Inspiracje: Marek Kapłon

Dodano: 26.06.2020

Legendarny muzyk zespołu TSA, a także zasłużony bębniarz w ekipie Dżem, prezentuje utwór, który doskonale wpisuje się w jego klasyczny, rockowy styl gry, który nie jest pozbawiony finezji i wyczucia.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Marek Kapłon

„Odlot”
SBB (1974) – SBB

Perkusista: Jerzy Piotrowski

„Początek lata 1974 r. Mija 2 i pół roku od politycznej odwilży zapoczątkowanej rewoltą 1971 r. Jest nieco luźniej, ale nadal wszelkie zasady funkcjonowania społeczeństwa regulują wytyczne Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Jako trzynastolatek jestem dopiero na początku drogi świadomego słuchania muzyki. Wtedy w witrynie opolskiego sklepiku z płytami „Lutnia” pojawia się jedynka SBB. Płyta już wtedy wyprzedzona przez swoją legendę, przekazywaną pocztą pantoflową z ust do ust.

„Odlot” to jedna z dwóch kompozycji, umieszczonych na pierwszej stronie czarnego krążka, będąca fragmentem koncertu grupy, zarejestrowanego w grudniu 1973 r. w warszawskiej Stodole. Niespełna 15-minutowa suita, będąca niesamowitym muzycznym rejsem, obfitującym w nieoczekiwane zwroty akcji. Marynistyczne skojarzenie nie jest tu przypadkowe. SBB to wyczynowy jacht wyposażony w trzy żagle, za które indywidualnie odpowiada każdy z muzyków. I choć ster niepodzielnie dzierży w dłoniach Józef Skrzek, to błąd któregokolwiek z członków załogi może doprowadzić do nieuniknionej katastrofy.

 

Tymczasem wszyscy zgodnie pakują się w zawiłe muzyczne zawieruchy. Żaden z nich nie myśli o refowaniu żagli i konsekwencjach przypadkowego wypadnięcia za burtę. A kiedy przychodzi moment zmiany kursu, żagle natychmiast łapią wiatr i łódź z pełnym impetem pędzi dalej w sobie tylko znanym kierunku. „Odlot” to kwadrans uduchowionej jazdy bez trzymanki. Od wirtuozerskiego, kilkunastosekundowego wstępu Jurka Piotrowskiego poprzez lewitującą piosenkę „Odlecieć z wami”, zakończona natchnioną, świetnie budowaną, gitarową improwizacją Lakisa. Zagrana po niej solówka na basie Józka Skrzeka to wydarzenie bez precedensu, mogące zadowolić samego Lucyfera. W trakcie kolejnych dwóch solowych pojedynków Keta – Lakis, Lakis – Józek nikt nie bierze jeńców. Całość wieńczy niezwykle muzykalny finał, naturalnie rozprężający powstałe wcześniej napięcie.

Regularnie wracam do SBB Jedynki za każdym razem zastanawiając się, jakież to siły nadprzyrodzone maczały palce w powstaniu tego dzieła. I coraz częściej podejrzewam o to zielone ludziki. A dlaczego wybrałem bębny. Cholera wie. To jak z miłością. Nie ja zdecydowałem, ale moje serce.”

Zdjęcie: Wojciech Ziemski

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !