10 płyt - Robert Markiewicz

Dodano: 13.03.2020
Autor: Staszek Piotrowski

Perkusista zespołu Organek to ciekawa postać, wnosząca bardzo dużo koloru do naszej sceny. Na co dzień spokojny i wyważony, zawsze elegancki pan profesor uczący młodzież.

Podczas koncertów włącza mu się za bębnami ukryty tryb prawdziwego perkusyjnego żywiołu. Blachy Meinla i oryginalny zestaw bębnów Risen rozgrzewają się do czerwoności. Skąd takie kontrasty? Może poniżej znajdziemy odpowiedź?

Wiadomo, że na przestrzeni lat gust muzyczny zmienia się, dojrzewa i człowiek zaczyna sięgać po rzeczy, o których wcześniej nigdy by nie pomyślał. Podobnie jest w drugą stronę. W chwili osiągnięcia pewnego wieku nie włączymy sobie pewnych płyt, które były mocno przez nas katowane w młodości. Czasami pojawia się nawet lekki uśmiech pobłażania, czy to z racji archaicznego brzmienia, czy też infantylnych treści. Tym bardziej zadanie, jakie postawiliśmy przed Robertem, nie należało do najłatwiejszych i faktycznie przyprawiło muzyka o niezły ból głowy. Trwało to dość długo, zanim Robert zadzwonił z informacją i lekko niepewnym głosem oświadczył naczelnemu: „Chyba mam…”.

Jak przystało na rzetelnego fachowca i sprawnego pedagoga całość oparta była o notatki, gdzie Robert dokonał odpowiedniej selekcji: „Jeśli by mnie ktoś spytał, jakie płyty zabrałbym na bezludną wyspę, to miałbym z tym – jak większość pewnie z nas – spory problem. Moim zdaniem wszystko się tu rozbija o kwestie emocjonalne i należy ten katalog rozpatrywać pod tym właśnie kątem, nie starając się grać pod dyktando nowych trendów czy jakiejś obowiązującej obecnie mody. Zdałem sobie dobitnie z tego sprawę, kiedy układałem tę listę i odpalałem kolejno dla wzmocnienia wrażeń zapomniany już trochę przeze mnie materiał.”

Robert chciał zachować przejrzysty klucz doboru, ale jak sam stwierdził nie chciał wybierać płyt tylko dlatego, że wypadałoby je wskazać, bo w pewnym wieku muzykowi uznanego zespołu przystoi afiszować się jakimiś eleganckimi tytułami. Trzeba przyznać, że obserwując wypowiedzi niektórych artystów, trudno się z tym nie zgodzić. „Nie wszystko pośród tych dziesięciu (no, jedenastu) płyt dotyka mojej młodości czy nawet lat dziecięcych i dlatego, żeby nie było za bardzo sentymentalnie, pozwoliłem sobie na pewne odstępstwa, chociażby w postaci zespołu Bring Me The Horizon, gdyż lubię się czasem potraktować ciężkimi i wypieszczonymi do granic możliwości riffami gitarowymi. Zatem ad rem!”. Czyli do rzeczy i bierzemy się za słuchanie!

Queen – ?!

„Nie… Nie wybiorę jednej płyty, zabrałbym cały ich materiał. To zespół, który jako pierwszy w życiu usłyszałem, ponieważ moja mama słuchała Queen. Kiedy odpalam piosenkę Radio Ga Ga natychmiast przed oczami pojawiają mi się obrazy z dzieciństwa. Widzę ten radiomagnetofon Grundig, stojący na podłodze i to nasze mikro mieszkanko, w którym przyszło nam wtedy mieszkać. Osobiście uważam, że kompozycyjnie i aranżacyjnie jest to jeden z najlepszych i najbardziej oryginalnych zespołów, jakie świat widział.”

Peter Gabriel – Secret World Live

„To fascynacja z czasów licealnych, ale po dziś dzień trafia w moje serce. Wspaniała gra Manu Katche i Tony’ego Lewina, no i oczywiście sam Peter! Zachwycałem się tym zespołem wraz z moimi kolegami, a w szczególności z Michałem Burzymowskim (obecny basista Urszuli, Ani Karwan, Justyny Steczkowskiej). Michał ciągle mi nawijał nad uchem, że fajna ta Paula Cole, która wystąpiła razem z Peterem na koncercie w piosence Don’t give up. Parę lat temu byłem na koncercie Petera w Łodzi i muszę powiedzieć, że koncert był doskonały. To artysta, który wyróżnia się swoim głosem, ma wyjątkowy charakter i z wiekiem ciągle mu go przybywa.”

Miles Davis – Tutu

„Tę płytę dostałem od Huberta Gasiula na osiemnastkę. Dzięki Hubciu Bubciu! To jeden z najwspanialszych i niezapomnianych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałem! Pamiętam, jak pojechałem do Bydgoszczy i otrzymałem od niego kasetę, po czym poszliśmy na wspólne piwko do lokalu o nazwie FOX (śmiech). Zresztą z Hubertem łączy mnie dłuższa historia, ponieważ chodziliśmy razem do szkoły muzycznej. Jak tylko mogłem, przychodziłem też do niego po lekcjach grać na „pececie” w Prince Of Persia. Hubcio był kompletnym magnatem, ponieważ chyba na całym osiedlu tylko on miał komputer, a zaznaczam, że był to początek lat 90-tych!”.

Victor Bailey – Low Blow

„Ucząc się w Policealnym Studium Jazzu w Warszawie na ulicy Bednarskiej studiowałem tytułową piosenkę z tego album po to, by kropka w kropkę zagrać partie Omara Hakima. Grałem później ten kawałek na egzaminie w Katowicach podczas studiów na wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Victorem zainteresowałem się, oglądając szkołę Omara Hakima, zatytułowaną Express Yourself, która nawiasem mówiąc jest świetnym przykładem oryginalnego stylu i rodzaju ekspresji tego genialnego perkusisty. Dzięki Omarowi poznałem Victora, a dzięki Victorowi poznałem Lenny’ego White’a, który wraz z Omarem pojawił się właśnie na wspomnianej przeze mnie płycie Low Blow.

John Scofield – Still Warm i Blue Matter

„Obie te płyty katowałem w liceum. Dostałem je od kumpla z klasy. Niezły był z niego as. Był wszechstronnie utalentowany. Nie musiał uważać na żadnych lekcjach, a i tak miał później wszystkie przedmioty w małym palcu. Genialny rysownik i późniejszy architekt. Ciągle przynosił jakieś nowe kasety do szkoły. Dzięki niemu poznałem zespół Dream Theater, którego stałem się później wielkim fanem. Jeździłem z kolegami na koncerty Dreamów do sąsiednich Niemiec, a pierwszy koncert w Berlinie z płytą Images and Words wgniótł mnie po prostu w ziemię. Wyjazdy na te koncerty zaowocowały tym, że dwóch moich kolegów do dziś utrzymuje bliskie kontakty chociażby z Jordanem Rudessem. Była też jedna ciekawa historia, dzięki której poznałem Mike’a Portnoya i Nicka D’Virgilio, ale to opowiem może przy innej okazji.”

Michel Petrucciani – Trio in Tokyo

„Rok 2000. Byłem wtedy we wspomnianym PSJ w Warszawie i pochłonął mnie kompletnie jazz. Płytę tę kupiłem na pamiętnym Stadionie Dziesięciolecia! Podróbka jak złoto, ale muzyka, którą na niej usłyszałem, bardzo głęboko mnie dotknęła. Michelowi na tej płycie towarzyszyli Steve Gadd i Anthony Jackson. Genialne trio, genialni muzycy. Warto zobaczyć ten koncert.”

Brad Mehldau Trio – Seymour Reads the Constitution

„Kolejny świetny pianista jazzowy, operujący ciekawą frazą. Świetne jak dla mnie, ciemne brzmienie płyty oraz klimat, który proponują artyści, sprawia, że po przesłuchaniu tego albumu czuję się mocno odprężony.”

Foo Fighters – Echoes Silence, Patience & Grace

„Mam słabość do tego zespołu za sprawą piosenki The Pretender. W 2007 roku zobaczyłem ich występ na rozdaniu nagród muzycznych czy coś w tym rodzaju. Powaliła mnie ich ekspresja. Wyszli i przypierdzielili bez kompleksów, zresztą chyba oni faktycznie takowych nie mają (śmiech). Słuchając ich nie skupiam uwagi na Hawkinsie, chociaż bardzo lubię tego bębniarza, raczej wolę nawet posłuchać gitary. Kupuję ich w całości, jak na zespół przystało.”

Bring Me The Horizon – Amo

„Tę płytę dostałem na urodziny od moich synów Michała i Filipa. Michał ma u siebie dużo takiej muzy. Jak jedziemy gdzieś na wakacje to w samochodzie od razu rozbrzmiewają mocne brzmienia. Po dwóch godzinach ja i Filip mamy już tak dość, że pragniemy posłuchać Arianę Grande (śmiech). Bring Me The Horizon to zespół, który ma dobrze skrojone i wyprodukowane numery. Trochę są one może za mocno wymuskane i poprostowane, no i te bębny tak potriggerowane, że aż głowa boli, ale tak, jak mówiłem wcześniej, lubię sobie od czasu do czasu ich posłuchać, szczególnie jadąc samochodem.”

Royal Blood – How Did We Get So Dark

„Dojrzali panowie, którzy prezentują dobre sekcyjne granie i oczywiście komponują dobre piosenki. Zespół jest dobrym przykładem nowoczesnego potraktowania gitary basowej. Z racji tego, że wszystko jest oparte tylko na bębnach i basie oraz szczególnym podejściu do brzmienia, muzyka Royal Blood jest bardzo zwarta i konkretna. Interesujący zespół dla fanów rockowego grania.”

Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy zestaw muzyczny, bardzo zróżnicowany, gwarantujący brak monotonii. Chyba właśnie tak ciężko zdefiniować styl Roberta. „Większość z tej listy to starocie poza paroma nowościami, które dodałem z premedytacją, by nie pokryć się w całości kurzem. Niemniej jednak, te starocie miały znaczący wpływ na ukształtowanie mojej wrażliwości muzycznej oraz pozostaną nieodłącznym elementem wątków sytuacyjnych oraz całej mojej historii.”

Patrząc na Roberta na scenie mamy przed sobą wykształconego w jazzie bębniarza, rąbiącego niemiłosiernie charakternego rock and rolla. Teraz już chyba wiadomo, skąd taka wszechstronność i wyczucie.

Materiał przygotował: Staszek Piotrowski
Zdjęcia: Dariusz Ptaszyński i Robert Wilk

Quiz – Kolejne zestawy do dopasowania!
1 / 12
Można grać w lewo, można grać w prawo i te rocket tomy na ramie. Taki zestaw ma oczywiście…
Dalej !