Inspiracje: Krzyżyk

Dodano: 09.06.2020

Bębniarz Luxtorpedy przechodził przez różne stany swojej fascynacji Metalliką, jak w prawdziwym związku były wzloty i upadki, ale ostatecznie na dobre i na złe zespół towarzyszy mu do dziś.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Krzyżyk

„The Frayed Ends of Sanity”
...And Justice for All (1988) – Metallica

Perkusista: Lars Ulrich

„Kiedy usłyszałem ten utwór po raz pierwszy, miałem jakieś 14 lat. Wtedy jeszcze nawet nie widziałem bębnów na żywo. Przez parę lat grałem tylko na kolanach, słuchając różnych płyt. Jedną z nich była Metallica …And Justice for All. Ten album całkowicie mnie odmienił, zrobił na mnie największe wrażenie z całej (skromnej) biblioteki kaset, które wtedy posiadałem. Słuchałem jej cały czas. Co do utworu, to w tej chwili miałbym innego faworyta, ale w tamtym czasie, według mnie, najlepszym utworem na tej płycie był utwór „The Frayed Ends of Sanity”. Byłem w nim rozkochany pod każdym względem. Kiedy teraz go odpaliłem, poczułem ciary na plecach. Z tego, co kojarzę, Metallica nie wykonuje go zbyt często na żywo i kiedy się go posłucha, to chyba wiadomo dlaczego. Jest on, przynajmniej dla mnie, dość skomplikowany i przez to atrakcyjny.

Dopiero po latach zrozumiałem, że Lars nie był pierwszym perkusistą progresywnym (śmiech), a przez parę lat go za takiego uważałem. W tamtym czasie, w moim rozumieniu, to było pierwsze spotkanie z muzyką progresywną. Wiem, że herezje teraz opowiadam, ale wtedy tak to odbierałem! W „The Frayed Ends of Sanity” jakby połączyły się wszystkie najlepsze elementy. Mimo, że to nie jest utwór typowo przebojowy, to dla mnie był to przebój – aranż, riff, wokal, solówka i do tego TO, co zagrał Lars na bębnach. Teraz wiadomo, słyszę to trochę inaczej, ale wtedy wydawało mi się arcydziełem...

Nie grałem wtedy jeszcze na bębnach, tylko w powietrzu i na kolanach, rozkminiałem sobie każde uderzenie w głowie. Wyznacznikiem perfekcji było wtedy dla mnie to, aby „The Frayed Ends of Sanity” w 100% znać od początku do końca. Wiadomo, nie zagrałbym tego na bębnach, ale tu chodziło o to, aby się orientować, kiedy Lars uderza w chinę, kiedy jest jakie przejście, jak pracuje stopa, gdzie są pauzy i takie tam. To był szczyt moich pragnień, aby poznać ten utwór, nauczyć się go odegrać. Z całego albumu właśnie ten utwór był najważniejszy. Wiedziałem, że jak będę go w stanie opanować i się nigdzie nie pomylę nogą czy ręką, to będzie bardzo dobrze. Chodziło o rozwikłanie wszystkich tych niuansów w głowie i o odpowiednią reakcję wszystkich kończyn.

 

Płytę …And Justice for All miałem nagraną na dwóch kasetach wydanych przez Takt – jedna była czerwona, a druga niebieska. Przez to, że album był za długi na jedną kasetę, a za krótki na dwie, to na drugą stronę dograli „garażówkę”. Na początku nawet myślałem, że to jest całość, ale słychać było różnicę w brzmieniu. Jak teraz wspominam tamte czasy, kasety, magnetofon, to „niewiele”, które wtedy mieliśmy... Które było dla nas wszystkim... Pojawia mi się w głowie nawet obraz rybek, które wtedy hodowałem w małym akwarium... Jak tego słucham, to mi się to wszystko przypomina.

Chciałem tu jeszcze dodać, że jeżeli ktoś nie zna Larsa od strony progresywnej, to zapraszam do posłuchania tego kawałka (śmiech). Może to się komuś wydawać zabawne, jak będzie to czytać w czasach, gdy umiejętności perkusistów przerosły już najśmielsze oczekiwania i zastanawiamy się, czy mają oni faktycznie tylko po dwie ręce i nogi. Na tamte czasy „The Frayed Ends of Sanity” to było dla mnie coś niesamowitego. Po tylu latach nadal jestem wielkim fanem tej płyty, tego utworu, no i oczywiście Larsa...”

Zdjęcie z koncertu: Romana Makówka

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !