Dream Theater - Distance Over Time

Dodano: 26.03.2019
Pojemność silnika (Ocena perkusisty)

90 /100
Pojemność baku (Ocena płyty)

85 /100

Wreszcie Dream Theater w dobrym wydaniu...

NAPĘD: Mike Mangini

TYP SILNIKA: heavy rock/metal progresywny

TRASA: Ostatni album Dream Theater spotkał się z mieszanymi opiniami. Z pewnością była to dobrze zagrana złożona epopeja, ale brakowało jej tego naturalnego nośnego elementu, jaki mieliśmy np. na Metropolis 2. Poza tym temat główny nie był jakoś specjalnie odkrywczy i ciężko było utrzymać uwagę przez tak długi czas trwania. Tym razem panowie wirtuozi postanowili skupić się na krótszych formach, odrębnych tematycznie. Po pierwszej minucie otwierającej płytę kompozycji ma się ochotę wyrzucić album przez okno. Przerażająca nijakość i banał. Aż dziw bierze, że zrobiono z tej piosenki pierwszy singiel promujący. Dziwne, bo dalej, niemal od połowy płyty robi się naprawdę ciekawie. A dokładnie od piosenki Room 137, gdzie widnieje nazwisko Mangini przy autorze tekstu.

Dream Theater jest wciąż w ogniu krytyki fanów, chociaż z drugiej strony fani zespołu należą do tych wyjątkowo oddanych. Podstawowa miara dotyczy oczywiście okresu „portnoyowskiego” i współczesnego z Manginim. Mało kto jednak zauważa, że wtórność zespołu stała się odczuwalna na długo przed zmianą perkusistów, dlatego negatywna ocena Manginiego w tym akurat zakresie nie jest sprawiedliwa. Niniejszy album ma w sobie dużo ognia i sporo ciekawych rozwiązań, które nie są może do wyłapania po pierwszym odsłuchaniu, ale w miarę kolejnego odtwarzania płytę bardzo przyjemnie się odkrywa. Są oczywiście takie pokazówki jak At Wit’s End, ale też miła melodyjność, jak w jednym z lepszych utworów na płycie S2N. Niestety, linia melodyczna wokali La Brie jest dalej oparta na tym typowym frazowaniu, jakie się spotyka w technicznej muzyce progresywnej (monotonne wyśpiewywanie kolejnych wyrazów w tej samej dynamice). Na całe szczęście na dalsze tło zszedł Jordan Rudess ze swoimi cukierkowatymi pląsami. Dzięki temu album jest bardziej rytmiczny i aspiruje do ścieżki dźwiękowej kreskówki Disneya.

Mike dostał więcej wolnej ręki w tworzeniu tej płyty i jak się okazuje jest to bardzo dobry ruch. Muzyk wnosi nie tylko swój styl perkusyjny, ale też styl muzyczny. Jeżeli na następnej płycie zespół rozwinie obrany kierunek, to możemy mieć wreszcie Dream Theater w dobrym wydaniu.

WRAŻENIA Z JAZDY: Jest to najlepsza płyta Dream Theater od czasu dołączenia Mike’a Manginiego do zespołu. Mimo wielu sztampowych środków zespół pokusił się o większą swobodę i mniejsze napinanie się na pokazanie, kto jak świetnie potrafi grać. Ponadto brak przesłodzonych i przejaskrawianych partii klawiszy Jordana Rudessa nie czyni płytę groteskową, jak to do znudzenia działo się na ostatnich 6 albumach Dream Theater.

ODCINKI SPECJALNE: Perkusyjne intro do Pale Blue Dot to wspaniała gra Manginiego na talerzu china i rewelacyjna praca nóg, później także jest bardzo ciekawie. Bardzo groove’iący Room 137. Niezwykle melodyjne partie S2N.