Inspiracje: Paweł Ostrowski

Dodano: 11.09.2020

Autor kilku podręczników do nauki gry, całego zestawu kursów szkoleniowych. Co mogło tak ambitnego muzyka inspirować i ukierunkować? Witamy na polskim podwórku!

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Paweł Ostrowski

„King Beat”
Klucha W Śpiewnik (1991) – Kciuk Surzyn Band

Perkusista: Marek Surzyn

„To czego nie pamięta głowa, przypomni żołądek. Motyle w brzuchu to informacja zapisana w ciele na całe życie i muzyczny kompas, wskazujący bezbłędnie punkt startowy.

Jestem tym typem muzyka, który zaczynał od własnego podwórka. Pierwszy zespół to duet klawiszowo-perkusyjny z tatą, a pierwsi muzyczni idole to polscy wykonawcy, których różnorodność gatunkowa była obszerna, a obecność na playliście pewnie dość przypadkowa – Jacek Kaczmarski, Sztywny Pal Azji, Kazik, Illusion czy Lady Pank. Zanim jednak łapczywie przylgnąłem do szerokiego koryta nurtu „muzyki światowej”, zakosztowałem smaków lokalnych, a najbardziej pamiętliwym kąskiem, dającym podwaliny polskiej muzyce fusion jest ponadczasowy jak dla mnie projekt – Kciuk Surzyn Band.

„King Beat” to kawałek, którym zaczynała się moja kaseta, zdarta oczywiście do granic słyszalności. Po latach okazało się, że wspomniany utwór wcale nie był pierwszy na płycie, ale ostatni. Z jakiegoś jednak powodu ja dostałem taką właśnie wersję przegrywaną, bo oczywiście o oryginalnej kasecie nie mogło być mowy. Właściwie na tym mógłbym zakończyć swoje „know how” na temat kawałka – wszelka analiza przyczyn i skutków jest tu zbędna, po prostu utwór wgniatał mnie w ziemię, unosząc jednocześnie w powietrze – to dziwny stan, nie tylko dla nastolatka, ale też dla gościa przed czterdziestką, który odczuwa niemal dokładnie to samo dziś, wsłuchując się w tę kompozycję znalezioną w Internecie.

Utwór rozpoczyna porażająca energią linia basu Tomka Kciuka Jaworskiego. Sam bas stanowił już napęd kompletny i doskonały, ale gdy po kilku taktach dołącza Marek Surzyn, człowiek uświadamia sobie, czym jest komfort AWD! No więc, gdy mamy już pełen komplet doznań, pojawia się w utworze jeszcze… melodia (Marek Raduli na gitarze). Jestem przekonany, że wymienione tu instrumenty same w sobie tworzyłyby w 100% kompletną muzykę, gdyby w jakiś sposób każdego z tych muzyków wyizolować z tego kwartetu (okazało się, że był jeszcze Darek Janus na klawiszach).

Z perspektywy czasu mogę określić ten projekt jako fuzję młodzieńczej witalności z wirtuozerią wykonawczą na najwyższym poziomie, wynikającą także z braku kompleksów na tle muzyki Zachodu i tą szczyptą „braku pokory”, dające muzyczny pazur, odczuwalny wyraźnie w tych nagraniach do dziś.

Płyta Klucha W Śpiewnik to zamierzchłe czasy (rok 1991), dokładnie, jak moje pierwsze VOLVO z tego rocznika – nowoczesne jak na swoje lata, komfortowe, nie do wymazania z pamięci. Kciuk Surzyn Band to dla mnie projekt ponadczasowy i ponadnarodowy – czas, który upłynął, nie ma w ogóle znaczenia, tak samo jak trendy brzmieniowe czy stylistyczne w tworzeniu współczesnej muzyki. Słuchając „King Beat” cofam się błyskawicznie do momentu, w którym nie miałem zielonego pojęcia o graniu ani o życiu. To była długa i niełatwa droga budowania doświadczenia, ale chyba podjąłbym się wyzwania, by zacząć od początku. Pod warunkiem, że „King Beat” znalazłby się znowu na samym początku mojej kasety…

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !