Chris Adler

Dodano: 27.09.2018

Nasze wywiady charakteryzują się tym, że często poruszamy w nich tematy daleko odchodzące od perkusji sensu stricto. Czasami jednak chcielibyśmy poznać odpowiedzi na to teoretycznie najbanalniejsze pytanie.

Bębniarz Lamb Of God przyjedzie w tym roku na jesieni do Polski na koncert – w towarzystwie Slayer, Anthrax i Obituary. Zapowiada się ostra kanonada perkusyjna. Z jednej strony absolutny gigant Charlie Benante, bijący w centralę niczym pięściarz w gruchę, a z drugiej cedzący galerniczo szesnastki na ridzie Paul Bostaph. W tym wszystkim perkusista o muzyczne pokolenie młodszy, który dodatkowo zaczął grać na bębnach bardzo późno (Chris miał 21 lat!), dlatego nawet Donald Tardy z Obituary to przy nim weteran. Chris ma tym samym specyficzny styl, jest on mniej intuicyjny i bardziej bazuje na absolutnej świadomości każdego uderzenia. Zresztą poniżej opisuje, jak to jego zdaniem wygląda i skąd to się wzięło. Jego styl gry budzi też kontrowersje u wielu rockowych i metalowych bębniarzy. Zarówno Bostaph, jak i Benante lubią pociągnąć mocno zza ucha, Chris gra dość delikatnie, a w jego zestawie talerzy swego czasu crash 18” był tym, czym w zestawie Bostapha crash 22” (chociaż akurat ride Adler ma wielki). Lekko podskakuje na stołku i zdarza się, że u niektórych perkusistów bijących pałami 5B w tafle blachy dachowej pojawia się lekki uśmieszek na twarzy. Co z tego, skoro Chris jest zwyczajnie skuteczny! Lamb Of God jest zespołem o mocnym statusie wśród fanów. Partie bębnów nie należą do najprostszych, ponieważ taka jest konwencja kapeli. Chris potrafi zamieszać i jest jednym z przedstawicieli wczesnej odmiany technicznego metalowego bębnienia.

Zespół na wspomnianym koncercie w Polsce, który będzie częścią pożegnalnej trasy koncertowej Slayer (znając życie, pewnie to będzie pierwsza trasa pożegnalna…) zagra pod swoją nazwą Lamb Of God. Skąd ta uwaga? Przed chwilą kapela wydała płytę Legion XX pod szyldem Burn The Priest. Jest to pierwsza nazwa zespołu i tytuł ich pierwszej płyty. Od samego początku słychać tam kłujące strzały w wykonaniu Chrisa. Precyzyjny odwiert perkusyjny. Tak właśnie zagrał też na ostatniej płycie Megadeth Dystopia, która zebrała przecież dość pozytywne recenzje. Jak widać Chris ma się perkusyjnie dobrze, co będziemy mieć okazję niedługo sami zweryfikować. Tymczasem poznajmy odpowiedzi na kilka bardzo sztampowych pytań, które wręcz obciach zadawać w szerszej rozmowie.

Magazyn Perkusista: Jaki był twój pierwszy zestaw?

Chris Adler: To był pięcioelementowy MX1000, jaki znalazłem w naszym papierniczym. Totalny złom, cały oklejony taśmą klejącą. Taki zestaw, który pozwala ci przekonać się, czy chcesz naprawdę grać na bębnach, bo sam nie nadawał się do grania. Nogi bębna basowego nie dotykały ziemi, a jednocześnie tom był zamontowany właśnie na centrali, więc wszystko gibało się przy każdym uderzeniu. Coś jak nauka celowania. Jak usłyszysz naszą pierwszą płytę to nie uświadczysz tam dużo pracy na tomach.

A kto był twoim pierwszym perkusyjnym bohaterem?

W zasadzie nie miałem prawdziwych perkusyjnych bohaterów. Ominął mnie ten młodzieńczy okres, zaczynałem grać, jak miałem 21 lat. W sumie byli to raczej gitarzyści, jak Satriani, McLaughlin, Mustaine i Malmsteen. Podobała mi się idea grania na bębnach tak, jak się gra na gitarze, tak, jakbym miał ten sam zestaw umiejętności. Twoje pytanie aż się prosi o istotną adnotację – miałem szczęście, że nie miałem żadnego perkusyjnego bohatera. Pozwoliło mi to wcielać w swoją grę to wszystko, co usłyszałem, bez porównywania do tego, co zrobiłby mój „bohater” w takiej sytuacji. Nie jestem w stanie mówić za innych, ale słyszę to samo u perkusistów, do których mam największy szacunek – Stewart Copeland, Billy Cobham, Dennis Chambers, Carter Beauford, Gene Hoglan, Shannon Larkin, Lars Ulrich i Gar Samuelson. W tym momencie jest wielu perkusistów o wiele lepszych niż ja, czy którykolwiek z wcześniej wymienionych – jednak idea bycia lepszym i pogoni za tą koncepcją jest głupim posunięciem. Perkusiści, których wcześniej wymieniłem, nadali zespołom, w których grali, specyficzny charakter. Można śmiało powiedzieć, że gdyby któregoś z nich odsunąć od projektu, w którym brał udział, to byłaby katastrofalna strata dla danego projektu. Stworzyli coś więcej niż jakieś uderzenie. Wnieśli istotny element, który został stworzony przez szlifowanie i łączenie wielu wpływów, a następnie formowany w ich osobiste brzmienie, którego nie da się zmierzyć lub porównać do brzmienia jakiejkolwiek innej osoby. Klucz do tego wszystkiego jest taki – nie wskakuj w króliczą norę w poszukiwaniu czegoś. Wskocz we wszystkie królicze nory i sprawdź wszystko, co tam znajdziesz!

 

Jaki jest jeden element twojego sprzętu, bez którego nie możesz się obejść?

Ciężko powiedzieć. Perkusiści są zazwyczaj perfekcjonistami, więc jeżeli czegoś brakuje lub jest inaczej niż zwykle, to może nam to mocno namieszać w głowie. Tyle rzeczy składa się na wizerunek, jaki chcesz prezentować, że ciężko jest wybrać jedną rzecz. Sądzę, że jakbym już miał wybierać, to byłby to mój telefon. W ten sposób mogę się kontaktować z moją dziewczyną Su, która odciąga mnie rozmową z krawędzi, gdy przyjeżdżam w jakieś zwariowane miejsce, gdzieś w Indonezji, Rosji czy Chinach i zastaję jedną rozwaloną stopkę, werbel The Wiggles czy pięcioelementowy zestaw z połamanymi talerzami.

Jaki jest największy koszmar, jaki przeżyłeś na scenie?

To akurat jest bardzo łatwe. Proste przejście szesnastkowe z werbla na tomy. Na drugim tomie główka pałeczki się rozwarstwiła i odbiła w moją stronę ostrą częścią, trafiając mnie w prawe oko. Wiedziałem, kiedy pałeczka pękła, a potem można powiedzieć, że poczułem strzał w pysk. Byłem zdezorientowany tym, co się stało i z niepokojem sięgałem po kolejną pałeczkę, żeby nie przerwać piosenki. Kiedy się schyliłem po pałkę, mój techniczny zauważył, że coś mi sterczy z oka, cały zbielał jak duch i zaczął wskazywać na mnie, jakby obcy stał przed moją perkusją. Za chwilę poczułem smak krwi, która spłynęła mi po twarzy razem z potem. Wiedziałem, że coś się stało i doszło do mnie, że to moje oko – co nie jest najlepszą informacją w środku piosenki – zacząłem panikować. Skończyłem kawałek i odwróciłem się do mojego technicznego wrzeszcząc: „Co jest, do cholery??!?!!? Jak bardzo jest źle?”. Odpowiedział, że nie jest dobrze i jakby zaczął się odczołgiwać ode mnie. Sięgnąłem do oka i poczułem główkę pałki… jakieś 3 cale od twarzy, trochę na prawo od nosa. Delikatnie ją chwyciłem dwoma palcami i WYSZARPNĄŁEM! Poczułem, jak krew zaczęła spływać mi po twarzy, więc chwyciłem ręcznik i zacząłem grać kolejny kawałek. Jeszcze trochę krwawiło, może przez trzy piosenki, a później powoli zaczęło ustępować. Jak tylko koncert się skończył, pobiegłem do garderoby, żeby sprawdzić uszkodzenia, kiedy reszta zespołu serwowała buziaki i rozdawała uściski. Okazało się, że ostra końcówka weszła dokładnie w wewnętrzny kącik oka. Weszła na tyle głęboko, żeby tam utkwić, ale nie przebiła mojej gałki. Cała krew pochodziła z małego kawałka skóry, który się rozdarł w tamtym miejscu. W ciągu następnego tygodnia znalazłem jeszcze ze dwie drzazgi, ale nawet nie wiem, czy powiedziałem chłopakom z zespołu o tym incydencie. Zawsze mogło być gorzej. Ostatnio często sobie to powtarzam.

Jaka jest twoja największa siła jako perkusisty?

To, że tak naprawdę nie jestem perkusistą. Nie mam pojęcia, co robię, dlatego nie mam żadnych granic. Uwielbiam znajdować sposoby, aby podkreślać muzykę synkopami – umiejętność, którą dopracowywałem ucząc się grać piosenki Yes na basie. Chris Squire powinien być konceptualistycznym przykładem dla każdego instrumentalisty. Facet tu niby gra pierwsze skrzypce, a jednocześnie tak naprawdę celowo nie bierze w tym udziału. Wiedzieć, kiedy grać, jest tak samo istotne, jak wiedzieć, co grać. Wieczność mi zajęło przyswojenie tego – chciałem spróbować wyprzedzić moich kolegów z zespołu i innych perkusistów przez lata, żeby sobie udowodnić, że jestem na tyle dobry, aby to zrobić. Prawda jest taka, że byłem w stanie rzucić robotę i z miejsca grać na pełny etat, jak tylko skończyłem z takim podejściem. Gitarzyści mają tak samo – rywalizują ze sobą i innymi. Był taki moment, kiedy w końcu to przedyskutowaliśmy i zgodziliśmy się skończyć z tym prześciganiem się. Kiedy przestaliśmy grać dla własnego ego, a zaczęliśmy dla piosenki, to był boom dla zespołu.

Kogo uważasz za niedocenionego bębniarza?

Jeżeli zaczniemy klasyfikować perkusistów, to będziemy mieli kłopoty. Mogę ci zagwarantować, że gdzieś tam jest dzieciak w piwnicy swojego kumpla, który nie widział słońca od 5 lat i mógłby doprowadzić Thomasa Langa do płaczu. Czy to czyni go niedocenionym? Czy robi ze mnie przereklamowanego? Nie odpowiadaj… Muzyka i rzeczy, jakie gramy, są dla nas bardzo osobiste. Co może dla mnie brzmieć ch**owo, dla kogoś innego będzie perfekcyjne. Wszyscy perkusiści są niedocenieni. Wyobrażasz sobie, żeby iść zobaczyć rockowy zespół i nie byłoby perkusisty? Tylko struny i wokale? Ja na pewno bym tam nie został. Jednak stawia się nas z tyłu sceny, żeby ci z przodu mogli wybrać sobie najsłodsze dziewczyny, narzekać cały dzień na rozgrzewki, wypijać całe piwo i nigdy nie dawać ci znać, kiedy jest serwowany obiad! Zazwyczaj płaczę sobie przed snem, każdej nocy, jak większość koncertujących perkusistów.

 

Pierwsza piosenka, którą nauczyłeś się grać?

„Message In A Bottle”. Ogromny błąd. Nie róbcie tego. Prawdopodobnie nie powinienem nawet tego mówić, ale uznajcie to jako ostrzeżenie z doświadczenia. Nie zaczynajcie od tego. Zacznijcie od „Back In Black” albo „Gloria”.

Jaki jest klucz do dobrego występu na żywo?

Być zdolnym do udawania pewności siebie i kontroli. Nikt nie chce widzieć kilku gości, obgryzających paznokcie i płaczących ze zdenerwowania – a tak właśnie to wygląda w środku. Mogę cię zapewnić. Kolesie, którzy mówią: „Nie, stary, ja tak nie mam. Wiem, że wyjdę na scenę i wszystkich zmiażdżę, bo ja rządzę, a ty się śliń!” są po prostu kłamcami, totalne ku*asy i powinieneś urwać z nimi kontakt. Jestem w stanie się założyć, że im bardziej twierdzą, że są pewni siebie, tym bardziej są niepewni.

Materiał przygotowali: Salemia, Kajko i Rich Chamberlain