Kilka słów prawdy o talerzach

Dodano: 03.04.2019
Autor: Maciej Nowak

O ile w temacie bębnów mamy kilka warsztatów zajmujących się obróbką drewna w takiej formie, to z blachami w Polsce zawsze było cienko.

Wiedza opiera się na informacjach dostarczanych od fabryk i ciężko znaleźć prawdziwych ekspertów w tej dziedzinie. Nasza redakcja na szczęście miała okazję zwiedzić czołowe fabryki na świecie, a nawet zajrzeć do drobniejszych tureckich rzemieślników.

Dobór blach opiera się o dwa główne czynniki: styl muzyczny oraz budżet. Do tego dochodzi trzeci związany z obsługą klienta. Podobnie, jak w przypadku bębnów bardzo duże znaczenie ma czysta sympatia do danej marki, przez co będziemy szukać rozwiązań w jednej konkretnej firmie. W dyskusjach internetowych słychać nierzadko różnej maści argumenty o wyższości jednej marki nad drugą, podczas, gdy faktycznie atrybuty talerzy w dużej mierze pokrywają się z racji czysto fizycznych aspektów ich budowy. Innymi słowy – mało w której dziedzinie perkusyjnego sprzętu jesteśmy bombardowani takim stekiem bzdur jak w przypadku talerzy. Niestety, zdarza się, że niektórzy sprzedawcy powielają te dziwne historie. Czy robią to celowo, czy też z racji faktycznej niewiedzy pozostawimy bez oceny.

Postaramy się zamieścić w naszych punktach informacje przydatne dla amatorów i zawodowców. Część informacji można pominąć, dlatego podzieliliśmy artykuł na konkretne działy.

I. KRYTERIA PRZY WYBIERANIU

Możemy wyodrębnić 3 podstawowe kryteria wyboru talerzy:
– sytuacja muzyczna,
– stosunek jakości do ceny,
– serwis i dostępność.

Te trzy podstawowe kryteria ustawia się w kolejności priorytetowej w zależności od stopnia zaawansowania, ale też i stopnia zamożności. Zanim się tym zajmiemy musimy wiedzieć, co konkretnie potrzebujemy do naszego setu. Tutaj nie da się ustalić jednego wzoru, chociaż można ustalić dwie bazy wyjściowe:
– hi-hat, ride, crash
– hi-hat, crash/ride.

Dopiero później możemy podrapać się w głowę i zastanowić, czy potrzebuję kolejnego crasha? Może przydałby się jakiś efekt w postaci dziurawego crasha lub chinki? Może jednak mały splash lub jakaś własna kombinacja połączonych talerzy? Mam teraz możliwości doboru nie tylko drogich modeli typu Zildjian FX, ale też w najtańszym przedziale cenowym, czego przykładem jest np. mosiężny Meinl HCS. Aż wreszcie jesteśmy w momencie, że potrzebujemy zamienników konkretnych blach z racji różnych miejsc, gdzie gramy.

1. Dostosowanie do sytuacji muzycznej

Jest to najważniejszy element, który określa rodzaj talerzy, jaki powinniśmy dołączyć do zestawu. Jak to wygląda konkretnie? Kiedyś firmy w katalogach podawały dla przykładu gatunki muzyczne, jakie są idealne dla danej grupy blach. Obecnie różnorodność i przenikanie stylów nie ułatwia klasyfikacji, dlatego postaramy się podać to na bardziej życiowych przykładach.

Muzyka strojona bardzo nisko, często jest to metal, nu-metal, metalcore, djent, death (ale nie tylko), wymaga blach jasnych, klarownych. Przykład to zespół Korn, gdzie struny niemal wiszą luźno, Ray Luzier korzysta z jaśniejszych serii, typu AAX (crashe) czy AA (np. Holy china), Inferno i Behemoth, zespół też nie należy do najjaśniej brzmiących, zatem wykorzystywane są bardzo szkliste Rude, które przebijają się przez ścianę gęstych gitar i spełniają swoją rolę wyraźnych akcentów. UWAGA! Takie blachy są talerzami typowo kontekstowymi, dlatego sprawdzanie ich w sklepie pojedynczymi uderzeniami w żaden sposób nie przedstawi nam wartości blaszki w muzyce!

Perkusja solowa. Warto zwrócić uwagę, z jakich talerzy korzystają perkusiści, którzy zajmują się graniem warsztatów, pokazów, klinik, tworzą filmy perkusyjne. Ci bębniarze kierują się w stronę blach o ciemnym charakterze. Bardziej miękkie, z dużą ilością alikwotów, mówiąc prosto – bogate w brzmieniu, które sprawdzają się w grze solowej. Dlaczego? Bo ich brzmienie nie musi wchodzić w pasmo gitar i innych instrumentów. Talerze, jakie stosuje Anika Nilles, nie sprawdziłyby się za dobrze w bogatej instrumentalnie muzyce. Nawet, kiedy gra z podkładami, bębny są wysunięte do przodu. Kaz Rodriguez używa talerzy z rodziny K od Zildjiana, które w większości charakteryzują się podobnymi właściwościami. Tutaj w odróżnieniu od wcześniejszego przykładu sprawdzanie pojedynczo na ucho w sklepie ma sens.

W skrócie etapy powstawania pięknego Zildjian K

– Mniejsze pomieszczenia. Muzyka w różnych odcieniach stylistycznych grana głównie w klubach to przede wszystkim ograniczona powierzchnia. Jeżeli zdecydujemy się na większe talerze (chociaż bez przesady i nie ma sensu wychodzić z crashem ponad 19” 20”), powinny to być blachy ciemniejsze, ponieważ te zazwyczaj nie są aż tak głośne, chodzi więc tu głównie o blachy z brązu B20 (dokładniej o brązach poniżej), jakie oferują różnego rodzaju tureckie marki czy też Meinl Byzance, Zildjian Kerope. Jeżeli decydujemy się na blachy jasne np. z brązu B8 to raczej w formie mniejszych akcentów, które nie rozwiercą nikomu głowy.

Warto też pomyśleć o blachach typu stack czyli złożonych według swojej inwencji z dwóch lub więcej talerzy sprzedawanych samoistnie, chociaż np. Meinl ma ładną kolekcję domyślnych stacków na każdą okazję. Taka muzyka w dużej mierze odbierana jest w formie bezpośredniej, więc dostosowanie sobie setu blach pod kątem głośności i barwy ma duże znaczenie.

„Stacki” czyli połączone ze sobą talerze zostały głównie wypracowane przez Mike’a Portnoya

– Jazz wymaga gatunkowego wyróżnienia, ponieważ niezależnie od okoliczności charakterystyka muzyki kieruje nas w stronę blach wybrzmiewających krótko, o suchym charakterze. Duże talerze ride w stylu Zildjian Constantinople, Meinl Byzance Vintage, Jazz albo Dark, do tego całe spektrum blach tureckich typu Istanbul Agop, Turkish, Istanbul Mehmet. Temat nie wymaga większej analizy, ponieważ jazzmani wykazują się dużą świadomością w tej kwestii. Cieszy coraz częstsze korzystanie z różnych dodatków, jak wspominane powyżej stacki czy inne blaszki efektowe i tym samym muzycy starają się wychodzić poza mocno porośnięty kurzem obszar i dodać do jazzu nowe brzmienie.

– Sceniczne zespoły muzyczne, szeroko pojęta grupa głównie kolosalnego obszaru rockowego od fusion przez alternatywę po hard rock. Tu trzeba pamiętać o kluczowym elemencie, jakim jest kontekst i fakt, że nie jesteśmy sami na scenie. Większa scena lubi solidnej wielkości blachy, mniejsza scena i bardziej gęsta muzyka to blachy szybsze, łatwiejsze w kontroli, ale przy tym soczyste i miękkie w charakterze. Tutaj duże znaczenie ma dobranie odpowiedniego setu. Uniwersalne Zildjian A Custom, Sabian AAX, Meinl Byzance Traditional w rozmiarach głównie 16”- 19” crash. Nie wypada doradzać komuś, kto gra tłuste czopsy, by sięgał jedynie po jasne blachy powyżej 20”. Przedstawiciele popu nie ucieszą się jak obwiesimy się Paiste 2002 Power crash 20”. Blach ciemnych tego samego rodzaju nie poleci się tym, co lubią bawić się w gęsty i techniczny rock progresywny, no, chyba, że chcą brzmieć jak różne kolory plasteliny zmieszane w jedną kulkę.

– Blachy do sesji nagraniowej. Nie jest to tak oczywisty temat, jakby się mogło wydawać i często muzycy używają zupełnie innych talerzy w porównaniu z tym, co spotykamy u nich na scenie. Jedno jest pewne, jakiekolwiek umowy z dystrybutorem lub producentem sprzętu widać dopiero na zdjęciu lub filmie, dlatego nie jest jakimś novum fakt nagrywania na zupełnie innych blachach czy bębnach. Przypomnijmy, że Nick Menza z Megadeth w okresie posiadania kontraktów kolejno z Tamą i Pearlem w studio korzystał z… Gretscha. Z blachami jest jeszcze łatwiej i hasło: „Czekaj, muszę zmienić crasha do zdjęcia” nie jest czymś wyjątkowym. Lars Ulrich zdawał się o tym zapominać i na kilku teledyskach widać, jak ten utożsamiany od zawsze z Zildjianem perkusista wali w hi-hat Sabiana.

Mikrofon i pomieszczenie to inne środowisko, gdzie wychodzą wszystkie niuanse, dlatego warto pomyśleć o blachach łatwych w kontroli, nieprzenikliwych, nieprzesadnie wielkich. Oczywiście wszystko jest uzależnione od muzyki, ale trzeba mieć świadomość, że jeżeli zwykliśmy hałasować to w studio dobrze zejść nieco z tonu. Sprawdzają się wtedy klasyki jak Paiste 2002 – super kontekstowe talerze do muzyki rockowej, Zildjian A i A Custom, Sabian AAX lub nowe Meinl Pure Alloy z brązu B12.

Eksperymenty: Powyżej opisane sytuacje są jedynie przykładem, a nie sztywnym wyznacznikiem, co można, a co nie. Niemniej jednak jest to opracowane w oparciu o najskuteczniejsze rozwiązania.

Terry Bozzio i jego ściana specjalnie dla niego skrojonych blach Sabian Radia (Fot. Michał Matusiak)

2. Stosunek jakości do ceny

W większości łapiemy się na prostym mechanizmie psychologicznym, że jak coś jest droższe tzn. że jest lepsze. Tzw. ślepe testy podważały tę tezę w kwestii brzmienia, jednak cena to nie zawsze kwestia samego brzmienia i wyglądu talerza, ale o tym w dwóch kolejnych punktach. Ujmując cały temat bardzo ogólnie, można przyjąć, że faktycznie cena przynosi określone profity. W kwestii samego brzmienia, jeżeli mamy umysł wolny od upierania się przy jednej marce oraz od trzymania się równania drogo=dobrze, możemy dopasować sobie niezłe blachy w przyzwoitej cenie. Potwierdzają to firmy tureckie, które blachy wykonane z tego samego brązu, co najwyższe modele liderów rynku potrafią sprzedawać czasami 2-3 razy taniej!

Jeżeli chcemy obrać ten kierunek, co jest zrozumiałe, niezbędne jest udanie się do sklepu i sprawdzenie modelu, jaki chcemy. Wynika to głównie z mniejszej powtarzalności tych talerzy oraz słabszej kontroli jakości, która z pobudek ekonomicznych jest bardziej liberalna i potrafi pchnąć na rynek blachy odstające od i tak umownej normy. Nie jest to oczywiście standard, ale kontrola jakości, jaka jest np. w fabryce Paiste puściłaby z torbami większość manufaktur tureckich. Można zdobyć tym samym unikatowy talerz, co jest częstym argumentem przemawiającym za takimi talerzami, ale szczerze mówiąc, czy to będzie miało naprawdę większe znaczenie? Żywotność blachy i warunki, w których jest najczęściej prezentowana zdają się to podważać.

Restrykcyjna kontrola talerzy w Paiste

Niemniej jednak skompletowanie bardzo przyzwoitego setu, składającego się z nowych talerzy ride, crash i hi-hat w cenie ok. 1500 zł jest jak najbardziej możliwe. Można taniej, jasne, można też w tej cenie więcej blach, ale to już wchodzimy w poziom, gdzie czuć charakter pokrywki i parapetu…

3. Serwis i dostępność

Wiemy, że blachy pękają i nie zawsze przyczyną jest walenie godzinami pałkami 5B w kant blachy. Zdarzają się różne uszkodzenia i rodzaje pęknięć, które oczywiście są w mniejszym lub większym stopniu wynikiem działania perkusisty, ale nie powinny się zdarzyć w przypadku dobrego jakościowo talerza. Miło jest wtedy mieć do kogo zgłosić powstałą wadę, która zostanie odpowiednio rozpatrzona. W kwestii dostępności nie ma co udawać, ale bębniarz bierze to, co jest, a jest teraz tego na rynku dużo. Czterech głównych producentów tak ustawia swój katalog, że niegdyś pojmowane bardzo indywidualnie talerze tureckie powoli tracą ten istotny dla wielu atrybut wyjątkowości. Przykładem jest tu chociażby sukces Meinl Byzance i kolejne projekty Zildjian. Jedynie zakres działania Istanbul Agop ma jeszcze charakter bardziej zorganizowany w skali międzynarodowej, dzięki dużej aktywności endorserskiej inicjowanej z centrali.

Meinl ze swoimi tureckimi Byzance nie tylko podbił serca perkusistów, ale też wytyczył nowe kierunki w grupowaniu talerzy w firmach.

Giganci rynkowi przykrywają większość „turków” zasadami współpracy i za dystrybucję poszczególnych mniejszych tureckich marek wzięły się niektóre sklepy, na potrzeby własne, ponieważ tylko wtedy ma to jakiś sens. Ponadto trzeba poruszyć jeszcze jeden drażliwy temat, który jest często zakrzykiwany w dyskusjach, ale jest najzwyklejszym faktem. W chwili, gdy mamy do wyboru za tę samą cenę tej samej klasy dwa talerze uznanej firmy i tureckiej manufaktury zdecydowana większość skieruje się do znanej firmy. Ta sama klasa za tę samą cenę? Pewnie ktoś się znajdzie, kto zadecydowałby inaczej, ale reakcja podczas obecności w takiej sytuacji przed wieszakiem z blachami mogłaby być mocno weryfikująca, bo w nazwach wielkich firm czuje się historię muzyki i widzi wielkie nazwiska. Nie oceniamy, czy to jest dobre, czy złe, po prostu stwierdzamy fakt.

II. BUDOWA A BRZMIENIE

Zastanówmy się, co ma wpływ na brzmienie blachy oraz jej cenę.

1. Stop metali

Punkt wyjścia, który pozwala w jednym zdaniu określić, co chcemy. W sklepach znaleźć możemy talerze wykonane przede wszystkim z dwóch rodzajów stopu brązu cynowego oraz ze stopu miedzi zwanego mosiądzem. Znajomość tych trzech stopów pozwala dokonać pierwszej selekcji, ponieważ to ona w dużej mierze definiuje charakter blachy pod kątem brzmienia i wytrzymałości, co oczywiście przekłada się na cenę. Tym samym powinien to być kluczowy element w doborze odpowiednich talerzy. Na drugi plan rzucimy tu zobowiązania endorserskie i wszelkie układy zakulisowe, one nie mają wpływu na brzmienie blach, nawet jak artysta czy dystrybutor wciska nam o byciu najlepszym. Po prostu fakty robią swoje.

Brąz B8, brąz B20 oraz mosiądz MS63. Nazwy wiążą się oczywiście z zwartością składowych w stopie z miedzią (cyny w brązie i cynku w mosiądzu). Jest to zagadnienie pełne bardzo ciekawych detali, jednak w celu wyboru blachy wystarczy nam spokojnie podstawowa wiedza, ponieważ serie są umownie klasyfikowane w ten sposób, mimo, że mają czasami różne dodatki jak np. odrobina srebra. Ale to nie wszystko! W niektórych przypadkach występują także serie z pośrednich stopów jak B10 lub B12, a nawet B15, z którego zbudowana jest pewna wybitna seria.

Najpopularniejszym stopem do produkcji talerzy jest B20. Jego miękkość powoduje, że talerze brzmią najpełniej, są wyrównane brzmieniowo, mają wszystkiego po trochu, dzięki czemu najłatwiej uzyskać soczystość i miękkość brzmienia, czyli to przyjemne „pszsz”. Każda turecka firma podkreśla, że jej blachy to właśnie ten najlepszy dla brzmienia stop metali. Jest to też brąz, należący do najdroższych, przez co ceny tych talerzy będą najwyższe, chociaż jak pokazują właśnie blachy takich firm, jak Turkish, Anatolian czy Impression, różnica w porównaniu z seriami B20 firm Zildjian, Sabian, Meinl (np. zestaw Byzance Benny’ego Greba), a nawet Paiste jest czasami potężna.

Dlaczego w przypadku Paiste użyliśmy określenia „a nawet”? Ponieważ jest to firma, która wyspecjalizowała się w produkcji z dwóch innych rodzajów brązu i B20 mimo, że jest obecny, nie jest dominujący. Brąz B20 ma też to do siebie, że nie jest tak łatwo utrzymać w nim idealną powtarzalność z racji obróbki, jakiej jest poddawany. Z drugiej strony mamy brąz B8 tańszy i większość znanych firm stosuje je do niższych modeli (Zildjian ZBT, Meinl MCS albo Classics oraz Sabian B8X), które są dobre dla początkujących z racji ceny, ale ich brzmienie jest dość sztywne, bardziej skoncentrowane i przy tym jaśniejsze.

Paiste opanowało obróbkę brązu B8 w sposób mistrzowski, nazywając go przy tym „Brązem 2002”, co ma z pewnością brzmieć dostojniej. Właśnie seria Paiste 2002 wykonana jest z tego metalu. Blachy świetnie się sprawdzają w studio i brzmią tam wyśmienicie z racji dużej pracy, jaka jest wkładana w ich produkcję. Paiste ma inne, niższe modele wykonane z B8 (serie PST), ale podobnie jak w konkurencyjnych firmach są one skierowane dla mniej zamożnego perkusisty. Oznacza to, jak duże znaczenie ma włożona praca w stworzenie blachy, co pozwala uszlachetnić teoretycznie mniej bogate brzmienie. Kilkukrotne kucie, skrawanie albo jego brak, jak w przypadku Rude, które są idealnym reprezentantem właściwości brązu B8. Jasne, przenikliwe, szkliste, wiercące. Tutaj pojawia się stop B15, z którego wykonana jest słynna rodzina blach Paiste Signature. Długo Paiste kryło parametr tego stopu, ale okazało się po jakimś czasie, że tak wygląda główna proporcja. Dlaczego główna? Ponieważ firmy używają jeszcze „przypraw” do swoich stopów.

Surówka! (foto: Zildjian)

Pośrednie stopy, jakie spotykamy, czyli B10 czy B12 znajdziemy głównie w blachach Meinl (B10 w rodzinie Classics Custom, B12 w Pure Alloy) lub Zildjian (B12 w S-Family). Są to talerze ze średniej półki cenowej i przy świadomym doborze potrafią spełnić swoją rolę, szczególnie Pure Alloy, które zaskoczyły pozytywnie w studio wielu perkusistów, ale widać po nich, że nie jest to seria bita na czas.

Wreszcie mosiądz, który spotykamy przede wszystkim w najniższych seriach z racji najmniejszego potencjału brzmieniowego. Twardy, wytrzymały metal i przy tym najtańszy, z którego mamy Sabian SBR, Paiste PST3, Meinl HCS. Tureckie marki nie bawią się za bardzo w produkcję z mosiądzu za wyjątkiem tych największych (np. Istanbul Agop ma MS-X).

Pamiętajmy jeszcze o Zildjian Planet Z, które są ze stopu o nazwie „Silver-nickel” czyli „Nowe srebro”, ale nie oznacza to, że wrzucane jest tam srebro, po prostu chodzi o kolor, jaki uzyskujemy. Prawdziwe srebro bywa przyprawą do najwyższych modeli blach i to w tych najbogatszych firmach. Walory brzmieniowe Planet Z i sposób ich robienia idą w parze – szybko, tanio, przy okazji, ciężko je polecić.

Jako zupełną ciekawostkę podajmy jeszcze Meinl Generation X, czyli zestaw dziwnych talerzy efektowych, które powoli wypadają z obiegu. Tam zastosowano istną mieszankę o nazwie FX9, czyli mosiądz o składzie: 69% miedź, 15% manganu, 15% cynku i 1% aluminium. O innych wynalazkach nie będziemy tu wspominać, wymieniliśmy te, które są u nas w obiegu.

2. Kształt i rozmiar

Drugi i – podobnie jak budulec – dość oczywisty czynnik. Firmy stosują głównie najprostsze nazewnictwo w postaci np. heavy, medium, thin. Teraz o dwóch rzeczach. Po pierwsze medium jednej firmy nie oznacza medium innej firmy. Po drugie nie zawsze spotykamy się z powtarzalnością i sami byliśmy świadkami, jak w fabryce Zildjian ważono przy nas dwa talerze tej samej serii, modelu oraz rozmiaru i różnica znacząco wpłynęła na parametry brzmieniowe.

Trzymajmy się jednak najprostszych zależności, jak np.
– większy rozmiar oznacza głębsze brzmienie,
– grubszy i cięższy talerz oznacza wyższy ton i dłuższe wybrzmiewanie,
– cieńsza blacha oznacza głębokie brzmienie, ale szybsze wybrzmienie.

Talerze crash są cieńsze i lżejsze od talerzy ride, nawet, kiedy są tej samej wielkości. Dzięki temu jedne mają dynamiczniejszy atak i płynniejsze wybrzmienie, drugie dzięki temu mają bardziej klarowny atak pałką.

Talerze hi-hat to wbrew pozorom szeroki temat z racji kombinacji, jakie mogą być stosowane. Różne rodzaje grubości górnej i dolnej blachy, co przekłada się na lepsze „tyknięcie” lub większy szum, do tego głośność i praca nogą. Ponadto stosowanie talerzy pofalowanych na krawędziach (np. Paiste Sound Edge, Zildjian Mastersound) lub dziurkowanych zarówno dolnej, jak i górnej blachy. Kombinacji jest bez liku, a ostatnio firmy prześcigają się w pomysłach.

Kiedyś Paiste było pionierem innowacji jak w przypadku tego pofalowanego hi-hatu typu Sound Edge

Do tego dochodzi jeszcze profil talerza, który ma mocny wpływ na głębokość brzmienia. Słynne flat ride, czyli niemal w pełni płaskie placki są ciche i bardzo delikatne, przeznaczone do akustycznego, klimatycznego grania. Sama kopułka w ride także jest istotna nie tylko z racji wygody gry, ale także uniwersalności takiej blachy (wersja ride/crash). No i ostatecznie cała armia efektów, od popularnych wykręconych chinek po dziurkowanie gęściej lub rzadziej wszystkiego, co się da. Dziurkowane crashe bardzo mocno zostały rozpropagowane przez Sabian i O-zone, mimo, że na rynku istniały już dziurawe Zildjian EFX. Takie blachy są cichsze od zwykłych crashy oraz mniej agresywne.

Z racji wyścigu między producentami temat profilu i kształtu talerzy stał się potężnym obszarem, którego nie sposób objąć w jednym artykule, ale trzeba wspomnieć o blachach cichych, czyli Zildjian Low Volume i skopiowanych przez Sabian Quiet Tone. Idea wyszła od pomysłowych talerzy elektroakustycznych GEN16, które zamiast triggerowanie stosują przetwornik umieszczony pod talerzem, który przekazuje sygnał uderzanej akustycznej blachy. Temat wymaga jeszcze wiele lat prób i błędów, ale dzięki temu narodziły się blachy do ćwiczeń. Gęsto dziurkowane małymi otworami powodują, że talerz może mieć do 80% poziomu głośności mniej od tradycyjnej blachy przy zachowaniu mniej więcej swoich cech rodzajowych tzn. że crash brzmi jak crash, a ride jak ride itd. Pod kątem ćwiczeń i nauki blachy te są rewelacyjne! Godne polecenia z racji ceny i możliwości, jakie otwierają każdemu, kto ćwiczy. Wymaga to jednak specjalnej technologii i o ile takową ma Sabian to Istanbul Mehmet, niestety, kompletnie nie podołał wyzwaniu.

3. Wykończenie

Nie chodzi tu o skatowanie instrumentu, a o jego ostateczny wygląd. Jak donoszą koledzy ze sklepów ten banalny temat rodzi czasem problemy. Wykończenie blachy ma wpływ na jej brzmienie, co przede wszystkim widać w przypadku talerzy surowych, czyli niemających na sobie śladów skrawania lub polerowania. W tym specjalizują się producenci tureccy (wszyscy), do takiego stopnia, że niektóre blachy Soultone miały na sobie lekki patynowy nalot! Sabian znów wpadł na pomysł zakopania grupy blach w ziemi na jakiś czas, żeby złapały specjalnego charakteru. Zresztą w przypadku Zildjian i Paiste ich surowość jest – można by rzec – kontrolowana (nawet K Custom Special Dry) i bardzo grzeczna, podczas gdy w Turcji odważnie pozostawia się różne wzory albo nawet całe blachy w surowym wykończeniu. Zazwyczaj takie talerze brzmią sucho i krótko, ale jednocześnie mają ten taki przyjemny naturalny przydźwięk.

Soultone Vintage ze specjalnie zachowanym nalotem

Co do talerzy w wykończeniu błyszczącym, obiektem pożądania zawsze były Zildjian A Custom, później kolejne firmy zaczęły szlifować ten aspekt (teraz każdy oryginalny pomysł jest szybko powielany u konkurencji). Ma to sugerować blachę jasną i ciepłą, co nie do końca jest prawdą, bo zdarzają się blachy owszem jasne, ale przy tym przeszywające. Wykończenie tradycyjne, czyli bez błysku, ale też bez surowości to w sumie każdy możliwy rodzaj brzmienia.

4. Wytrzymałość

Jest to temat bardzo drażliwy z racji tego, że blachy pękają. Po prostu. Kiedyś Chico Hamilton chwalił się talerzem, który miał 80 lat, ale gdyby nie robił na nim swingowych przebiegów, tylko częściej potraktował jako crash to pewnie nie byłby tak długowieczny. Wiadomo więc, że najbardziej narażone są blachy typu crash, china, splash czy inne akcentowe, wystawione na uderzenie pałką w krawędź. Duże znaczenie ma tu wykorzystanie odpowiednich pałek i sposób uderzenia, ale to temat na inny dział. Talerze same w sobie mogą nam już powiedzieć, czego możemy się spodziewać. Optymalna blacha to taka w typie medium, czyli nie za gruba albo nie za cienka. Do tego w rozmiarze przeciętnym, co dla niektórych może być 17”, a dla innych 18”. Takie blaszki wykazują się największą plastycznością i odpornością. Talerz musi pracować, co doskonale widać na filmie, jaki krąży w sieci, gdzie w bardzo zwolnionym tempie pokazana jest reakcja blachy na uderzenie pałką przez Mike’a Manginiego. Za grube blachy nie mają takiej elastyczności, te za cienkie po prostu są za mało wytrzymałe.

Niesamowita plastyczność Sabiana perkusisty Symphony X (fot. Romana Makówka)

Do tego dochodzi kwestia mocowania blach na statywie pod odpowiednim kątem, używanie filców lub gumek ochronnych. Odpowiedni poziom zaciśnięcia motylka, by instrument mógł swobodnie pracować na statywie. Wreszcie wspominane pałki i uderzenie. Uniknięcie uderzenia poprzez krawędź blachy w talerzu crash jest w zasadzie niemożliwe. Specyfika tej blachy wymaga ataku, ale trzeba robić to z jak najmniejszym kątem pałki do powierzchni blachy. Rąbanie w samą krawędź lub z lekkim kątem to w zasadzie szybka śmierć, złość i kolejne koszty.

III. KUPOWANIE

Załóżmy, że wiemy już, że mamy jakiś punkt zaczepienia, czyli wiemy, jaką muzykę gramy lub co nam się podoba, mamy jakiś budżet itp. Udajemy się do sklepu, co jest najlepszą metodą sprawdzenia talerzy! Wiadomo, że sklepy mają mocny zgryz w kwestii obijania blach. Nikt przecież nie chce nowego talerza ze śladami po paluchach czy też po uderzeniu pałką. Jesteśmy jednak przekonani, że jeżeli damy do zrozumienia, że przyszliśmy tu kupić blachę, a nie tylko sobie postukać, to sprzedawca da nam możliwość sprawdzenia sprzętu. Budżet i charakter talerza ułatwią tę sprawę, czyli np. „Potrzebuję jasny crash w cenie do 500 zł, a do tego bardzo chciałbym mieć Sabian”.

Kupowanie talerzy przez Internet oczywiście też ma sens, ale musimy wiedzieć o pewnych niuansach, które opisaliśmy w punktach powyżej. Przede wszystkim dobór indywidualnych talerzy typu tureckiego powinien odbywać się na miejscu, gdzie możemy przyjrzeć się dodatkowo specyfice blachy, ponieważ surowość turecka, a surowość np. Paiste Rude to dwa różne światy. Dodatkowo próbki brzmieniowe, jakie mamy na stronach producentów – różnie to z nimi bywa nie tylko pod katem rejestracji i prezentacji, ale samego odbioru. Mogą służyć jako szukanie kierunku, ale robienie droższych zakupów na tej bazie? Raczej nie polecamy. Nawet przesłuchanie blachy u kolegi w zestawie może być nie do końca miarodajne, na co ma wpływ model czy kondycja w jakiej się znajduje.

Jak to jest w kwestii setów? Wiele firm posiada zestawy talerzy specjalnie skonfigurowanych. Jest to atrakcyjna forma, jeżeli dysponujemy większą gotówką i nie mamy tak wielkiego ciśnienia na laboratoryjną selekcję blach. Sety blach na przestrzeni lat uległy dużemu usprawnieniu i dostosowaniu do oczekiwań, dzięki czemu droższe modele mają bardziej życiowe konfiguracje. Tańsze sety skierowane są głównie dla początkujących, którzy dopiero odkrywają wszystkie tajniki. Ich rolą jest nauka i poznawanie perkusyjnych arkan. Dużym plusem kupowania setów jest otrzymywanie bonusów, czy to w postaci pokrowców, czy też dodatkowych talerzy. Jeżeli ktoś podchodzi do tego tematu z bardzo dużą wrażliwością nie pozostaje nic jak przeliczenie sobie cen na kalkulatorze.

W przypadku talerzy używanych sprawa jest dwojaka. Z jednej strony nawet Sabian wprowadził opcję blach serii SR2, czyli np. blach wystawowych z jakichś targów, a to oznacza, że będą one tańsze. Z drugiej strony możecie być przykro zaskoczeni. Wystarczy jednak, jak podejdziemy do tego z głową. Talerze typu ride są zazwyczaj mniej narażone na mocny atak pałeczką w jego kant, stąd jego wytrzymałość bywa dłuższa. Blachy crash czy china to instrumenty większego ryzyka i nawet ładnie wyglądający talerz tego typu może być dosłownie na skraju wytrzymałości i nasze kolejne uderzenie może być jego ostatnim. Dlatego, jeżeli nie mamy pewnego źródła w osobie sprzedającego, raczej odradzalibyśmy inwestowanie w blachy crash, china, a tym bardziej splash. Nie jest to reguła i może też tak być z ride czy hi-hat, w związku z tym nie dajmy się zachłysnąć atrakcyjną ceną.

IV. O MARKACH

1. Dominacja na polskim rynku

W kwestii sprzedaży mamy liderów w postaci 4 firm: Meinl, Zildjian, Sabian i Paiste. Dokładna kolejność miejsc bywa różna w zależności od działań dystrybutora i mocy marketingowych. Kiedyś mieliśmy dominację Sabian, teraz mocno czuje się Meinl, ale powoli wraca do łask firma najstarsza i najbardziej utytułowana na świecie, czyli Zildjian. Paiste przez lata mocno w czubie straciło swoją mocną pozycję z racji dużej stagnacji w strukturach samej firmy, ale widać tam próbę odświeżenia i przywrócenia marki do łask, szczególnie w młodszym pokoleniu.

Za liderami znajduje się cała armia firm tureckich, a bardzo duże aspiracje dołączenia do Wielkiej Czwórki ma firma Istanbul Agop, która na arenie międzynarodowej stała się najbardziej konsekwentna w swoich działaniach. U nas w kraju mamy jeszcze m.in. Istanbul Mehmet, Anatolian, Soultone, Turkish, Amedia, T-Cymbals, Diril czy Impression. Mowa tu jedynie o tych markach, które są aktywne w mniejszym lub większym stopniu, ponieważ producentów tureckich jest cała masa (Symrna, Bosphorus, TRX). Do tego możemy znaleźć chińskie firmy, czyli Dream, Wuhan i Stagg. Trzeba tu zaznaczyć, że Chińczycy mają równie długie tradycje w kuciu talerzy jak Turcy, dodatkowo marki te bywają zarządzane z innych krajów przy wykorzystaniu chińskiej produkcji (np. Stagg z Belgii i Dream z Kanady).

Istanbul Agop jest jedną z niewielu tureckich firm z zachodnim typem zarządzania

Ale i z tureckim talerzami zdarza się coś takiego, czego przykładem jest uwielbiany przez amerykańskich perkusistów gospel Soultone, którego biuro jest w Los Angeles. Sporo marek tureckich jest także ze sobą powiązanych personalnie i kapitałowo. Gdzieniegdzie można jeszcze dostać włoską markę UFiP, starą i zasłużoną, ale niestety historycznie pechową. O brazylijskich Orion nie będziemy szerzej opowiadać, bo to już w Polsce przeszłość, a szkoda, bo nie było z nimi najgorzej patrząc na cenę.

Wreszcie jest grupa blach, robionych na zamówienie przez konkretne firmy, jak np. Zultan dla Thomann, ale jest to póki co temat absolutnie marginalny w naszym kraju. Duże chęci do kucia różnym podmiotom wykazują bracia Diril, którzy czasami wysyłają ofertę stworzenia nowej marki.

Taka ciekawostka. Czy to się komuś podoba czy nie, kolebką wszystkich tureckich marek, jakie obecnie istnieją na rynku, jest rodzina Zildjian. Czy to bezpośrednio, jak Istanbul Agop i Istanbul Mehmet (a dokładnie zbiorcza marka Istanbul) czy też pośrednio poprzez dalsze przechodzenie fachowców do kolejnych firm lub wychowywanie nowych majstrów przez byłych pracowników stambulskiego Zildjiana. Była to turecka fabryka firmy, która została zamknięta kilkadziesiąt lat temu a produkcja została przeniesiona w pełni do USA i później dodatkowo Kanady, gdzie ostatecznie narodził się kolejny gigant Sabian.

Jak to będzie wyglądać w najbliższych latach? Prawdopodobnie wyostrzy się dominacja 4 liderów, która tak naprawdę dopiero się u nas wykrystalizowała. Są to olbrzymie firmy ze zdecydowanie większym kapitałem i możliwościami marketingowymi. Mogą rozszerzać paletę brzmień, poprawiać serwis i tworzyć przy tym lepsze warunki endorserskie, a także atrakcyjne miejsca promocji muzyków. Stoją za nimi wielcy dystrybutorzy i ciężko będzie małym firmom utrzymać się mocniej na rynku, chociaż przykłady kiedyś Amedii czy niedawno Turkish świadczą o tym, że miejsce jest chociażby z racji cen. Czy będzie to Impression czy Soultone, czas pokaże. W każdym razie samo brzmienie nie jest czynnikiem decydującym. Może to trochę bolesna i mało artystyczna konkluzja, ale za to prawdziwa i oparta na faktach.

Magazynek przyfabryczny firmy Meinl w Gutenstetten

2. Mity tureckiej indywidualności

Jest to rewelacyjny temat! Tutaj mamy całą masę różnych teorii, a prawda jest bardzo prozaiczna i może dlatego przez wiele osób jest wypierana i zastępowana różnymi historiami dziwnej treści. Jak już wspomnieliśmy powyżej turecki sposób tworzenia blach ma swoje korzenie w produkcji Zildjian. Amerykanie z Norwell robią wszystkie blachy mechanicznie (nawet te teoretycznie najbardziej „ręcznie” wyglądające), co jest po prostu pragmatycznym podejściem z racji oszczędności czasu i pieniędzy oraz szybkości produkcji. Amedia, Impression, Diril, Istanbul Agop i Mehmet, Anatolian, Turkish i cokolwiek jeszcze – to w zasadzie te same brzmienia, ponieważ stosowana jest tam taka sama technologia od początku produkcji po sam koniec (wszystko przebiega tak samo tylko bez udziału powtarzalnych maszyn). Mówienie, że któraś z tych marek brzmi lepiej jest bzdurą!

Wszystkie blachy tureckiej produkcji wykonywane są tymi samymi technikami, niezależnie od marki. Maszyny? Owszem, też są i to sporo.

Pewnie, możemy wybrać jakiś kiepski model danej firmy i porównać z flagowcem drugiej, ale jak nie będziemy się bawić w taką dziecinadę i spojrzymy na to w całości katalogów to prawda jest taka a nie inna. Tym bardziej, że często ci sami majstrowie robią w tym samym miejscu blachy pod różnymi nazwami… Wspomniany Istanbul Agop ma wszakże umowy lojalnościowe dla pracowników i maszyny do tworzenia serii bardziej komercyjnych, ale ta cała ręczna robota wygląda tak samo, jak u sąsiadów.

Same blachy z racji ręcznej obróbki mają często indywidualny charakter i w pewnym momencie taki Agop miał około 800 brzmień (zredukowano to z racji nonsensu), ale zapomnijmy o powtarzalności w szerszej skali. Tutaj idealnym przykładem na pokazanie różnicy w mentalności producentów, czyli pilnowanie produkcji i dokonywanie selekcji jest Meinl Byzance, czyli rodzina talerzy produkowana w Turcji. Niemcy dokonują u siebie jedynie finalnej obróbki blach. Przykładają za to wagę do tego, żeby majster w tureckim oddziale posiedział nad talerzem te kilka minut dłużej i dopracował blachę do stanu możliwego do zaakceptowania i wykonania ostatnich czynności. Uważamy, że takie nastawienie wpłynęło bardzo pozytywnie na jakość blach tureckich, co widać w jakości takich firm jak Soultone, Impression czy Turkish. Jednak brzmienie, no niestety (albo „stety”) to ten sam świat!

NA ZAKOŃCZENIE

W powyższym artykule nie wspomnieliśmy o procesie produkcji i wielu innych aspektach związanych z budową, ale jest to tak kolosalny temat przy tak dużej ilości producentów, że skupiliśmy się na naprawdę podstawowych informacjach, które w jakiś sposób mają ułatwić poruszanie się na polskim rynku oraz dobór odpowiednich blach do swoich potrzeb. Potraktowaliśmy wiele drażliwych spraw w oparciu o fakty, co wiązało się z kategorycznymi wnioskami. Na sam koniec powtarzamy, żeby odwiedzać polskie sklepy perkusyjne!

Materiał przygotował: Maciej Nowak