Polish Jazz – Polish Drummers (Vol.41 - 86)

Dodano: 07.10.2021

Druga część naszego perkusyjnego przeglądu wszystkich tytułów, jakie ukazały się w ramach legendarnej serii wydawniczej Polish Jazz.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Kto nie kojarzy takich nazwisk, jak Elvin Jones, Tony Williams, Max Roach, Art Blakey, Jack Dejohnette, Philly Joe Jones lub Gene Krupa i Buddy Rich? Nawet zatwardziałe „metaluchy” pokiwają z uznaniem na brzmienie przynajmniej kilku z nich. A co, gdy powiemy: Tadeusz Fedorowski, Sergiusz Perkowski, Jacek Brzycki lub Jerzy Bartz? Co się stanie, gdy młodemu polskiemu pokoleniu zadamy pytanie o zasługi Janusza Stefańskiego lub Andrzeja Dąbrowskiego? Nie będzie najlepiej… ale też nie ma co bezczynnie biadolić, bo dzięki serii Polish Jazz możemy odkrywać na nowo to, co się działo w muzyce jazzowej na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

CZEŚĆ PIERWSZA PRZEGLĄDU - POLISH JAZZ – POLISH DRUMMERS (Vol.1 - 40)

Vol. 41 Gold Washboard – Live At The Stodoła Club (1974)
Bębny: Waldemar Duszyński

Zapis koncertu w warszawskiej Stodole. Jakość brzmienia daleka jest od ideału, co może być dość krzywdzące w odbiorze całości, szczególnie dotyczy to miksu partii wokalnych. Praca bębnów skupia się na typowej roli rytmicznej i tworzeniu szkieletu standardów śpiewanych przez szwedzką wokalistkę Monikę Bergkvist oraz Pawła Tartanusa. Brak tu większych popisów solowych na bębnach czy też szaleńczych podkładów. Po prostu jest to bardzo rzetelnie zagrany koncert, chociaż pokusimy się o sarkazm, który cisnął się nam już w przypadku kilku wcześniejszych płyt, nie mamy pewności, czy perkusistę w ogóle było widać na scenie.

Vol. 42 Czesław Gładkowski & Krzysztof Zgraja – Alter Ego (1974)
Bębny: brak

Kolejna „wpadka” Polish Jazz, która polega na braku bębniarza w publikowanym wydawnictwie! Oczywiście żartujemy, ale drugi raz spotykamy się z twórczością, która postanowiła nie korzystać z usług perkusisty. Eksperymentalna muzyka basisty i flecisty w towarzystwie kilku innych instrumentów. Muzyka odważna i pełna emocji, ale strasznie ciężka do udźwignięcia.

Vol. 43 Adam Makowicz – Live Embers (1975)
Bębny: brak

Co się dzieje? Czy już perkusiści nie są potrzebni? Znowu płyta bez udziału perkusisty, ale przyznać trzeba, że w tym przypadku absolutnie nie jest potrzebny. W pełni solowe nagranie Adama Makowicza. Album obowiązkowy dla miłośników pianistów jazzowych. Dla bębniarzy może stanowić doskonałą inspirację do kreowania różnych partii.

Vol. 44 Old Timers & Marianna Wróblewska – Meeting (1975)
Bębny: Tadeusz Fedorowski

Po dwóch płytach bez perkusji wracamy z bębnami i to w wydaniu dobrze nam znanego mistrza jazzu tradycyjnego Tadeusza Fedorowskiego. Split składający się z czterech nagrań Old Timers i sześciu Marianny Wróblewskiej. Jednym z kilku elementów łączących oba wykonania jest właśnie perkusista. W Old Timers trzymający się roli bębniarza w rzecz jasna tradycyjnym jazzie – co zresztą można wywnioskować po liście utworów. W drugiej części płyty wchodzi w bardziej big bandowe buty. Nie stara się jednak wychodzić przed szereg, mając na uwadze obecność wokalistki.

Vol. 45 Spisek Sześciu – Complot of Six (1975)
Bębny: Adam Bielawski

Świetne wejście w płytę, zbudowanie napięcia i krótka przebieżka za bębnami. Awangarda z jazz rockową konotacją, co objawia się po kilku minutach. W pierwszej kompozycji częste zmiany metrum, tempa w dość zorganizowanej formie. W utworze o takiej długości oraz zważywszy na styl muzyczny można liczyć na pokaz gry solowej perkusisty i faktycznie tak się dzieje. Wpisuje się ona w całość muzyki, jest niespokojna, rwana, ale zagrana z dużym zaangażowaniem. Tak też zaczyna się drugi utwór – od odważnego wejścia na perkusji. W zamykającym płytę utworze Epitaphium można dostrzec sporo elementów rocka progresywnego.

Vol. 46 Zbigniew Namysłowski Quintet – Kujaviak Goes Funky (1975)
Bębny: Czesław Bartkowski

Jedna z płyt, którą Czesław Bartkowski wyróżnił w swoim dorobku. Pisaliśmy niedawno o tym albumie w sposób następujący: „Geneza powstania ekipy muzycznej, która nagrała niniejszą płytę, ma swoje źródło w zespole Michał Urbaniak Group i właśnie kolejnych perturbacjach, związanych z możliwością stałej pracy muzycznej na Zachodzie. Ostatecznie ukształtowało się trio Namysłowski-Bartkowski-Karolak i zaczęła kiełkować myśl o stworzeniu kwintetu. Do muzyków dołączyli Tomasz Szukalski i Paweł Jarzębski. Powstała prawdziwa supergrupa.

Czesław Bartkowski przedstawia na „Kujaviaku…” swoje kolejne oblicze perkusyjne, co po prostu świadczy o jego wyjątkowości muzycznej. Pięknie wplata klimaty funky (nadawany głównie przez naturę brzmienia piano Karolaka) w jazzowy charakter, podawany znów przez Szukalskiego i Namysłowskiego. Nie ma tu zbyt dużo klasycznego szaleństwa na bębnach, a raczej dostosowanie do zadziornych dęciaków i solidna praca w sekcji. To wszystko tworzy mieszankę stylistyczno-brzmieniową, jaka mogła być zagrana wyłącznie przez polskich muzyków. Płyta stanowi świetną całość i jest wynikiem doskonałej współpracy wybitnych artystów, którzy po prostu trafili na ten moment, na ten okres, gdzie powinni się spotkać i nagrać właśnie taki album.” (Perkusista 3/20)

 

Vol. 47 Krzysztof Sadowski And His Group – Three Thousands Points (1975)
Bębny: Wojciech Morawski i Zbigniew Kitliński
Perkusjonalia: Liliana Urbańska, Krzysztof Sadowski
Conga: Andrzej Zieliński, Bożena Bruszewska

W pierwszej kompozycji, która stanowi stronę A albumu gra Zbigniew Kitliński, który dał nam się już poznać doskonałą grą przy Vol. 34 Jazz Carriers. Suita została nagrana w studio Polskiego Radia w Warszawie w ramach Jazz Jamboree 1974. Trzy kolejne utwory pochodzą z sesji w warszawskiej Filharmonii w 1975 r. i gra tu Wojciech Morawski, współzałożyciel zespołu Perfect. Co ciekawe opis tej płyty można znaleźć w serwisach z rockiem progresywnym. Nie jest to jednak prog rock, raczej rozbudowany fusion. Obaj panowie perkusiści mocno angażują się w swoją grę i możemy tu usłyszeć sporo ciekawych popisów solowych.

Vol. 48 Extra Ball – Birthday (1976)
Bębny: Benedykt Radecki

Bardzo przyjemny fusion z wieloma wpływami. Słychać, że muzycy żywo reagowali na to, co się dzieje w światowej muzyce. Mówi się o inspiracjach Weather Report czy Return To Forever, ale są też nieco cięższe konotacje jak chociażby Szczęśliwy nieszczęśliwiec, gdzie zaraz po uroczym ćwierkaniu mamy żywcem Mahavishnu Orchestra. Nie trzeba więc wspominać, jak ważna jest rola perkusisty w takim graniu, jak dużej podzielności uwagi i umiejętności zachowania balansu wymaga, kiedy trzeba łączyć rolę konstruktora szkieletu z jednoczesnym napędzaniem całości. Benedykt Radecki wykonał tu świetną pracę zważywszy, że takie granie było wciąż czymś nowym.

Vol. 49 Laboratorium – Modern Pentathlon (1976)
Bębny i perkusjonalia: Mieczysław Górka

Płyta podzielona na dwie części – pierwszą z tytułową kompozycją, bardziej eksperymentalną oraz czterema w klimacie jazz rock, fusion z elementami funk. Marek Stryszowski tak nam opowiadał o wrażeniach ze współpracy z Mieczysławem Górką: „Był przesiąknięty grą Janusza Stefańskiego i można powiedzieć, że Janusz był takim guru na warsztatach w Chodzieży – to wszystko sprawiało, że koligacja pomiędzy nimi na linii perkusyjnej była jeszcze większa. Na grę Mietka wpływ mieli również Jack DeJohnette, Peter Erskine, Jon Christensen. Urzekła mnie w nim jedna fantastyczna rzecz, którą nieczęsto spotyka się u perkusistów, a mianowicie to, że on jest metodykiem perkusji. Ma taką zasadę, że nie wystarczy grać wyłącznie określone groove’y, trzeba dodawać coś od siebie również w sferze melodycznej – w sensie podejścia do instrumentu on nie jest jedynie perkusistą.”

Vol. 50 Czesław Bartkowski – Drums Dream (1976)
Bębny: Czesław Bartkowski

Ktoś pewnie usiadł, przejrzał katalog i doszedł do wniosku, że Czesław Bartkowski w pewnym momencie stał się niemal etatowym perkusistą Polish Jazz. Mimo to nie było łatwo, żeby powstała płyta, której autorem jest perkusista. Pan Czesław tak to wspomina: „Wieloformatowość, wielotorowość zawsze mnie kręciły. Chodziło mi po głowie, żeby zrobić taką płytę, pokazać jak najszerszy wachlarz perkusyjny. Zwróciłem się z tym pomysłem do Polskich Nagrań, ale bez odzewu. Jak stwierdziłem, że więcej nie będę już o to zabiegał, nagle powiedziano mi, że mogę nagrywać. Tylko, że mam na wszystko dwa, trzy dni. Zaprosiłem do współpracy Tomasza Stańko, Adama Makowicza i Tomasza Szukalskiego, którzy podjęli się dzieła. Bardzo się cieszę, że w tak krótkim czasie udało się jednak tę płytę zrobić i że mogłem w niej zawrzeć tyle form.

Pierwszą stronę płyty otwiera dialog perkusji z… perkusją – tytułowy „Drums Dream”. Po nim następują: duet z Tomaszem Stańko oraz dwa tria – Bartkowski-Makowicz- -Stańko i Bartkowski-Stańko-Szukalski. Na koniec miniatura solo na perkusję i instrumenty perkusyjne. Drugą stronę wypełnił wybór – siłą rzeczy – wcześniejszych nagrań big bandowych z moim udziałem. Wcześniej żaden polski perkusista nie miał szansy wydać płyty pod własnym nazwiskiem. Później furtka się otworzyła.”

Reedycja płyty Czesława Bartkowskiego – Drums Dream, vol. 50 zawiera wspaniałe fotografie tego niesamowitego perkusisty! Niniejsza w wykonaniu Pawła Karpińskiego.

 

Vol. 51 Vistula River Brass Band – Entertainer (1977)
Bębny: Jerzy Więckowski

Wracamy do tradycyjnego grania dixieland i ragtime w oparciu o cały zestaw standardów. Nie będziemy tu mieli zbyt wiele do powiedzenia w kwestii garów, bo rola perkusisty jest tu oczywista, chociaż pojawiają się momenty, gdzie bęben wyjdzie przed szereg i zadudni. Jest to dobrze zagrana przyjemna muzyka rozrywkowa, a jak wspominaliśmy – Polacy lubili taki typ przekazu. Nie ma co ukrywać i być przesadnie poprawnym – wesoło się spożywało zmrożoną substancję przy dobrej muzyce.

Vol. 52 Big Band Katowice – Music For My Friends (1977)
Bębny: Czesław Szymański
Perkusjonalia: Bartosz Dziedzic i Marek Stach

Płyta w niektórych momentach mogłaby służyć jako ścieżka dźwiękowa do amerykańskich filmów tamtego okresu np. Brudny Harry czy Ulice San Francisco. Dużo miękkiego i bujającego jazz funku z big bandowym uderzeniem. Ten charakter płyty ujawnia się na dobre dopiero w trzeciej kompozycji i trwa do końca. Interesujący album w kontekście perkusji. Czesław Szymański stanowi oś rytmiczną, natomiast pozostali panowie robią świetną robotę dookoła. Weźmy taki utwór Madrox, wspaniały gęsty, mięsisty, bujający podkład!

 

Vol. 53 Marianna Wróblewska – Feelings (1978)
Bębny: brak

Pani Marianna po raz trzeci i tym razem zdecydowała się nie korzystać z zestawu perkusyjnego. Dominuje tu kameralne śpiewanie standardów z gitarą, basem i fortepianem.

Vol. 54 Janusz Muniak Quintet – Question Mark (1978)
Bębny i perkusjonalia: Jerzy Bezucha

Przyszła pora, by pan Janusz Muniak wydał album pod własnym szyldem. No i jak już to zrobił, to zrobił to doskonale. Świetnie prowadzi zespół swoimi tematami, zachęcając do interakcji, dodatkowo odmierza kolejne części, stając się drogowskazem. Tak jest np. przy okazji perkusyjnego solo w Taniec Pawia. W tym wszystkim rewelacyjnie odnajduje się Jerzy Bezucha (zginął w wypadku samochodowym w 1994 roku), który swobodnie porusza się po zestawie, tworząc barwną konstrukcję pod całość, a jak lider da znać, to „posypie” nieco więcej. Absolutnie rewelacyjnie wychodzi Obertas, który jest świetnym połączeniem tradycyjnej rytmiki oberka z jazzową wolnością.

 

Vol. 55 Jan „Ptaszyn” Wróblewski Quartet – Flyin’ Lady (1978)
Bębny: Andrzej Dąbrowski

Pan Andrzej odgrywa tu wielką rolę i wcale nie chodzi o jakieś wariactwa na bębnach, chociaż wstawki solowe także mają miejsce. Tu znacznie bardziej chodzi o trzymanie na sobie gry Ptaszyna i tworzenie dystynktywnych podkładów, co wpływa na żywy odbiór całego albumu. W połączeniu z tradycyjną jazzową gitarą Marka Blizińskiego, który często wspólnie z panem Andrzejem trzyma ten sam kurs, uzyskujemy spójną całość.

Vol. 56 Swing Session – Swing Session (1978)
Bębny: Tadeusz Fedorowski

Znany publicysta jazzowy Krystian Bordacki tak opisuje płytę na jej kopercie: „Na kanwie swingowego idiomu zespół buduje świeże i różnorodne nowe wizje muzyczne. Nowe, mimo, że słuchając niektórych utworów powstają w nas pewne skojarzenia, co jest nieuniknione. Gdyby żadnych skojarzeń nie wywoływały trzeba by było zmienić nazwę grupy, z drugiej strony zespół czyni świadome wycieczki w pozornie obcy swingowi świat be bopu. A wszystko to dzieje się w zupełnie naturalny sposób.” Teraz dodajmy do tego umiejętności, rzetelność i doświadczenie już niemal 50-letniego Tadeusza Fedorowskiego.

Vol. 57 Old Timers With Wild Bill Davison – Old Timers With Wild Bill Davison (1979)
Bębny: Tadeusz Fedorowski

Konfrontacja polskich muzyków z bardzo płodnym muzycznie w tym okresie amerykańskim kornecistą, czyli innymi słowy – jesteśmy na jego „terenie” i nie boimy się po nim poruszać. Wiadomo jednak, że obecność sędziwego, ale bardzo uznanego artysty zza wielkiej wody działa mobilizująco na zespół, który przecież już niejednokrotnie dawał się poznać z bardzo precyzyjnej strony. Wielką siłą jest tu, rzecz jasna, Tadeusz Fedorowski. Taki perkusista za plecami to niczym posiadanie przez piłkarską drużynę doskonałego bramkarza, który zapewnia spokój. Gra się pewniej.

Vol. 58 Laboratorium – Quasimodo (1979)
Bębny i perkusjonalia: Mieczysław Górka

Druga w krótkim odstępie płyta ekipy Laboratorium, nieco odmienionej i bardziej zdecydowanej. Oddajmy jeszcze raz głos Markowi Stryszowskiemu, który rzuci światło na grę Mieczysława Górki na tym albumie: „Pewnego dnia dostaliśmy z Polskich Nagrań zlecenie nagrania płyty „Quasimodo”. Brzmienie Mietka i całości zespołu na tym nagraniu nie było w żadnym stopniu przypadkowe. W Rotundzie pod schodami mieliśmy małą kanciapę, w której odbywały się nasze próby. Przychodziliśmy tam, jak do pracy – zbieraliśmy się koło 11 i graliśmy najdłużej, jak się dało, wypracowując w ten sposób swoje brzmienia.

W tamtym czasie Mietek był ogniwem, którego nie dało się oddzielić od Laboratorium i miał unikalne brzmienie, które łatwo rozpoznać. Mietek ma jedną niesamowitą zdolność – gra metra nieparzyste ot tak, z kopa! Uważam, że jest to rzecz niewyobrażalna dla normalnego człowieka, a w tamtym okresie mieliśmy sporo nieparzystych numerów, jak na przykład „Za Piętnastą Górą” – utwór na 15/8… „Dziewięcił” to kolejny utwór, który niby był na 9/8, ale nie do końca, ponieważ był podzielony na 5/8 i 4/8. Taka „kulejąca ósmawka”. Oczywiście graliśmy tak po to, żeby ludzie na koncertach nie tańczyli (śmiech). Na „Quasimodo” jest taki utwór „Kyokushinkai”, gdzie gra tylko Mietek na perkusji i Paweł na gitarze. Był to dla nas okres malowania dźwiękiem i do dziś w większym lub mniejszym stopniu towarzyszy nam to w twórczości. Mietek świetnie się nadawał do takiego grania.”

 

Vol. 59 Extra Ball – Go Ahead (1979)
Bębny i perkusjonalia: Marian Bronikowski

Powrót do serii Polish Jazz. Sukces zespołu został nagrodzony kolejnym wydawnictwem. Świadomy słuchacz, a szczególnie fan, będzie szukał nowości, zmian i rozwoju. To słychać, ale paradoksalnie największym plusem jest tu fakt, że album nie jest „przegrany”. Jan Poprawa, opisujący album na jego tylnej stronie ocenił, że zespół przesuwa się w stronę post coltrane’owskiego jazzu, chociażby ze względu na rezygnację z połamanych rytmów fusion. Muzycy mają duży zapas, ale nie próbują nas katować kanonadą dźwięków. Marian Bronikowski wykazuje się tu dużą uniwersalnością i muzykalnością, wspaniale pracuje na ride, którego brzmienie jest mocno wyeksponowane.

Vol. 60 Jazz Band Ball Orchestra – Tribute To Duke Ellington (1979)
Bębny: Zdzisław Gogulski

Cóż można rzec, patrząc na nazwę zespołu i tytuł płyty. Krakowska formacja stara się przedstawić i oddać klimat utworów Ellingtona z lat 30 i początku 40. Oczywiście mamy tu kilku innych autorów i współautorów, ale kompozycje stanowiły mocny punkt w liście koncertowej Ellingtona. To też nasuwa nam kierunek, jaki mamy obrany w grze na bębnach. Operowanie wokół swingowania, bez zapędów solowych czy też większego ubarwiania tła. Rola jest oczywista i Zdzisław Gogulski w ten sposób ją odgrywa.

Vol. 61 Sun Ship – Follow Us (1980)
Bębny: Marek Stach
Perkusjonalia: Józef Gawrych

Wkraczamy w trudne dla Polish Jazz lata 80. Robimy to płytą z tzw. mainstreamowym jazzem, co – jak ktoś słusznie zauważył – miało być przeciwwagą dla tak bardzo popularnego i dynamicznie rozwijającego się fusion. Warunek jest tylko taki, że aranżacje mają mieć w sobie więcej świeżości i nie być betonowym odtwórstwem. Rezultat spełnił oczekiwania (chociaż elementów fuzji jest sporo), przez co mamy ciekawy, wielobarwny album z delikatnym wykorzystaniem nowych brzmień. W Prymce mamy fajną współpracę perkusji Marka Stacha i perkusjonaliów Józefa Gawrycha, w Szipsonie jest za to fantastyczne delikatne solo. Wygranym płyty jest jednak Władysław Sendecki, operujący na klawiaturach różnego typu.

Vol. 62 Kazimierz Jonkisz Quintet – Tiritaka (1980)
Bębny: Kazimierz Jonkisz

Stało się! Perkusista „miał czelność” założyć własny kwintet, a dodatkowo muzyka zespołu ląduje w serii Polish Jazz. Troszkę szyderczego tonu (kolejny raz) z naszej strony ma za zadanie podkreślić, że perkusiści w kontekście liderowania i prowadzenia całości muzyki nie mieli łatwo. Zanim oddamy głos panu Kazimierzowi, wspomnijmy tylko o solówce z pierwszego utworu – co za płynność! Szerokie wejście w solo i fenomenalne wyjście prostym rytmem, który zakleszcza się z grą reszty zespołu. Mistrzostwo! Pamiętajmy też jedno – ta płyta nie jest przebębniona. Mimo wspomnianego pokazu w pierwszym utworze i ostatnim 3-minutowym solo, skupiamy się tu na muzyce jako całości. Dlatego ta płyta jest tak wyjątkowa i pouczająca.

Genialne ujęcie Kazimierza Jonkisza znajdujące się na reedycji płyty Kazimierz Jonkisz Quintet – Tiritaka, vol. 62. Zdjęcie wykonał Andrzej Tyszko.

Kazimierz Jonkisz: „Przyznam, że to był dosyć desperacki czyn, ponieważ w PSJ miałem jedną nieciekawą sytuację. Pierwszy muzyk, który chciał grać ze mną to był Janusz Skowron i bardzo się cieszył na wspólną grę, później doszedł Andrzej Łukasik na kontrabasie i wzięliśmy jeszcze jednego saksofonistę, którego nazwiska nie wymienię, ponieważ od razu podciął mi nogi. Powiedział, że nie będzie grał z zespołem, który prowadzi perkusista, bo nikt nie będzie przychodził na koncerty. Ta argumentacja mnie przeraziła i zacząłem się zastanawiać, co robić. Zostało mi trio, sama sekcja, a potrzeba przecież solisty, więc był problem. Skowron wpadł wreszcie na pomysł i powiedział, że w Poznaniu jest taki skrzypek, który gra w Kabarecie Tey u Laskowika, a chodziło mu oczywiście o Krzesimira Dębskiego. Wystarczyło, że Skowron wykonał jeden telefon, a Krzesimir był już na drugi dzień w Warszawie, na naszej próbie. Chciał posłuchać, co my w ogóle gramy. Wyszła oczywiście w trakcie próby moja fascynacja muzyką Coltrane’a i okazało się, że nie jestem w tym sam. Po jakimś czasie Krzesimir przyjechał na następną próbę i już miał przygotowane trzy kompozycje, które faktycznie zostały potem nagrane na płycie „Tiritaka”. Z początku graliśmy w kwartecie, ale powiedziałem, że musi być saksofonista, a dla mnie mógł to być tylko i wyłącznie Andrzej Olejniczak – udało się na szczęście. Tak się to właśnie zaczęło – z bólu (…).

Można powiedzieć, że to była płyta buntu i to też był może trochę błąd, ponieważ powstawała w tych czasach, kiedy w Polsce zaczęło się coś dziać – Solidarność i tak dalej. Jest tam na przykład utwór „Wszyscy Czekamy”, który dotyczył podpisania porozumień sierpniowych, a to głównie dlatego, że Krzesimir Dębski działał bardzo mocno i był zaangażowany w sprawy solidarnościowe.

Jest jeszcze jedna wspaniała rzecz, która jest związana z tą płytą, o czym muszę wspomnieć. W tamtym okresie sekretarzem w naszym PSJ był Stanisław Cejrowski i działał w nim bardzo prężnie. Kiedyś przyszedłem do niego i mówię: „Stasiu, nie mam szans, żeby wystąpić na Jazz Jamboree, bo jestem perkusistą!”, a Stasiu odpowiedział mi na to, żebym się nie przejmował, bo jak będzie następne zebranie zarządu, to on o tym pogada z resztą. Nagle okazało się, że się da. Udało się jeden raz zagrać w charakterze lidera na Jazz Jamboree ‘80. Zapamiętam to do końca życia!”.

 

Vol. 63 Stanisław Sojka – Blublula (1981)
Bębny: Czesław Bartkowski

Pomijając zabawę słowem i scatowanie, należy przyznać panu Staszkowi Sojce bardzo duże rytmiczne wyczucie. Charyzmatyczny wokalista nie boi się eksperymentów i odważnych pomysłów na zestawie standardów, w związku z czym wracamy pokornie na stołek z tyłu sceny i staramy się za bardzo nie przeszkadzać, chyba, że… padnie komenda, by troszkę poharcować. Z drugiej strony potrzebny jest perkusista, który zrozumie i nadąży za pomysłami wokalisty, stanowczo wychodzącymi poza klasyczne ramy. Dodatkowo musi to być muzyk sprawny i uniwersalny. Tym samym witamy ponownie na perkusyjnym stołku Czesława Bartkowskiego.

Vol. 64 Krzysztof Zgraja – Laokoon (1981)
Bębny: Marek Stach

Krzysztof Zgraja ponownie w serii Polish Jazz, jednak niniejszy album i płytę Vol. 42 dzieli przepaść pod każdym względem – atmosfera, instrumentarium, przekrój przez stylistyki, które zapożyczone i mieszane są w sprytny sposób. Wszystko dostosowane jest do gry fletu, którego brzmienie też nie jest tak oczywiste, ponieważ autor korzysta z różnych dostępnych wówczas efektów (robi to w miarę subtelnie). W takiej mieszance nie jest łatwo się odnaleźć i zachować spokój, bo w jednej chwili swingujemy, za moment dodajemy trochę bluesa lub wpadamy w funky. Klimat latino (utwór La Concha) grany jest troszkę „na ślinę” i wyczucie, ale możemy uznać, że pan Marek wybronił się i dobrze! Gdyby każdy współczesny polski bębniarz potrafił tak bujać…

Vol. 65 Ewa Bem with Swing Session – Be a Man (1981)
Bębny: Tadeusz Fedorowski

Głos pani Ewy Bem ma w sobie coś wyjątkowego, jest ciepły, kojący, a jak trzeba – ma też tę wspaniałą kobiecą hardość. Patrząc z perkusyjnej perspektywy pani Ewa Bem ma świetny groove w swoich partiach wokalnych, tu i w ogóle w całej swej twórczości. Jest przy tym bardzo punktualna. Na niniejszej płycie trzeba wyczucia i doświadczenia, by nie przeszkadzać, tylko grać dla muzyki, a wstawki perkusyjne dawać tam, gdzie ustawowo powinny się znaleźć. Poza tym operujemy na anglojęzycznych standardach (5 pierwszych ścieżek) i polskojęzycznym materiale autorskim, skomponowanym na tę okazję. Co robić? Dzwonimy do Tadeusza Fedorowskiego.

Vol. 66 Wojciech Kamiński – Open Piano (1982)
Bębny: Jerzy Bartz

Zgodnie z tytułem Wojciech Kamiński nie ma zamiaru dominować i przykryć całości swoją grą. Muzyka głównie w klimatach swing, ragtime, dixieland, ale też z bluesowymi zapędami, czyli w dużej mierze dość tradycyjnie, mimo, że autor potrafi też eksperymentować ze stylistykami i brzmieniami (Vol. 64). Wymieszanie autorskich kompozycji w takich stylach oraz kilku standardów definiuje rolę bębniarza. Jerzy Bartz to prawdziwy czarodziej brzmień, więc dobranie tak świadomego perkusisty było strzałem w dychę. Posłuchajmy wejścia do Wchodź po Trzech. Kto teraz tak gra?

Vol. 67 Sami Swoi – In Concert – The Locust (1982)
Bębny: Krzysztof Przybyłowicz

Zaczynamy od wejścia na bębnach, a gra tu przecież niesamowicie ważna postać polskiej sceny perkusyjnej. Album jest przeglądem twórczości z pewnego okresu działania zespołu, prezentuje jednocześnie umiejętności albo – mówiąc ładniej – talent poszczególnych instrumentalistów. Pan Krzysztof Przybyłowicz wychodzi sam pod koniec (strona A płyty) składanki Blues Medley. Warto zwrócić uwagę na brzmienie bębnów i na zakres dynamiczny. Artysta kończy swoją krótką wstawkę wspaniałymi strzałami w werbel z rimem. Dobrze się też przyjrzeć tytułowej Szarańczy i posłuchać, jak pan Krzysztof ciekawie rozkłada utwór na całej swej długości w oparciu o bazowy rytm.

Vol. 68 Vistula River Brass Band – Old Jazz Road (1982)
Bębny: Włodzimierz Przybylski

Za chwilę nastąpi przerwa w serii Polish Jazz, ale zanim to się stanie mamy kolejny powrót do korzeni, klimatów jazzu tradycyjnego i dixieland. Bębny Włodzimierza Przybylskiego pełnią tu wyłącznie rolę szkieletu utworów, nawet w wejściu do klasyka Sweet Georgia Brown są wręcz za bardzo stłumione i fajne brzmienie vintage, jakie można byłoby uzyskać, po prostu ginie w zarodku. Cała sztuka na tej płycie to wytrwałe trzymanie time’u i pełna czujność z akcentami, które są bardzo istotne. Pamiętajmy, że była to muzyka taneczna, rozrywkowa, mająca rozweselić i dać dobrą zabawę.

Vol. 69 Tomasz Stańko – Music 81 (1984)
Bębny: Czesław Bartkowski

Jest to trzecia płyta pana Tomasza w serii (Vol. 22 i Vol. 39). Zauważalny jest przekaz, bardziej przystępny dla przeciętnego słuchacza. Znacznie mnie obłędnego free jazzu, gdzie czasami aż się powietrze gotowało, za to bardziej ukształtowane kompozycje z jakże rozpoznawalną trąbką mistrza. Spokojnie, są też miejsca z „odlotami”, ale mamy tu kolejne oblicze Czesława Bartkowskiego. Słychać w jego grze olbrzymie doświadczenie (ależ smaczny wstęp do Ahuha), wielki zapas w środkach wyrazu, wyśrodkowanie między perkusyjnym szaleństwem, a spokojnym budowaniem tła w oparciu o typowe dla gatunku – mówiąc wprost – zagrywki i poruszanie po zestawie.

Vol. 70 Henryk Robert Majewski Sextet – Continuation (1987)
Bębny: Czesław Bartkowski

Długo trzeba było czekać na kolejną część serii (3 lata). Album ojca i syna, czyli tytułowa Kontynuacja. Jan „Ptaszyn” Wróblewski w komentarzu do płyty napisał: „Jest to muzyka do słuchania, ciepła i ujmująca. Przyswajalna bez trzasku zwojów mózgowych przeciążonych pytaniem – co mi się w niej podoba?”. Opisując zespół o perkusiście powiedział wprost i w punkt: „Czesław Bartkowski, który wszystkiego już próbował – zawsze z powodzeniem.” Oprócz smacznych partii pana Czesława mamy też rasowo brzmiące solo, z przyjemnie nagłośnionym i zmiksowanym zestawem.

Vol. 71 Kazimierz Jonkisz Top Six – Outsider (1987)
Bębny: Kazimierz Jonkisz

Ależ czuć energię w grze pana Kazimierza! Od samego początku idzie mocno do przodu i cały zespół podąża razem z nim. Ta energia zawsze była charakterystyczną cechą tego wspaniałego perkusisty, a albumy w tym stylu pokazują, jak wybitną jest postacią dla naszej perkusyjnej sceny. „Tego bardzo wielka wina, kto nie słucha gry Elvina” – zwykł powtarzać. Nie ma kompromisów, całość po prostu płynie unoszona przez bębny. W kwestii samej płyty trzeba się zastanowić, jak w pogrążonej w kryzysie Polsce Ludowej mogła przejść przez cenzurę taka okładka, ha!

Vol. 72 Young Power – Young Power (1987)
Bębny: Andrzej Ryszka
Perkusjonalia: Krzysztof Zawadzki

Już na samym początku po brzmieniu bębnów wiadomo, że mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym. Są bardziej okrągłe, miękkie, może nico zbite, w tamtym okresie pasowały do produkcji pop-rockowych. Młode pokolenie, które zaprezentowało się na tym albumie zgarnia całą pulę, wchodzi bezkompromisowo, co zapewne mogło nie spodobać się wielu tradycjonalistom. Mamy tu pełną mieszaninę bluesa, rocka, reggae, jazzowych improwizacji, pompowania do przodu sekcją dętą. Do tego dochodzi mieszanina brzmień, mówiąc krótko – brak kompleksów. Styl gry pana Andrzeja to zapowiedź tego, co stanie się w polskich bębnach za parę lat, po upadku komuny, gdy pojawi się „złota fala” super wyszkolonych, wyczulonych, uniwersalnych, „bezczelnych” perkusistów.

Vol. 73 Jarosław Śmietana – Sounds & Colours (1987)
Bębny: Jacek Pelc

Oddajmy od razu głos perkusyjnemu bohaterowi albumu: „Płyta po remasteringu i pod zmodyfikowanym tytułem została wydana na rynku niemieckim na nośniku CD wkrótce po polskim wydaniu. Proces wydawniczy trwał tam około trzech tygodni, a w Polsce normą było 1,5 roku do dwóch lat. Podczas pracy nad repertuarem moim zadaniem było wpasowanie się w nurt muzyki fusion tamtych czasów. Słuchaliśmy Wayne Shortera „Atlantis”, Johna Scofielda „Time On My Hands”, Pata Metheny „First Circle” i wielu innych płyt o podobnym charakterze. Lubiłem tę muzykę i swobodę grających ją drummerów.

Moje ambicje i wyobrażenia związane z nagraniem szybko zweryfikowała krajowa rzeczywistość. Lata 80 w Polsce charakteryzowała powszechna moda panująca wśród sound engineer`ów na preparowanie akustycznych bębnów w studiach nagrań (usuwanie membran rezonujących, drastyczne wytłumianie czy przestawianie talerzy jak najwyżej poza naturalny zasięg ramion perkusisty – wszystko dla osiągnięcia separacji sygnałów poszczególnych śladów). Oznaczało to, z grubsza rzecz ujmując, zamianę instrumentu w niewygodną, nieergonomiczną poduchę. Efekt mojej upierdliwej gimnastyki z tym fajansem słychać ewidentnie na nagraniu.”

Jacek Pelc przez lata współpracował z Jarosławem Śmietaną. Bezkompromisowo podchodzi do kwestii brzmienia. (foto: Piotr Markowski)

Vol. 74 Zbigniew Namysłowski The Q – Open (1987)
Bębny: Jerzy Głód
Perkusjonalia: Jose Torres

Jest w czym szperać, bo ciekawych partii tu dostatek, co jest efektem twórczej wyobraźni lidera. Świetne perkusyjne wstawki już w pierwszym Double Trouble Blues. Najpierw zagrany przez pana Jerzego, a później cała seria w wykonaniu pana Jose Torresa, który po chwili będzie mógł poczuć swoje rodzinne klimaty w Cuban Tango Mohito, a tam oczywiście mamy sporo perkusjonaliów. No, ale na podobne mariaże Zbigniew Namysłowski był zawsze otwarty. Bop-Berek to kompozycja, która swoim zwariowanym układem rytmicznym mogłaby wpisać się idealnie w twórczość Franka Zappy.

Vol. 75 Prowizorka Jazz Band – Vital (1989)
Bębny: Kazimierz Jonkisz (gościnnie)

Dawno nie było tak lubianego przez rodzimą publiczność tradycyjnego jazzu w klimacie dixieland, a dokładniej sięgamy do czasów, gdzie zespoły grały na tym, co miały, a nieukształtowany jeszcze zestaw perkusyjny przesuwał swoimi wstrząsami igłę podczas nagrywania. Symboliczny udział pana Kazimierza jako perkusjonisty w dwóch kompozycjach.

Vol. 76 Lora Szafran – Lonesome Dancer (1989)
Bębny: Adam Czerwiński

To ostatnia płyta, jaka została wydana w serii Polish Jazz przed długą 27-letnią przerwą, spowodowaną zmianami ustrojowymi, w tym prawnymi i kapitałowymi. Artystce towarzyszy tu kwartet New Presentation, gdzie gra młody perkusista, który w opisie płyty został określany przez Marcina Kydryńskiego jako „dynamiczny i bezbłędny timer”. Słychać to już na samym początku, gdy w standardzie Summertime gra bezkompromisowo z wielką lekkością i płynnością. Odwaga i pewność siebie, które towarzyszą muzykowi do dziś, wsparte obecnie wielkim doświadczeniem i wyczuciem. Nagranie wspomina bardzo ciepło: „Rzadko tak mówię o swoich płytach, ale ta jest naprawdę dobra, gramy tam tak, jakbyśmy następnego dnia mieli już nie żyć”.

Adam Czerwiński, ostatni perkusista, który zagrał w serii Polish Jazz przed zmianami w 1989 roku i długoletnią przerwą wydawniczą.

Vol. 77 Zbigniew Namysłowski Quintet – Polish Jazz – Yes! (2016)
Bębny: Grzegorz Grzyb

Polskie Nagrania już pod zwierzchnictwem Warner Music Poland wróciły do serii Polish Jazz. Po niemal 27 latach nowym otwarciem jest płyta jednej z najważniejszych postaci na rodzimej scenie muzycznej. Dodatkowo w 77 urodziny artysty. Przez te lata nieobecności Polish Jazz wiele się zmieniło np. w realizacji nagrań, ale też w sposobie gry nawet u tych bębniarzy, którzy doskonale znają korzenie. Za pracę perkusji odpowiada tu nieodżałowany Grzegorz Grzyb z bardzo czytelnym, klarownym stylem gry. Tym razem to jemu przypadło zmagać się z kolorowymi, ludowymi lub orientalnymi zabawami lidera, który jednocześnie rzuca muzyków na głęboką rytmiczną wodę. Pan Grzegorz pływa wyśmienicie.

Nieodżałowany Grzegorz Grzyb był pierwszym perkusistą, który pojawił się wraz z nową odsłoną Polish Jazz (foto: Wojciech Łyko)

Vol. 78 Kuba Więcek Trio – Another Raindrop (2017)
Bębny: Łukasz Żyta

Ale brzmią te bębny! Powinniśmy na początku docenić wielki talent młodego lidera, wizję, wyobraźnię i umiejętności, ale mamy nadzieję, że wybaczy naszemu branżowemu magazynowi, że rzuciliśmy się od razu na bębny Łukasza Żyty. Tym bardziej, że mamy tu mocno ograniczone instrumentarium, przez co ich wzajemna korelacja przybiera ciekawe formy. Dzięki temu mamy też podane na tacy serwowane partie bębnów. Pan Łukasz potrafi nagle zmienić, odwrócić, przeskoczyć na inne tory, co daje ciekawe efekty. To dobra lekcja kreowania inteligentnych partii, bo te wyrafinowane zmiany albo dalej „siedzą” w całości, albo reszta muzyków natychmiast płynnie podąża ich tropem. Najlepszym wyznacznikiem całości jest chyba utwór tytułowy.

Łukasz Żyta stworzył niesamowite partie bębnów na płytach vol. 78 i 82. Warto posłuchać! (foto: Attila Kleb)

Vol. 79 Piotr Wyleżoł – Human Things (2018)
Bębny: Michał Miśkiewicz

Sporo elementów na tej płycie może służyć jako materiał szkoleniowy dla perkusistów. Praca sekcji to prezentacja różnych środowisk w zależności od idei kompozycji. Od swobodnego kreowania struktur po stabilne tworzenie szkieletu utworów. Wystarczy porównać sobie Beyond The Reality z Home. Tutaj też dostrzegamy sonorystyczne podejście Michała Miśkiewicza. Prawdziwie brawurowe partie prezentuje w Fatalismus Optimismus, nieprzewidywalne i strasznie wciągające. Do diaska, co on zrobi dalej?! Nic dziwnego, że nagrywając takie płyty pan Michał Miśkiewicz staje się ulubieńcem fanów jazzu, dostarcza liderowi wszystko to, co jest w danej chwili potrzebne i zostawia przy tym swój autograf.

 

Vol. 80 Jan „Ptaszyn” Wróblewski Sextet – Komeda. Moja słodka europejska ojczyzna (2018)
Bębny: Marcin Jahr

Pan Marcin mówi nam wszystkim „dzień dobry” już na samym początku. Oprócz świetnego wyczucia dorzuca jeszcze fantastyczne brzmienie, a to wszystko w nieco ponad minutkę. Geneza płyty jest dość zawiła i wymagałaby dłuższego opisu (odsyłamy do komentarza Michała Wilczyńskiego na kopercie płyty). Jeżeli słuchając ktoś ma skojarzenia związane ze ścieżką dźwiękową to wiele się nie pomylił. Ptaszyn podjął się zadania przywołania ducha muzyki Komedy, co dzięki świetnej pracy muzyków w zespole udało się znakomicie. Olbrzymia w tym zasługa Marcina Jahra, który nie dość, że zrobił to, co robi najlepiej, to jeszcze dobrał idealnie brzmieniowo swoje instrumentarium.

Vol. 81 RGG – Memento (2019)
Bębny: Krzysztof Gradziuk

Czy widzicie te nazwiska perkusistów? Ćwierć wieku przerwy w serii to szmat czasu, ale nasi artyści nie próżnowali, dlatego mamy kolejnego mistrza, który wychodzi daleko poza klasyczne pojmowanie roli perkusisty. Bardzo spokojna płyta jest wspomnieniem drogi, jaką artyści przebyli w ostatnich latach. Wiadomo jednak, co i kiedy jest potrzebne, dlatego porównajmy ze sobą sąsiadujące utwory – Ellipsis i Hombre Con Sombrero.

Pan Krzysztof wyraźnie mówi, że nie jest zainteresowany grą na perkusji wyłącznie jako tzw. timekeeper. Jego celem jest malowanie, tworzenie nastrojów, co nie oznacza, że gra sobie, co chce i tłumaczy to nastrojem. „Trzeba sobie zdawać sprawę, że to nie jest tak, że zaczyna ci się grać dobrze, jak popuścisz wodze fantazji i zaczynasz sobie grać ekspresją – tak nie jest! Wręcz przeciwnie, musisz spędzić mnóstwo godzin na ćwiczeniu tych wszystkich rzeczy, które powinien ćwiczyć każdy profesjonalny muzyk, grający na perkusji. Bez tego się nie obejdzie i podkreślam – MUZYK grający na perkusji, a nie perkusista!” – rzekł nam kiedyś stanowczym i mocnym tonem.

W serii nie mogło zabraknąć trio RGG z genialny Krzysztofem Gradziukiem. (foto: Piotr Gruchała)

Vol. 82 Kuba Więcek Trio – Multitasking (2019)
Bębny: Łukasz Żyta

Bardzo perkusyjna płyta i dziwi nas mocno, jak mało znawców dostrzega genialną robotę, którą wykonał Łukasz Żyta. Nawet – mówiąc obrazowo – hinduskie sylabizowanie Michała Barańskiego w Jazz Masala odbierane jest przez niektórych jako jakiś tam żart… (sic!) Oczywiście talent, dorobek młodego lidera robi wrażenie, szczególnie, że miał dokładną wizję co do budowy kolejnych partii bębnów. Jednak potrzebny jest muzyk, który przeobrazi to w czyn. Słuchając albumu szybko można wywnioskować, że podkład perkusyjny może być zagrany na różne sposoby, ponieważ saksofon nie zawsze kreuje ogólny kształt, dlatego też potrzebna jest jasna komunikacja między muzykami, przynajmniej co do zarysu sekcji. Ta wizja lidera spotyka się z kreatywnością, wyobraźnią i sprawnością bębniarza. A tej u Łukasza Żyty pod dostatkiem, zarówno w odniesieniu do aranżacji, jak i brzmienia. Bardzo niedoceniany album pod kątem perkusisty i jego pracy, a szkoda, bo dla nas jest wygranym tej płyty.

 

Vol. 83 Jerzy Mączyński – Jerry & The Pelican System (2019)
Bębny: Wiktoria Jakubowska

Musiały zostać wydane 82 płyty, musiało upłynąć prawie 55 lat, by wreszcie w serii pojawiła się instrumentalistka. Ciężko się do tego odnieść w kilku słowach, więc pozostawimy ten temat w spokoju. Nas po prostu cieszy, że w nowej odsłonie Polish Jazz jest instrumentalistka i jest nią perkusistka. Najważniejsze jest jednak to, że znalazła się tu nie dzięki jakimś parytetom czy wydumanej poprawności, tylko zwyczajnie dzięki swoim umiejętnościom i wielkiemu talentowi.

Pierwsza instrumentalistka w historii serii, a do tego perkusistka. Wiktoria Jakubowska zagrała na bębnach i… flecie na płycie Jerzego Mączyńskiego (vol 83) (foto: Dariusz Ptaszyński)

Wystarczy zobaczyć, jak opowiada o projekcie: „Jurek pisze bardzo szerokie kompozycje, które można nazwać kilkuczęściowymi suitami. Mamy więc przekrój od beatów elektronicznych po improwizowaną muzykę z instrumentami melodycznymi. Jesteśmy takim troszkę nietypowym kwintetem, bo każdy jest z innej bajki, zderzenie różnych światów, bo tu jeden muzyk free jazzowy, inny znów kocha standardy. Jak przychodzi co do czego, to udaje nam się stworzyć taką przestrzeń, która jest nasza, wspólna, że nie mamy jednostek, tylko jedną całość. Każdy z nas jest bardzo wyrazisty i pomimo tych różnych osobowości mamy wrażenie, że udało nam się stworzyć coś ciekawego.” Pani Wiktoria to artystka, która obecnie cieszy się ogromnym zaufaniem wielu liderów, a ona sama… po prostu chce tworzyć i grać.

 

Vol. 84 Krzysztof Herdzin – The Book of Secrets (2019)
Bębny: Cezary Konrad
Perkusjonalia: Krzysztof Herdzin

Jakiś czas temu zachwycaliśmy się współpracą pana Krzysztofa z Vinniem Colaiutą, czyli totalnym perkusyjnym absolutem, a człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Kto więc mógłby w Polsce wchodzić na taki pułap? Dziesięć na dziesięć osób wymienia bez zawahania – Cezary Konrad. Rzecz jasna, obaj panowie to zupełnie różni muzycy, ale dość drążenia tego wątku.

Przejdźmy do płyty, o której autor mówi: „Głęboko wierzę, że każdy wrażliwy meloman usłyszy w moich kompozycjach, tak cudownie odegranych przez wybitnych, muzycznych przyjaciół, prawdę, dobrą energię i dobry przekaz, skłaniający do chwili kontemplacji.” W taki przekaz idealnie wpisuje się właśnie Cezary Konrad. Muzyk ma niesamowitą umiejętność tworzenia rewelacyjnych, melodyjnych podkładów i partii solowych, wyostrzony zmysł dynamizowania, automatyczną umiejętność dostosowania się do idei muzyki oraz kolosalny zakres środków wyrazu. Posłuchajmy paletę barw w Faith lub solo z utworu Universe i porównajmy je do solo w Time, tego nie zagra nawet super utalentowany nowicjusz po szkole.

Polish Jazz bez Cezarego Konrada? Nie ma takiej możliwości. Pan Cezary pojawił się jednak niedawno, bo w 2019 w odsłonie 84 u Krzysztofa Herdzina (foto: Robert Wilk)

Vol. 85 Maciek Gołyźniak Trio – The Orchid (2020)
Bębny: Maciek Gołyźniak

Ta płyta to bardzo odważny krok zarówno dla wydawnictwa, jak i dla samego artysty. Grę pana Macieja charakteryzuje bardzo organiczne brzmienie o ciemnym, piaszczystym, nieco zadymionym charakterze oraz stabilny, miarowy groove, często „mantrycznie” zapętlony. Znany głównie z muzyki alternatywnej i popu, a ostatnio też prog rocka, swoimi kompozycjami i nagraniami wnosi coś zupełnie nowego do całej serii. Odświeża ją, mimo, że wielu purystów jazzowych będzie mocno kręcić nosem z wielu względów, w które nie chcemy tu wnikać, z którymi nie chcemy polemizować. Nie jest to perkusista solowy, jest to perkusista pulsujący. Naszym zdaniem, jeżeli seria Polish Jazz ma być czymś wyjątkowym, budzić pożądanie, inspirować i sama w sobie rozwijać się (tak, jak się rozwija rodzima ambitna scena muzyczna), taka publikacja jest idealnym krokiem, który stanowi też sygnał dla innych twórców.

 

Vol. 86 ZK Collaboration – Slow Food (2021)
Bębny: Adam Zagórski

Wydawca kontynuuje kierunek wyjścia poza skostniałe i zakurzone ramy stylistyki jazzowej opartej wciąż na tych samych środkach wyrazu i przeżartej rutyną. Muzyka pełna energii i organicznego grania. Jazz w wielu odsłonach podany w formie fusion. Duet Zagórki/Kądziela kolaborujący z 3 innymi muzykami (Gawęda, Mizeracki, Chraniuk) to wielki powiew świeżości z uwzględnieniem tradycji i formy stylistycznej. Płyta, na której dużo się dzieje, ale nie jest w żaden sposób przekombinowana czy też zalana solowymi pokazami poszczególnych instrumentalistów. Mamy tu muzykę dla ludzi, a nie sztukę dla sztuki. Z jednej strony znajdziemy tu wiele ciekawych momentów czysto muzycznych i jakościowych, z drugiej strony jest to wygodna płaszczyzna przyswajalna dla słuchacza. Nie jest to jednak żaden kompromis – coś kosztem czegoś. Nie jest to też wyśrodkowanie. Po prostu okazało się, że można stworzyć taki album z zachowaniem wszystkich tych elementów bez żadnego uszczerbku.


Artykuł przygotowany przez zespół redakcyjny Magazynu Perkusista.

Serdecznie podziękowania dla Polskie Nagrania/Warner Music Poland za nieocenioną pomoc w realizacji materiału.

Quiz - MORE REMO
1 / 12
Jak nazywają się naciągi do cichego grania?
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"