Inspiracje: Maciej „Ślimak” Starosta

Dodano: 10.07.2020

Czego możemy spodziewać się po tak uznanym perkusiście, znanym z metalowych rytmów w wielu świetnych kapelach i projektach? Chyba z pewnością nie takiego wyboru! Ale jak posłuchamy tej piosenki to nam się wszystko rozjaśnia.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Maciej „Ślimak” Starosta

„Rio”
Rio (1982) – Duran Duran

Perkusista: Roger Taylor

„W normalnej rzeczywistości rockowo-metalowej zacząłbym od Scorpionsów i Metalliki z Master of Puppets, która jest najważniejszą płytą w moim życiu perkusyjnym, ale muszę zacząć od początku. Bębnami zajmowałem się jeszcze wcześniej, nawet produkowałem je sam w domu z odkurzacza... Tak więc po przeanalizowaniu całej sytuacji, doszedłem do wniosku, że tym najważniejszym dla mnie utworem jest „Rio” zespołu Duran Duran. Perkusistą, który tam gra, jest Roger Taylor – nie mylić z tym z Queen. W Duran Duran było nawet trzech Taylorów. Poza Rogerem był Andy – gitarzysta oraz John – basista, który był wyśmienitym muzykiem.

Jak dla mnie, Duran Duran w tamtym czasie mógłby istnieć bez klawiszy i wokalu – wtedy byłby piękny skład. Serdecznie polecam przesłuchać tę płytę – jest to gatunek new wave i naprawdę warto. Płyta Rio trafiła do mnie przez mojego szwagra, który znał już Duran Duran z ich poprzedniej płyty o takim samym tytule, co nazwa zespołu. Zbierał najrozmaitsze winyle, które wyszukiwał na giełdzie w Poznaniu i miał do tego dobry odtwarzacz, dlatego po raz pierwszy słuchałem Rio u niego. Tak mnie tym zaraził i tak się wkręciłem, że później już sam kupowałem następne ich płyty.

Słuchając „Rio” przed tym wywiadem uświadomiłem sobie, że właściwie 50% mojej gry na bębnach jest zaczerpnięte właśnie od Rogera. Kiedyś nawet wyczytałem, że Roger Taylor zaczynał od grania w punkowej kapeli. Może właśnie to było powodem, przez który tak mi się podobało granie tego perkusisty, szczególnie w tym gatunku muzycznym.

 

„Rio” otwiera album o tej samej nazwie i od razu czuć te emocje – świetnie zagrany perkusyjnie kawałek. Gdyby do tego, co jest grane na całej tej płycie, dołożyć grę na dwie stopki – to jestem cały, wczesny ja. Wiadomo, na moich nagraniach wiele lat później tego tak nie czuć, bo w międzyczasie wpłynęło na mnie wiele innych zespołów i perkusistów. Jednak w prostym graniu, tak, jak w niektórych rzeczach w SIQ, zdecydowanie można usłyszeć podobieństwo w sposobie gry do mojej pierwszej inspiracji. Mimo, że później słuchałem też innych rzeczy, to jednak uważam, że Roger Taylor ukształtował mnie jako perkusistę na samym początku.

Jak wyszła płyta koncertowa Duran Duran – Arena, to nawet robiłem takie patenty, że puszczałem ją sobie z magnetofonu przez słuchawki i głośnik – do tego przystawiałem mikrofon od Kasprzaka i nagrywałem wszystko, grając do tego na moim Polmuzie. Robiłem sobie takie miksy. Generalnie, jeżeli chodzi o mój gust muzyczny, to potrafiłem słuchać metalowej składanki Hell Comes To Your House, na której był Anthrax, Metallica i tym podobne, a równocześnie słuchałem Marillion i Dire Straits. Każdy z tych zespołów miał jakiś wkład w kształtowanie mojego stylu gry. Nie jestem typowym metalowcem z krwi i kości, chociaż faktycznie i ostatecznie ta muzyka rajcuje mnie najbardziej.

Mam ciekawą historię na ten temat – ostatnio grałem koncert z SIQ w Gdańsku i przyszedł taki pancur. Gadaliśmy sobie i nagle Ania powiedziała: „Pocałuj mnie w Kajagoogoo”, a on wtedy powiedział, że słuchał Kajagoogoo i to bardzo fajna kapela – powiedziałem, że też ich słuchałem. Wyszło na to, że taki stary panczur, którego bałbyś się spotkać w ciemnej ulicy, mówi, że słuchał Kajagoogoo... i się tego nie wstydzi! Właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Pewnie jakby zapytać świętej pamięci Lemmy’ego Kilmistera, to też by się okazało, że słuchał takich kapel, o których głośno nie mówił, żeby nie stracić w oczach fanów. Myślę, że każdy metalowiec czy rockowiec miał taką kapelę, która jakoś go ukształtowała, a nie miała nic wspólnego z ciężką muzyką.

Muszę wspomnieć, że ważny był też dla mnie Dire Straits i utwór „Money for Nothing”. Kiedy tego słuchałem, nie byłem jeszcze zdecydowany, czy będę bębniarzem czy gitarzystą... W sumie nikt nie jest zdecydowany, kiedy słucha tego utworu, ponieważ najpierw są świetne bębny z wokalem Stinga, a potem riff gitary, który już stał się kultowy. Tak więc, jak grają bębny, to wszyscy grają na bębnach, a jak wchodzi gitara, to się przerzucają na gitarę (śmiech).”

Fot. Robert Wilk

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !