Pieprz i Sól I – Maciek Gołyźniak

Pieprz i Sól
Maciek Gołyźniak
Dodano: 01.07.2018

Niby jeden kulinarny przepis, a kilka zupełnie różnych efektów smakowych. Podobnie jest z grą na bębnach. Jeden podział, rytm, a możliwości interpretacji i tworzenia emocji pełne szuflady.

W tym wszystkim zawsze lepiej trzymać się kogoś, kto wie, jak zamieszać chochlą w kotle lub kiedy odpuścić jakieś uderzenie. W niniejszym cyklu Maciek Gołyźniak będzie mieszał niejedną ósemką w garach.

Nie da się ukryć, że najłatwiej jest złapać się w pułapkę pozornej prostoty. W wielu znakomitych restauracjach, kandydatom na kucharzy, każe się na okoliczność egzaminu przygotować jajecznicę. Albo jajko po benedyktyńsku. Albo holenderski sos. Z pozoru potrawy mało okazałe, których smak to konsekwencja najlepszych ingrediencji i wyczucia oraz kunsztu adepta. To może ciut przesadzone porównanie, znakomicie obrazuje jednak muzyczny świat, w którym się poruszamy. A samo słowo smak jest absolutnie genialnym określeniem tego, co dla – jak sądzę – wielu z nas, jest kwintesencją gry na instrumencie. Ponieważ każdy z nas ma swoje smakowe preferencje, tego, co piszę, nie należy traktować jako objawionej prawdy a tylko jako mój osobisty – nomen omen – smak. Ale zanim odłożycie numer magazynu, docierając w treści tego artykułu do słowa „rudymenty”, przypomnijcie sobie, ilu rzeczy nie chcieliście kiedyś posmakować. Zapraszam.

Rudymenty to podstawa. Alfabet. Rytuał i mantra. Jeśli tylko potraktować go twórczo, nie pamiętając jedynie o szybkości i ekwilibrystyce, otwiera nieprzebrane pokłady wyzwań, o których powstały niezliczone materiały. Mechaniczne opanowanie tych nieprostych sekwencji, a to postępujących po sobie, a to naprzemiennych uderzeń, ma oczywiście spory sens. Pamięć mięśni i aparat gry jako taki to oczywiste konsekwencje. Kiedy jednak spojrzeć szerzej, przez pryzmat artykulacji i akcentowania, orkiestracji i „stickingu”, możliwości okazują się znacznie szersze. Kiedy dokładnie przyjrzeć się, przysłuchać tworzącym się patternom, pojawi się muzyka, której miejsca ustąpi mechaniczna czynność.

Spróbujmy z pozoru najprostszej sekwencji.

Szybko okazuje się, że pod lewą ręką znajdziemy 2 oraz 4 w szesnastkowym podziale.

Poszukajmy zatem trochę tego wspomnianego smaku, zaczynając od zmiany akcentowania, które nieco zmieni ciążenie nadal szesnastkowego patternu;

Jeśli dodatkowo, zachowując akcentowanie, prawą rękę przeniesiemy powiedzmy na hi-hat, pojawia się wcale nie taka znów nieciekawa kombinacja. A przecież permutacje tej figury ogranicza właściwie tylko nasza wyobraźnia i wypracowane umiejętności.

Idźmy zatem dalej. Co możemy zrobić, pozostając przy „stickingu” lewa ręka na werblu i prawa na hi-hacie? Uchylmy hi-hat na 1, 2e oraz 4e i dołóżmy te same nuty stopą na bębnie basowym, podkreślającą ów podział otwieranego hi-hatu.

Teraz już tylko artykulacja, dobór tempa, konsekwencja realizacji tej partii oraz orkiestracja na zestawie stanowi o tym, jak będzie brzmiał ten pozornie prosty beat, oparty o znaną każdemu perkusiście figurę. Czy uczynimy z niego prostą, krótką, jednotaktową frazę, czy rozwiniemy rytm o kolejne akcenty czy pauzy tworząc dłuższą pętlę. Dajmy sobie pole do poszukiwań, pamiętając jednak, że perkusja w szeroko pojętej muzyce rozrywkowej pełni wciąż raczej służbę niż wiedzie prym.

 

Na koniec. Naprawdę warto pochylić się nad niebywałą paletą koloru, jaką ma do dyspozycji świadomy i czujny perkusista. I nie mam na myśli kolejnego w zestawie instrumentu – tomu, werbla, blachy czy membrany, a narzędzia, które jeśli naprawdę dobrze przejrzane, dobrane i opanowane, są najlepszym sposobem na osiągnięcie interesującego efektu w obrębie tego samego instrumentarium. Artykulację, tempo, akcent, pauzę, żeby wymienić tylko kilka. Przyglądajmy się mistrzom, jak czerpią z tych narzędzi, poświęcając swą wyjątkową, często brawurową wręcz technikę na rzecz nastroju, opowieści i zwyczajnie służby melodii. To te niuanse składają się na styl, a ich dobór na smak, który tak bardzo cenimy i którego tak bardzo nam wszystkim potrzeba, do stworzenia z ogólnodostępnego alfabetu niepowtarzalnego, muzycznego języka.

Tego nam życzę.
#trzebacwiczyc

Foto: Mela Muszyńska