Śląski Festiwal Perkusyjny 2019

Dodano: 30.10.2019

Zeszłoroczny sukces festiwalu oraz zapowiedziany zestaw artystów na ten rok rozbudzały wyobraźnię i dawały wielkie nadzieje na wspaniałą perkusyjną zabawę. Czy aby na pewno było to perkusyjne wydarzenie roku 2019?

PRZYGOTOWANIE

Podobnie, jak przy okazji pierwszej edycji, gościliśmy w Chorzowskim Centrum Kultury, które na dobre zaczęło tętnić perkusyjnym życiem już dzień przed festiwalem. Kolejni wykonawcy pojawiali się ze swoimi opiekunami lub asystentami. Rozpoczęło się wielkie rozstawianie bębnów i próby dźwięku. Podniosła atmosfera wymieszana ze skupieniem, ale też dużym spokojem i świadomością celu, do jakiego wszyscy dążyli. To dawało lekki luz i oddech, który świetnie zbalansował się z koncentracją i chęcią dopieszczenia wszystkich detali. Oprócz prób dźwięku nagrywano także przerywniki, które miały wypełnić lukę między występami perkusistów i służyć jako zapowiedzi kolejnych koncertów. Tu włączyła się kreatywność i umiejętność improwizacyjna, która przełożyła się na dużą dawkę humoru. Artyści wymieniali się obserwacjami i doświadczeniem. Jakże niesamowitym jest widzieć, jak Ash Soan razem z Derekiem Roddym dyskutują nad zestawem Daliego Mraza, który to akurat ucina sobie pogawędkę z Michałem Dąbrówką!

Pierwsze tłuste groove’y padły z zestawu Igora Faleckiego. Potęga jego gry rozbudziła wszystkim apetyty. Późnym wieczorem artyści byli już dźwiękowo obsłużeni z wyjątkiem Michała Dąbrówki, który z racji większych nakładów brzmieniowych postanowił wykonać próbę dzień później, w przerwie festiwalu. Efektywność działań całej ekipy była pozytywnym, dobrze rokującym sygnałem. Pozostało już tylko czekać…

UDZIAŁ FIRM

Ten rozdział będzie dostępny wyłącznie w listopadowym magazynie Perkusista….

FESTIWAL

Już przed rozpoczęciem imprezy dało się odczuć atmosferę perkusyjnego święta. Firmy rozstawiały swoje reprezentacyjne stoiska, a do Centrum Kultury zaczęli przybywać w świetnych humorach kolejni goście, w tym cała śmietanka uznanych bębniarzy. Wymieńmy tu chociażby takich muzyków, jak Piotr Pniak, Darek „Daray” Brzozowski, Michał „Dimon” Jastrzębski, Tomek Torres, Adam Marszałkowski, Andrzej Rajski, Maciek Kudła i wielu równie znamienitych. Wracający z koncertu Maciek „Ślimak” Starosta wpadł na chwilę uścisnąć kilka znajomych dłoni. Podobnie gnający na złamanie karku z Torunia Robert Markiewicz pojawił się na sam koniec festiwalu tylko po to, by zaznaczyć swoje poparcie dla tak wielkiej imprezy, zorganizowanej przez polski sklep.

Układ festiwalu był dość klarowny. Na pierwszy ogień odważnie ruszył Igor Falecki,

później zagrał Dali Mraz,

następnie groovem powalił Ash Soan. Koncerty miały iść ciągiem jeden po drugim, dlatego też po występie Asha Soana nastąpiła dłuższa przerwa, podczas której goście mogli udać się na poważniejszą konsumpcję.

Po przerwie na scenie pojawił się profesor Jost Nickel,

po nim namieszał Derek Roddy, a na samym końcu wyczekiwany przez wielu Michał Dąbrówka w towarzystwie pianisty/klawiszowca Archiego Schevsky’ego (lub jak kto woli Konrada Bilińskiego). Przypomnijmy, że to nie pierwszy mariaż Archiego ze światem perkusji. Artysta wystąpił wspólnie z Radkiem Owczarzem podczas Zildjian Day w 2014 roku w Katowicach.

Różnorodność stylistyczna była gwarantem braku znużenia. Mogliśmy przekonać się o wielkim postępie, jaki wykonał Igor, o nietuzinkowej, wręcz „virgilowej” jakości gry Daliego, wspaniałej, książkowej i krystalicznej grze Josta, potężnym i pędzącym jak lokomotywa bębnieniu Dereka, eksperymentalnej, ale też pełnej groove’u grze Michała, no i wreszcie bezkompromisowo prostej grze Asha Soana, który zdaniem dużej grupy widzów był swoistym zwycięzcą festiwalu.

Ash Soan zagrał po prostu piosenki na najmniejszym z zestawów. Nie robił karkołomnych przejść i kosmicznych sztuczek, nie wskakiwał w naddźwiękowe tempa. Taka forma występu spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Podobnie było w przypadku Michała Dąbrówki, który był jedną z najbardziej wyczekiwanych postaci na festiwalu, chociaż historia jego występu jest znacznie bardziej skomplikowana.

Ale dokładnie o sytuacji Michała Dąbrówki będzie można przeczytać w listopadowym Perkusiście…

OCENA

Postawione na początku pytanie odnośnie zasadności tytułowania Śląskiego Festiwalu Perkusyjnego imprezą roku trzeba rozpatrzyć jak najbardziej pozytywnie. Widać ewidentnie, że ekipa Wojtka Węglarczyka wyciągnęła wnioski z zeszłorocznej edycji, którą także oceniamy bardzo pozytywnie. Przede wszystkim dobór miejsca, czyli sprawdzona sala o wysokim standardzie. Doskonała oprawa, efektowna, ale nie przesadzona, z bardzo dobrze skomponowanym układem scenicznym. Food truck, który przy pięknej pogodzie sprawdził się doskonale, stojąc obok efektownego Jeepa Cherokee w barwach firmy Hardcase z kejsami na dachu. Subtelne, ale interesujące (rozmaitość) stoiska firm. No i najważniejsze - sam układ imprezy, jej rozplanowanie, czytelność, ustalona kolejność występów i stworzona dramaturgia. Wszystko to poparte wielką akcją promocyjną, która ostatecznie ma na celu budowanie społeczności perkusyjnej. Ta idea, którą przedstawił rok temu Marcus Lipperer z firmy Meinl, powinna trafić do wciąż wielu niepokornych głów, patrzących wyłącznie pod swoje nogi.

A minusy? Więcej o minusach w listopadowym Perkusiście w wersji drukowanej i e-wydaniu…

Dziękujemy serdecznie za możliwość tak silnego partycypowania w festiwalu. Śląskie Centrum Perkusyjne udowodniło, że można zorganizować imprezę światowego formatu, o czym z zachwytem wspominali nasi zagraniczni goście. Także przedstawiciele dystrybutorów byli pod wielkim wrażeniem całości.

Czy będziemy świadkami równie spektakularnej trzeciej edycji? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć oczywiście w listopadowym Perkusiście…

Serdeczne podziękowanie dla całej ekipy Śląskiego Centrum Perkusyjnego pod wodzą Wojtka Węglarczyka, a także dla całej przyjaznej i pomocnej drużyny Chorzowskiego Centrum Kultury.

Zdjęcia: Robert Wilk