Anika Nilles

Dodano: 12.05.2022
Autor: Maciej Nowak, Salemia

Jest przykładem dużej pracowitości i konsekwencji, którą postrzega jako jeden z kluczowych elementów w rozwoju muzycznym. Każdy z elementów swojej aktywności rozwija lub co najmniej pilnuje. Co jej w tym pomaga? Kto jej w tym pomaga?

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Przez lata sumiennie budowała swoja markę poprzez poszerzanie swojego zakresu perkusyjnej wypowiedzi, zarówno w kwestii technicznej jak i aranżacji i czucia gry. Anika stara się mieć wszystko wyważone i próbuje jasno rozdzielić sytuacje związane z typową pracą w roli perkusistki, a działaniem spełniającym ją w sferze artystycznej. Z jednej strony przyjeżdża do Polski prowadzić bardzo wartościowe zajęcia w ramach Open Minded Drum Camp, z drugiej myśli o wyjściu ze swoją twórczością poza świat bębnów. Jedno nie wyklucza drugiego, ale też o tych obu światach trzeba pamiętać. Widać to chociaż na jej stronie, gdzie wita nas napis: perkusistka - kompozytorka – nauczycielka.

Mimo że wiele osób łączy jej aktywność z rozwojem mediów społecznościowych i możliwościami przez nie wykreowanymi, podejście Aniki do tego tematu może nieco zaskakiwać. Jednak po krótkim zastanowieniu i przyjrzeniu się faktom, nie pozostaje nic innego, jak tylko przyznać artystce rację. Nie popada ze skrajności w skrajność i nie stawia spraw na ostrzu noża. Korzysta z narzędzi i sytuacji adekwatnych do potrzeb. Szczególnie w tych czasach widać jak merytorycznie artystka podchodzi do swojej twórczości, odcinając się bezwzględnie od wszelkiej internetowej błazenady, która nas zalewa, lub też bazowania wyłącznie na fakcie bycia kobietą, co niestety wiele dziewczyn próbuje robić.

Niekiedy wokół muzyków powstają różne teorie i stawiane są stanowcze tezy na podstawie bardzo pobieżnych obserwacji. Najlepszym rozwiązaniem w takim momencie jest po prostu oddanie głosu artyście i stworzenie szansy by wypowiedział się wprost na konkretne tematy. W naszej rozmowie poruszamy wiele ciekawych, ale też nieco drażliwych wątków. Mimo to, Anika spokojnie, często z uśmiechem, tłumaczy swój punkt postrzegania spraw. Jesteśmy przekonani, że poniższy wywiad bardzo mocno przybliży postać artystki.

Jak wyglądały twoje początki gry na bębnach? Nie chodzi o nazwy zespołów i nazwiska inspirujących muzyków, tylko okoliczności.

W moim przypadku zaczęło się to na bardzo wczesnym etapie mojego życia. Miałam wtedy może 4 lub 5 lat. Stało się to zupełnie naturalnie, poniekąd za sprawą mojego taty, który był perkusistą. Cały sprzęt perkusyjny był w domu, w zasięgu moich rąk, więc miałam możliwość uderzania w poszczególne instrumenty. Zaznaczę, że tata nie miał nic przeciwko (śmiech). Pamiętam taką sytuację, kiedy jako 4-latka, pewnego poranka wytargałam na podwórko przed domem strasznie ciężki werbel i zaczęłam w niego uderzać pałkami. Sąsiedzi wyglądali na lekko zdziwionych, ale grzecznie się przywitali i na szczęście nie mieli pretensji. To mi jakoś szczególnie utkwiło w pamięci.

Mój tata skonstruował swój własny zestaw ćwiczeniowy z padami, w tamtych czasach jeszcze nie było czegoś takiego w sprzedaży. Tata specjalnie ustawiał go w ten sposób, żebym mogła przy nim usiąść i do wszystkiego sięgnąć, więc często zasiadałam przy tym zestawie i udawałam, że gram na prawdziwych bębnach. Tak to się zaczęło. Tata zauważył jak bardzo jestem zafascynowana tym instrumentem i zaczął mnie wspierać w rozwijaniu tego zainteresowania. W pewnym momencie zostałam zapisana na lekcje gry na perkusji i uczyłam się już na poważnie na czym to polega.

W tym rejonie Niemiec, w jakim mieszkam, funkcjonują bardzo tradycyjne orkiestry dęte i tak się przyjęło, że młodzi muzycy często stawiają tam swoje pierwsze kroki. W naszym mieście mieliśmy właśnie taką orkiestrę, więc do niej wstąpiłam, tym bardziej, że jej członkiem był również mój tata, który grał tam na trąbce. Na początku zaczęłam grać na samym werblu, a po dwóch latach zajęłam miejsce za perkusją.

Czy możesz wskazać jakiś konkretny punkt w swoim artystycznym życiu, który możesz nazwać zwrotnym?

Momentem, w którym pojęłam, że właśnie tym chcę się w życiu zajmować, było dołączenie do mojego pierwszego zespołu. Miałam wtedy 12 lat, a reszta zespołu była dużo ode mnie starsza. Chłopaki mieli już skończone 18-19 lat i szukali perkusisty. Jedna dziewczyna z orkiestry dętej chodziła z nimi do liceum, powiedziała mi o wakacie w ich zespole i nas ze sobą poznała. Już w trakcie pierwszej próby doznałam właśnie tego uczucia, że to jest właśnie coś dla mnie. Gitarzysta podłączył swój wzmacniacz Marshalla, mocno podkręcił i zaczął grać, a ja w tej chwili zaczęłam walić w bębny i miałam ochotę krzyczeć – to było właśnie TO!

Chłopaki z zespołu chodzili do liceum, które było mocno skoncentrowane na muzyce, więc byli wkręceni w tworzenie własnej muzyki i pisanie tekstów piosenek. Świetnie się bawiliśmy przy tworzeniu własnego materiału.

To może być niezwykle inspirujące dla wszystkich. Byłaś od nich młodsza, do tego dziewczyna. Nie oszukujmy się, ale to nieczęsto się udaje. Miałaś dużo odwagi i siły wewnętrznej.

Nigdy się specjalnie nad tym nie zastanawiałam. Mam wrażenie, że moi rodzice bardziej się tym martwili niż ja (śmiech). Zawsze mnie odwozili na próby do domu rodziców naszego gitarzysty, gdzie mieliśmy miejsce, w którym mogliśmy swobodnie grać. Jedyną niedogodnością było to, że za każdym razem musiałam przywozić tam swoje bębny. Przyjeżdżałam, rozkładałam wszystko, graliśmy, a potem składanie, pakowanie i do domu. Co jest zabawne, moi rodzice przez cały czas trwania próby, wędrowali gdzieś w pobliżu, a to trwało często kilka godzin (śmiech). Byli niesamowicie cierpliwi, za co jestem im ogromnie wdzięczna.

Moi koledzy z zespołu zawsze byli bardzo mili i nigdy nie usłyszałam od nich złego słowa. Nigdy nie sprawili, że czułam się nieswojo czy nie na swoim miejscu. Wydaje mi się, że byli zadowoleni z mojej gry na bębnach i naszej relacji. Bardzo dobrze wspominam ten czas i nie przypominam sobie żadnych niemiłych sytuacji. Dołączenie do zespołu i spędzanie czasu z tymi chłopakami jest jednym z najlepszych wspomnień i doświadczeń, jakie mam z okresu dorastania.

Jak porównasz swoje dawne wyobrażenie branży muzycznej z tym, co wiesz i widzisz teraz, jako w pełni profesjonalna artystka?

Szczerze mówiąc, nie poświęcałam temu aspektowi zbyt wiele czasu na rozmyślania. Dopiero kiedy zaczęłam grać kliniki perkusyjne, ten temat stał się bardziej istotny i namacalny. Podobnie było w kwestii sprzętu, wcześniej nie myślałam o tym na czym gram. Nie zastanawiałam się jak dopasować czy usprawnić swój sprzęt. Jeżeli coś brzmiało dobrze i mi się podobało, to na tym grałam. Kiedy sprawdzając sprzęt w sklepie, trafiałam na coś, co źle według mnie brzmiało, to po prostu tego nie kupowałam, ot cała filozofia. Wszystko sprowadzało się do tego, że kochałam grać na bębnach i mogłam grać dosłownie na czymkolwiek, nie robiło mi to kompletnie żadnej różnicy, miało po prostu dobrze brzmieć i choć trochę przypominać perkusję (śmiech).

Na początku poruszałam się po scenie lokalnej i myślę, że to też dużo zmienia, jeżeli chodzi o podejście do tego typu spraw. Dopiero przeprowadzka do Mannheim i studiowanie na uniwersytecie muzycznym poszerzyły moje horyzonty. Do tego czasu nie miałam za bardzo kontaktu z profesjonalną sceną muzyczną, wszystko rozgrywało się bardzo lokalnie. Myślę, że jedynym takim łącznikiem z profesjonalnym światem muzyki, na wczesnym etapie mojej nauki gry na perkusji, byli moi nauczyciele, którzy doradzali mi w sprawie sprzętu. Mówili co, jak i gdzie kupować, jak działają poszczególne rzeczy i tym podobne.

Tak naprawdę, to w tym szerzej pojętym świecie muzycznym działam dopiero jakieś 8-9 lat. Przynajmniej tak to odbieram, bo właśnie wtedy zaczęłam zauważać jakieś poważniejsze zmiany, dużo rzeczy ewoluowało i przeszło na inny poziom. Duży udział w tej zmianie miały media społecznościowe, które również stały się bardziej popularne. Przemysł muzyczny zaczął zwracać większą uwagę na to, co dzieje się na profilach muzyków, jak się prezentują w sieci. Odnoszę wrażenie, że w tamtym momencie, większe znaczenie miało to, co prezentujesz w mediach społecznościowych, niż to czy jesteś w jakimś zespole i jeździsz w trasy. To podejście cały czas zmienia się w jakimś stopniu i myślę, że teraz jest to bardziej wyważone.

Dostrzegam czasem, że bywasz lekko przytłoczona reakcją sympatyków podczas różnych klinik, warsztatów czy też spotkań na targach.

To prawda. Mam takie wrażenie, jakby rozwój mojej kariery wydarzył się z dnia na dzień, jakby nagle coś przeskoczyło. Zrozumienie tego co się stało zajęło mi jakieś 2-3 lata. Dopiero wtedy zaczęłam czerpać z tego przyjemność, wcześniej to do mnie nie docierało. Wiadomo, że taki nagły przeskok sprawia, że czujesz dużo większą presję, co nie jest łatwe do okiełznania, kiedy nie jest się na to do końca przygotowanym. Wykorzystywanie tego w sposób kreatywny, również zajęło mi kilka lat. Zaczęłam przekuwać tę sytuację w coś poważnego, w tworzenie w pełni profesjonalnych materiałów. Do tego momentu już wiele udało mi się stworzyć i wypuścić, ale dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że mogę robić coś ważnego na szerszą skalę, coś długoterminowego. Wiele nad tym myślałam i zaczęłam podejmować działania, aby zrealizować swoje marzenia związane z grą na perkusji.

Naturalnie, kiedy ludzie zaczynają cię rozpoznawać ze względu na to co robisz, jest to bardzo miłe, ale jednocześnie bardzo dziwne (śmiech). Teraz już do tego przywykłam, ale na początku było to wręcz krępujące. Szczególnie kiedy jeździsz po całym świecie, prowadzisz kliniki i przychodzi wiele osób, to było na tyle dziwne, że zastanawiałam się o co im wszystkim chodzi (śmiech).

Bardzo ciężko jest mnie zdenerwować, to wymaga specjalnych zdolności i czasu (śmiech).


Jest coś takiego w twoim życiu muzycznym, co naprawdę cię wkurza?

To naprawdę trudne pytanie. Bardzo ciężko jest mnie zdenerwować, to wymaga specjalnych zdolności i czasu (śmiech). Jestem bardzo pokorna i mam ogromne pokłady cierpliwości dla ludzi i różnych sytuacji, ale faktycznie są takie rzeczy, które potrafią mnie wyprowadzić z równowagi. To co aktualnie przychodzi mi do głowy, to momenty, kiedy z kimś pracuję, a ta osoba jest nieprzygotowana, podchodzi do tematu beztroskoi jest ogólnie nierozgarnięta. Osobiście bardzo dużo pracuję i staram się zawsze być przygotowana, dlatego chcę współpracować z ludźmi, którzy są na tym samym poziomie zaangażowania. Jeżeli ktoś jest niepozbierany i bagatelizuje sytuacje związane z naszą wspólną pracą, to wtedy naprawdę się wkurzam.

Podobnie z organizacją wydarzeń i innych spraw, w które jesteś zaangażowana?

Dokładnie tak! Szczególnie wtedy, kiedy jestem w trasie i naglę dostaję informację dzień przed, że coś jest nie tak jak miało być. Nie lubię, gdy pojawiają się sytuacje, które zaburzają mi harmonogram. Mogę powiedzieć, że wtedy jestem wyjątkowo zirytowana. Kiedy ruszam w trasę, muszę wiedzieć z wyprzedzeniem jaki jest plan, wiadomo że zdarzają się różne sytuacje, ale muszę mieć plan na co najmniej dwa dni do przodu. Dokładnie tak samo to działa, kiedy pracuję z innymi muzykami, fotografami i zajmuję się innymi sprawami powiązanymi z tym biznesem. Jeżeli ktoś nie jest w stanie przygotować się do zadania w odpowiedni sposób, wtedy moja cierpliwość jest wystawiona na wielką próbę.

To bardzo niemieckie.

Masz rację! W tej kwestii jestem bardzo niemiecka (śmiech).

Dużo mówisz o samozarządzaniu.Radzisz sobie z tym wszystkim, co jest poza graniem.

Tak, chociaż mam ludzi, którzy pomagają mi w wielu sytuacjach, takich jak rezerwowanie koncertów i tym podobne, ale nie mam żadnego osobistego menadżera. Współpracuję z niezależnymi osobami, które pomagają mi zarządzać niektórymi kwestiami. Jednak nadal wiele rzeczy robię sama, jak na przykład zarządzanie zespołem. Kiedy gramy jakiś koncert, pełnię rolę „mamusi” od wszystkiego i dla każdego, pytają mnie o każdy najbardziej absurdalny szczegół, nawet o to, gdzie jest toaleta (śmiech). Muszę być w takich sytuacjach przygotowana na wszystko i znać każdy najdrobniejszy szczegół. Często potrzebuję wsparcia z rzeczami, na które po prostu nie mam czasu. Już się nauczyłam tego, że nie da się wszystkiego robić w pojedynkę. Uświadomienie sobie tego też zajęło mi trochę czasu, ale ta moja niemiecka natura daje się tutaj mocno we znaki. Uwielbiam wszystko kontrolować, żeby mieć pewność, że to co ma być zrobione, faktycznie jest zrobione i już nie muszę się o to martwić. Czasami nadal jest mi ciężko odpuścić i oddelegować to innej osobie do zrobienia. Trzeba mieć wokół siebie ludzi, którym się ufa i ma się pewność, że załatwią sprawy jak należy, tak jak ja sama bym to zrobiła.

Masz takie konkretne dni, które możesz nazwać „biurowymi”?

Muszę mieć takie dni poświęcone wyłącznie na sprawy biurowe, ale nie mam na to określonego dnia w tygodniu, za każdym razem muszę to dostosować do wielu innych spraw, ale planuję je z wyprzedzeniem. Jak jestem w trasie przez dwa tygodnie, to wiem, że wrócę i dwa pełne dni będę musiała poświęcić na pracę przy komputerze, odpisywanie na maile i tak dalej. Jakieś 2-3 lata temu, szczególnie przed pandemią, wszystko robiłam w tym samym czasie, grałam, zajmowałam się sprawami biurowymi i wszystko jakoś funkcjonowało. W tej chwili nie jestem w stanie sobie wyobrazić jakim prawem to działało. Przez pandemię wszystko zwolniło, wyluzowałam się, nie ma tego pośpiechu i intensywności działań. Teraz biorę się za jakąś rzecz, kończę i muszę odpocząć (śmiech). Odwykłam od robienia dziesięciu rzeczy w tym samym momencie, ale z drugiej strony, nie chciałabym do tego wracać. Zmieniłam swoje podejście do pracy, uspokoiłam się, chcę się w pełni poświęcać danej rzeczy w chwili, gdy ją wykonuję. Skupiam się na tym co jest tu i teraz, moje myśli nie krążą w innych kierunkach.

Podobnie jest z mailami, które są dosyć męczące na dłuższą metę, bo przychodzi ich mnóstwo, a każdy dotyczy czegoś zupełnie innego. Nie jestem w stanie odpowiadać na nie z marszu, muszę każdemu zagadnieniu poświęcić wystarczająco dużo uwagi i czasu na przemyślenie. Czasami odpowiadam dopiero po 2-3 dniach, ale nie chcę poświęcać na to czasu jak jestem w trasie, albo zajmuję się czymkolwiek innym, niezwiązanym z tym tematem. Szczerze mówiąc, to zdarza się, że odpowiadam na maile dopiero po kilku tygodniach… Tak to właśnie teraz wygląda, musiałam to zmienić, żeby nie dać się zwariować.

Pandemia pokazał mi, że w sieci zrobił się przesyt treści. Wszyscy zaczęli nagle publikować niezliczoną ilość materiałów, lepszej lub gorszej jakości.


Instagram, Facebook - nie zawalasz ich bzdurami. Jak ważne jest być zawsze na bieżąco w social mediach?

To dobre pytanie, bo w tej chwili widzę to w kategoriach: „przed pandemią” i… no dobra, może jeszcze się nie skończyła, ale nazwijmy to „teraz”. W którymś momencie, w pandemii, coś się dla mnie zmieniło, jeżeli chodzi o podejście do mediów społecznościowych. Przed pandemią, bardzo istotne dla mnie było, żeby moje profile były pełne ciekawych treści, żeby żyły, bo uważałam, że ludzie postrzegają mnie przez ich pryzmat. Z jakiegoś powodu jest często tak, że ludzie faktycznie kojarzą mnie ze względu na moje społecznościówki i kanał YouTube, ale nadal jestem muzykiem, który kocha grać i tworzyć muzykę. Nie chciałabym, żeby ktoś mnie utożsamiał, jako jakiegoś rodzaju influencerkę.

Pandemia pokazała mi, że w sieci zrobił się przesyt treści. Wszyscy zaczęli nagle publikować niezliczoną ilość materiałów, lepszej lub gorszej jakości. Obserwowałam to na początku i nie potrafiłam znaleźć nic oryginalnego, wszystko było takie samo, na siłę wpychane w media, byle tylko coś się tam działo. Po co komu 20 milionów rozgrzewek na pad? Zaczęło mnie to strasznie irytować i po dwóch tygodniach stwierdziłam, że to nie na moje nerwy. Osobiście postanowiłam przestać publikować na jakiś czas, ponieważ nie chciałam czuć jakiejś chorej presji, że muszę to robić. Moim celem i planem na media społecznościowe zawsze było i zawsze będzie to, żeby wszystko było jak najbardziej naturalne. Nie mam zamiaru planować publikacji z tygodniowym wyprzedzeniem, zastanawiać się co powinnam w nich pokazać. Postawa influencera, to zupełnie nie moja bajka, nie jestem tym typem człowieka. Jeżeli coś robię i naglę uznam, że warto się tym podzielić, to wrzucę post, ale jeżeli to nic istotnego lub fajnego, to po prostu nie publikuję na siłę. Wiadomo jakie mamy obecnie czasy, wiele rzeczy zostało odwołane, więc co miałabym publikować? Zdarza się, że ćwiczę sobie coś na zestawie i uznaję, że to może być dla kogoś ciekawe i użyteczne, więc dzielę się tym, ale to wychodzi naturalnie, z potrzeby chwili. Takie jest moje podejście.

Można zauważyć, że są osoby, które bardzo dużo myślały nad tym co zrobić, żeby utrzymać zainteresowanie obserwujących i żeby statystyki im nie spadły. Oni planują co zrobią z dużym wyprzedzeniem. Publikują jakiś groove, zapraszają ludzi do wspólnego grania, później dalej ciągną ten temat, co kilka dni wrzucając jakieś uzupełnienie i liczby się zgadzają. To zupełnie nie dla mnie. Moją pasją jest muzyka, tworzenie jej i pisanie piosenek, chcę być coraz lepsza w tym co robię. Nie interesują mnie liczby na Instagramie czy Facebooku. Nie rozumiem tej presji. Jeżeli komuś się spodoba to, co opublikowałam, to bardzo miło, cieszy mnie to, ale to nie jest motyw moich działań.

Mówiłaś o relaksie. Co robisz w takich chwilach? Słuchasz muzyki w wolnym czasie?

Zazwyczaj staram się robić coś niezwiązanego z moją pracą, spotykam się ze znajomymi, idziemy do kina, robimy najzwyklejsze rzeczy, to mnie odpręża. Leżę na kanapie i odpalam Netflixa, spaceruję po parku w pobliżu mojego mieszkania, takie zwykłe ludzkie przyjemności. Faktycznie, kiedy mam wolną chwilę, to raczej nie słucham muzyki, chyba że jadę samochodem, w takich chwilach muzyka jest obowiązkowa. Jednak, kiedy chcę się zrelaksować, to odstawiam muzykę, ponieważ kiedy jej słucham, zaczynam wszystko analizować i wyłapywać jakieś ciekawe detale (śmiech). Kiedy wracam do pracy, muszę zaczynać wszystko od nowa, bo nagle się okazuje, że usłyszałam coś co mnie na nowo zainspirowało i zmienia się moja wcześniejsza koncepcja na nowy materiał. Niestety czasem to zaburza wszystko do tego stopnia, że nie potrafię się na tym skupić i przez dwie godziny siedzę bezmyślnie. Mam niby jakąś wizję efektu końcowego, ale po drodze brakuje dobrego pomysłu. Później się okazuje, że zmarnowałam czas, który miałam poświęcić na tworzenie materiału, bo stanęłam w miejscu przez pomysł, który nagle zagnieździł się w mojej głowie w nieodpowiednim momencie. Staram się unikać takich sytuacji i wolę spędzić mój czas wolny robiąc wszystko, co nie jest związane z muzyką.

Kiedy komponujesz, szukasz inspiracji czy ona sama przychodzi?

To działa na oba sposoby. Słucham różnego rodzaju muzyki, różnych gatunków, styli i zazwyczaj znajduję coś co mnie inspiruje. Czasami jest to ogólny nastrój piosenki, jej charakter, może jakiś groove, niekiedy jej tempo, cokolwiek co zwróci moją uwagę. Wtedy chciałabym, żeby mój materiał też miał w sobie coś tego rodzaju, więc zapisuję dany kawałek na mojej playliście. Kiedy zaczynam pisać piosenki, puszczam sobie tę playlistę i poszukuję tego, co może mi się przydać do obrania odpowiedniego kierunku, w którym chcę podążać.

Inaczej jest, kiedy siadam do pisania i sama z siebie jestem pewna, co w tej chwili chcę stworzyć. Mam określony nastrój i wtedy opieram się wyłącznie na swojej wyobraźni i doświadczeniach. Zawsze jak jestem w sali ćwiczeń, to coś nagrywam. Zazwyczaj mam nagrane około siedmiu podkładów perkusyjnych, które trzymam na przenośnym dysku. Później przesłuchuję wszystkie swoje pomysły na partie bębnów i czasem zaczynam na nich tworzyć harmonie.

Jak było z książką? Jest naprawdę gruba i pełna zawartości. Trzeba troszkę się skupić zanim zacznie się z niej ćwiczyć.

Skończenie tej książki zajęło mi jakieś trzy lata, tak że proces tworzenia był dosyć długi. Dużo się też zastanawiałam nad tym, czy nie byłoby lepiej podzielić jej na kilka tomów. Rozmawiałam z artystami, którzy wydali swoje książki i doradzili mi, że wydanie jednej, większej książki ma więcej sensu, niż dzielenie jej na rozdziały. Po namyśle zdecydowałam, że będzie to faktycznie jedna książka, dlatego jest taka gruba (śmiech).

Starałam się tak stworzyć tę książkę, żeby osoba, która po nią sięgnie, nie musiała zaczynać od pierwszej strony. Każdy może sobie wybrać, gdzie chce zacząć i skakać po różnych rozdziałach. Jednak jest tam taki system, że na początku każdego rozdziału masz nakreśloną jego koncepcję i jest to również baza, na której opierają się kolejne ćwiczenia z tego zakresu. Pierwsze strony każdego rozdziału są kluczem, punktem wyjściowym. Kiedy już poznasz mechanikę działania danego klucza, możesz zacząć wymyślać swoje kombinacje i budować dookoła niego własne zagrywki. Dla mnie najistotniejsze są cztery pierwsze strony każdego rozdziału, w ten sposób pracuję. Wszystko co następuje po tym, jest tylko pomysłem na rozwój tych zagadnień perkusyjnych.

Chciałabym, żeby ludzie, którzy będą korzystać z mojej książki, czerpali z niej inspiracje i żeby zaczęli tworzyć własne rozwiązania na jej podstawie. Jeżeli pojawiają się trudności, to można korzystać z moich rozwiązań na dalszych stronach, ale warto próbować tworzyć coś własnego. Każdy rozdział w książce ma taką samą strukturę, jeżeli się to zauważy, to łatwiej jest pomyśleć nad własnym rozwinięciem ćwiczenia. Moim celem, przy tworzeniu tej książki, było dostarczenie ludziom systemu na którym będą mogli opierać swoją pracę.

Wiem, że są w Polsce szkoły, które korzystają z tej książki w swoich zajęciach.

Wspaniale! Właśnie o to mi chodziło, żeby ludzie inspirowali się pracując z tą książką, żeby im pomóc. Jeżeli nauczą się tego systemu, będzie im łatwiej pracować, bo to właśnie tak działa. System jest bardzo prosty i solidny, wystarczy dopasować ćwiczenia do swojego poziomu i tego co cię interesuje.

Czy podczas pisania książki zmieniałaś swoje nastawienie? Czy tworzenie takiego materiału miało też wpływ na ciebie?

To moja pierwsza książka, więc nie miałam doświadczenia w tym jak ją napisać, aby była prosta w odbiorze. Musiałam się wiele nauczyć w zakresie organizacji pracy nad książką i próbowałam kilku podejść, ale jeżeli chodzi o zawartość, to nic nie zmieniałam. Można powiedzieć, że jest to zbiór wszystkiego nad czym pracowałam przez ostatnich osiem lat. Wiele z tych rzeczy nigdy wcześniej nie była przelana na papier, więc wypracowałam system, który pomógł mi to usystematyzować. Jednak spisywanie tego wszystkiego to bardzo długi proces, który wymaga wiele cierpliwości i skupienia. Co więcej, po spisaniu wszystkiego, musiałam kogoś poprosić, aby sprawdził, czy wszystko faktycznie jest tak, jak trzeba, bo zdarzają się takie głupie błędy,kiedy używasz opcji „kopiuj-wklej”. Problematyczne było też to, że nie mogłam pozwolić sobie na to, żeby pisać książkę bez przerwy przez trzy miesiące, musiałam robić w międzyczasie inne rzeczy. Pisałam ją wtedy, kiedy mogłam, często w trasie, kiedy akurat byłam w samolocie czy w pociągu, ale przyjmijmy, że w tym czasie napisałam 10 stron, a później nie miałam czasu zrobić z tym nic więcej przez sześć tygodni. Dlatego przygotowanie jej trwało tak długo.

Nikt nie dawał mi pieniędzy, żebym była tym, kim jestem. Musiałam na wszystko zapracować.


Czasami pojawi się zarzut, że jesteś muzykiem wypromowanym chociażby przez Meinl, że to tak naprawdę oni cię wylansowali. Jak odnosisz się do takich zarzutów?

Przyznaję, że słyszałam opinie tego typu, ale mam to gdzieś. Przede wszystkim moje dwa pierwsze nagrania wideo stały się rozpoznawalne bez wsparcia jakiejkolwiek firmy, ich sukces był oparty na tym co zrobiłam. To te nagrania były dla mnie takim przełomem, po którym wszystko nabrało tempa w mojej karierze. To był efekt mojej ciężkiej pracy, nie było w tym żadnej promocji, produkcji ani pomocy od firm perkusyjnych. Właśnie dzięki tym nagraniom, otworzyły się przede mną drzwi do współpracy z firmami, takimi jak Meinl czy Tama. Naturalnie po rozpoczęciu współpracy z Meinlem, otrzymałam wsparcie w postaci trasy, na której mogłam się zaprezentować na żywo w różnych miejscach na świecie, ale ważne jest tutaj jeszcze to, że nie byłam nigdzie wpychana na siłę, to były zaproszenia. Meinl po prostu zbierał zaproszenia z różnych stron świata, a później ustalaliśmy, jak zorganizować trasę, żeby wszystko miało sens. Nikt nie dawał mi pieniędzy, żebym była tym, kim jestem. Musiałam na wszystko zapracować. Grasz klinikę, wykonujesz swoje zadanie i dostajesz za to pieniądze. Tak to wygląda wszędzie. Udało mi się, bo ludzie chcieli mnie oglądać podczas klinik, gdyby nie było takiego zapotrzebowania, to tych klinik by nie było – proste.

Może bardziej zrozumiała będzie podobna sytuacja z zespołem. Jeżeli jest się powiązanym z jakąś wytwórnią płytową, łatwiej jest pojechać w trasę, jest ktoś kto ci pomaga ogarnąć całą logistykę, ale też nie dostajesz pieniędzy za nic. Jedziesz, grasz koncerty i zarabiasz, bo na tym polega twoja praca. Właśnie to zrobił dla mnie Meinl i w taki sam sposób działa z wieloma innymi artystami. Można powiedzieć, że działają na zasadzie agencji, która zajmuje się rezerwacją miejsc w których dany artysta ma wystąpić. W przemyśle muzycznym jest to coś zupełnie normalnego. Jeżeli masz zespół, taki jak na przykład Foo Fighters, grasz dużo tras i jesteś rozpoznawalny, ale masz też wsparcie od firm typu BMG czy Warner, z którymi współpracujesz, to wiele ułatwia. Tak to właśnie funkcjonuje w tym przemyśle.

Jestem bardzo wdzięczna, że współpracuję z firmami, które mnie wspierają w taki właśnie sposób. Jeżeli są ludzie, którzy odbierają takie sytuacje w negatywny sposób, to prawdopodobnie również chcieliby mieć takie wsparcie, dlatego im to przeszkadza.

Producenci sprzętu nie są instytucjami charytatywnymi.

Otóż to! To jest relacja, w której każdy musi dać coś od siebie. Na wszystko trzeba sobie zapracować. Ty robisz swoje i grasz, ale firma również musi mieć z tego jakiś zysk. To chyba jest klucz do zrozumienia takiej współpracy.

Jakie są twoje mocne strony?

Każdy kto tworzy coś własnego jest na swój sposób wyjątkowy. Myślę, że to, co odróżnia mnie od innych, to tworzenie własnej muzyki, pisanie autorskich piosenek. Nigdy nie nagrywam coverów piosenek, co w tym momencie chyba też jest dosyć wyjątkowe. Skupiam się głównie na własnym materiale, chociaż od czasu do czasu zdarzało mi się pracować dla inny muzyków. Postrzegam siebie jako artystkę, która produkuje autorskie treści i tak chcę do tej pracy podchodzić. Dzięki temu, czuję się w pewien sposób wyjątkowa.

Co chcesz polepszyć, nad czym powinnaś pracować?

W odniesieniu do samych bębnów, to moim celem, który wiecznie jest w mojej głowie, jest to, aby zawsze starać się być lepszą perkusistką, doskonalić się w tym co robię. Jeżeli mam coś do zrobienia, to robię co mogę, aby zrealizować swoje założenia. Nie chciałabym wpaść w sytuację, kiedy wydaje mi się, że nie mogę zrobić kroku na przód, stoję w miejscu i nic się nie dzieje. Nadal bardzo dużo ćwiczę i staram się odkrywać nowe rzeczy na swój temat. Jako muzyk, piszący swoje kawałki, jeżdżący w trasy i grający koncerty, chcę docierać do większej ilości osób. Nie chcę, żeby moimi odbiorcami byli wyłącznie perkusiści, chcę dotrzeć do wszystkich, którzy kochają muzykę typu fusion jazz. Przestałam koncentrować się jedynie na scenie perkusyjnej. Kolejne utwory, jakie wypuszczę, będą bardziej przystępne innym słuchaczom, ponieważ staram się zrównoważyć to, co chcę grać na bębnach z innymi partiami. Filmiki na YouTube są wyprodukowane w dużej mierze pod perkusistów, wiele się tam dzieje, ale na scenie wrzucam luz, zostawiam więcej przestrzeni i dzięki temu mogę się tym bardziej cieszyć, nawet relaksować w trakcie grania piosenek. Ciągle nie jest łatwo zagrać te wszystkie piosenki w jednym ciągu, wymaga to ogromnego skupienia, ale moim celem jest otwarcie się na innych ludzi i dotarcie do nich.

Często powtarzam perkusistom, żeby tworzyli muzykę nie dla perkusistów, żeby szukali odbiorców poza światem bębnów.

Nasza perkusyjna nisza jest cudowna i uwielbiam ludzi z tej branży. To taka fajna społeczność, ale ograniczałabym się, gdybym skupiała się tylko na tym. Chcę cieszyć się muzyką i otwierać się na inne środowiska. Myślę, że w pewnym momencie, jest to całkowicie naturalny krok i kierunek rozwoju.

Masz coś takiego, o czym zawsze marzyłaś i chciałabyś zrealizować?

Moim marzeniem, czymś do czego chcę dążyć przez całe życie, jest tworzenie i granie własnej muzyki, z własnym zespołem. Chciałabym w wieku 50-ciu, 60-ciu lat, a może i dłużej, nadal to robić i koncertować.

Jest taki niemiecki perkusista jazzowy, nazywa się Wolfgang Haffner i właśnie on to osiągnął. Chciałabym być już na tym poziomie, ale wiem, że jeszcze sporo pracy przede mną. To długa droga, którą zespół musi podążać, aby dotrzeć do tego etapu. W dodatku nie jest to prosta droga, kiedy zespół nie jest jeszcze rozpoznawalny, trzeba się pokazywać na festiwalach jazzowych, ale robimy co możemy. Pandemia też nie ułatwia sprawy, ale mamy wyznaczony cel i na tym się skupiamy.

Nie chciałabym być muzykiem grającym u kogoś, bo jeżeli z jakiegoś powodu, jego kariera się skończy, zostałabym z niczym i musiałabym szukać czegoś innego. Poza tym, tacy muzycy nie są niezastąpieni, bo na ich miejsce znajdzie się 12 innych, którzy będą grać za mniejsze pieniądze, byle grać. Nie podoba mi się coś takiego. Tak jak wspominałam, postrzegam siebie jako artystkę, która ma własne pragnienia i wizje swojej przyszłości, która kieruje swoim okrętem. Żyję tym marzeniem i mam nadzieję, że będę mogła grać i tworzyć najdłużej jak się da.

Jak wygląda temat nauczania, nie każdy ma umiejętności prowadzenia zajęć.

Wiele nauczyłam się od moich nauczycieli, obserwowałam, jak sobie radzą w różnych sytuacjach. Za taki wzór wspaniałego nauczyciela mogę wskazać Clausa Hesslera.

W moim przypadku wygląda to tak, że nauczać zaczęłam już w wieku 14 lat i tak naprawdę, od tamtego czasu nigdy nie przestałam, tak że mam mnóstwo doświadczenia w tym temacie. Dodatkowo studiowałam taki kierunek i pracowałam jako nauczyciel w mojej poprzedniej pracy. Ważne jest, aby rozumieć ludzi, których uczysz. Trzeba umieć postawić się na ich miejscu, rozumieć ich charaktery i to w jaki sposób najlepiej im się pracuje, tak aby mogli z tego wynieść jak najwięcej. Myślę, że mam w tym temacie dobre wyczucie, co bardzo pomaga w nauczaniu i traktowaniu ludzi indywidualnie, bo często tego potrzebują. Sprawy się komplikują, kiedy ma się przed sobą całą klasę i trzeba dostosować siebie i swój sposób nauczania tak, żeby wszyscy na tym skorzystali. Uwielbiam nauczać! Uważam, że trzeba mieć do tego pasję, aby dobrze uczyć innych. Jeżeli robi się to tylko ze względu na pieniądze, to nigdy nie będzie się dobrym nauczycielem.

Czasem, żeby zobaczyć efekty, potrzebujemy roku, a nawet dwóch lat.


Jakie są największe błędy u perkusistów jakie widzisz? Jaką radę nam dasz?

Największym błędem wielu osób jest poddawanie się za wcześnie. Trzeba przezwyciężać swoje słabości, czasem zajmuje to wiele czasu, ale warto, bo później przechodzi się na wyższy poziom, kiedy wiele rzeczy idzie już bardziej naturalnie. Jeżeli pracujesz nad czymś konkretnym i nie widzisz postępów, to może być demotywujące, ale to ty powtarzasz sobie „nie dam rady”, sam na siebie wywierasz presję, która tylko cię przygniata. Uczniowie mają swoich idoli, jak Claus czy Benny i chcieliby grać dokładnie tak jak oni, ale przecież każdy się kiedyś uczył. Oni również, wielokrotnie musieli walczyć z przeciwnościami i pokonywać swoje słabości. Nie wolno się od razu poddawać.

Moja rada: Miejcie dla siebie więcej cierpliwości, kiedy pracujecie nad czymś konkretnym. Walczcie ze swoimi słabościami, nigdy nie przestawajcie, dopóki nie znajdziecie się na takim poziomie, na jakim czujecie się komfortowo. Czasem, żeby zobaczyć efekty, potrzebujemy roku, a nawet dwóch lat. W przypadku grania na bębnach, możemy to porównać trochę do sportu, bo przecież wykonujesz wszystkie czynności swoim ciałem, które nie zmieni się z dnia na dzień. Kiedy zaczynasz jakiś trening, który ma wzmocnić daną partię mięśni, to efekty zobaczysz dopiero po około 3 miesiącach, to jest proces. Ten mechanizm można odnieść do większości dziedzin w życiu. Nauka gry na instrumencie to proces na wiele, wiele lat, więc musimy pracować i być cierpliwi.

No dobrze, mamy koniec listopada 2021, czego możemy się spodziewać od ciebie w następnych miesiącach?

Na początku stycznia będziemy nagrywać nowe wideo z zespołem, a także będę nagrywać swoje solowe rzeczy. Mamy nowy materiał, który ukaże się wkrótce na EPce. Co więcej, mam kilka singli, które nie są powiązane z EPką, to moje autorskie, solowe piosenki.

Pracuję również nad nową książką, która będzie poświęcona ćwiczeniom i póki co powiem tylko tyle.

Wygląda na to, że uda nam się zagrać kilka międzynarodowych występów, chociaż  teraz nic nie jest pewne, ale mamy nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli.

Pewne nowości pojawią się na mojej stronie internetowej, nie mogę zdradzić więcej szczegółów, ale polecam sprawdzać co jakiś czas. Poza tym, będę na pewno informować na moich profilach, jeżeli pojawi się coś nowego.

Zero odpoczynku, ciągła praca.

Oczywiście!

Materiał przygotowali: Maciej Nowak, Salemia

Foto - kolejno: Jules Bartolome, Marius Mischke, Justyna Janik, Sven Peks

Quiz – Co wiesz o Sabian?
1 / 16
Na rozgrzewkę - Sabian jest firmą…
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"