Neil Peart - No One's Disciple

Dodano: 25.09.2026
Maciej Nowak
Pojemność baku (Ocena płyty)

90 /100

Nie ma tu więc jakichś lichych nagrań z telefonów zrobionych w kuchni czy salonie.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Perkusista do ulubionych źródeł

Napęd: Neil Peart, reżyseria: Sam Dunn i Scot McFadyen (Banger Films 2026)

Trasa: Wiadomo, że to musiało się w końcu wydarzyć. Na szczęście realizacją filmu o legendarnym Neilu Pearcie z Rush zajęła się profesjonalna ekipa, a nie żaden z kanałów na YouTubie, które – powtarzam to już przy kolejnej recenzji – mimo szczerych chęci nie potrafią tworzyć spójnych dokumentów. W niniejszej produkcji mamy świetny koncept i równie dobrą realizację.

Film opowiada historię Neila, poruszając najważniejsze wątki, ale bez przesadnego drążenia. Mimo ogólnej atmosfery zachwytu nad jego postacią, na szczęście nie wpadamy tu w przesadne wynoszenie go na ołtarze, czego osobiście bardzo się obawiałem. Geddy Lee i Alex Lifeson – koledzy z Rush – oraz goście z bliskiego otoczenia perkusisty opisują jego nietuzinkowy charakter, swoisty perfekcjonizm i wpływ, jaki miał na zespół nie tylko pod kątem rytmicznym, ale też tekstowym. Pojawia się kilka ciekawostek, jak choćby ta, kiedy techniczny Neila opowiada o żmudnych samodzielnych próbach… przed oficjalnymi próbami z zespołem.

Godnie i dostojnie ujęto bolesny, ale jakże ważny temat śmierci córki i żony — obie panie odeszły w przeciągu niecałego roku — oraz to, jak Neil zareagował na tę tragedię swoją „terapią” na motocyklu. Oczywiście sam moment odejścia muzyka przedstawiono z ogromnym wzruszeniem, ale bez wpadania w skrajny dramatyzm, co nieraz zdarza się przy takich produkcjach. Pomijając te dwa momenty, cała reszta prowadzona jest w bardzo pozytywnym, sympatycznym klimacie, gdzie starzy znajomi w pogodny sposób wspominają swojego kompana.

Mocną stroną dokumentu jest przeplatanie wypowiedzi gości z archiwalnymi wypowiedziami samego bohatera. W takiej formule potrafi to wywołać odczucie, że nie oglądamy wcale filmu in memoriam. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie zadbanie o jakość realizacji, spójność i estetykę. Nie ma tu więc jakichś lichych nagrań z telefonów zrobionych w kuchni czy salonie.

Przede wszystkim postarano się jednak, by połączyć w jedną historię postać Neila, perkusję i samą muzykę. I zrobiono to w sposób niesamowicie atrakcyjny. W jaki?

Zaproszono czterech wybitnych perkusistów, którzy nie tylko opowiedzieli o swoich relacjach z Peartem, ale też zagrali przeboje Rush wspólnie z Geddym i Alexem, korzystając przy tym z własnych zestawów:

  • Jako pierwszy za swoimi bębnami zasiada Chad Smith, by dosłownie wbić w ziemię utwór „Working Man” – dość prosty jak na Rush, a zarazem ostatni, jaki Neil zagrał na żywo ze swoim zespołem.
  • Jako drugi pojawia się nikt inny jak Danny Carey. Złapał się za uwerturę „2112”, z którą miał pewne problemy na wejściu, ale jak już odpalił, to wszystko poszło cudownie naturalnie.
  • Trzeci gość to Gavin Harrison w piosence „Dreamline”. Jak to Gavin: po profesorsku i w pełni przygotowany.
  • Czwarta kompozycja należała do Stewarta Copelanda. Ten ponad siedemdziesięcioletni mistrz zagrał „New World Man”, który przecież ma w sobie ten nieco „police’owy” sznyt.
  • Wraca Chad Smith i bierze się za „Limelight”. Początkowo kompletnie to nie żarło, ale końcówka była już jego, na pełnym ogniu.
  • Nie mogło zabraknąć piosenki „Tom Sawyer”, którą zagrał Danny Carey. Panowie z Rush wspominali, że to właśnie przy tym numerze Neil koncentrował się najbardziej.
  • Wreszcie Gavin Harrison w kompozycji „Far Cry”, która aranżacyjnie i czuciowo jest mu wyjątkowo po drodze.

Obszerne fragmenty tych jakże energicznych występów wpleciono na całej długości filmu, dzięki czemu całość zyskuje wspaniałą nośność i lekkość przy zachowaniu należytej powagi w odpowiednich momentach.

Na sam koniec dostajemy epilog, w którym pojawia się nikt inny jak Anika Nilles. Bez przeciągania i bez wnikania w branżowe niuanse, perkusistka przedstawia się w bardzo elegancki, wręcz intrygujący sposób. Dzięki temu film nie kończy się opisem śmierci głównego bohatera, tylko obrazem pełnym nadziei i wielkiej wdzięczności dla Neila Pearta.

Wrażenia z jazdy:

Przemyślany, esencjonalny, spójny realizacyjnie, dynamiczny i refleksyjny film dokumentalny, który ogląda się bez cienia znużenia, mimo że nie należy do najkrótszych — trwa ponad godzinę i 40 minut. Wspólna podróż przez życiorys Neila Pearta prowadzona jest w klimacie ciepłego wspomnienia, oczywiście z należytym uwzględnieniem poważnych zdarzeń.

Entuzjastyczne nastawienie zaproszonych bębniarzy, którzy przez cały dokument wykonują utwory Rush, nadaje całości ogromną intensywność i energię. Mamy tu tak dużo perkusyjnego ducha, że w zupełności wystarczy to dla perkusistów, a jednocześnie nie znuży nie-perkusistów.

Neil Peart z pewnością byłby zadowolony z tego filmowego eseju. Ale idąc zgodnie z jego normą wykonawczą, która — jak wiemy — jest ponadprzeciętna, nie daję perfekcyjnej oceny. Ha!

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj Magazyn Perkusista do ulubionych źródeł
Perkusista - online
Platforma medialna
Magazynu Perkusista
Dołącz do nas
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto dołączyć do grona subskrybentów magazynu Perkusista online ?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.