Prog Rock - Progresywny tuzin

Dodano: 30.07.2018

Lista płyt, które naszym zdaniem są niezbędne do zagłębienia się w perkusyjną stronę rocka progresywnego. W naszym przypadku kierowaliśmy się właśnie bardziej pracą bębniarza, taki przyjęliśmy klucz i pod tym kątem trzeba patrzeć na poniższą listę.

Wspaniałych albumów z rewelacyjnymi bębniarzami jest bardzo dużo, często jedna formacja ma w swoim dorobku kilka takich płyt, dlatego też, żeby nie blokować miejsca, wykonaliśmy sprytny zabieg i dodaliśmy po dwa tytuły do każdego zespołu.

1.

Emerson, Lake & Palmer – Brain Salad Surgery (1973)
Emerson, Lake & Palmer – Emerson, Lake & Palmer (1969)
Emerson, Lake & Palmer – Tarkus (1971)

Słynne trio, które nie bało się eksperymentów z niestandardowymi rozwiązaniami – nawet, jak na współczesne czasy. Powalające jest w tym wszystkim to, jak szeroki zakres stylistyczny obejmuje Carl Palmer i ilu różnych technik perkusyjnych się łapie! Zarówno Brain Salad…, jak i Tarkus stawiamy na równi pod tym kątem. Pod tym, co się dzieje w takim Toccata podpisałby się chętnie zapewne sam Virgil Donati. Podobnie zresztą jest na Tarkus w głównym utworze na tzw. stronie A, trwającym ponad 20 minut, naszpikowanym karkołomnymi partiami. Na stronie B emocje nie słabną, bo weźmy chociażby takie Bitches Crystal. Na debiutanckim albumie warto podkreślić pomysłowy groove do Tank, który przez lata nie traci nic z oryginalności. Niestety, z trójki muzyków został już tylko bębniarz Carl Palmer.

2.

Genesis – Foxtrot (1972)
Genesis – Selling England by the Pound (1973)
Genesis – The Lamb Lies Down on Broadway (1974)

Sytuacja jest bardzo poważna. Za bębnami siedzi jeden z muzyków absolutnych, który na nasze szczęście ukochał sobie najbardziej bębny. Łatwość, z jaką Phil Collins porusza się za bębnami, jest wręcz deprymująca! Phil przesuwał swój stołek w Genesis zza zestawu perkusyjnego bardziej na środek sceny. Komercyjne płyty z lat 80 nie spełniały oczekiwań starych fanów mimo, że piosenki osiągały szczyty list przebojów. Wybraliśmy więc trzy kolejne płyty z okresu wspólnej gry z Peterem Gabrielem. Jako reprezentanta perkusyjnego stawiamy tu stanowczo Foxtrot, gdzie Phil powala na kolana muzykalnością, wyobraźnią, brzmieniem. Jest gęsto, ale płynnie i bardzo swobodnie. Prawdziwy majstersztyk perkusji progresywnej! A to wszystko 45 lat temu…

3.

King Crimson – Red (1974)
King Crimson – In the Court of the Crimson King (1969)
King Crimson – Larks’ Tongues in Aspic (1973)

Jeden z najbardziej perkusyjnych zespołów w historii rocka progresywnego. Wybraliśmy jako reprezentanta płytę Red (bębny Bill Bruford), chociaż we wszelkich rankingach prym wiedzie debiutancki In The Court… (bębny Michael Giles). Jednak pod kątem bębnów wskazujemy dojrzałą Red z racji wypośrodkowania szaleńczej gry ze spokojnym podkładem. Wymieniona tu trzecia Larks… (pierwsza płyta zespołu z napalonym na eksperymenty Billem Brufordem), ma znów kilka nietuzinkowych rozwiązań, które dla początkującego mogą być trudne do przyswojenia. Obecnie King Crimson ma w swoim składzie aż trzech fenomenalnych perkusistów.

4.

Pink Floyd – The Dark Side of the Moon (1973)
Pink Floyd – Wish You Were Here (1975)
Pink Floyd – The Wall (1979)

Ciężko wyobrazić sobie jakiekolwiek zestawienie bez tego zespołu, chociaż Nick Mason nigdy nie był perkusistą, który by powalał techniką. Jest on doskonałym przykładem na wtopienie się w całość i poruszanie się po kompozycjach jako całości bez prób zaimponowania komukolwiek swoimi umiejętnościami. Powtarzamy to wiele razy i staramy się pchać ten kamień pod górę, mimo, że cały czas wymyka nam się z rąk i wciąż wielu bębniarzy skupia się na pirotechnice. Taka konwencja, taki zespół, a Nick osiągnął w tej grze taką doskonałość, że wiele jego partii jest niezwykle ciężkich do zagrania nie z racji techniki, a z racji lekkości, lotności i balansu. Te trzy płyty stanowią tego doskonały przykład, a potwierdzone mamy po latach na Divison Bell (1994).

5.

Dream Theater – Metropolis Part 2: Scenes From A Memory (1999)
Dream Theater – Images and Words (1992)
Dream Theater – Six Degrees Of Inner Turbulence (2002)

Zespół, który zdefiniował gatunek na nowo, ubierając prog rock w koszulę melodyjnego heavy metalu. Partie bębnów do legendarnego już albumu Images & Words zostały nagrane przez Portnoya w 12 godzin. Prawdziwą bombą stał się jednak concept album z 1999 roku, który nawiązuje do jednego z utworów z Images…, zresztą nie tylko samym tytułem (pomostem, łączącym obie płyty, jest utwór Home). Mike Portnoy znany jest z rewelacyjnych partii bębnów w tamtym okresie. Zaskoczeniem może jest obecność płyty 6DOIT, która ukazała się po Metropolis i była nieco w cieniu swej poprzedniczki. Tam jednak Portnoy osiągnął naszym zdaniem szczyt swoich możliwości i wciąż oferował coś nowego. Później zaczęło być wtórnie, chociaż wykonawczo wciąż wspaniale.

6.

Rush – Moving Pictures (1981)
Rush – Permanent Waves (1980)
Rush – 2112 (1976)

Z Rush sprawa jest dość skomplikowana, bo gra tam Neil Peart i ciężko w diabły na coś się zdecydować. Spokojnie można dodać tu jeszcze płytę Hemispheres z 1978, pełną pięknej pracy bębnów, szczególnie w typowej progresywnej „kobyle”, jaką jest Cygnus X-1. Jeżeli chodzi o 2112 to był to pierwszy prawdziwy strzał progresywnego grania w ich wykonaniu, który po latach nie ucichł i urósł do miana kultowego. Płyta Permanent Waves ma wielki hit, który wzięliśmy nawet na tapetę na potrzeby niniejszego numeru (patrz: dział z nutami). Moving Pictures to płyta, na której jest najbardziej znany utwór zespołu Tom Sawyer, a sam album jest dobrą zapowiedzią tego, co stanie się z prog rockiem w latach 80. Warto też posłuchać płyty Counterparts z 1993 roku.

7.

Yes – Close to the Edge (1972)
Yes – Fragile (1972)
Yes – 90125 (1983)

Kolejny raz pojawia się nam na tapecie nazwisko Billa Bruforda. Nie ma wątpliwości, że jest to perkusista, którego z czystej pokory do piękna muzykowania nie nazwiemy najlepszym, ale z równie czystym sumieniem zaliczymy do trójki najważniejszych perkusistów progrockowych wszech czasów. Z wymienionych albumów z jego udziałem Close to the Edge ma widoczne ciągoty bębniarza w stronę bardziej eksperymentalną, dlatego też jego kolejnym przystankiem było King Crimson. Album 90125 to już inny rozdział w historii Yes, gdzie na bębnach gra Alan White. Płyta mocno eksplorowała brzmienia elektroniczne, znane z lat 80 i jest to połączenie progresywnych smaczków z typowymi nośnymi piosenkami. Mówiąc prosto – otwarte formy prog rocka nie są zarzynane w nieskończoność.

8.

Jethro Tull – Thick as a Brick (1972)
Jethro Tull – A Passion Play (1973)
Jethro Tull – Aqualung (1971)

Zaczyna się niepozornie, melodyjka, flecik, miły głos, śpiewnie opowiadający historyjkę, tak zaczyna się Thick As A Brick. Mija dopiero kilka minut, gdy pojawiają się różne ciekawe dodatki i bębny zaczynają mocniej pracować. W przypadku Jethro Tull mamy do czynienia z bardziej stabilną i melodyjną stroną prog rocka. Piosenki nie mają charakteru szalonych eksperymentów, jak to było np. w ELP. Zespół wolał opowiadać i kierował się w stronę baśniową. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z typowym rockiem progresywnym. W drugiej części Thick As A Brick mamy bardzo dynamiczne solo perkusyjne, za które Barriemu Barlowowi należą się duże słowa uznania. Ogólnie nie ma tu tak dużo bębnienia, ale dawka jest lekturą obowiązkową.

9.

Tool – Lateralus (2001)
Tool – Aenima (1996)
Tool – Undertow (1993)

Czy obecność Tool kogoś dziwi? Zapewne jedynie ortodoksów progresywnego rocka lat 70, bo Tool jest piękną wizytówką tego, co przyniosły rockowej muzyce lata 90. Skończył się kolorowy i beztroski okres fantazjowania i podbijania kosmosu. Życie zapukało ponownie do drzwi i artyści zaczęli sięgać po nowe środki wyrazu, które nie były szyte na miarę. Muzyka Tool jest absolutnie kontynuacją tego, co na przełomie lat 60/70 zapoczątkowali progrockowi pionierzy. Uaktualniona, wzbogacona, rozwinięta, nie miała za zadanie ani głaskać po głowach, ani powiększać ego muzyków z racji ich wyczynów. O Undertow mało kto u nas wiedział, a Aenimie zajęło trochę czasu, zanim osiadła w świadomości polskich słuchaczy. Dlatego Lateralus był strzałem, który ugruntował potęgę Danny’ego Careya i muzyki Tool.

10.

Frank Zappa – Hot Rats (1969)
Frank Zappa – The Grand Wazoo (1972)
Frank Zappa – Apostrophe (1974)

Płodność artystyczna Franka Zappy jest godna pozazdroszczenia. Jego muzyka nie zawsze klasyfikowana jest jako rock progresywny i jego płyty nie znajdują się najwyżej w różnych rankingach tego typu. Frank miał jednak bardzo progrockowy okres swojej twórczości, w okolicach pierwszej połowy lat 70, mniej więcej w widełkach płyt Hot Rats i Apostrophe. Jak to Frank – często żartował w swoich kompozycjach i nie trzymał się żadnych zasad z wyjątkiem jednej, wysokiej jakości wykonawczej. Miał piosenki ponad 10-minutowe, ale i krótkie 2-minutowe formy, które także wpisywały się w klimat progrockowy. Poza tym miał to, co nas najbardziej interesuje – świetnych bębniarzy. Do powyższej trójki można jeszcze śmiało dodać płytę Waka/Jawaka.

11.

Marillion – Clutching at Straws (1987)
Marillion – Misplaced Childhood (1985)
Marillion – Fugazi (1984)

Mamy tu do czynienia z rockiem progresywnym lat 80, a to oznacza przede wszystkim specyficzne brzmienie, jakie towarzyszyło muzyce w tym okresie. Eksperymenty z muzyką elektroniczną, większa transparentność i klarowność kompozycji. Słychać to szczególnie na płycie Fugazi. Kolejna Misplaced Childhood to przykład płyty koncepcyjnej, często spotykanej w progresywnych produkcjach. Wyróżniona przez nas Clutching at Straws wydaje się być najmniej przesiąknięta tą pierwotną elektroniką lat 80 i ma bardziej klasyczny charakter. Ian Mosley gra na wszystkich trzech albumach i jego gra stanowi połączenie dokonań Nicka Masona ze sposobem postrzegania kompozycji przez Neila Pearta. Bardzo dobry materiał poglądowy.

12.

Camel – Mirage (1974)
Camel – Snow Goose (1975)
Camel – Moonmadness (1976)

Jest to zespół, który zawsze był w cieniu wielkich prog rocka, ale mimo to jest darzony kolosalną sympatią. Nic dziwnego, bo Camel to zespół, którego świetnie się słucha. Nie ma tam szaleństw instrumentalnych i wrzeszczących pogoni, a także tej lekko nadętej nuty, którą słychać w Pink Floyd. Mimo, że jest to zespół rockowy, to perkusja sprawia wrażenie, jakby była lekko schowana z tyłu, nawet na najbardziej perkusyjnym z tej trójki Mirage. Ktoś zna nazwisko Andy Ward? No właśnie. Perkusista gra na wszystkich trzech wymienionych tu płytach i robi to w sposób absolutnie rewelacyjny z racji przerażająco doskonałego wyczucia miejsca i sytuacji! A jednak nie jest to ktoś, kogo się wymienia jednym tchem w zestawie Bruford, Collins, White, Palmer, Peart… A szkoda, dlatego bardzo mocno polecamy zwrócić uwagę na ten zespół.

A GDY ZŁAPIE CIĘ GŁÓD

Wymieniony tuzin artystów to jedynie rozruch w stronę rocka progresywnego, solidny rozruch, ale jest to tylko początek. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego warto sięgnąć po kolejną dawkę nagrań, gdzie bębniarze mogą być olbrzymią dawką inspiracji. Dawkę trzecią znajdziecie już sobie sami.

Ozric Tentacles – Erpland (1990)
Perkusja – Merv Pepler 
Zespół operuje w podobnych klimatach przez cały okres swojej twórczości. Przyjemne granie towarzyszące.

Meshuggah – Destroy Erase Improve (1995)
Perkusja – Tomas Haake
Absolutny klasyk dla fanów ciężkiego mocnego metalowego grania, którzy lubią szukać „raz”. Potężne bębny!

Renaissance – Scheherazade & Other Stories (1975)
Perkusja – Terence Sullivan
Specyficzny głos wokalistki Annie Haslam nie każdemu przypadnie do gustu, ale muzycznie jest bez zarzutu.

Gong – You (1974)
Perkusja – Pierre Moerlen
Ostatnia część bardzo ciekawej i mocno zakręconej trylogii, co oznacza, że warto też sięgnąć po wcześniejsze nagrania.

Queensryche – Operation Mindcrime (1988)
Perkusja – Scott Rockenfield
Klasyczny heavy metal podany w wersji bardzo przemyślanej i sprawnie zagranej koncepcyjnie.

Liquid Tension Experiment – Liquid Tension Experiment (1998)
Perkusja – Mike Portnoy
Prawdziwa bomba instrumentalna w wykonaniu 3 członków zespołu Dream Theater i muzyka King Crimson.

Planet X – Quantum (1999)
Perkusja – Virgil Donati
Zespół tego perkusisty to wyższa szkoła rzemiosła perkusyjnego. Ta płyta wydaje się być najbardziej dojrzała w dorobku.

Death – Symbolic (1995)
Perkusja – Gene Hoglan
Chyba najmocniejsza pozycja na liście. Warto jednak spojrzeć, jak grano techniczny death metal 20 lat temu.

U.K. – U.K. (1978)
Perkusja – Bill Bruford 
Jedna z absolutnie obowiązkowych płyt pod kątem bębnów! Szczególnie dla fanów spod znaku Dream Theater.

Porcupine Tree – Fear of a Blank Planet (2007)
Perkusja – Gavin Harrison
Wiemy teraz, że połączenie nazwisk Steven Wilson i Gavin Harrison jest gwarantem ciekawych dźwięków.

Moody Blues – Days of Future Passed (1967)
Perkusja – Graeme Edge
Płyta uznawana jest za jedną z pierwszych płyt rocka progresywnego, dlatego tym bardziej trzeba poznać początki.

Transatlantic – SMPT:e (2000)
Perkusja – Mike Portnoy
Pierwsza płyta zespołu, który opisywany jest jako drugi dom Mike’a. Jest „portnoyowsko” w dobrym znaczeniu.

The Mars Volta – De-Loused in the Comatorium (2003)
Perkusja – Jon Theodore 
Ten album dobitnie udowadnia, że w XXI wieku progres muzyki progresywnej wcale się nie zakończył.

Opeth – Blackwater Park (2001)
Perkusja – Martin Lopez 
Kolejna metalowa pozycja dla tych, co wolą głośniejszą, a przy tym mroczniejszą i tajemniczą odmianę.

Focus – Moving Waves (1971)
Perkusja – Pierre van der Linden
Europejska (Holandia) i bardzo udana odsłona prog rocka z szalonym Hocus Pocus na czele.

Van Der Graaf Generator – Pawn Hearts (1971)
Perkusja – Guy Evans
Monumentalna produkcja rodem z Anglii pełna nieoczekiwanych zwrotów i zaskakujących rozwiązań.

Caravan – In the Land of Grey and Pink (1971)
Perkusja – Richard Coughlan
Lekkie, przyjemne baśniowe granie z pewnością dla tych, co wolą swobodniejsze granie.

Gentle Giant – Octopus (1972)
Perkusja – John Weathers
Jeden z bardziej zasłużonych pionierów gatunku, niesprawiedliwie stojący w cieniu swoich wielkich kolegów.

Kansas – Leftoverture (1976)
Perkusja – Phil Ehart 
Otwierający utwór znany jest chyba każdemu. Solidne, poukładane granie z dużą dawką znakomitych… gitar.

Iron Maiden – Seventh Son of a Seventh Son (1988)
Perkusja – Nicko McBrain
Zaskoczenie? Na przestrzeni lat wrzucano ich do worka z heavy metalem, co ostatecznie jest krzywdzące. Zespół zawsze miał zapędy progresywne, a ta płyta dała temu bezpośredni wyraz.

POLACY NIE GĘSI I SWÓJ PROG ROCK MAJĄ!

Mamy też swoje dokonania na polu rocka progresywnego i z dumą można przyznać, że kilka z nich zdobyło popularność międzynarodową, a jak wiadomo prog rock zawsze miał bardzo wymagających odbiorców. Wymieniamy tu raptem kilka klasyków, gdyż przez naszą scenę przewinęło się i przewija wciąż sporo zespołów w bardzo różnorodnych odcieniach progresywnych. Weźmy chociażby Indukti, Lunatic Soul, Disperse, Osada Vida, Lion Shepherd i wiele, wiele innych, gdzie bębniarze wykonują wspaniałą pracę.

Klan – Mrowisko (1971)

Perkusja – Andrzej Poniatowski
Na płytę i grę perkusisty trzeba spojrzeć przez pryzmat czasu i należy przyznać, że gra Poniatowskiego jest imponująca! Album koncepcyjny, przygotowany na potrzeby sztuki baletowej, wypadł nadzwyczaj udanie, udowadniając, jak wielki potencjał drzemie w polskich artystach.

RSC – RSC (1983)
Perkusja – Michał Kochmański
Bardzo dynamiczne granie w polskojęzycznym wydaniu. Sekcja jest tu bardzo mocno zapracowana. Niestety, bolączką jest mocno średnie brzmienie. W tym okresie produkcja stała już na znacznie wyższym poziomie i płyta zyskałaby znacznie więcej, ponieważ jest to kawał odważnego grania.

Czesław Niemen – Enigmatic (1970)
Perkusja – Czesław Bartkowski
Zanim Niemen połączył siły z grupą SBB nagrał monumentalne dzieło, zrywając tym samym z klimatem bigbitowym. Pełnia swobody artystycznej niezwykłego muzyka, chociaż też trochę w takim polskim cierpiącym klimacie. Wielkie dzieło, jedno z ważniejszych w naszej muzycznej historii.

Skaldowie – Krywań, Krywań (1972)
Perkusja – Jan Budziaszek
Skaldowie sławę osiągnęli grając nieco inną muzykę, ale zawsze w ich grze dało się usłyszeć ciągoty w stronę zaawansowanych progrockowych kompozycji. Na tej płycie dali upust swojej twórczości. Mieszanka rocka, jazz rocka z rodzimym folkiem dała naprawdę wspaniały efekt ze świetnym udziałem Jana Budziaszka.

SBB – Welcome (1979)
Perkusja – Jerzy Piotrowski
Wskazanie tej płyty jest symboliczne, ponieważ mogłyby tu być również Ze Słowem Biegnę Do Ciebie, Memento Z Banalnym Tryptykiem, a pod kątem perkusyjnym zdecydowanie Follow My Dream, chociaż na Welcome jest utwór Walking Around The Stormy Bay. Nie trzeba więcej pisać, trzeba posłuchać.

Budka Suflera – Cień Wielkiej Góry (1975)
Perkusja – Tomasz Zeliszewski (Zbigniew Zieliński) 
Początki Budki to wielkie, epickie kompozycje. Debiutancki album zespołu jest jednym z lepszych w historii polskiego prog rocka. Wystarczy posłuchać takich piosenek, jak Góry Wysokie czy też mieszankę Pink Floyd, Black Sabbath i Deep Purple w jednym – Jest Taki Samotny Dom.

Exodus – The Most Beautiful Day (1980)
Perkusja – Zbigniew Fyk 
Bardzo specyficzny, ale niesamowicie interesujący album. Jest to chyba najbardziej polska płyta z wymienionych w tej rubryce. Głównie jest to zasługa specyficznego wokalu, który mocno kojarzy się z polskimi filmami młodzieżowymi tego okresu. Bardzo muzyczna i świadoma praca bębnów.

Collage – Moonshine (1994)
Perkusja – Wojciech Szadkowski
Polska płyta, która w naszym kraju była dystrybuowana, ponieważ oryginalny wydawca pochodzi z Holandii. Tym samym chcielibyśmy podkreślić, że jest to album na poziomie światowym pod kątem wykonawczym i aranżacyjnym. Warto też zwrócić uwagę na pierwszy album zespołu Baśnie.

Riverside – Love, Fear And The Time Machine (2015)
Perkusja – Piotr Kozieradzki
Czy jest to najważniejsza płyta największej współczesnej polskiej siły rocka progresywnego? Zdania są mocno podzielone. Wyróżniamy tę płytę z racji jej niezwykłej dojrzałości i absolutnie genialnie wyważonej pracy perkusisty, który był przecież jednym z budowniczych polskiego… death metalu.