Inspiracje: Rafał Piotrowiak

Dodano: 31.07.2020

Sentymentalna podróż perkusisty Pidżamy Porno i Strachy na Lachy, gdzie doszło do połączenia kilku muzycznych światów na czele z wybitnym bębniarzem.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Rafał Piotrowiak

„Bring On The Night”
Bring On The Night (1986) – Sting

Perkusista: Omar Hakim

„Wybór jednego inspirującego mnie utworu, ważnego dla mnie jako perkusisty, wcale nie był taki prosty. Nie byłem pewien, jak do tego podejść. Na początku myślałem o utworze, który zainspirował mnie do gry w ogóle, ale później doszedłem do wniosku, że to musi być coś, co spowodowało przełom w moim pojmowaniu muzyki. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że jestem z pokolenia wychowanego na punk rocku, a od 1989 roku gram w Pidżamie Porno.

Był rok 1992 lub 1993. Moja koleżanka wróciła z wakacji z Paryża i przywiozła kasetę VHS z koncertem Stinga – Bring On The Night. Tak na dobrą sprawę, cały ten album był dla mnie wyjątkowy, ale tytułowy utwór uznaję za symbol tego przełomu w moim życiu. Dzięki temu nagraniu zobaczyłem, że jest inny świat poza punk rockiem. Doznałem pewnego rodzaju olśnienia, zacząłem postrzegać muzykę szerzej. Nie ma znaczenia, czy ten utwór ukierunkował sposób mojej gry. Tutaj chodzi o coś innego. Ważniejsza jest ta różnorodność, którą wtedy odkryłem. Nigdy wcześniej nie słuchałem muzyki tego typu i nagle coś „pyknęło”, otworzyła się odpowiednia klapka.

Wychowywałem się na Sex Pistols, Ramones, The Clash i nadal mam do nich sentyment. Uważam, że „Never Mind the Bollocks...” jest genialną płytą. Nie odciąłem się zupełnie od korzeni, ale od tamtego momentu, gdy usłyszałem „Bring On The Night” po raz pierwszy, powiedziałem sobie: „Koniec z punk rockiem, czas na coś nowego”.

 

Co ciekawe „Bring On The Night” pochodzi z albumu Reggatta de Blanc – The Police, gdzie za bębnami zasiada Stewart Copeland, ale mnie chodzi właśnie o tę wersję Stinga z Omarem Hakimem na perkusji. Nigdy wcześniej nie słyszałem takiego grania. Niesamowita była dla mnie ta forma, bo to był pop, ale zagrany przez świetnych muzyków jazzowych. Darryl Jones na basie, Branford Marsalis na saksofonie, Kenny Kirkland na klawiszach, w chórkach Janice Pendarvis i Dolette McDonald i oczywiście Omar Hakim – skład marzenie. Może dlatego tak mnie to zafascynowało, bo forma była dla mnie niespotykana.

Od tamtego momentu Sting stał się moją wielką miłością, aczkolwiek po latach muszę przyznać, że ta miłość jest dość trudna. Oczywiście to kwestia gustu. Bardzo go cenię jako artystę i muzyka, wiem, że każdy artysta poszukuje nowych rzeczy... Ale w 2007 roku ukazała się płyta The Journey & The Labyrinth i okazało się, że potrafię być też bardzo krytyczny wobec tej miłości.”

Fot. Robert Wilk

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !