stdClass Object
(
    [id] => 4181
    [categories_id] => 2002
    [categories_type_id] => 1511
    [catalog_firm_id] => 1247
    [ulubionykiosk_id] => 3110
    [users_last_edit_id] => 770
    [assets_id] => 
    [name] => Meinl Artisan Cajon Martinete Line
    [alias] => meinl-artisan-cajon-martinete-line
    [introtext] => 

Podczas wizyty na Meinl Percussion Festival 2018 miałem okazję przetestować bardzo ciekawy, wykonany ręcznie w Hiszpanii, cajon niemieckiego producenta instrumentów perkusyjnych z rodziny Artisan.

[fulltext] =>

Wcześniej z tej serii skrzynek ogrywałem model Tango Line. Podczas festiwalu zaprzyjaźniłem się bliżej z modelem z linii Martinete, wyglądającym, jak Rolls-Royce, tyle, że wykończony w kolorze „brazylijski Ironwood”. Czy brzmi tak samo dobrze, jak wygląda? Od razu napiszę, że owszem.

Na wstępie też zaznaczę, że jest to cajon absolutnie high-endowy, na który mnie nie stać, bo jego koszt to blisko 5 tys. złotych. Nie stać mnie na niego także z uwagi na niewielkie jeszcze umiejętności gry na tym instrumencie. To bardzo poważna maszyna do produkcji rytmów, dla bardzo poważnych muzyków, mogących pozwolić sobie na – nie ukrywajmy – bardzo poważną inwestycję. Sprzęt, absolutnie nie dla amatorów, którzy – jak zauważałem – bez większego uznania dosiadali najdroższy „karmnik” z rodziny Meinla. Skoro niemiłe sprawy mamy już za sobą i jeszcze, Drogi Czytelniku, nie przewróciłeś strony, popiszę dalej o miłych aspektach, krótkiego, bo krótkiego, ale zawsze – radosnego obcowania z tym wspaniałym instrumentem.

Jak widzicie na zdjęciu, wygląda tak elegancko, że aż żal mi było na nim siadać, gdy producent udostępnił go zwiedzającym. Cajon ma rodowód hiszpański. Cała rodzina Artisan wytwarzana jest ręcznie. Instrument powstawał według bardzo restrykcyjnych planów konstrukcyjnych i strojeniowych dla tych instrumentów, jakie opracował José „Pepote” Hernández Diaz. Na amatorów cena z pewnością podziała odstraszająco. Dzięki temu nie ma też mowy o często bardzo niezbornym tłuczeniu łapami w elegancko zdobioną tapę, dokładnie wyszlifowaną, z półokrągłymi krawędziami monolitycznego, grubego korpusu. To instrument dla zawodowców, którzy podczas festiwalu zachwycali się jego możliwościami brzmieniowymi.

MASZYNA AKUSTYCZNA

Nie jest to zwykły „karmnik”, jaki znamy z tańszych zestawów producenta. Po kilku minutach grania zdałem sobie sprawę, że to bardzo potężna maszyna akustyczna do wytwarzania perkusyjnych brzmień, głównie tych z werblowym akcentem. Wyposażona w solidny rezonansowy korpus z drewnianą wkładką i potężną płytą frontową „Brasilian Ironwood”. Rzadko który cajon stoi na sześciu gumowych nóżkach. Ten stoi, nie tylko dlatego, że jest stosunkowo ciężki, gdyż grubość korpusu rezonansowego wynosi 15 mm. Głównie dlatego, żeby jeszcze stabilniej się na nim grało siedząc.

Instrument wytworzono, jak wspomniałem, z jednego kawałka tulipanowca topolowego, który w warstwie basu brzmi ciepło, ale krótko. Dodatkowo instrument posiada specjalny, gruby pierścień dźwiękowy do kompresji basu. Wewnątrz cajona znajdują się dwa zestawy dziesięciu strun cajonowych z metalowymi uzwojeniami. Dają one szczególnie ostre, wysokie i wyraźne brzmienie snara, osiągane nawet bardzo lekkim puknięciem palców o tapę. Bardzo fajnie brzmią duszki, grane delikatnie do głównego pulsu. Tapa pozwala na możliwie najbardziej klarowny bas, gdy uderzamy o nią w niskich partiach cajona wyłącznie opuszkami palców, delikatnie przytrzymując je na niej po uderzeniu. Nie wzbudza to nadmiernie drgań płyty, po której rozciąga się od wewnątrz aż dwadzieścia strun.

KARMNIK JAK WERBEL

Na stoisku z cajonami podczas MPF 2018, instrument ten wzbudzał ogromne zainteresowanie, właśnie za sprawą tak wyraźnie brzmiącej i czułej tapy. Gra on niebywale werblowo i bardzo trudno jest uzyskać z tego cajona naprawdę głęboki bas. Nie spotkałem wcześniej karmnika z tak ostro brzmiącym snarem...

Ciekawie brzmią też boki skrzynki. Po uderzeniu w nie np. kostkami paliczków, słychać umiarkowanie niski, lecz stosunkowo długo wybrzmiewający ton. Tapa przykręcona jest do korpusu 17 śrubami, którymi możemy stroić instrument. Pięć w warstwie snar, 12 w dolnej części instrumentu. Oczywiście struny tego cajona są nawijane ręcznie, a ich napięcie można regulować za pomocą dołączonego do instrumentu klucza.

Wymiary instrumentu nie odzwierciedlają potęgi jego możliwości brzmieniowych: 29,21 x 48,26 x 32,39 cm. Jedynym dyskomfortem podczas ogrywania instrumentu, jaki cały czas odczuwałem, była świadomość jego ceny. Składa się na nią mozolna praca wytwórców, rzadki gatunek drewna i pewien prestiż – wszak, jak wspomniałem, nie każdy może jeździć Rolls-Royce’em, a z pewnością nie każdy też potrafi.

Tekst: Wojciech Andrzejewski
Fot: Meinl

[price] => 0.00 [price_old] => [meta_title] => [meta_description] => [meta_data] => [published] => 1 [date_modified] => 2019-02-05 13:57:48 [date_created] => 2019-02-05 13:33:26 [date_publish] => 2019-02-05 13:33:26 [date_publish_down] => 0000-00-00 00:00:00 [hits] => 0 [checked_out] => 0 [checked_out_time] => 0000-00-00 00:00:00 [ceneo_phrase] => [firm_name] => MEINL [firmId] => 1247 [firmAlias] => meinl [firmWww] => [categoryTitle] => Perkusjonalia [link] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia/4181-meinl-artisan-cajon-martinete-line [linkCategory] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia )

Meinl Artisan Cajon Martinete Line

Dodano: 05.02.2019
Rodzaj sprzętu: Perkusjonalia
Dostarczył: MEINL
Wojciech Andrzejewski

Podczas wizyty na Meinl Percussion Festival 2018 miałem okazję przetestować bardzo ciekawy, wykonany ręcznie w Hiszpanii, cajon niemieckiego producenta instrumentów perkusyjnych z rodziny Artisan.

Wcześniej z tej serii skrzynek ogrywałem model Tango Line. Podczas festiwalu zaprzyjaźniłem się bliżej z modelem z linii Martinete, wyglądającym, jak Rolls-Royce, tyle, że wykończony w kolorze „brazylijski Ironwood”. Czy brzmi tak samo dobrze, jak wygląda? Od razu napiszę, że owszem.

Na wstępie też zaznaczę, że jest to cajon absolutnie high-endowy, na który mnie nie stać, bo jego koszt to blisko 5 tys. złotych. Nie stać mnie na niego także z uwagi na niewielkie jeszcze umiejętności gry na tym instrumencie. To bardzo poważna maszyna do produkcji rytmów, dla bardzo poważnych muzyków, mogących pozwolić sobie na – nie ukrywajmy – bardzo poważną inwestycję. Sprzęt, absolutnie nie dla amatorów, którzy – jak zauważałem – bez większego uznania dosiadali najdroższy „karmnik” z rodziny Meinla. Skoro niemiłe sprawy mamy już za sobą i jeszcze, Drogi Czytelniku, nie przewróciłeś strony, popiszę dalej o miłych aspektach, krótkiego, bo krótkiego, ale zawsze – radosnego obcowania z tym wspaniałym instrumentem.

Jak widzicie na zdjęciu, wygląda tak elegancko, że aż żal mi było na nim siadać, gdy producent udostępnił go zwiedzającym. Cajon ma rodowód hiszpański. Cała rodzina Artisan wytwarzana jest ręcznie. Instrument powstawał według bardzo restrykcyjnych planów konstrukcyjnych i strojeniowych dla tych instrumentów, jakie opracował José „Pepote” Hernández Diaz. Na amatorów cena z pewnością podziała odstraszająco. Dzięki temu nie ma też mowy o często bardzo niezbornym tłuczeniu łapami w elegancko zdobioną tapę, dokładnie wyszlifowaną, z półokrągłymi krawędziami monolitycznego, grubego korpusu. To instrument dla zawodowców, którzy podczas festiwalu zachwycali się jego możliwościami brzmieniowymi.

MASZYNA AKUSTYCZNA

Nie jest to zwykły „karmnik”, jaki znamy z tańszych zestawów producenta. Po kilku minutach grania zdałem sobie sprawę, że to bardzo potężna maszyna akustyczna do wytwarzania perkusyjnych brzmień, głównie tych z werblowym akcentem. Wyposażona w solidny rezonansowy korpus z drewnianą wkładką i potężną płytą frontową „Brasilian Ironwood”. Rzadko który cajon stoi na sześciu gumowych nóżkach. Ten stoi, nie tylko dlatego, że jest stosunkowo ciężki, gdyż grubość korpusu rezonansowego wynosi 15 mm. Głównie dlatego, żeby jeszcze stabilniej się na nim grało siedząc.

Instrument wytworzono, jak wspomniałem, z jednego kawałka tulipanowca topolowego, który w warstwie basu brzmi ciepło, ale krótko. Dodatkowo instrument posiada specjalny, gruby pierścień dźwiękowy do kompresji basu. Wewnątrz cajona znajdują się dwa zestawy dziesięciu strun cajonowych z metalowymi uzwojeniami. Dają one szczególnie ostre, wysokie i wyraźne brzmienie snara, osiągane nawet bardzo lekkim puknięciem palców o tapę. Bardzo fajnie brzmią duszki, grane delikatnie do głównego pulsu. Tapa pozwala na możliwie najbardziej klarowny bas, gdy uderzamy o nią w niskich partiach cajona wyłącznie opuszkami palców, delikatnie przytrzymując je na niej po uderzeniu. Nie wzbudza to nadmiernie drgań płyty, po której rozciąga się od wewnątrz aż dwadzieścia strun.

KARMNIK JAK WERBEL

Na stoisku z cajonami podczas MPF 2018, instrument ten wzbudzał ogromne zainteresowanie, właśnie za sprawą tak wyraźnie brzmiącej i czułej tapy. Gra on niebywale werblowo i bardzo trudno jest uzyskać z tego cajona naprawdę głęboki bas. Nie spotkałem wcześniej karmnika z tak ostro brzmiącym snarem...

Ciekawie brzmią też boki skrzynki. Po uderzeniu w nie np. kostkami paliczków, słychać umiarkowanie niski, lecz stosunkowo długo wybrzmiewający ton. Tapa przykręcona jest do korpusu 17 śrubami, którymi możemy stroić instrument. Pięć w warstwie snar, 12 w dolnej części instrumentu. Oczywiście struny tego cajona są nawijane ręcznie, a ich napięcie można regulować za pomocą dołączonego do instrumentu klucza.

Wymiary instrumentu nie odzwierciedlają potęgi jego możliwości brzmieniowych: 29,21 x 48,26 x 32,39 cm. Jedynym dyskomfortem podczas ogrywania instrumentu, jaki cały czas odczuwałem, była świadomość jego ceny. Składa się na nią mozolna praca wytwórców, rzadki gatunek drewna i pewien prestiż – wszak, jak wspomniałem, nie każdy może jeździć Rolls-Royce’em, a z pewnością nie każdy też potrafi.

Tekst: Wojciech Andrzejewski
Fot: Meinl