Inspiracje: Krzysztof Gradziuk

Dodano: 18.08.2020

Z jednej strony poszanowanie dla tradycji i muzycznych kanonów, z drugiej strony bezgraniczna swoboda twórcza w absolutnym rozumieniu tego słowa! Wybrany utwór i argumentacja wszystko wyjaśnią. Mistrz jazzowej swobody opowiada.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Krzysztof Gradziuk

„Oleo De Mujer Con Sombrero”
War Orphans (1998) – Bobo Stenson Trio

Perkusista: Jon Christensen

„Długo zastanawiałem się, jaki utwór odegrał znaczącą rolę w mojej ponad dwudziestoletniej karierze muzyka-perkusisty. Czyje dźwięki, brzmienie, sposób grania miały wpływ na moje postrzeganie sztuki perkusyjnej? Przez te wszystkie lata zajmowania się muzyką, czy to jako czynny muzyk, czy jako nauczyciel i wykładowca, starałem się iść własną, często nieoczywistą dla ogółu drogą. Nigdy nie robiłem transkrypcji partii perkusyjnych wielkich mistrzów, nie spisywałem przysłowiowych ich „zagrywek”. I to nie oznacza, że takich mistrzów nie miałem. Ale z racji tego, że bardzo szybko przestałem traktować perkusję tylko jako instrument rytmiczny, rysując wizję nie tylko perkusisty- timekeepera, ale również muzyka, który ma wpływ na przestrzeń muzyczną, nie tylko w warstwie rytmicznej, pojedyncze utwory odkrywające np. technikę paradidlową w twórczości Steve’a Gadd’a, czy „królową triolę” w grze Elvina Jonesa mnie nie dotyczyły.

Mnóstwo perkusistów opowiada, jak utwory typu „Rosanna” legendarnego TOTO (Jeff Porcaro), jeden z hitów Led Zeppelin (John Bonham) czy jedna z solówek Tony’ego Williamsa odmieniły ich grę. Po głębokim zastanowieniu się, mogę powiedzieć, że jest postać, która zmieniła moje postrzeganie wykonawstwa perkusyjnego i podejścia do grania muzyki improwizowanej. To bohater mojej pracy magisterskiej i jednego z rozdziałów rozprawy doktorskiej. Postać, która odmieniła moje podejście do rytmu, melodii, frazy, instrumentacji i budowania napięcia w utworze. Mowa o legendzie europejskiej sceny jazzowej – Jonie Christensenie, który niestety opuścił nas 18 lutego tego roku.

To, co wpłynęło na moje granie, dotyczy całej twórczości tego norweskiego perkusisty. Utwór, od którego zaczęło się zgłębianie twórczości Jona Christensena, nagrań spod znaku wytwórni ECM i szerszego podejścia do sztuki perkusyjnej, który można potraktować jako symboliczny w kontekście wpływu na mój styl, to kompozycja kubańskiego piosenkarza i autora tekstów Silvio Rodrigueza „Oleo De Mujer Con Sombrero”, która znalazła się na płycie „War Orphans” tria fortepianowego, szwedzkiego pianisty Bobo Stensona.

Twórczość tego zespołu stała się wielką inspiracją dla tria RGG, z którym jestem związany i kojarzony od prawie dwudziestu lat. Nagranie to pochodzi z 1997 roku i zostało wydane przez monachijską oficynę wydawniczą ECM. Utwór rozpoczyna introdukcja fortepianu, w której zaznaczony jest temat utworu. Po półtoraminutowym wstępie wyłania się kontrabas Andersa Jormina i dźwięki perkusji Jona Christensena. W partii perkusji słyszymy niejednostajny rytm, wybijany głównie na werblu i tomach przy użyciu pałek typu hot-rods. Temat płynnie przechodzi w improwizację fortepianu. Kontrabas oprócz wsparcia harmonicznego gra partie, które są kontrapunktem dla partii fortepianu.

Po około 4 minutach i 30 sekundach perkusista zaczyna grać pałkami, po czym zaczyna się solo kontrabasu, co zazwyczaj nie jest spotykane w kontekście sola kontrabasowego. Solo kontrabasu przerywane jest przez krótkie frazy fortepianu. Perkusja w tym czasie buduje kolejną płaszczyznę melodyczno-rytmiczną. Niestandardowe podejście do rytmu, poszerzenie języka perkusyjnego, posługiwanie się dłuższą frazą to cechy charakterystyczne dla partii perkusji w tym utworze.

Większość kolegów jazzmanów zapewne podałoby muzyków amerykańskich, głównie czarnoskórych, których faktycznie można utożsamiać z muzyką jazzową. Mówiąc oczywiście o jazzie w kontekście jego początków i charakterystyki, którą można znaleźć w definicji: „Czym jest jazz”. Obecnie nie jest już tak łatwo określić, co jest, a co nie jest jazzem. Ci, którzy restrykcyjnie podchodzą do tego tematu, uważają, że jazz można zamknąć w określonych ramach. Osobiście, w kontekście mojej muzyki i tego co robię, wolę myśleć, jak o szeroko pojętej muzyce improwizowanej, a nie samym jazzie. Moim zdaniem muzyka XXI wieku jest dużo szerszym pojęciem.

Nigdy nie miałem jakiejś jednej płyty czy utworu, które zmieniłyby moje życie. Ten utwór, o którym mówię, jest pewnego rodzaju symbolem zmiany w głowach – mojej i moich kolegów z trio. Odszukałem swoją pracę magisterską i znalazłem kilka złotych myśli, jak np. wypowiedź Bobo Stensona, gdzie mówi, że grając z Jonem, nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć, ponieważ jego gra była zupełnie nieprzewidywalna – jedno, co było pewne, to, że za każdym razem zagra coś innego. Ktoś w tej chwili może powiedzieć, że taki właśnie jest jazz... Owszem, ale w kontekście perkusji jazzowej i szeroko pojętej muzyki improwizowanej, uważam, że to podejście, które reprezentuje Jon jest jak najbardziej słuszne. Jon twierdził, że specjalnie się nie zastanawiali nad tym, jak będą traktować muzykę, po prostu poczuli, że chcą grać coś własnego i przepuszczać to przez pryzmat swojego myślenia o jazzie, dodając do tego ich regionalną muzykę ludową.

„Oleo De Mujer Con Sombrero” o tyle zmienił moje podejście do instrumentu, że dzięki niemu poczułem, że to jest właśnie to, co chcę robić – chcę zostać muzykiem, a nie tylko perkusistą. Jako muzyk-perkusista nie chciałem być utożsamiany jedynie z rytmem. W moim odczuciu rytm sam w sobie nie powinien być na tyle gloryfikowany, żeby stać się głównym elementem ormotwórczym, oprócz niego są jeszcze inne elementy dzieła muzycznego. Perkusja może kreować nie tylko samą warstwę rytmiczną. Z jednej strony wiedziałem, że technicznie nie będę w stanie przeskoczyć pewnych rzeczy, a z drugiej strony moja filozofia grania była taka, że wiedziałem, że wcale nie muszę iść w tym kierunku technicznym. Nie to stanowi sens i cel mojej muzyki.

Oczywiście wielu muzyków znajduje sobie alibi do tego, żeby nie ćwiczyć i wtedy mówią, że grają muzykę kreatywną i tworzą wielką sztukę. Dla mnie to jest hochsztaplerka, bo to nie jest tak, że się nie powinno ćwiczyć. Poprzez szerokie traktowanie partii perkusji chodzi mi o podejście do muzyki. Mieszkam w bloku na 6 piętrze i w tym czasie, kiedy jesteśmy zmuszeni do siedzenia w domach, zrobiłem sobie pokój do ćwiczeń, który wytłumiłem tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. Stworzyłem sobie zestaw perkusyjny, tłumiąc go całkowicie i ćwiczę zagadnienia polirytmiczne. Myśląc o perkusji, nie myślę w kontekście instrumentu rytmicznego. Rytm nie jest pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi do głowy w moim podejściu do muzyki i procesie tworzenia i właśnie to jest ta zmiana, która we mnie zaszła na podstawie słuchania „Oleo De Mujer Con Sombrero”.

W kontekście trio Bobo Stensona zmieniło się nasze postrzeganie muzyki w RGG. Mimo, że jest to klasyczne trio – fortepian, kontrabas, bębny – zaczęliśmy to inaczej traktować. Wyszliśmy poza ramy i na przykład solo fortepianu nie musi być pierwszą rzeczą, jaka się pojawia, w ogólnie nie musi być żadnych solówek lub też może pojawiać się improwizacja kolektywna. Chodzi o łamanie wszelkich zasad dotyczących trio, jakie były kultywowane od lat. Ten utwór dał mi wizję postrzegania perkusji jako instrumentu, który również może brać czynny udział w kreowaniu całej przestrzeni muzycznej. Nie musi być jedynie tym, który wypełnia, podkłada czy trzyma czas. Określiłbym to podejście bardziej jako filozofię grania niż konkretne zagadnienia rytmiczno-metryczne. Jon wyznaje cztery zasady: 1) feeling całego zespołu jest ważniejszy niż brawura, 2) mniej znaczy więcej, 3) jak szybko jesteś w stanie grać wolniej, 4) beat nie zawsze jest tam, gdzie się wydaje. To jest idealny przykład na pokazanie, jak szeroko można traktować granie muzyki. Od strony filozoficznej to również świetny przykład na to, jak nieszablonowo można patrzeć na perkusistę i jego rolę w muzyce.

Jon pokazał, że chodzi nie tylko o brzmienie w kontekście rytmu, ale też brzmienie w kontekście frazy, kreowania melodii i tego, co się dzieje w obrębie całego zespołu. Stąd moje podejście i wiem, że to ciężka droga, ponieważ moja praca doktorska nie została do końca przez wszystkich zrozumiana. Jednak moim celem, gdy piszę i gram, nie jest uświadamianie całemu światu i mówienie, jak może być inaczej, tylko po prostu realizuję swoje marzenia. Są osoby, które to dostrzegają i takie, które nie dostrzegają, ale na tym przecież polega świat – jest kolorowy i każdy ma prawo wyboru.”

Fot. Jarek Rerych

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !