Pieprz i Sól III – Maciek Gołyźniak

Pieprz i Sól
Dodano: 24.09.2018

Niby jeden kulinarny przepis, a kilka zupełnie różnych efektów smakowych. Podobnie jest z grą na bębnach. Jeden podział, rytm, a możliwości interpretacji i tworzenia emocji pełne szuflady.

W tym wszystkim zawsze lepiej trzymać się kogoś, kto wie, jak zamieszać chochlą w kotle lub kiedy odpuścić jakieś uderzenie. W niniejszym cyklu Maciek Gołyźniak będzie mieszał niejedną ósemką w garach.

Mody mają to do siebie, że bez względu na materię pojawiają się i przemijają. Nie zawsze też nowatorskie – co wcale nie znaczy lepsze – podejście wygrywa w ostatecznym efekcie ze sprawdzoną, prostą klasyką. I nie ma znaczenia, czy to chodzi o kulinaria, które od kilku odcinków pięknie wpisują się metaforą w te warsztaty, czy modę sensu stricto. Podobnie z muzyką. Skończona ilość dźwięków, pozornie skończona ilość kombinacji, a jednak element ludzki od wieków przetwarza je na coraz to nowe kompozycje, utwory czy piosenki. Nie bez znaczenia są tu również i mody. Na brzmienia, strojenie czy wręcz nawiązania do konkretnych melodii, zgodnie ze słynną teorią Mamonia z „Rejsu”: „Lubię piosenki, które już kiedyś słyszałem”. Nie o kopiowaniu jednak będzie dziś mowa, choć dotkniemy rzeczy tak podstawowej, że aż strach.

Konsekwentnie trzymam się od pierwszego odcinka teorii o kluczowej roli smaku w kreowaniu muzycznych dań. Mamy bowiem te same środki, a przecież tyle odmiennych efektów. Zupełnie, jak w kuchni.

Prościej niż w dzisiejszym odcinku się już chyba nie da. Wiem, powinno się raczej czarować czytelników czymś, co na miesiące pozostawi ich w czeluściach ćwiczeniówek. Ale nie taki ani mój, ani wydawcy cel. Po prawdzie raduję się na myśl, że podpowiadając pozornie proste rozwiązania, być może komuś otwierają się wtedy drzwi do świata, który wciągnie go na zawsze i to w rejony, których być może z powodu wspomnianej mody nie miał okazji dotąd zgłębić. Zatem do dzieła.

„Jedynki”. Tak długo, jak nie uzbroimy ich w akcent i artykulację, tak długo będą przypominać lekko wysiłkową (zależnie od tempa) serię z karabinu (jeśli forte fortissimo). W przykładzie, który omówimy, prowadzi ręka prawa, ale ze względu na akcentowanie (oraz po prostu), obie są równie ważne. Szesnaście naprzemiennych uderzeń, na początek bez akcentowania, możliwie równo w głośności, jak i tempie wpisanych w metrum 4/4.

II R L R L R L R L R L R L R L R L :II

Banalna, wydawać by się mogło, sekwencja, chyba, że któraś z rąk niedomaga. Zdarza się. Warto to zniwelować bez względu, czy jest się prawo – czy leworęcznym. Odszukajmy w tym patternie jakąś interesującą pulsację. Od razu zauważymy, że nasze „dwa” i „cztery” znajduje się pod prawą, a nie lewą – jak w poprzednich lekcjach – ręką, co może się wydawać małym kłopotem. Jeśli więc prowadzącą prawą rękę przeniesiemy na hi-hat lub ride albo inny instrument w zestawie, będziemy musieli – chcąc grać jednak „dwa” i „cztery” na werblu – przenieść prawą rękę na tenże werbel.

Ale najpierw akcentowanie:

Przy zachowaniu właściwej artykulacji, można ten pattern grać z powodzeniem na samym werblu, dodając partię dużego bębna i np. hi-hat, grany stopą
wg uznania na „i” lub wszystkie szesnastki (dlatego nie zapisano).

Stopa zagrana jedynie na „1” oraz „i” zostawia sporo oddechu na – bądź co bądź – dość gęsty podział szesnastkowy na werblu. Charakter marszowy tej partii, dzięki kontroli i artykulacji można zastosować z powodzeniem w kompozycji, utrzymując akcentowanie, a wszystkie „ghosty” traktować jako swego rodzaju shaker. Z umiarem, rzecz jasna.

Ponieważ jednak charakter cyklu „Sól i Pieprz” ma to do siebie, że odkrywamy siłę prostych środków i ich skutecznego użycia, pójdźmy na koniec o krok dalej i wykorzystajmy dostępne instrumentarium. Prawa ręka wędruje na hi-hat. Akcentowanie pozostaje bez zmian, brzmienie blach hi-hatu niech będzie dla was inspiracją do poszukiwań interesujących rozwiązań, mogących urozmaicić ten z założenia ostinatowy pattern.

Czy zamkniemy blachy ściśle, czy też nieco „rozszczelnimy”, czy zaakcentujemy otwarciem hi-hatu razem np. z partią bębna basowego, charakter tego groovu zależy jedynie od wrażliwości i pomysłowości wykonawcy. Jego powtarzalność, przywołująca na myśl rozwiązania stosowane w hip-hopie czy muzyce funky może być podstawą do swobodnej interpretacji w obrębie tych na przemian następujących szesnastu prostych „jedynek”. Time, feeling, wspomniane akcentowanie – to genialne narzędzia, jeśli użyte mądrze i z umiarem. Dodany „fill” czy przesunięcie akcentu poza kreskę taktową dają mnóstwo możliwości reinterpretacji banalnej z pozoru wprawki.

 

Jest w tych prostych narzędziach mnóstwo siły. Warto, jak sądzę, przyjrzeć się im z nową energią, okaże się najpewniej, że całe mnóstwo „modnych” w tych czasach zagrywek czy wręcz całych stylów, bazuje na werblowej klasyce, dając kreatywnym, chętnym do poszukiwań muzykom wiele literatury do zgłębienia.

Życzmy sobie zatem dużo kreatywności i odwagi w powrocie do podstawowej literatury, szczególnie, że okres wakacji idealnie się przecież do tego nadaje. Zatem życzę wam świetnych, muzycznych wakacji

#trzebacwiczyc

Foto: Mela Muszyńska