Pałki Wincent

Dodano: 07.05.2010
Rodzaj sprzętu: Pałki

Do testów pałek Wincent podeszliśmy w iście niszczycielski sposób. Poprosiliśmy otwarcie dystrybutora, firmę ArtAcc Music o solidną dawkę sprzętu, który mamy zamiar bezlitośnie skatować. Usłyszeliśmy w odpowiedzi krótkie i konkretne "Nie ma problemu!".

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.
Wincent to nowość na polskim rynku. Jest to sprzęt pochodzący z kraju Alfreda Nobla (ten facio od dynamitu) lub jak kto woli Victorii Silvstedt (95C-63-97cm). Firma powstała w roku 1992 dynamicznie rozwijając swoja ofertę oraz jakość oferowanych produktów. Obecnie ma w swoim katalogu niemal pełny wybór standardowego sprzętu z tego działu. Przez zwrot "pełną" mam na myśli tak szeroką listę modeli, przy której może nie poświęcimy tyle czasu, by zdążył nam wykiełkować ziemniak na talerzu, ale taką by swobodnie dobrać coś dla siebie. Dotyczy to klasycznych modeli z drewnianą główką, ponieważ pałki niekonwencjonalne  dopiero stopniowo będą pojawiać się w ofercie. Właśnie, problem jest z pałkami z nylonową główką. Jednak fakt, iż w ofercie są plastikowe rodsy i miotełki oznacza, że to tak naprawdę kwestia krótkiego czasu, by swobodnie przebierać także i wśród nich. Tymczasem mamy głównie pałki hikorowe i 3 modele klonowych.

Jedną z najbardziej znanych osób korzystających z Wincentów jest pałker zespołu Motorhead, czyli Mikkey Dee. Ten kto zna bliżej styl gry tego pana rozumie doskonale siłę zwrotu "naparzać zza ucha". W związku z tym potrzebny jest solidny kawał ręcznego przedłużacza ramion, by nie mieć stresu, jaki miał niegdyś Ślimak (patrz Perkusista 4/09 strona 32). Z drugiej strony z tymi endorserami bywa naprawdę różnie, więc wskazane było organoleptyczne sprawdzenie wytrzymałości pałek na blaszkach, obręczach, ogrodzeniu sąsiada, masce radiowozu i plecach basisty (prosimy jednak nie próbować tego w domu). Producent informuje nas o procesie produkcji w którym wykorzystywana jest "technika kamienia" (o szczegóły chyba lepiej zapytać Jackie Chana), mająca za zadanie dawać pałkom idealnie równy kształt. Natomiast w celu zwiększenia elastyczności i trwałości stosowna jest bliżej nieznana woskowa formuła.

Na początku przyjrzyjmy się wytrzymałości. Na zdjęciu możemy zobaczyć, że pałka - mimo dość mocnego obijania - nie wygląda na zmęczoną. Widoczna para na foce przetrwała nagrania w studio dwóch rockowych utworów oraz jedną dużą próbę gęstego metalowego grania. Główka pałki nie rozłupuje się szybko mimo swoich dość sporych rozmiarów. Wydawałoby się, że ma ku temu idealne warunki, jednak testowane modele dały radę.

Wygląd pałek mieści się w średniej kategorii. Chodzi tu, rzecz jasna, o jakość napisów, przycięć i ogólną przyjemność dla oka. Nie powala na kolana, ale też nie zmusza do wizyty u kolegi ze szlifierką.

Kolejna sprawa to ślizganie instrumentu w łapach. Jak wiemy, jest to dla niektórych wielki problem. Przyznam, że jeżeli chodzi o ten aspekt dermatologiczny to niestety, ale leje się zawsze ze mnie jak podczas pory deszczowej. Dlatego też z przyjemnością mogę stwierdzić, jako osoba kompetentna, że Wincent nie ucieka. Spokojnie możemy koncentrować się na grze nie zastanawiając się nad tym, czy pałka poleci w oko wokalisty, czy też we wzmacniacz gitarzysty (a to rzecz dla nich święta).

Nie spotkaliśmy się w naszym pudle z pałkami z jakimś egzemplarzem w kształcie bumerangu lub maczugi Łamignata. Wyważone są dobrze czyli równo względem siebie (tzn. nie ma wyczuwalnych różnic pomiędzy pałkami jednej pary) bo to, czy takie rozłożenie ciężaru będzie nam pasować jest już kwestią własnych preferencji. Na szczęście Wincent nie zaskakuje tutaj jakimiś próbami zmiany świata i serwuje nam uniwersalny sprzęt.

Jeżeli chodzi o miotełki i rózgi to mamy do wyboru modele wykonane z klasycznego budulca oraz z  tworzywa sztucznego zwane odpowiednio "Nylon Brush" i "Polyrod". Rodsy mamy w wersji z długą i krótką rączką w konfiguracji 7 i 19 rózg. Natomiast miotełki w opcji Light - Medium - Heavy.

Tradycyjnie Wincent posiada także szereg akcesoriów związanych nie tylko z samymi pałeczkami. Jest to m.in. oczywiście pokrowiec na pałeczki, padzik do rozgrzewki (niestety, tutaj mikry wybór), case na blaszki z wmontowanym pokrowcem na pałki, stickgrip czyli nakładki na część chwytną pałek, by mieć pewniejszy uchwyt oraz ciekawy Snarepal, czyli bardzo interesujący pokrowiec tłumiący werbel. Wygląda on trochę jak worek na paszę dla konia. Zakładany jest na obręcz werbla, zdaniem producenta - celem wytłumienia niepożądanych wysokich częstotliwości, chroniącym uszy perkusisty (i nie tylko). Jak to się sprawdza? Ile werbli - tyle wersji.

Podsumowując, oferta Wincenta jest warta uwagi. Firma sprawia wrażenie podchodzącej poważnie do tego biznesu. Widać to, chociażby poprzez stronę internetową, czy po prostu poprzez rozwój firmy. Cena pałek krążyć będzie w okolicach 30-32 zł za parę, co nie jest specjalnie wygórowaną obecnie kwotą, ale też nie klasyfikuje ich do grupy pałek ekonomicznych. Za Wincentami przemawia więc porządna jakość za jeszcze w miarę przystępną cenę. A reszta? Co do niekonwencjonalnych modeli - rodsy kosztować nas będą już około 67 złotych. Akcesoria są dość kosztowne, ponieważ torba (naprawdę pojemna) i Snarepal kosztują w granicach 250 złotych.

{podsumowanie Szwedzi znani są z produktów o dobrej jakości, a w tym przypadku producent zapewnia nas, że wszystko robione jest przez Szwedów, a nie przez małe sprawne chińskie rączki. Z pewnością polecam przyjrzeć się produktom tej firmy. Może okazać się, że wśród Wincentów znajdziemy pałki idealne dla naszych potrzeb, co - szczerze mówiąc - nie zaskoczyłoby mnie zupełnie. }

Testował: Maciej Nowak
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"