Inspiracje: Adam Czerwiński

Dodano: 28.08.2020

Kojarzony przede wszystkim z jazzem, autor, aranżer, współpracował z całą śmietanką muzyków polskich i zagranicznych. Wskazuje jednak utwór, który z jazzem nie ma wiele wspólnego, ale to jedynie podkreśla różnorodność stylistyczną muzyka.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Adam Czerwiński

„Stairway To Heaven”
Led Zeppelin IV (1971) – Led Zeppelin

Perkusista: John Bonham

„Musiałem trochę poszperać w swojej pamięci muzycznej, aby wybrać jeden taki utwór, który miał na mnie znaczący wpływ, ale to nie było łatwe zadanie. Gdy się tak zastanawiałem, jak podejść do tego tematu, nagle dostałem olśnienia! Zaczynałem grać dosyć wcześnie, na różnych instrumentach perkusyjnych, na gitarze, nawet trochę na basie. Co ciekawe, nie wychowywałem się na jazzie, tylko dzięki moim dwóm starszym braciom, nasiąkałem muzyką Jimiego Hendrixa, Deep Purple i Led Zeppelin.

Zrozumiałem, że takim perkusistą, który wywarł wielki wpływ na moje granie i postrzeganie muzyki, jest John Bonham oraz utwór „Stairway To Heaven”. Poza byciem perkusistą zajmuję się też innymi rzeczami – komponuję, aranżuję i jak już wspominałem, gram także na innych instrumentach. Do perkusji nigdy nie podchodziłem jak do instrumentu solowego, dlatego na moich płytach gram bardzo mało solówek. Główny nacisk kładę na warstwę muzyczną, aranżacyjną i brzmieniową. Oczywiście wszyscy dobrze wiemy, że bębny są w zespole najważniejsze, bo bębny w zasadzie kreują całą muzykę. Jak bębniarz brzmi dobrze, to cała reszta zespołu ma ¾ roboty z głowy.

 

„Stairway To Heaven” trwa osiem minut i co ciekawe, John Bonham wchodzi z bębnami dopiero w piątej minucie. Pierwsza część piosenki jest grana zupełnie bez bębnów i to jest wspaniałe, bo dzieją się tam rewelacyjne rzeczy – niesamowite aranże, brzmienia, piano Fendera – no cudo! Nagle wchodzi Bonham, to jest jak u Hitchcocka – wybucha bomba, a dopiero potem zaczyna się dziać. Napięcie wzrasta, później ta solówka gitary – kompletny odjazd. Brzmienie bębnów jest dość dziwne jak na tamte czasy, bo mam wrażenie, że w czasie miksu użyto flangera na całe bębny, dlatego brzmią tak odjazdowo i nowocześnie. Jednocześnie czuć tę siłę i potęgę, którą zawsze uwielbiałem u Bonhama.

Nigdy nie śmiałem marzyć, że uda mi się kiedyś zagrać któryś z utworów Led Zeppelin i to z samym Robertem Plantem w londyńskim Royal Albert Hall. Co prawda nie graliśmy „Stairway To Heaven”, tylko jego opracowanie „Hey Joe” i „Kashmir”. Niesamowite wrażenia i do tego miałem okazję wysłuchać dużo jego opowieści – jak było w tamtych czasach, kiedy grali i byli popularni.

Niedawno szperałem po YouTube i znalazłem nagranie koncertu z Kennedy Center w hołdzie dorobku Led Zeppelin. Serdecznie polecam, ponieważ jest to niesamowity koncert, bardzo wzruszający. Na końcu wystąpiły Ann i Nancy Wilson z Heart, a za bębnami zasiadł syn Bonhama, Jason, który jest wyśmienitym bębniarzem. Wykonali taką wersję „Stairway To Heaven”, że aż mi buty spadły. Do tego widok płaczącego Planta... Ja zresztą też się poryczałem. Ostatnio za bardzo się wzruszam – słucham muzyki i ryczę jak baran. Ten utwór się ani trochę nie postarzał, to jest po prostu ponadczasowe DZIEŁO i zawsze będzie wspaniałe. Zresztą, nie ma tu już o czym gadać, po prostu każdy powinien tego posłuchać.”

 

Fot. Robert Wilk

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !