Stagg, Meinl, Latin Percussion - cowbelle

Dodano: 12.06.2019
Rodzaj sprzętu: Perkusjonalia
Wojtek Andrzejewski

Perkusjonista dostał kilka e-maili, w których pytaliście o poradę w sprawie zakupu cowbella. Kryterium przez was wskazywanym była cena. To oczywiste, że gra ona ważną rolę, ale... To nie cena gra, tylko instrument. Postanowiłem odwiedzić warszawski sklep muzyczny „Pasja”, w którym przyjrzałem się bliżej trzem cowbellom.

Wycieczka do sklepu została zainspirowana przez dwóch czytelników, uskarżających mi się na fatalne brzmienie cowbelli, które kupili... przez Internet. Cóż, nie drążyłem w ich żalach, ale domyślam się, że ich ucha podczas zakupu instrumentu nie było. A to ważne, dlatego zachęcam do wybierania się do fizycznie istniejących sklepów muzycznych, gdzie tak, jak w „Pasji” przywitała mnie spora ścianka z tymi instrumentami – jakże różnymi od siebie w brzmieniu i wykonaniu. No, i rzecz jasna – w cenie.

ILE CALI I ZA ILE?

Przyjrzałem się trzem cowbellom z trzech różnych półek cenowych. Najtańszy – Stagg (6 1/2 cala) za ok. 30 zł. Średnia półka cenowa to Meinl Headliner (HCO4BK, 5 cali) za ok. 100 zł i najdroższy – Latin Percussion Rock Cowbell (LP007-N, 7 cali) za ponad 300 zł. Skoro mamy już ramy finansowe, od których najczęściej uzależniają zakup mniej doświadczeni koledzy, zaczniemy od tego, że myśląc o instrumencie powinniśmy myśleć o jego przeznaczeniu. Krótki dzwonek będzie wyróżniać się brzmieniem wyższym, bardziej przenikliwym i przebijającym się przez resztę instrumentów percussion czy zestawu perkusyjnego. Jeśli tego potrzebujemy – nie brniemy w koszty i kupujemy coś w rozmiarze np. 5 cali. Najczęściej popełnianym błędem jest finansowe „wystrzelanie” się na duuuuuuży – siedmiocalowy dzwonek, który wydaje niskie, ciepłe dźwięki, co niekoniecznie może sprawdzać się w uprawianym stylu muzycznym i skutkuje później wiadrami niesłusznie wylewanych żali na forach internetowych.

WYKONANIE MA ZNACZENIE

Jedynie na pierwszy rzut oka dwa największe cowbelle – najtańszy (Stagg) i najdroższy (LP) nie różnią się od siebie. Brzmieniowo oba instrumenty dawały podobny, niski dźwięk, lecz Stagg brzmiał o wiele krócej od LP i ciszej. Co więcej, w jego brzmieniu było sporo niepotrzebnych dodatkowych dźwięków – drgań blachy, które producent stara się tłumić piankowymi wkładami, przylepionymi wewnątrz instrumentu. Być może nie byłby to konieczny „insert”, gdyby blacha tego taniego dzwonka była grubsza i solidniej zespawana. Pamiętajmy, że cowbell to idiofon. Tu liczy się masa, która zostaje wprawiana w drgania. A skoro masa to może warto byłoby solidniej przymocować bell do uchwytu? Chiński wykonawca, jak widać na zdjęciu, nie przyłożył się za bardzo do tego ważnego szczegółu, z pewnością podrażającego produkcję. Finalnie narażającego was na utratę instrumentu w najmniej oczekiwanym momencie np. podczas koncertu, gdzie emocje są większe i zawsze ciut mocniej się gra niż na próbie. Przerobiłem ten temat osobiście – rzecz jasna w roli głównej z tanim cowbellem na statywie...

W dziesięciokrotnie droższym produkcie LP opisany wyżej problem nie istnieje. Połączenie dzwonka z uchwytem mocującym go do statywu jest tak solidnie wykonane, że można spokojnie… powiesić na nim krowę, a co dopiero mocniej, śmielej uderzać w instrument. Blacha, z której go wykonano, jest wyczuwalnie grubsza, co wpływa nie tylko na cenę instrumentu, ale i jego brzmienie. O żywotności nie wspomnę. I tu, by nie zostać posądzonym o agitację – „kupujcie LP!”, wyjaśnię, że nie mam nic przeciwko tanim cowbellom. Bardzo dobrze, że takie instrumenty są na rynku i pozwalają zapoznać się z brzmieniem, które jak wspomniałem – było podobne do instrumentu dziesięciokrotnie droższego. Zwracam jedynie uwagę, by nie wymagać od nich zbyt wiele, a zwłaszcza trwałości i klarowności brzmienia.

Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie krótki – pięciocalowy cowbell Meinla. Nie dość, że w brzmieniu był tylko ciut wyżej od dwóch wyżej opisanych kolegów to solidność jego wykonania, podobnie jak brzmienie, zrobiła na mnie dobre wrażenie. Po pierwsze – uchwyt bella wzorem modelu LP jest przyspawany po całej jego długości do korpusu instrumentu, a nie przyczepiony do niego w trzech punktach, jak w Staggu. Po drugie – żadnych śmieci w środku. Tylko gruba blacha, lakierowana proszkowo. Znając brzmienie zestawu moich instrumentów perkusyjnych, zdawałem sobie sprawę, że ten egzemplarz pożyje ze mną w pracy dłużej niż najtańszy z oglądanych modeli i nie wydam na niego przesadnie dużych pieniędzy. Umiejętnie stłumiony brzmieć będzie krócej lub dłużej, w zależności od stylu, w którym będę go używać.

SPRAWDZAJCIE NOGAMI I UCHEM

Ogromną wygodą naszych czasów jest możliwość kupna instrumentów przez Internet. Ale i pułapką, w którą wpaść mogą mniej doświadczeni w temacie. Dlatego zanim wydacie swoje pieniądze i zdecydujecie się na konkretny instrument, sprawdźcie „nogami”, czy nie ma go w pobliskim sklepie muzycznym. Następnie przetestujcie go uchem – obstukując go lub inne podobne modele. Owszem, na stronach producentów często dostępne są próbki brzmień. Warto wiedzieć, że nagrywane najczęściej w świetnych warunkach akustycznych. Ale życie jest życiem i nic tak dobrze nie wpływa na to, jak i co będziecie grać, jak wasza świadomość.

Tekst i fot: Wojtek Andrzejewski