Dariusz „Daray” Brzozowski

Dodano: 20.02.2020
Autor: Maciej Nowak

Czy jest sens dowalać sobie zobowiązania, które tak naprawdę nie są w danej chwili do niczego potrzebne? Szczególnie, gdy mamy do czynienia z bardzo aktywnym studyjnie i koncertowo muzykiem, będącym wciąż w rozjazdach i którego zakres działania nie ogranicza się tylko do granic Polski.

Daray nie może narzekać na brak zajęć. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich perkusistów na świecie. Przyczyniły się do tego występy z blackmetalową legendą Dimmu Borgir, a także współpraca z producentem i dystrybutorem sprzętu, z jakiego korzysta. Na naszym podwórku także jest pełno zajęć. Wyrobiona solidność i rzetelność procentują w kolejnych szerszych projektach czy też pojedynczych sesjach. Ponadto aktywność czysto perkusyjna w postaci prywatnych lekcji lub korepetycji w trasie.

W życiu każdego zawodowego bębniarza przychodzi jednak moment, gdy trzeba się mocniej zastanowić nad swoją karierą, gdzie błogie lata wesołego i beztroskiego grania przemijają, a w tym miejscu pojawia się pytanie: „Jak długo jeszcze?”. Darayowi bardzo daleko do perkusyjnej emerytury, ale mimo wszystko podejmuje kolejne wyzwanie, które może mieć duże znaczenie za te kilka czy kilkanaście lat. Szkoła perkusyjna – bo o niej mowa – nie jest czymś, co buduje się w tydzień, przynajmniej w takim formacie, w jakim chce to zrobić Darek. Stąd też bardzo staranne podejście do tematu (mimo napiętego rozkładu dnia), by wyrabiana marka już od samego początku pracowała na swoją przyszłą renomę. Podejście bardzo ambitne, potencjał duży, a wszystko w oparciu o artystę z wielkim doświadczeniem.

Mimo to najistotniejsze w tym wszystkim jest bardzo trzeźwe oszacowanie swoich sił i możliwości, rozpoznanie rynku i wyróżnienie, żeby wręcz nie powiedzieć odcięcie się od innych teoretycznie podobnych ofert. Dodatkowo do tego dochodzi też swoista złość, która jest istotnym elementem napędzającym całość. Ta złość związana jest z wciąż niewykorzystanym potencjałem, który w nas drzemie, a Daray dostrzega dzięki możliwości bezpośredniej konfrontacji i porównania tego, co się dzieje w Polsce z resztą świata. Nie ma oczywiście gwarancji sukcesu, ale wiadomo też, że nic samo się nie zrobi.

Spotkaliśmy się przy okazji trasy koncertowej Hunter, a dokładnie dzień po występie, gdzie nie ma gonitwy związanej z grafikiem koncertowym. Spokojne popołudnie, mocno nasączone jesienną wilgocią w Krakowie, ma swój klimat i działa wręcz uspokajająco. To ważne, bo nie ma co ukrywać, że pojawia się u Daraya lekka nerwowość, związana z natłokiem różnych, często urzędowych prac oraz ze zbliżającym się terminem otwarcia. Dlatego też… jeszcze bardziej dokręcamy mu śrubę i podchodzimy do tej rozmowy dokładnie tak samo, jak on do swojego nowego perkusyjnego długofalowego projektu.

Maciej Nowak: Jak minął ci rok 2019?

Daray: A dziękuję, dobrze. Dużym wydarzaniem był powrót Black River, po dziesięcioletniej przerwie. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, czy ktoś w ogóle pamięta jeszcze o tym zespole. Płyta została na szczęście dobrze odebrana, a na koncertach było dużo ludzi. Pracujemy nad następną płytą, a niedługo ogłosimy trasę wiosenną. Z Dimmu Borgir zagraliśmy bardzo dużo fajnych festiwali, gdzie miałem okazję zobaczyć również dużo ciekawych zespołów. Teraz, jak widzisz, jestem w trakcie trasy koncertowej z Hunterem. Gramy całą płytę Hellwood, a to była moja pierwsza płyta z zespołem. W międzyczasie nagrałem też 4 płyty z różnymi zespołami. No i wreszcie od wiosny wziąłem się na poważnie za realizację pomysłu związanego z otwarciem własnej szkoły.

Skąd pomysł, żeby „metaluch” otworzył własną szkołę?

Zawsze przychodziło do mnie po koncertach wielu perkusistów. Często robiłem prywatne lekcje na trasach koncertowych, zdarzały się również lekcje poza trasą w kanciapach bębniarzy. Zauważyłem, że jest duże zapotrzebowanie…

Zapotrzebowanie na co? Na doświadczenie? Na warsztat?

Na jedno i drugie. Chodzi o to, że jest bardzo dużo szkół perkusyjnych nie tylko w Warszawie, ale ogólnie w całej Polsce, które skupiają się głównie na technice, instrumencie, ogólnie na samej grze i warsztacie. Chciałbym pójść zdecydowanie dalej. Przede wszystkim chciałbym, żeby rola perkusisty nie skupiała się na wybijaniu rytmu, tylko na uczestniczeniu aktywnie w zespole.

Ogólniki. Konkrety poproszę.

Od strony muzycznej chodzi tu o umiejętność budowania aranżacji utworów, o odpowiednie dopasowanie partii perkusji do potrzeby kompozycji. Kolejna sprawa to umiejętność pracy w studio, w szerokim ujęciu tego słowa. No i wreszcie budowanie kariery, czyli poruszanie się po rynku muzycznym.

Bazą jest jednak warsztat. Jak to ma wyglądać?

Jeżeli chodzi o rock i metal zajęcia będą prowadzone przeze mnie, ale przecież nie samym rockiem i metalem człowiek żyje! Tematy teorii muzycznej oraz świat jazzu będą w rękach Damiana Szajkowskiego, absolwenta Wydziału Jazzu w Katowicach u dr Krzysztofa Gradziuka.

Wysoko.

Tak ma być.

Intrygujący jest ten temat pracy w studio, możesz to rozwinąć?

W studio trzeba być przygotowanym na wszystko, a nie spotkałem się jeszcze ze szkołą, która regularnie prowadziłaby takie zajęcia i przygotowywałaby do pracy, gdzie jesteśmy narażeni na wielki stres, związany z nagraniem. Ale to nie wszystko! Muzycy muszą mieć świadomość tego, jak dobrać sprzęt do sesji. Zdarza się, że przygotowany sprzęt w sali prób nie do końca sprawdzi się pod mikrofonami. Podobnie jest z aranżami, które uprzednio stworzone muszą być czasem skorygowane w warunkach studyjnych, czy to ze względu na brzmienie, czy to ze względu na sugestie producenta lub zwykłą potrzebę kompozycji. Nie są to żadne moje wymysły i szukanie dziury w całym, tylko lata praktyki i doświadczeń.

Chcesz nauczyć ludzi myślenia?

Może po prostu zachęcić ich do tego, do bycia przygotowanym na różne scenariusze.

Dużym wyróżnikiem jest ten temat kariery. Mnie to szczególnie ciekawi.

Ludzie skupiają się na rudymentach, które oczywiście są ważne, ale jeżeli chcą wyjść z kanciapy, chcą nagrywać płyty, tworzyć muzykę, jeździć na trasy koncertowe, grać na festiwalach, muszą wyjść poza sam warsztat i zająć się tematami związanymi z budowaniem kariery. Jest przecież tak dużo świetnych perkusistów, którzy nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić. Nie ma nigdzie szerszych informacji na ten temat i nie ma im kto podpowiedzieć. Czasami można wyłapać jakąś informację np. u was w wywiadach, ale mam nieraz wrażenie, że niektórzy bębniarze nie chcą lub boją się szerzej o tym mówić. Ten tort jest duży, dla każdego starczy po kawałku.

A nie zastanawia cię ostatnia tendencja do zawieszania działalności kapel?

Dlatego tym bardziej w tych czasach bębniarz musi być przygotowany do robienia wielu rzeczy, nie tylko grania z jednym artystą lub w jednym tylko zespole. Nie ma już tak wyraźnego rozróżnienia, że jesteś bębniarzem, który tylko nagrywa sesyjnie w studio albo gra tylko koncerty czy warsztaty. Muzyk musi być gotowy do działania na różnych płaszczyznach. Życiu każdego muzyka, nie tylko perkusisty, towarzyszy niepewność w kwestii pracy. Musimy być do tego przygotowani, zarówno mentalnie, jak i merytorycznie.

Mówi to człowiek, który jest często szufladkowany w wąskiej stylistyce muzycznej…

Dlatego w innych tematach muzycznych, tych bardziej w wymiarze akademickim, zajęcia będzie prowadził wykształcony muzyk, czyli wspomniany Damian Szajkowski.

A tobie nie doskwiera brak wykształcenia muzycznego?

Wiesz, spójrzmy na to tak… Jak ja zaczynałem to w każdej szkole był sztywny program klasyczny, a jazzowy dopiero się pojawiał. Wszystko to, co potrafię za bębnami w studio i na scenie, to zdobyte przez lata doświadczenie metodami prób i błędów. Musiałem dochodzić sam do rozwiązań, często bardzo długo, w momencie, gdy mógłbym się o nich nauczyć w krótszym czasie w jakieś kompetentnej szkole lub u doświadczonego nauczyciela. A tak to wiele lat poświęciłem na wyważanie drzwi, które ktoś mógł mi pomóc otworzyć. Mógłbym ten czas poświęcić na inne ważne rzeczy, które zaniedbałem. W Polsce zawsze był z tym problem.

A czy przypadkiem nie jest tak, że zaczynamy nauczać w momencie, gdy nie mamy innych zleceń?

Otwieram tę szkołę, bo chcę poruszyć tematy, których nikt nie porusza. Kariera jest jak prowadzenie własnej działalności gospodarczej. To chcę muzykom uświadomić. Muszą też pamiętać, że nie tylko wystarczy grać paradidla idealnie równiutko, czy nawet mieć z zespołem super nagranego hiciora. Muszą to zrozumieć. Oczywiście jest to dla mnie też forma zarabiania pieniędzy, ponieważ nie jestem ideowcem, robiącym takie rzeczy za darmo. Od razu też mówię wprost – nie będzie żadnych bonów, zniżek, promocji. To nie jest supermarket, gdzie są jakieś promocje na towary, którym kończy się ważność. To jest konkretna wiedza i jakość!

Będę wiercił… Założenie szkoły nie jest czymś, co robi się w tydzień. Trzeba poświęcić czas na organizację i później na pracę.

Ale przecież ludzie często różnymi drogami zadają mi pytania, zaczepiają mnie na koncertach, sam też organizuję zajęcia, daję prywatne lekcje, gram warsztaty, więc doszedłem do wniosku, że jest to odpowiedni moment na sformalizowanie całej działalności w tym zakresie. Jestem cały czas aktywnym muzykiem. Już mamy zaklepane terminy tras z Dimmu Borgir, Hunterem i Black River. Regularnie też nagrywam płyty jako perkusista sesyjny. Ostatnio na przykład najnowszą płytę Jelonka z bardzo wymagającym materiałem.

Ale jest to myślenie o przyszłości?

No tak. Nie wiem, co będzie za 15-20 lat, czy te zespoły będą dalej mogły grać i czy sam fizycznie podołam wymaganiom. Tak, jak mówiłem wcześniej, życie zawodowego muzyka to duża niepewność. Tym bardziej zależy mi na jakości i zaprosiłem do współpracy Damiana oraz menadżerów, ponieważ szkoła ma być stabilną i rozwojową placówką. Nie uciekam od odpowiedzi, że jest to jakaś forma mojej stabilizacji aktywności muzycznej na przyszłość.

I zarobkowania.

Mówisz o finansach… I wiesz co? To też będzie jeden z tematów u mnie na zajęciach. Muzycy muszą się nauczyć rozmawiać o pieniądzach. Historia podaje wiele przykładów sytuacji, gdzie zespół nie otrzymał wynagrodzenia za płytę, koncerty lub trafił na nie do końca uczciwych menadżerów. Zdarzało mi się zagrać festiwal, za który nie dostałem pieniędzy np. Ursynalia w Warszawie czy festiwal w Węgorzewie. Kolejny przykład to Hunter i menadżer Arkadiusz Michalski przy okazji Hunter Fest. Jak przecieraliśmy pierwsze szlaki z Vesanią to podpisywaliśmy takie kontrakty, że aż teraz się dziwię, że na to się godziliśmy. Byliśmy kompletnie nieświadomi, ale kto miał nam to uświadomić?! Jak przychodzisz na negocjacje z organizatorami koncertów czy wydawcami, musisz im dać do zrozumienia, że wiesz, o czym jest mowa, że znasz temat i nie dasz się zakrzyczeć, bo normą jest bazowanie na nieświadomości i słabości artysty.

A jak z sesjami nagraniowymi?

No widzisz, tu jest właśnie potrzebna ta wiedza, której u nas nigdzie nie da się teraz zdobyć. Trzeba cenić swój warsztat i pracę, ale też trzeba być zorientowanym w realiach danej sytuacji. Sesja również może mieć wiele niuansów pozamuzycznych, związanych z formą i sposobem rozliczenia oraz oznaczenia wykonawstwa.

Masz na myśli też sprawy organizacji zbiorowego zarządzania prawami?

Też.

Chcesz też prowadzić zajęcia związane z zarządzaniem zespołem, niezależnie od poziomu zaawansowania kapeli.

Jak widzę często na koncertach, supportujące zespoły nie mają pojęcia, ile kosztują koncerty, jak wygląda przygotowanie i organizacja koncertu, jak wygląda reklama samego koncertu, jak i kapeli. Samo wydarzenie na Facebooku to nie wszystko.

Będziesz zachęcał ludzi do wychodzenia za granicę?

Dobre pytanie. Ujmę to tak. Robiąc wykłady z zagranicznymi gośćmi nie będziemy się bawić w tłumaczy, dlatego nauka angielskiego jest konieczna. Będę zachęcał, żeby ze swoją muzyką nie ograniczali się tylko do polskiego rynku. Polacy mają wciąż kompleksy, tak, jakby się wstydzili tego, co potrafią, a mamy dużo fajnych zespołów i dziwię się, że nie chcą dalej ruszyć na Zachód.

Łatwo ci mówić, jak jesteś na ciepłej posadce w Dimmu…

Jakoś do tego doszedłem, prawda? Nie znalazłem się tam znikąd. To była długa droga. Jak zaczynaliśmy z Vesanią, od razu mieliśmy w świadomości, że chcemy grać na świecie, mimo to, że wszyscy wkoło pukali się w głowę. Jak jakiś tam zespół z Legionowa zagra w Krakowie to będzie już wielki sukces. Dużo inwestowaliśmy czasu i pieniędzy w demówki, wysyłane do wytwórni na całym świecie, do agencji koncertowych, kontaktowaliśmy się z zagranicznymi zespołami, żeby zdobyć namiary na lokalnych promotorów. Byliśmy bardzo ambitni, ale też bardzo naiwni i między innymi przed tą ślepą naiwnością chcę ustrzec ludzi.

A jak wygląda kwestia pogodzenia dotychczasowej aktywności z nowymi obowiązkami nauczycielskimi?

Mamy taką zasadę w Dimmu Borgir, że nie gramy dłużej niż dwa tygodnie w jednym ciągu. Hunter i Black River to zespoły, które grają w weekendy. Do tego w szkole, mówiąc prosto, nie idziemy na ilość, tylko jakość! Zajęcia będą się odbywać w tygodniu w godzinach popołudniowych. Plan mam taki, żeby każdy uczeń miał cztery indywidualne, godzinne spotkania w miesiącu.

Zaraz, zaraz, dobrze słyszę? W miesiącu? Tylko cztery?

To nie są zajęcia grupowe, tylko indywidualne. Szanuję ucznia i oczekuję tego samego. Zajęcia mają być esencjonalne i chcę zaangażowania także z drugiej strony. Masz ćwiczyć i przeanalizować w domu to, co dostaniesz i usłyszysz na zajęciach. Lekcja to nie moment na ćwiczenia zadań, które możesz sam wykonać. Wzajemnie nie marnujemy sobie czasu. Każdy uczeń będzie miał dwie godziny ze mną i dwie godziny z Damianem. Zajęcia z Hakonem i Alexem (menadżerowie) to będą zajęcia grupowe, gdzie będziemy musieli zsynchronizować i ustalić termin dla wszystkich.

A jak z wyposażeniem? Domyślam się, że „zagra” twoja wypracowana pozycja u dystrybutora sprzętu, na jakim grasz?

To naturalna droga, ale jest tu inny aspekt. Jak dawałem lekcje w kanciapach, to często graliśmy na dwa różne zestawy. Grałem jedno, a uczeń w momencie, gdy powtarzał, brzmiał już inaczej. U mnie będą dwa takie same zestawy, tak samo nastrojone, takie same blachy. Wiadomo, że chodzi tu o Tamę i Meinla. Dostałem też od firmy Wincent „stand” z różnymi modelami pałek, więc każdy uczeń będzie mógł sobie sprawdzić i przetestować.

Z pewnością będziesz opowiadał też o moim ulubionym temacie „endorseringu” i szukających szybkiego i jak najtańszego sprzętu…

Jak to szukających szybkiego i taniego sprzętu? O czym mowa?! Tu chodzi o pomoc, support, a nie, żeby dostać coś za darmo. Od samego początku swojej kariery grałem dużo koncertów za granicą i pojawiał się zawsze problem ze sprzętem. Nie mam możliwości zabrać swoich gratów. Teraz to jest luzik, robię rider, wysyłam do Tamy i Meinla, przylatuję do Chile czy Australii i czeka na mnie sprzęt idealnie taki, jaki zamówiłem. Ale kiedyś, jak jechałem za granicę, to nie miałem wsparcia żadnej firmy i nie wiedziałem dokładnie, co dostanę. To był koszmar. Walka ze sprzętem, który się rozpadał i totalnie nie nadawał do grania. Mimo, że wcześniej ustalałem z organizatorami koncertów co dokładnie potrzebuję, a i tak zwykle przyjeżdżało… Coś… Jednak na pewno nie będę tu jakimś pośrednikiem w załatwianiu sprzętu… Sorry!

Przewidujesz współpracę z jakimś sklepem perkusyjnym na zniżki dla uczniów?

Nie myślałem o tym, bo nie uważam tego za kluczowe, ale nie mówię ‘nie’.

Czy przygotowanie do otwarcia szkoły wiąże się też z twoim zwiększonym wysiłkiem w ćwiczeniu?

Dużo gram. Gram na bębnach prawie codziennie. Siłą rzeczy szlifuję techniki, które będę przekazywał podczas zajęć. Korzystam dużo z momentu rozgrzewek przed koncertami. Sprawdzam rudymenty, kombinacje, techniki. Z tego, co wiem, dokładnie tak samo robi Terry Bozzio, chociaż on to już inna planeta.

Perkusyjnych gości przewidujesz?

Na pewno, ale wolałbym gości mniej perkusyjnych. Chciałbym zaprosić np. Janka Borysewicza, żeby poopowiadał, czego tak znany gitarzysta i autor wielu hitów oczekuje od bębniarza, jakie powinien mieć cechy. Czy chodzi o zwykłą technikę gry, czy też jednak o coś więcej. Oczywiście trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom uczniów i jak będą chcieli lekcje z jakimś gościem to będziemy działać.

A czy sam myślisz o jakimś dokształcaniu się?

Pomyślałem o tym przez chwilę, zainspirował mnie Piotr Czyja, który ma znaną i uznaną szkołę, a mimo wszystko podjął studia na Akademii w Katowicach. Dam tu jednak przykład przygotowania do sesji do ostatniej płyty Jelonka. Musiałem się zagłębić w zupełnie inne tematy muzyczne niż rock i metal, ale to już odsyłam do odsłuchania płyty. Chodzi mi o to, że musiałem dużo czasu poświęcić na naukę i zrozumienie tych naszych ludowych rytmów, bo część numerów to były mazurki, czardasze, oberki itd. Nie chcę porównywać jednej sesji do 5 lat studiów, ale chcę dać przykład, że nie jest tak, że się nie rozwijam, gram tylko to, co umiem najlepiej i nie podejmuję wyzwań.

Faktycznie, to ciekawa płyta. Zderzyłeś się tam z rytmami polskich tańców ludowych, które nagle trzeba było zagrać na metalowo.

Wymagało to ode mnie wysłuchania oryginalnych wykonań, różnych orkiestr i zespołów. Praktycznie w ogóle się nie zdarza, żebym musiał coś czytać z nut, a to była kolejna sesja, którą musiałem rozpisać w kropach. Miałem też nuty z rozpisanymi akcentami, na które mam położyć największy nacisk. Sama sesja przebiegła normalnie, bez cudów. Przygotowanie było najważniejsze, gdzie musiałem się osłuchać i wczuć się w ten charakter.

Będziecie to grać na żywo? Tam jest koszmarna dawka rzeczy do zapamiętania!

Chłopaki będą grać, ja byłem jako sesyjny i to Paweł (Chojnacki) będzie się męczył na żywo. Współczuję mu tego materiału (śmiech).

Będziemy cię oglądać w Polsce na warsztatach sekcyjnych, skąd pomysł?

Dostałem propozycję grania różnych warsztatów. Pomyślałem, że można zrobić to w wersji sekcyjnej, gdzie przyjdą też basiści i gitarzyści. Po prostu ciekawsze wydarzenie. Zagramy piosenki Dimmu Borgir, na podstawie których będziemy mówić o aranżacji perkusji i basu. Przy tej okazji także o technice gry na instrumentach. Szczerze mówiąc jest mało takich warsztatów w Polsce, a jeszcze mniej przy okazji muzyki metalowej. Victor to sprawny basista, który grał wcześniej w Satyricon, Entombed, uznanych firmach.

Mówiłeś na początku o festiwalach i kapelach, które podglądałeś. Jakieś przemyślenia co do bębniarzy?

W szczególności w stosunku do metalowych perkusistów, gdzie na płytach grają różne blasty w niesamowitych tempach i używają do tego technik takich trochę „na skróty”. Widzę, że na żywo to się totalnie nie sprawdza. Taki Derek Roddy to jednak Derek Roddy, jak zagra blast to wszystko słychać i nie trzeba nagłaśniać bębnów (śmiech). Podoba mi się za to, że młode zespoły wreszcie zwracają uwagę na to, żeby nie tylko zagrać dobrze piosenki, ale stworzyć fajne show. Oczywiście wiadomo, że ciężko jest dogonić Rammstein, ale trzeba próbować. Jak cię widzą, tak cię słyszą. Moim zdaniem polskie kapele powinny poświęcić więcej czasu na pomysły, bo nie zawsze wszystko rozbija się o pieniądze.

A czy ci wspomniani bębniarze nie są często „ofiarami YouTube”?

Nawet, jak jest nagrany świetny drumcam i widzisz bębniarza, jak zajebiście gra, to i tak nie wiadomo do końca, czy te bębny były edytowane, czy nie. Nieważne, czy jest kamera, po prostu nie masz pewności, czy jest to edycja, ale na szczęście weryfikacją jest wykonanie na żywo.

A kręcą cię jeszcze takie osobowości perkusyjne, jak Anika Nilles czy Kaz Rodriguez albo Michael Schack?

Mnie zawsze bardziej kręciły zespoły i muzyka niż sami bębniarze. Moje granie na bębnach służy piosence. To samo chcę przekazać w swojej szkole. Nie chcę się skupiać wyłącznie nad instrumentem i warsztatem, bardziej nad muzyką, tworzeniem, rolą i dalej nad rozwojem artystycznym. Szanuję dokonania tych perkusistów. Często uczniowie opowiadają mi, że jeżdżą na pokazy takich bębniarzy i wiedza perkusyjna, jaka jest tam przekazywana, jest na olbrzymim poziomie. Tylko, że po powrocie mówią mi: „Umiem zagrać, ale roboty dalej nie mam!”.

Podstawy programowe szkoły „Daray Drum Academy” Warszawa



Nauka w każdym przedziale zaawansowania, od podstaw po aktywnych grających perkusistów. Indywidualne dostosowanie do potrzeb ucznia w zależności od oczekiwań.

1. ZAJĘCIA TECHNICZNE I WARSZTATOWE:
– różnorodność stylistyk muzycznych,
– nauka teorii,
– nauka notacji,
– ćwiczenia techniczne w każdym zakresie stylistycznym i zaawansowaniu.

2. ZAJĘCIA PRAKTYCZNE STUDIO:
– aranżowanie partii perkusji oraz samego utworu,
– rejestracja własnej gry,
– przygotowanie do pracy w studio m.in. dobór instrumentu, strojenie,
– przygotowanie do nagrań m.in. piloty sesji, metronom,
– nagranie m.in. współpraca z realizatorem i producentem tzw. „syndrom czerwonej lampki”.



3. ZAJĘCIA PRAKTYCZNE SCENA:
– przygotowanie instrumentu do koncertu m.in. dobór sprzętu (w tym naciągów), dostosowanie ustawienia zestawu do nagłośnienia,
– przygotowanie stanowiska koncertowego m.in. miejsce na scenie, odsłuchy i monitory,
– współpraca z akustykiem, monitorowcem i oświetleniowcem,
– współpraca na scenie w trakcie występu.

4. KARIERA CZYLI PRZYGOTOWANIE DO PRACY ZAWODOWEJ:
– spotkanie z menadżerami muzycznymi (np. Hakon Grav m.in. Dimmu Borgir, Alex Azzali z firmy menadżerskiej Alpha Omega),
– organizacja wydania płyty,
– organizacja koncertu,
– rozmowy z wydawcami, promotorami i agencjami,
– analiza kontraktów koncertowych i wydawniczych,
– rozmowy z producentami i dystrybutorami sprzętu,
– autopromocja i samozarządzanie,
– prowadzenie własnej działalności gospodarczej jako muzyk.

Początek zajęć w lutym 2020
Zapisy są już otwarte!

Daray Drum Academy
ul. Iwicka 17, Warszawa
daraydrumacademy.com

 

 

Rozmawiał: Maciej Nowak
Zdjęcia: Maciej Pieloch #maciejpielochphotography

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !