umiejętności muzyków, ich indywidualnym i stopliwym z całym zespołem brzmieniu, ale też strojeniu, pulsie i aranżacji czy doborze tonacji i tempa. Bez tego nie będzie Ameryki.”

S jak Sidney Polak

„Miło wspominam wspólne koncerty, festiwale i nagrania studyjne kilku płyt, oczywiście plus DVD „Najmniejszy Koncert Świata”, zarejestrowany w Alvernia Studios, ale nadal za najlepszą płytę uważam tę pierwszą. Słychać tu wyraźnie wpływy dokonań artystów zza wielkiej wody, ale za to każdy utwór ma swój odrębny i wyrazisty charakter, stanowiąc odrębny rozdział na tej i tak spójnej tematycznie płycie. To było naprawdę super! Wierzę, że Jarek napisze kolejną, tak dobrą (jak pierwsza) płytę. Tego mu życzę i trzymam kciuki.”

T jak Technika

„Technika jest fajna, ale w muzyce szukam... muzyki. Bardziej oczekuję jakiegoś klimatu, ciekawej koncepcji, ekspresji czy filmowej magii, czegoś, co mnie porywa, zwodzi, uwodzi, umartwia, a następnie budzi do ponownego życia i działania. A jeśli przenosi w czasie...? Wtedy mam najwyższy szacunek. Może „Cudowny Mandaryn”!? Po prostu bajka!!!”.

W jak Wideo szkoły

„Nagrałem cztery autorskie materiały o charakterze edukacyjnym: 3 video szkoły w postaci VHS i jedną w wersji cyfrowej dla magazynu PERKUSISTA. Poruszyłem różne aspekty gry: techniki, muzykalności, wielobarwności stylistycznej oraz kreatywności w instrumentacji, polimetrii i polirytmii. Myślę o kolejnym materiale. Mam już wystarczającą ilość pomysłów. Teraz jednak czas na autorskie kompozycje.”

U jak Ucieczka

„Nie uciekam, nie mam na to czasu. Mam plany i te realizuję. Czasami jakieś zdarzenia losowe wypaczą założone terminy, ale to tylko czasem. Nie ustaję. Od zawsze ścigam się z samym sobą. Jam jest Lokomotywa Dźwięku.”

Y jak „Y”

„Najczęściej stosowany cytat w mediach: ...yyyyyyyyyyyyyyyy...”.

Z jak Zildjian

„Jestem pierwszym endorserem talerzy marki Zildjian w Polsce obok mojego guru i kolegi Jurka Piotrowskiego. Jestem absolutnie oczarowany brzmieniem tych instrumentów. W każdej sytuacji muzycznej spełniają one moje wszelkie oczekiwania. Oprócz wybitnych właściwości fonicznych warto podkreślić ważną cechę, a mianowicie wytrzymałość tych instrumentów, co nie jest bez znaczenia przy wyższych dynamikach gry na perkusji.

Ze względu na moje zamiłowanie do brzmieniowego bogactwa zestawów typu multipercussion włączyłem w ostatnim czasie kilka instrumentów perkusyjnych oraz efektowych talerzy marki Zildjian. Obecnie mój zestaw składa się z dwóch hi-hatów: 14” A Custom hi-hat oraz 15” K Light hats, trzech crashy: 18” K crash-ride, 19” A Cuctom crash i 20” K crash ride, jednego talerza ride: 21”A Sweet ride (21” K Custom Special Dry ride), jednego talerza china: 20” Oriental china oraz zestawu talerzy efektowych.

Zestaw ten zawiera: Zil-Bele w rozmiarach: 6”,9” i 7,5 Volcano, splashe: 12” A Custom splash, 10” K splash, 8”K splash i 8”A custom splash hi-haty typu fx: 13” bottom Remix Jingle hi-hat (jako talerz akcentowy), 8” FX Stack (jako hi-hat), 10” FX Stack (jako dwa osobne delikatnie brzmiące belle), 10” Oriental Mini china, 10” Stack (10” FX Spiral Stacker na 10” L80 Low Volume splash).

Taki lub bardzo zbliżony do opisanego zestaw talerzy będzie mi towarzyszył w nagraniu mojego autorskiego projektu i podczas koncertów. Większość moich uczniów również decyduje się na zakup Zildjianów do swoich zestawów perkusyjnych, co bardzo mnie cieszy. Współpraca z marką Zildjian to dla mnie nie tylko ogromny zaszczyt, ale też potężna dawka artystycznej inspiracji!”.

Zdjęcia: Aleksander Ikaniewicz

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !