stdClass Object
(
    [id] => 4196
    [categories_id] => 2002
    [categories_type_id] => 1511
    [catalog_firm_id] => 0
    [ulubionykiosk_id] => 3368
    [users_last_edit_id] => 770
    [assets_id] => 
    [name] => Ever Play DA65RB SQ Djembe
    [alias] => ever-play-da65rb-sq-djembe
    [introtext] => 

Firma Ever Play kojarzyła mi się z tanimi instrumentami dyskusyjnej jakości. 

[fulltext] =>

Prawdopodobnie dlatego, że kupiłem kiedyś za dobrą monetę nowy cajon tego producenta... Konstrukcja z trudem dotrwała do końca kameralnego koncertu, jaki zawzięcie grałem. Dlatego zwiedzając jeden ze sklepów muzycznych w Warszawie z niedowierzaniem spojrzałem na cenę bębna djembe tego producenta...

– Za 699 złotych to ten bęben musi umieć prać i odkurzać! – wykrzyknąłem w stołecznej „Pasji”, zabierając się natychmiast za test solidnie wyglądającego bębna, który z etykiety zapewniał mnie o swoim proekologicznym rodowodzie. Korpus wykonany z jednego kawałka drewna mahoniowego. Membrana z wysokiej jakości naturalnej skóry naciągnięta została za pomocą specjalnie splatanego mocnego sznura, co – jeśli tylko instrument nie jest używany w wilgotnym środowisku – zapewnia stosunkowo długotrwałe trzymanie stroju. Djembe bardzo oryginalnie, barwnie zdobione z pięknymi etnicznymi rzeźbieniami. Spore, bo instrument mierzył 65 cm wysokości, a średnica kielicha to aż 32 cm. Jest w co tłuc...

Najważniejsze dla mnie było to, że bęben ten naprawdę całkiem nieźle się odezwał, kiedy zacząłem drażnić membranę delikatnym slapem. W konsekwencji dłoń skusiła się na głęboki bas i... od pełni zachwytu studziła mnie jednak myśl o tym, że jest to produkt z importu. Miałem bardzo niedobre doświadczenie z tanim instrumentem z Indonezji, którego korpus – najprawdopodobniej źle wysezonowany (lub wcale) – po kilku miesiącach w wilgotnym klimacie kraju nad rzeką Wisłą po prostu popękał.

Djembe Ever Play DA65RB nie przekonało mnie do siebie krzykliwym wzornictwem. Wręcz przeciwnie. Bęben ten wizualnie całkowicie mi się nie podoba. Uważam, że na tle instrumentów rdzennie afrykańskich, po dziś dzień wytwarzanych, wszelkie zdobienia korpusu wyglądają dosyć siermiężnie, by nie napisać tandetnie. Dlatego, gdy zobaczyłem cenę tego instrumentu, po prostu mnie zgięło. Jednak brzmienie tego mahoniowego klocka jest całkowicie niespójne z wizualną stroną instrumentu. Po prostu bardzo dobre, by nie napisać – szlachetne, niczym bębna wykonanego przez rodowitego rzemieślnika z Nowej Gwinei. Doprawdy sam w to nie wierzyłem, że kiczowato wyglądający kloc z logo „Ever Play” może całkiem nieźle brzmieć. I jedynie to brzmienie broniło ceny. Nie wierzyłem w nią jednak do tego stopnia, że zacząłem marudzić obsłudze sklepu, czy aby się nie pomylili...

Ręczna produkcja bębna jest tak samo prawdziwa, jak moja terminowość w oddawaniu tekstów do „Perkusisty”... Po zajrzeniu do środka bębna, nie trzeba być specem od obróbki drewna, by przekonać się, że jest to instrument w znacznej części wytworzony maszynowo, a nie wydłubany całkowicie ręcznie. Nie zmienia to faktu, że za dźwięk odpowiada skóra, która została bardzo solidnie naciągnięta na kielich, za czym na pewno stał żywy człowiek. Podobnie, jak za zdobieniami korpusu, tyle, że gdyby nie była to masowa produkcja, z pewnością byłyby ładniejsze. Im dłużej zapoznawałem się z tym instrumentem, tym bardziej mnie ciekawił – głównie pod względem brzmienia.

Strój przy obręczy był równy. Membrana bardzo dynamicznie reagowała na najdelikatniejsze uderzenia palcami. Za ogromną i jedyną wadę tego bębna z pewnością należy uznać brak gumowego zakończenia nogi bębna, przez co z pewnością instrument będzie się sypać od braku amortyzacji uderzeń i szorowaniu nim po podłodze. Temat został przeze mnie w sposób przykry przećwiczony na podobnym bębnie „z Afryki”. Ten przynajmniej nie kłamie, że jest z Indonezji. Przyszłemu nabywcy polecam doposażyć nogę bębna w gumową podkładkę...

Podsumowując – drogo, jak za instrument sprowadzany z dalekiego świata. W dodatku – bez pokrowca. Wzornictwo też mogłoby być na ciut wyższym, mniej tandetnym poziomie. Ceny tego bębna broniło jedynie zaskakująco dobre brzmienie, niespotykane przeze mnie wcześniej w instrumentach sygnowanych logotypem producenta tanich instrumentów perkusyjnych.

Dziękuję załodze warszawskiego sklepu „Pasja” za udostępnienie bębna do testu.

[price] => 0.00 [price_old] => [meta_title] => [meta_description] => [meta_data] => [published] => 1 [date_modified] => 2020-01-14 08:27:48 [date_created] => 2020-01-02 14:08:47 [date_publish] => 2020-01-14 08:08:47 [date_publish_down] => 0000-00-00 00:00:00 [hits] => 0 [checked_out] => 0 [checked_out_time] => 0000-00-00 00:00:00 [ceneo_phrase] => [firm_name] => [firmId] => [firmAlias] => [firmWww] => [categoryTitle] => Perkusjonalia [link] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia/4196-ever-play-da65rb-sq-djembe [linkCategory] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia )

Ever Play DA65RB SQ Djembe

Dodano: 14.01.2020
Rodzaj sprzętu: Perkusjonalia
Wojciech Andrzejewski

Firma Ever Play kojarzyła mi się z tanimi instrumentami dyskusyjnej jakości. 

Prawdopodobnie dlatego, że kupiłem kiedyś za dobrą monetę nowy cajon tego producenta... Konstrukcja z trudem dotrwała do końca kameralnego koncertu, jaki zawzięcie grałem. Dlatego zwiedzając jeden ze sklepów muzycznych w Warszawie z niedowierzaniem spojrzałem na cenę bębna djembe tego producenta...

– Za 699 złotych to ten bęben musi umieć prać i odkurzać! – wykrzyknąłem w stołecznej „Pasji”, zabierając się natychmiast za test solidnie wyglądającego bębna, który z etykiety zapewniał mnie o swoim proekologicznym rodowodzie. Korpus wykonany z jednego kawałka drewna mahoniowego. Membrana z wysokiej jakości naturalnej skóry naciągnięta została za pomocą specjalnie splatanego mocnego sznura, co – jeśli tylko instrument nie jest używany w wilgotnym środowisku – zapewnia stosunkowo długotrwałe trzymanie stroju. Djembe bardzo oryginalnie, barwnie zdobione z pięknymi etnicznymi rzeźbieniami. Spore, bo instrument mierzył 65 cm wysokości, a średnica kielicha to aż 32 cm. Jest w co tłuc...

Najważniejsze dla mnie było to, że bęben ten naprawdę całkiem nieźle się odezwał, kiedy zacząłem drażnić membranę delikatnym slapem. W konsekwencji dłoń skusiła się na głęboki bas i... od pełni zachwytu studziła mnie jednak myśl o tym, że jest to produkt z importu. Miałem bardzo niedobre doświadczenie z tanim instrumentem z Indonezji, którego korpus – najprawdopodobniej źle wysezonowany (lub wcale) – po kilku miesiącach w wilgotnym klimacie kraju nad rzeką Wisłą po prostu popękał.

Djembe Ever Play DA65RB nie przekonało mnie do siebie krzykliwym wzornictwem. Wręcz przeciwnie. Bęben ten wizualnie całkowicie mi się nie podoba. Uważam, że na tle instrumentów rdzennie afrykańskich, po dziś dzień wytwarzanych, wszelkie zdobienia korpusu wyglądają dosyć siermiężnie, by nie napisać tandetnie. Dlatego, gdy zobaczyłem cenę tego instrumentu, po prostu mnie zgięło. Jednak brzmienie tego mahoniowego klocka jest całkowicie niespójne z wizualną stroną instrumentu. Po prostu bardzo dobre, by nie napisać – szlachetne, niczym bębna wykonanego przez rodowitego rzemieślnika z Nowej Gwinei. Doprawdy sam w to nie wierzyłem, że kiczowato wyglądający kloc z logo „Ever Play” może całkiem nieźle brzmieć. I jedynie to brzmienie broniło ceny. Nie wierzyłem w nią jednak do tego stopnia, że zacząłem marudzić obsłudze sklepu, czy aby się nie pomylili...

Ręczna produkcja bębna jest tak samo prawdziwa, jak moja terminowość w oddawaniu tekstów do „Perkusisty”... Po zajrzeniu do środka bębna, nie trzeba być specem od obróbki drewna, by przekonać się, że jest to instrument w znacznej części wytworzony maszynowo, a nie wydłubany całkowicie ręcznie. Nie zmienia to faktu, że za dźwięk odpowiada skóra, która została bardzo solidnie naciągnięta na kielich, za czym na pewno stał żywy człowiek. Podobnie, jak za zdobieniami korpusu, tyle, że gdyby nie była to masowa produkcja, z pewnością byłyby ładniejsze. Im dłużej zapoznawałem się z tym instrumentem, tym bardziej mnie ciekawił – głównie pod względem brzmienia.

Strój przy obręczy był równy. Membrana bardzo dynamicznie reagowała na najdelikatniejsze uderzenia palcami. Za ogromną i jedyną wadę tego bębna z pewnością należy uznać brak gumowego zakończenia nogi bębna, przez co z pewnością instrument będzie się sypać od braku amortyzacji uderzeń i szorowaniu nim po podłodze. Temat został przeze mnie w sposób przykry przećwiczony na podobnym bębnie „z Afryki”. Ten przynajmniej nie kłamie, że jest z Indonezji. Przyszłemu nabywcy polecam doposażyć nogę bębna w gumową podkładkę...

Podsumowując – drogo, jak za instrument sprowadzany z dalekiego świata. W dodatku – bez pokrowca. Wzornictwo też mogłoby być na ciut wyższym, mniej tandetnym poziomie. Ceny tego bębna broniło jedynie zaskakująco dobre brzmienie, niespotykane przeze mnie wcześniej w instrumentach sygnowanych logotypem producenta tanich instrumentów perkusyjnych.

Dziękuję załodze warszawskiego sklepu „Pasja” za udostępnienie bębna do testu.