Krzysztof Gradziuk - „RGG nie jest gwiazdą pop-jazzu”

Dodano: 09.11.2021
Autor: Magazyn Perkusista

Najnowsze wydawnictwo uznanego trio RGG to dawka muzycznej ekspresji, przez którą nie każdy będzie w stanie przejść i nie ma co tu w ogóle udawać, że jest inaczej.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Teoretycznie, zgodnie z typowym dziennikarskim tonem powinniśmy tu tryskać analizami i porównaniami. Tymczasem po kolejnym przesłuchaniu i reakcji ludzi w redakcji pojawiło się pytanie – czemu miałby służyć nasz wywiad? Kolejnym przerzucaniem się nazwami i szpanowaniem przed czytelnikami znajomością awangardy? Doszliśmy do wniosku, by nie przywdziewać tu tego pretensjonalnego płaszcza, w efekcie powstał wywiad prowadzony w tonie jakim nigdy nie posługiwaliśmy się wcześniej. Ruszamy całą redakcją!

Najnowszy album zespołu RGG „Mysterious Monuments On The Moon”.

Przed Państwem Krzysztof Gradziuk z trio RGG – artysta perkusista, wybitny wirtuoz, z wyraźnie określoną tożsamością muzyczną. Bębniarz stanowczy, bezkompromisowy, ale jednocześnie pokorny i głodny permanentnego rozwoju, co jest efektem olbrzymiej świadomości jaką posiada.

Krzysztof, ja nie rozumiem tej muzyki i ciężko mi uwierzyć, że jest szerokie grono, które faktycznie to rozumie. Chciałbym wiedzieć o tym więcej, powiedz mi proszę, wytłumacz. Jak mam słuchać tej płyty? Mam z tym problem.

Sztuka szeroko pojęta nie musi być rozumiana od początku do końca. Nie musi być analizowana pod względem formalnym, formotwórczym. To ludzie tworzący sztukę i sami artyści powinni umieć się odnieść do tego co robią w sposób analityczny, choć też nie zawsze. Odbiorca powinien odbierać tego typu sztukę organicznie, nie analizując tego co dokładnie wydarzyło się w danym dziele. Tego rodzaju muzyka powinna pobudzać zmysły, uwalniać pokłady wyobraźni. Dlatego warto, słuchając takiej muzyki, sięgnąć chociażby po książeczkę dołączoną do wydawnictwa i na chwilę zagłębić się w tekst, który został napisany specjalnie w związku z tym dziełem. To bardzo może pomóc w przyswajaniu warstwy muzycznej. Wiem, że w dobie Spotify i Tidal to niemodne, ale albo mówimy o muzyce jako o sztuce albo o dźwiękach towarzyszących podczas sprzątania, gotowania lub grillowania z sąsiadem.

Problemem z tego typu muzyką jest taki, że ludzie w dzisiejszym świecie często słuchają muzyki z tzw. playlist. Tu trzeba poświęcić więcej czasu. To jest muzyka znacznie bardziej wymagająca, programowa, potrzebująca więcej czasu i pewnego rodzaju poświęcenia, czy wręcz celebracji. Po dwóch utworach nie znajdziesz odpowiedzi na pytanie o co chodziło artyście grając takie dźwięki. Jak oglądasz dzieła malarzy XX wieku, niekoniecznie wiesz co przedstawiają, w jaki sposób powstały, a jednak przykuwają twoją uwagę. Idąc do Muzeum Sztuki Współczesnej, mimo że nie do końca znasz powód powstania wielu dzieł, jednak podziwiasz te dzieła. Tylko w taki sposób świat może iść do przodu.

Tworzenie czegoś co ludzie już znają oczywiście jest bezpieczne. Masz większą gwarancję, że to się spodoba większemu gronu odbiorców. Ale ile można oglądać te same przysłowiowe „żaglówki z nad mazurskiego jeziora”? Dam ci jeden przykład, który właśnie przyszedł mi do głowy. Niedawno zakończył się Konkurs Chopinowski. Brał w nim udział po raz drugi łotewski pianista Georgijs Osokins, który zdaniem komisji był bardzo ekscentryczny, że jego interpretacje utworów odbiegały od tego jak zagrałby je Chopin. I niestety swój udział zakończył na drugim etapie konkursu. I to było straszne, bo między innymi tylko dzięki takim Twórcom jak ten Łotysz, świat może posuwać się do przodu. A z drugiej strony, myślę, że może mówiąc, że nie rozumiesz tej muzyki, warto by było sięgnąć do nagrań takich perkusistów-muzyków jak Tony Oxley, Tyshawn Sorey, Han Bennink, Edward Vesala, Paul Lytton, Ramon Lopez, Ches Smith,Christian Lillinger, Thomas Stronen, Mika Kallio, Paul Lovens etc.

Myślę,że gdyby na płycie pojawił się znaczek jakiejś dużej wytwórni, to od razu szybciej być zrozumiał zawartość tej płyty (śmiech).

Trio RGG: Maciej Garbowski (kontrabas), Łukasz Ojdana (fortepian), Krzysztof Gradziuk (perkusja).

Jakie są wasze oczekiwania w stosunku do tej płyty?

„Mysterious Monuments On The Moon” jest naturalnym procesem wieloletnich, nieustających poszukiwań RGG, jest naturalną konsekwencją wspólnego podążania po tej samej ścieżce zainteresowań, inspiracji i wrażliwości. Chcemy, żeby jak do tej pory nasza muzyka trafiała do ludzi, którzy szukają czegoś osobliwego w muzyce. Grono naszych słuchaczy się powiększa. Oczywiście są tacy, którzy wolą nasze płyty na których gramy bardziej konwencjonalnie, ale są tacy którzy zawsze z radością reagują na wieść o muzyce otwartej. Nie mamy na celu przypodobania się wszystkim. Nie kalkulujemy, nie wymyślamy planu jak opanować rynek jazzowy naszą muzyką. To po prostu płynie. To nie jest łatwe, ale nie wyobrażam sobie tkwić w tej samej przestrzeni przez wiele lat. Oczywiście łatwiejsze wszystko się staje, jeśli zagrasz na płycie znany utwór, a najlepiej z repertuaru gwiazdy pop. To też nie jest gwarancja, ale przynajmniej w każdej audycji radiowej taki utwór może popłynąć z głośnika. Płyta cieszy się bardzo dobrym odbiorem. Chętnie jest prezentowana przez dziennikarzy w radio i zbiera pochlebne recenzje. I jak żadne poprzednie wydawnictwo, znalazła się w wielu periodykach, w których wcześniej nie było RGG.

Mówisz o wyprzedanych klubach i koncertach, czego absolutnie gratuluję, ale czy to nie jest tak, że koncert RGG jest wydarzeniem w świecie jazzowym, na które wypada iść, wypada się pokazać? 

Nic podobnego. Nie jesteśmy Leszkiem Możdżerem, który ma za sobą duży koncern paliwowy za sponsora, który gra „Pszczółkę Maję” w Opolu na koncercie poświęconym Wodeckiemu, który nagrywa z polskimi hip-hopowcami, który zapełnia Teatr Narodowy z okazji premiery swojej płyty, o którym powie nawet RMF FM i TVN. RGG nie jest gwiazdą pop-jazzu. RGG jest pewnego rodzaju zjawiskiem, które jak słyszałem „albo się kocha, albo nienawidzi”. I właśnie ów nienawiść, myślę, że właśnie wynika z braku zrozumienia i tej muzyki, jak również często naszych działań. Chociażby zakończenie współpracy z Warnerem i serią Polish Jazz. Podstawą działania w trio zawsze była wolność i niezależność, dlatego decyzja o zakończeniu współpracy była oczywista. I tego się trzymamy. Może to znak, że ludzie już mają dość tego czym karmi ich pop-kultura i jazz, potrzebuje przeobrażenia. Choć, będę podkreślał, że to co robimy nie jest zjawiskiem nowym. Z tego typu działaniami muzycznymi, można było spotkać się już w latach 60. Może poszerzyliśmy, to wszystko o muzykę współczesną, ale też nie jestem tego taki pewien. Dlatego często podkreślam, że RGG wychodzi mocno poza ramy jazzu. Chyba wolę określenie muzyka improwizowana.

Krzysztof Gradziuk korzystał z absolutnie niekonwencjonalnego instrumentarium perkusyjnego.

Myślisz, że ludzie słuchają takiej formy, czy im się wydaje, że słuchają? 

Nie wątpię w ludzi, którzy poszukują. Procentowo jest to oczywiście mała liczba. Ale ludzi myślących, również procentowo jest nie za wiele. Skoro nastąpił powrót małych, niezależnych wytwórni, wydających muzykę mocno niszową, skoro powstaje dużo nowych festiwali muzyki nowej, improwizowanej, skoro piszą o tym w prasie, co prawda specjalistycznej, ale jednak, to chyba jest potrzeba tworzenia takiej sztuki. Ja żyję z takich działań muzycznych i znam mnóstwo artystów, którzy też z tego żyją. Czy zapewnia to im wszystkim byt? Nie wiem, ale wiem, że są szczęśliwi przynajmniej z tego powodu, że są prawdziwi w tym co robią, nie kalkulując.

Krzysztof, czy miałeś jakiś moment lub okres, który mógłbyś wskazać, gdzie postanowiłeś odejść od grania standardowego i ruszyć w nieznane?

To nie tak. Nie odszedłem od standardowego grania. Od początku mojej muzycznej drogi, czułem potrzebę ciągłej zmiany, potrzebę poszukiwań. Zawsze fascynowała mnie nieoczywistość, tajemniczość. Z biegiem lat poszerzałem przede wszystkim znaczenie perkusji i muzyka-perkusisty w zespole. Czasami wiązało się to tylko z muzyką, jaka mnie pochłaniała, czasami również z instrumentarium. Bo jak już niektórzy wiedzą, często używam do generowania dźwięków nie tylko standardowego zestawu perkusyjnego, ale również wzbogacam instrumentarium o przeróżne przedmioty, takie jak: piła tarczowa, zwężki stalowe, stara popielniczka etc. Nie było chyba jakiegoś przełomowego momentu, ale myślę, że fascynacja sceną skandynawską, a przede wszystkim postacią Jona Christensena, który stał się bohaterem mojej pracy magisterskiej, jak również pojawił się w jednym z rozdziałów pracy doktorskiej, może być takim początkiem pójścia w nieznane. Moja praca doktorska bardzo mocno koreluje z tym czym się zajmuje. Jej temat to „Sonorystyczne walory zestawu perkusyjnego i wykorzystanie ich we współczesnej muzyce improwizowanej”. I tu dygresja do pytania pierwszego. Na egzaminie praktycznym w związku z przewodem doktorskim, który zagrałem z RGG, grając otwartą formę improwizowaną, jednym z członków komisji był wybitny muzyk klasyczny. Po wykonie podszedł do mnie i powiedział, że nie wiedział, że w taki sposób można grać na perkusji, dodając, że nie do końca zrozumiał co tam się wydarzyło, ale że było to genialne i wybitne dzieło. Wracając do pytania, to są zespoły, w których gram w bardziej standardowy sposób, chociażby kwintet Piotra Wojtasika. Ale chyba tam standardowość bardziej wynika z samego instrumentarium, bo w myśleniu również staram się podążać nieoczywistą ścieżką. Są natomiast koncerty, na których występuję już tylko z zestawem moich osobliwych instrumentów.

Rozmawiał: Magazyn Perkusista

QUIZ - Perkusyjny omnibus
1 / 18
Na okładce Perkusisty wystąpiła kiedyś razem trójka wspaniałych polskich perkusistów, byli nimi…
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"