Inspiracje: Michał „Dimon” Jastrzębski

Dodano: 18.09.2020

Alternatywny rock sprzed 50 lat zanim jeszcze stworzono takie pojęcie. Inspiracja perkusisty Lao Che doskonale wpisuje się w jego styl gry i postrzeganie muzyki.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Michał „Dimon” Jastrzębski

„Riders On The Storm”
L.A. Woman (1971) – The Doors

Perkusista: John Densmore

Moja opowieść jest taka, że zacząłem grać na perkusji przez zespół Europe i kawałek „The Final Countdown”, ale spokojnie, to nie jest moja inspiracja muzyczna – chodziło tu bardziej o bębny, grzywkę i loki.

Słucham bardzo dużo różnej muzyki z różnych gatunków. Jednak zespołem, który sprawił, że nigdy nie należałem do konkretnej subkultury tak na zabój, jest zespół The Doors. „Riders On The Storm” usłyszałem pewnie w 6 klasie podstawówki. Dla mnie to jest esencja muzyki alternatywnej – połączenie jazzu, bluesa, ballady rockowej – wszystko na raz. Do tego genialne bębny i ostatnio nawet wyczaiłem, jak są zagrane. Unisono grane prawą i lewą ręką. To jest pierwszy numer Doorsów, który usłyszałem i z miejsca wyrwał mnie z butów. Mogę śmiało powiedzieć, że cały zespół ukierunkował moje myślenie o muzyce. Dla mnie muzyka to nie jest sam bęben. Wiadomo, lubię czasem włączyć YouTube i popatrzeć, jak grają inni bębniarze – jakie stosują triki i zagrywki – robią to fenomenalnie, ale to są tylko bębny, a nie muzyka.

 

Doorsów chłonąłem od dziecka i ukształtowali mnie w ten sposób, że granie na bębnach jest tylko częścią muzyki. Zespół The Doors nauczył mnie muzycznej kindersztuby. Był to zespół z krwi i kości. Wszystko było ze sobą połączone. Bębny grały w sposób melodyjny i były spięte z wokalem – reagowały na to, co się działo w tekście. Reagowały też na solówki gitarowe i klawiszowe. Myśląc o muzyce, często myślę obrazami – otwarte pole dla wyobraźni. Dla mnie Doorsi byli prekursorami, osobiście nigdy nie łyknąłem Led Zeppelin, Deep Purple czy Pink Floyd.

Jednak, kiedy obejrzałem po latach film Olivera Stone’a „The Doors” to byłem zażenowany. Dla mnie ten film nie przetrwał próby czasu. W ogóle doszedłem do wniosku, że im jestem starszy, tym większe moje przekonanie, że Morrison był po prostu wieśniakiem. Więcej cierpiący poeta, ale w sumie piosenka „Riders On The Storm” o tym mówi. W tekście jest coś w stylu: „Jesteśmy rzuceni w byt mimo naszej woli”. Był poetą i wyrażał to, że jest mu źle w życiu, jakby było dobrze, to by nie ćpał heroiny. Podobnie jak Miles Davis – też był wieśniakiem, damskim bokserem, heroinistą – no skandal, ale niemniej jednak był wielkim trębaczem. Osobiście sztukę Milesa Davisa odkryłem dużo później, ale też miała ogromny wpływ na mnie i moje postrzeganie muzyki. Pamiętam, że powiedział coś w stylu, że jeśli chcesz być artystą czy muzykiem, to musisz być gotowym na to, żeby się zmieniać. Mocno to do mnie trafiło, ale to akurat usłyszałem wiele lat później. Załapałem to wcześniej, słuchając właśnie muzyki The Doors.

Nigdy sobie nie wyobrażałem, że mógłbym być perkusistą, który całe życie gra dokładnie to samo w kapeli metalowej – podwójna stopa i blasty – no nuda. To tylko taki przykład. Dla mnie muzyka to jest ciągłe odkrywanie czegoś nowego. The Doors jest już pewnego rodzaju monolitem, ale ich muzyka zmieniała się lekko na każdej płycie. Nie były to jakieś drastyczne zmiany, ale niektóre kawałki były bardziej groteskowe, inne bluesowe. Cały czas szukali, szperali i to było fajne. Dla mnie to była ogromna nauka i to we mnie zostało. Tak samo Primus – też odcisnął na mnie duże piętno, ale mimo wszystko Doorsi byli pierwsi. Zawsze, jak ktoś mnie pyta o moje początki, o inspirację, to właśnie ich mam przed oczami. Zdecydowanie wszystkim polecam posłuchać „Riders On The Storm” i całą resztę ich muzyki.”

Zdjęcie: Robert Wilk

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !