Gewa G9 wchodzi na rynek!

Dodano: 19.02.2019

Minęło trochę czasu, odkąd Gewa przedstawiła swoje nowe bębny elektroniczne. Po okresie testów i kontroli perkusje, które są klasyfikowane jako zestaw premium, gotowe są do wejścia z hukiem na światowy rynek, także do Polski.

Relację z premiery bębnów G9 prezentowaliśmy przy okazji targów Musik Messe. Tam Gewa z dumą pochwaliła się zestawem elektronicznym, który wręcz miał zrewolucjonizować perkusyjny rynek. Z biegiem czasu imperialne zapędy nieco osłabły i firma wróciła na ziemię, co wyszło wszystkim na dobre. Bębny przechodziły słuszny, chociaż bolesny okres testów i kontroli. Jak to zwykło się mówić na siłowni: „Boli, znaczy idzie!”. Innymi słowy dostały solidny łomot po to, żeby przybrać obecną formę. Po co tyle zachodu i wgłębiania się w detale?

Po pierwsze G9 to zbyt poważny produkt, by pozwolić sobie na jakieś niedociągnięcia. Firma startuje od razu z piekielnie drogim instrumentem. Gewa to olbrzymia firma, ale znana bardziej jako dystrybutor, a nie jako producent, mimo, że różne przygody w tej kwestii miała i ma. Niemniej jednak z elektroniką na taką skalę nie miała do czynienia, zatem łatwiej jest wskoczyć komuś, kto nazywa się Roland, ponieważ od razu wiemy, że jest to firma, która od lat katuje nas perkusjami elektronicznymi.

Po drugie zawsze w tego typu instrumentach można znaleźć jakieś „ale”, więc trzeba zminimalizować ich ilość do absolutnego minimum. Nie oszukujmy się, bębny elektroniczne nie są i jeszcze długo nie będą miały szans w zestawieniu z bębnami akustycznymi, zresztą takie zestawianie nie ma większego sensu. Idea bębnów elektronicznych, w tym takich potworów, jak G9 jest zupełnie inna. Dlatego też poluzujmy nieco guziki w koszulach i spójrzmy na tego typu zestawy, czy to Pearla czy Yamahy z uwzględnieniem zalet, jakie daje korzystanie z takich instrumentów. No właśnie. Czy mamy do czynienia z instrumentem, czy zabawką?

KULISY

Zanim przejdziemy do szybkiego opisu produktów, kilka słów opisujących całe zamieszanie. W związku z drugą odsłoną G9 Gewa postanowiła wyklarować sytuację, w jakiej się znajduje proces wprowadzania na rynek G9 i zaprosiła do siebie wiodących przedstawicieli mediów perkusyjnych w Europie celem prezentacji sprzętu i możliwości solidnego obicia bębnów. Dodatkowo każdy z przybyłych mógł bombardować pytaniami zarówno dział sprzedaży, jak i głównego konstruktora bębnów Dennisa Pelza, którego postać jest w całości kluczowa. Nasza redakcja została wybrana jako reprezentant nie tylko Polski, ale też całej Europy Wschodniej. Całe spotkanie trwało dwa dni i było bardzo pracowite.

GEWA WORKSTATION G9

Tak, jak wspomnieliśmy, mamy do czynienia z bębnami klasy premium, czyli najwyższy możliwy model zarówno w kwestii zawartości modułu, jak i konstrukcji. Instrument zostanie wprowadzony na polski rynek najprawdopodobniej w okolicach lutego 2019. W tym samym okresie pojawi się np. w Anglii. Najpierw będzie dostępny w Niemczech, Austrii i części Francji, kilka tygodni później będzie także u nas. Obecnie oferowane są trzy modele, mające ten sam moduł z tymi samymi parametrami, możliwościami i opcjami. Różnica sprowadza się do hardware, rodzaju bębnów (same placki, czy placki w korpusach) oraz ilości tomów. Same placki i talerze są konstrukcyjnie te same w każdej opcji. Licząc od najdroższego zestawu ceny zostały ustalone na około: 5499, 4999 oraz 3999 Euro. Sam moduł to koszt 2499 Euro. Jak widać, trzeba będzie troszkę odłożyć. Co dostajemy w zamian? Tradycyjnie trzeba temat rozgraniczyć na dwie rzeczy – na możliwości modułu oraz komfort gry.

Moduł robi wrażenie możliwościami współpracy z urządzeniami peryferyjnymi. Skupia się bardziej na obróbce brzmienia, rejestracji oraz grze w czasie rzeczywistym i nie zajmuje się takimi farmazonami jak opcje treningu czy inne zabawowe funkcje. Widać, że jest to bardzo poważny sprzęt. Od razu krystalizują się tu dwa podstawowe zadania modułu. Praca nad rejestracją gry i obróbka brzmień (np. bębny DW nagrywane specjalnie w studio Funkhaus) na poziomie mini studia, komunikacja z zewnętrznymi bankami brzmień (także wi-fi), miksowanie nagrań to pierwsza misja G9. Druga to gra na żywo, wygoda korzystania z instrumentu na scenie. Szybkość i łatwość obsługi. W tej chwili można powiedzieć, że jest to bardzo udana konstrukcja z niesamowicie intuicyjną obsługą, znacznie łatwiejszą od tego, co mamy w tej chwili na rynku.

Praktycznie można wgryźć się w moduł prosto „z ulicy”. Nie ma przy tym jakichś dziwnych nazw silników urządzenia, które w praktyce wnoszą jedynie zamęt. Wewnętrzna budowa modułu oparta jest na systemie multichipowym. Drugą kwestią związaną z modułem i grą na żywo jest zminimalizowanie latencji, na co inżynierowie poświęcili bardzo dużo uwagi. Podczas naszej wizyty ciężko było jednoznacznie określić efekt ich wysiłków.

Komfort gry to drugi punkt, dotyczący bębnów elektronicznych. Całość oparta jest o hardware DW Drums. W dwóch opcjach mamy specjalne dedykowane ramy metalowe. W najtańszej opcji jest to rama polimerowa, także same bębny nie są osadzone w korpusach, tylko są zwykłymi, siateczkowymi padami. Skupmy się może na tej wersji, ponieważ w każdej z dwóch wyższych wszystkie elementy będą po prostu lepsze. Pady mają nowe siatki Remo, składające się z dwóch warstw. Są duże (10”, 12” oraz 14” w wyższych modelach), masywne i siedzą na ramie bardzo solidnie, budząc duże poczucie bezpieczeństwa. Werbel (12”x5”) jest w wersji drewnianej. Talerze są plastikowo gumowe, oparte na budowie blach Paiste 2002 (ich profil). Mają fajne rozmiary 14” hi-hat oraz 2x14” crash i ride 18”. Centrala to ciężki, bardzo stabilny pad (mimo, że uderzeniowa część ma 10”, co jednak wystarcza na podwójny pedał). W wyższych modelach są osadzone w 18” drewnianych bębnach.

Ciekawe jest to, że DW oprócz specjalnych ram i systemów zawieszeń, skonstruowało też pedały i statywy specjalnie do G9, uwzględniając specyfikę perkusji elektronicznych (amortyzacja przed podwójnym triggerowaniem, uchwyt talerze itp.). Pod tym względem G9 bije na łeb konkurencję. Sama gra to już nieco inna sprawa. To nie są bębny akustyczne, więc to czucie gry jest inne. Siatki dają radę i siedząc za zestawem czujemy, że możemy walnąć spokojnie zza ucha.

Mankamentem są wciąż talerze, mimo, że G9 ma naszym zdaniem także najlepsze blaszki elektroniczne. Ich praca i reakcja jest bez zarzutu, ale czucie gry to wciąż bicie w gumę, nawet gdy talerze bardzo naturalnie się bujają. Hi-hat jest dość przyjazny i granie szybkich dwójek nie będzie stanowić problemu.

Jakkolwiek nie oceniać całości, proporcje możliwości modułu do jakości fizycznej gry to pół stopnia więcej na korzyść modułu. Tu jeszcze warto dodać, że konstrukcja modułu budzi zaufanie. Szybka ma 3mm i przeszła pozytywnie test wody (co zrobiliśmy bez krępacji). Wszystkie części zamienne dostępne są na miejscu w Gewie, więc nie musimy czekać nie wiadomo ile np. na wymianę naciągów. Bębny są w ogóle składane w Niemczech, mimo, że wiele części składowych pochodzi z chińskiej fabryki Gewy (własność firmy). Moduł budowany jest w pełni kilkanaście kilometrów dalej od siedziby firmy w niemieckiej fabryce TechniSat.

PODSUMOWANIE

Tyle tytułem szybkiej prezentacji sprzętu. Jest to raptem wstęp do bliższej i dokładniejszej prezentacji, jaka będzie miała miejsce niedługo, gdy otrzymamy instrument na kilkutygodniowe testy. Temat jest bowiem bardzo obszerny. Poruszymy dokładnie możliwości modułu, jego zawartość, a także postaramy się bezpardonowo potraktować całą konstrukcję, skoro cena instrumentu jest taka a nie inna. No właśnie, nazywamy G9 instrumentem, mimo, że ciężko niektórym w ten sposób odnosić się do perkusji elektronicznych. Na bazie tego, co widzieliśmy możemy tak stwierdzić, ponieważ spokojnie te bębny mogą znaleźć się na estradzie, szczególnie, gdy wymagana jest duża selektywność i możliwość operowania poziomem głośności, a jednocześnie nie chcemy tracić na aspekcie wizualnym. Przede wszystkim jednak zakres działań, związanych z obróbką dźwięku, pozwala na stworzenie zupełnie indywidualnego brzmienia, wyjątkowego dla każdego użytkownika.

Wracając do pytania postawionego w tytule tego artykułu, wstępnie bylibyśmy skłonni zacisnąć pasa i zacząć zapełniać świnkę skarbonkę celem zakupu G9. Pierwsza randka przebiegła w miłej atmosferze z apetycznym menu. Zobaczymy, co się stanie, jak będziemy mieć czas na to, by przyjrzeć się sobie jeszcze bliżej.

Materiał przygotowali: Maciej Nowak i Staszek Piotrowski