Wykop: Michał „Dimon” Jastrzębski

Dodano: 30.01.2019

Lao Che jest bez wątpienia jednym z czołowych zespołów polskiej sceny rockowej. Takie to mało odkrywcze zdanie na początek. Nie jest może do końca zachęcające, ale przyjrzyjmy się dokładnie, co się za tym kryje. Nas oczywiście interesuje praca perkusji.

W Lao Che obowiązki perkusyjne dzielą między sobą Maciek Dzierżanowski operujący bardziej perkusjonaliami oraz Michał Jastrzębski, znany nam z pracy z tradycyjnym zestawem perkusyjnym. Zespół znany i lubiany z bardzo interesujących treści charakteryzuje się także świetnym brzmieniem. Patrząc pierwszy raz na zestaw Dimona, można się podrapać po głowie z racji lekkiego chaosu. To jakieś krzywe talerze, pełno plastrów, wygląda to trochę jak samochód Pana Samochodzika i dokładnie takie ma właściwości! W chwili, gdy Dimon siada za zestawem i odpala pierwszy bieg, maszyna rusza przed siebie i rozbujana miarowymi ciosami nie ma zamiaru zwalniać! Jest to efekt ewidentnego zamiłowania Dimona do szukania i dłubania w brzemieniu swoich bębnów, żeby pasowały do treści, jaką prezentuje kapela.

Z jednej strony bardzo skromny i niezwykle pokorny, bo w tyłek od życia oberwał nie raz i nie dwa. Z drugiej strony wciąż pełen młodzieńczej złości i tej uroczej rockandrollowej bezczelności. Takich muzyków nie sposób zignorować, chociaż czytając te słowa zapewne powie autorowi, by się puknął w czoło. No trudno, oby filcowym bijakiem, ha!

Jak wyglądało kształtowanie twojej świadomości doboru sprzętu do muzyki, którą grasz?

Lao Che jest zespołem, który może zagrać prawie wszystko, a to wynika stąd, że każdy z nas słucha bardzo różnej muzyki i zakładając zespół chcieliśmy uniknąć zaszufladkowania w jakimś gatunku. Poza tym tak się nam utarło, że nagrywamy płyty koncepcyjne. Muzyka stanowi rodzaj ilustracji dla tematu. Czerpiemy zewsząd – funk, jazz, hip hop, rock, latino, elektronika... Wachlarz inspiracji jest bardzo szeroki. Kiedy czerpie się z tak wielu stron oczywistym staje się fakt, że instrumenty, których używasz, także są bardzo różne. Przede wszystkim słuchanie muzyki jest najważniejsze. Kiedy coś mnie pochłonie to od razu wnikam, kto to nagrał, w jaki sposób, gdzie, kto wyprodukował, jak to wykombinował. Staram się wyszukać tak wiele informacji, jak to tylko możliwe. W ten sposób zdobywasz wiedzę, której nie znajdziesz w książkach. Gust, kultura brzmienia i tzw. świadomość kształtuje się przez lata. Myślę, że u każdego, kto gra, proces ten przebiega i podobnie i inaczej zarazem. Wpływ ma środowisko, w którym się wychowujesz i dojrzewasz, muzyka, którą szczególnie lubisz, instrumentaliści, którzy cię inspirują.

Sprzęt, z którego korzystam na koncertach, to wynik doświadczeń, zebranych przez lata. Używałem wielu różnych zestawów perkusyjnych, nowych i starych, eksperymentowałem ze strojeniem i naciągami, dobieraniem werbli, mikrofonami etc. Uwielbiam brzmienie „vintydżowych” bębnów, jednak w trasie bywały kłopotliwe w użytkowaniu. Moje zamiłowanie do wiekowych, klasycznych instrumentów przełożyło się na moją miłość do Gretschy, ponieważ jest to firma, która od lat idzie bardzo podobną, jak nie tą samą ścieżką. Nowe bębny Gretscha mają solidny i sprawny osprzęt, a w brzmieniu jest to „coś”. That Great Gretsch Sound, który sprawia, że czuję, że jestem u siebie. Z blachami było troszkę inaczej. 14 lat temu zacząłem grać na Istanbul Agop i załapałem turecki kunszt praktycznie od razu. Nie szukałem ani nie eksperymentowałem z innymi markami, gdyż Agop ma w ofercie tak wiele różnych modeli, że po dziś dzień zdarza mi się odkryć coś nowego dla siebie.

Powiedz nam oddzielnie, jak wygląda temat naciągów, a konkretnie strojenia bębnów w zależności od okoliczności.

Strojenie i dobór naciągów to temat, który spędza mi sen z powiek przed nagraniami. W studiu ma to największe znaczenie. W Lao Che praktycznie każda piosenka traktowana jest indywidualnie, więc każdą nagrywam na innych bębnach i stroju. Wszystko zależy od kompozycji, aranżacji, pomysłu producenta. Tutaj możliwości są nieograniczone, dlatego dobrze wiedzieć, do czego najlepiej służą takie czy inne bębny i naciągi. Jak na stopie zabrzmi PS3, a jak Emperor? To są narzędzia, a ja muszę potrafić się nimi posłużyć tak, aby uzyskać odpowiedni efekt. Wiem, jakich naciągów i rozmiarów bębnów użyć, aby uzyskać fajny „funkowy” czy „hip-hopowy” sound, przy czym może to być mała centralka 18”, jak i duża 24”. Efekt finalny jest najważniejszy. Nie do końca ma dla mnie znaczenie, czy np. tom 13” gra w Gis czy G (chyba, że tonacja piosenki tego bezwzględnie wymaga). Nauczyłem się też, że często radykalne rozwiązania są bardzo skuteczne – zatem, kiedy nagrywam, mam przy sobie tony ręczników, gafy, ściereczek, szmatek, tłumików itp. Dzięki współpracy z Remo mam też ten komfort, że mam pod ręką praktycznie wszystkie modele naciągów. Na przestrzeni lat używałem naciągów różnych marek, jednak nie znalazłem alternatywy. Remo to po prostu klasyk i dla mnie nic lepszego na rynku nie istnieje.

Natomiast druga sprawa to pozbierać to potem w jeden „optymalny” zestaw koncertowy. Nagrywając nowy album Lao Che „WOS” tak się jakoś naturalnie złożyło, że usiadło nam brzmienie w stylu lat 80-tych. Płyta jest bardzo zgrabnie poukładana aranżacyjnie, bębny grają bitowo, mają raczej skupiony sound i chciałem to przenieść na żywo. Rezonanse tomów to naciągi Silentstroke. Na górze mam klasyczne Emperory Ctd. Dzięki temu brzmienie jest bardzo skupione, w stylu bębnów typu „concert”. Korzystam także z dwóch, różnie nastrojonych werbli 14x6.5, z których wydobywam (dzięki tłumikom) trzy różne barwy. Sampler SPD- -SX to dodatkowe próbki „one shot” z brzmieniami z płyty, których na żywo przenieść się po prostu nie da.

Co potrafi zepsuć ci koncert, tudzież co najczęściej psuje ci granie koncertu?

Granie koncertów to chyba temat z pogranicza psychologii. Do dziś nie mogę odgadnąć, jak to jest, że jednego dnia zagrasz niemalże koncert życia, a następnego schodzisz ze sceny jak zbity pies? Potem wracam do domu, zerkam na jakieś nagrania na YouTube i wszystko się zgadza, okazuje się, że to tylko „w głowie” coś nie grało, nie było dnia. Strasznie dziwne i na pewno są to odczucia subiektywne, więc przestałem się nimi przejmować. Po prostu tak jest i już. Masz dzień albo go nie masz. Kiedy go nie mam to potrafię sobie ubzdurać cokolwiek, że np. crash po mojej lewej jest za twardy albo, że para pałek za lekka, cokolwiek... Aha, jedno wiem na pewno, nie lubię brzmienia perkusji przy betonowej ścianie, jak widzę beton za plecami to wiem, że pewnie będę miał „pod górę”.

BĘBNY:
Gretsch USA Custom Aqua Satin Flame
Bass drum – 20”x 14”, tom tom – 12”x 8”
Floor tom – 14”x 14” i 16”x 16”
Werble – Broadkaster 14”x 6.5” x 2 Satin Maple-vintage & Aged White Marine
LP Micro Snare 8”
Cowbell LP ES-7 Salsa

BLACHY:
Istanbul Agop
Hi-hat Mantra 15”
Ride Mantra 22”
Crash Mantra 20”
Crash Traditional Thin 22”
Crash Xist ION 22”
Splash Xist 10”
Splash Xist ION 12”

NACIĄGI:
Wszystkie od Remo
Tomy góra – Emperor Coated
Tomy rezonans – Silentstroke
Bass drum – PS3 Coated lub Emperor Coated
Bass rezonans – Ambassador Smooth
Werble – Controled Sound Coated

HARDWARE:
DW Flat Base 6000
Snare/Tom Stand DW 9399 & DW 9300AL
Hi-Hat Stand DW 9000
Tama Speed Cobra double
Stołek Gibraltar 9908

ELEKTRONIKA:
Roland SPDS-X, PDX-8 pad
KT10 drum pedal
Mikrofony – Shure, AKG, AudioTechnica
Odsłuch Behringer
P16 (personal mixer)
Sennheiser EW300 IEM
Metronom Tama RW-200

Zdjęcia: Marcin Pawłowski