Mike Johnston

Dodano: 24.01.2019

Jeden z najbardziej znanych nauczycieli gry na perkusji na świecie nie zwalnia tempa. 10 lat działalności i dziesiątki tysięcy uczniów na całym świecie. Nie przestaje działać na scenie, czego efektem jest jego wizyta w Polsce na Śląskim Festiwalu Perkusyjnym. O swoim sposobie na sukces opowiada nam poniżej.

Przez ostatnie lata model nauczania gry na perkusji uległ wielkiemu przeobrażeniu. Dzięki rozwojowi szybkiego Internetu zasięg stał się praktycznie nieograniczony i wszędzie tam, gdzie jest jakaś perkusyjna iskierka pasji oraz łącze z siecią można pobierać nauki, korzystając ze wszelkich serwisów, jakie są dostępne. Do tego doszedł rozwój jakości nagrań, dzięki czemu produkowane filmy stają się bardzo wyraźne i jasne w odbiorze.

Dokładnie 10 lat temu, kiedy jeszcze technologia nie była na tak szybkim i klarownym poziomie, jak dziś, Mike Johnston założył swoją platformę edukacyjną. Nie trzeba było być wróżbitą, żeby przewidzieć, że wszelkie formy komunikacji na odległość będą się dynamicznie rozwijać i każda inwestycja w tę formę działania w pewnym momencie się zwróci, pod warunkiem sumiennego i wytrwałego działania. Przez lata sumiennej pracy nad swoim biznesem, ale przede wszystkim nad samym sobą uzbierał bazę tysięcy uczniów z całego świata i jest liderem takiej formy nauczania. Wielu perkusistów, szukających szczęścia w tej dziedzinie bębnienia, marzy o takim statusie, ale nie ma co ukrywać, że w tych czasach uzyskanie takiej renomy, startując od zera jest znacznie trudniejsze. W Polsce mamy Wojtka Deręgowskiego, który mocno idzie do przodu dzięki świetnie zarządzanemu kanałowi Instagram i życzymy mu serdecznie, by jak najszybciej swoją jakością przyciągnął jak największe grono rzetelnych odbiorców, co pozwoli mu na dalszy rozwój.

Dla Mike’a takie osoby, jak Steve Jobs, Elon Musk czy Brian Cox są tak samo mocną inspiracją, jak słynne trio perkusyjne Weckl, Gadd, Colaiuta. Bardzo poważnie traktuje też współpracę z firmami perkusyjnymi, a tu jak wiadomo w odniesieniu do tego typu talentów nosa do działania ma firma Meinl, która odważnie inwestuje w muzyków.

Perkusista: W 2008 roku uruchomiłeś platformę Mike’s Lessons. Czego się nauczyłeś przez ostatnią dekadę i jak to wpłynęło na twój sposób nauczania?

Mike Johnston: Najistotniejsza rzecz, jakiej się nauczyłem, to fakt, że nikt nie jest tak narwany jak profesjonalni perkusiści. Ja i moi kumple, którzy również zaliczają się do grona profesjonalnych bębniarzy, mieliśmy coś, co nas łączyło – nasi rodzice nigdy nie namawiali nas do ćwiczeń, wręcz przeciwnie, chcieli, żebyśmy przestali! Ćwiczenia to była jedyna rzecz, jaką mogliśmy robić i o jakiej myśleliśmy, dlatego nie mogłem się doczekać ostatniego dzwonka w szkole, aby wyjść i jak najszybciej usiąść za bębnami. Przeciętni perkusiści potrzebują odrobiny motywacji – przede wszystkim dlatego, że ten instrument jest tak frustrujący. Z początku Mike’s Lessons były jak karta dań z opcjami do wyboru. Obecnie całość podzielona jest na kursy o różnych poziomach i zagadnieniach. Doszło do mnie, że nie należy dawać ludziom wolnej ręki w wyborze materiałów do nauki, bo jak niby mieliby wybrać właściwą ścieżkę? Muszę im pomóc w tym wyborze. Chodziło mi również o wymuszenie jakiegoś pozytywnego działania z naszej społeczności, nie zdawałem sobie sprawy, że media społecznościowe mogą być takie negatywne, nie byłem na to przygotowany. W tym momencie, czymś, co wyróżnia ludzi wśród innych, jest bycie porządnym, przyzwoitym człowiekiem. To powinna być norma, ale stało się to wyjątkiem.

Co możesz powiedzieć o ewolucji dostarczania treści lub twoich metod ich tworzenia?

To był wielki zwrot w nauczaniu. Z Mike’s Lessons wystartowałem w 2008 roku. Mniej więcej co dwa lata muszę nagrywać poszczególne lekcje od nowa z racji przełomów technologicznych w dziedzinie nagrywania. Niedługo będę musiał odtworzyć 500 kolejnych filmików, ponieważ teraz wszystko nagrywam w 4K. Wiele osób ogląda moje lekcje na swoich telefonach. Jeszcze do niedawna oglądali mnie na iPodach nano, a teraz wrzucają lekcje na swoje 50” telewizory. Jeżeli chodzi o kwestię audio, to się u mnie uwsteczniło, ale w taki sposób, który uważam za korzystny dla edukacji. Przerzuciłem się na zestaw dwóch mikrofonów – overhead i drugi przed centralką. Przy centrali mam kardioidalny mikrofon pojemnościowy – Audio Technica 5045. Sam jestem koneserem, jeżeli chodzi o lekcje gry na perkusji i nienawidzę, gdy ktoś mówi do mnie, po czym zasiada za bębnami i nagle cały dźwięk z pokoju zostaje wysysany, a z głośników leci nienagannie nagrany podkład. Przecież nie tak by to brzmiało, gdybym faktycznie był tam w trakcie tej lekcji. Jako nauczyciel chcę, aby moi uczniowie czuli, że są ze mną w jednym pokoju.

Kiedyś mówiłeś, że nie uważasz się za perkusistę, któremu wszystko wychodzi naturalnie i samo z siebie, tylko musisz coś rozbić na czynniki pierwsze i odtworzyć je, aby się nauczyć. Czy przez te wszystkie lata, twoje granie stało się bardziej naturalne?

Z pewnością każda nowa rzecz jest dla mnie wyzwaniem. Jedyne, co się przez ten czas zmieniło, to komfort, jaki odczuwam podczas tego procesu. Byłem na pokazie perkusyjnym Richarda Spavena. Siedziałem w pierwszym rzędzie, a mój mózg eksplodował. To było przezabawne, jestem prawdziwym fanem. Ani przez moment nie miałem pojęcia, gdzie jest „raz”! Kiedy się temu przyglądałem, pomyślałem, że gdybym miał wprowadzić coś z tego do mojego grania, to musiałbym wrócić do początków. Wcale mi to nie przeszkadza. Nigdy nie zatraciłem tego komfortu i dlatego nie stałem się sfrustrowanym nauczycielem – cokolwiek teraz przechodzisz, ja już to przeżyłem.

Mike’s Lessons były wczesnym liderem edukacji perkusyjnej online. Teraz jest tego o wiele więcej, różnej jakości i skali zasięgu. Jak to robisz, żeby przebić się pośród tego wszystkiego?

Myślę, że kluczem jest tu konsekwencja w działaniu. Jak wielu ludzi, tak i ja widziałem początki, ale widziałem również, że masa osób się poddaje, gdy uświadamia sobie, jak wiele pracy trzeba w to włożyć. Myślę, że jestem konsekwentny w tym, co robię i to już od dłuższego czasu. Nigdy też nie uważałem, że to, co jest dobre, jest wystarczająco dobre. Ktokolwiek inwestuje w mój biznes, to widzi, jak się on rozrasta i ewoluuje, ludzie widzą, że ich pieniądze są przeznaczane na nowe kamery i oświetlenie. Dostaję czyjeś pieniądze i je reinwestuję, żeby poprawić jakość dla tych, którzy płacą za moje lekcje. Konsekwencja jest tym, co kreuje zaufanie. W tym momencie, wśród mediów społecznościowych, najcenniejszym towarem jest zaufanie. Jeżeli je masz, możesz zrobić wszystko, ale jeżeli je stracisz, to nie masz możliwości go odzyskać. Mój sposób postrzegania mediów społecznościowych, polega na tym, że masz określony kredyt i dług. Wszystko, co publikuję dla moich followersów – to jest ten „kredyt”. Za każdym razem, gdy nawołuję do jakiejś akcji, gdzie oni muszą coś wykupić lub w tym uczestniczyć – to jest na rzecz „długu”. Gdyby było tego zbyt wiele, musiałbym odbudować swój kredyt. Jeżeli przyjrzysz się moim mediom społecznościowym, możesz zauważyć pewne „przypływy” i „odpływy” informacji. Wszystko to jest robione bardzo świadomie.

Przed stworzeniem Mike’s Lessons byłeś prywatnym nauczycielem. Jaką masz radę dla perkusistów, którzy chcieliby zająć się nauczaniem?

Mam wielu uczniów, którzy zmierzają w tym kierunku. O ile jesteś gotowy do nauczania innych i masz umiejętności – to wtedy chodzi tylko o dystans miedzy tobą a uczniami. Jeżeli masz średniozaawansowanego perkusistę, który czuje pasję i chęć nauczania, oznacza to, że będzie się świetnie nadawał do uczenia początkujących. Musisz też pogodzić się z faktem, że będąc prywatnym nauczycielem perkusji spotkasz się z ludźmi, którzy przyjdą do ciebie i dosłownie zaniemówisz z wrażenia. Wtedy nie ma innego wyjścia, jak tylko powiedzieć: „Jesteś rewelacyjny i uważam, że nie mam ci nic więcej do zaoferowania, ale mam znajomego, który będzie dla ciebie idealnym nauczycielem”. Zawsze starałem się być na bieżąco z wiedzą o innych lokalnych nauczycielach perkusji po to właśnie, aby móc oddać swojego studenta pod skrzydła kogoś bardziej odpowiedniego. Kolejną bardzo ważną rzeczą jest nauczanie każdego ucznia indywidualnie. Nie można przyjść i powiedzieć „Proszę, oto cały program nauczania Mike’a Johnstona”. Nie może być żadnego ustalonego programu nauczania, dopóki nie spotkam się z uczniem i dowiem się, jakie są jego ulubione zespoły. Zawsze zadaję moim studentom pytanie: „Gdybym był perkusyjnym dżinem i podarował ci trzy życzenia – czego byś sobie życzył?”. Od tego momentu wszystko, czego ich uczę, jest powiązane z tymi trzema życzeniami perkusyjnymi. Moim zadaniem jest uświadomienie ci, że jeżeli ćwiczymy na nudnym padzie, to robimy tak, aby przybliżyć cię do realizacji tych życzeń, które wypowiedziałeś pierwszego dnia.

Czy uważasz, że dla nauczyciela perkusji jest istotne, aby pokazywać się w sieci?

To, co jest naprawdę ważne, to fakt, że twoja osobowość jest dostępna online, o ile zdecydujesz się pokazać tam jako nauczyciel. Gdybym zaczął jakieś warsztaty z dzieciakami, jeszcze przed przyjściem ich rodziców, to oni i tak pewnie wiedzą o mnie więcej niż mi się wydaje. Muszę się upewnić, że cokolwiek znajdą na mój temat w Internecie, jest dobrym odzwierciedleniem mojej osoby. Uważam, że prywatni nauczyciele nie muszą się martwić ryzykiem stracenia pracy, ale z pewnością muszą się bardziej starać, aby upewnić się, że świat wie, jak ważna jest ta praca. Początkujący perkusiści potrzebują osoby, która siądzie z nimi w jednym pokoju i pomoże im ruszyć. Sądzę, że zaprezentowanie się online jako osoba i jako perkusista jest bardzo istotne. Jako rodzic, nie muszę tak naprawdę widzieć, jak nauczyciel gra, bo zakładam, że jest dobrym perkusistą, ale muszę cię zobaczyć i usłyszeć, co mówisz. Gdybym był prywatnym instruktorem perkusji, upewniłbym się, żeby mieć najbardziej zabawną i swobodną osobowość w kamerze, po to, aby dzieciaki i rodzice stwierdzili, że nie mieliby nic przeciwko spędzeniu pół godziny ze mną w jednym pokoju.

Prowadzisz 10 campów perkusyjnych rocznie – włączając w to campy, skierowane specjalnie do kobiet?

To pierwszy rok, w którym nie zorganizowaliśmy campu dla kobiet. Powodem takiej sytuacji jest obecna grupa profesjonalnych perkusistów. Zrobiłem około 12 campów jedynie dla kobiet. Zaczęliśmy jakieś 8 lat temu, ponieważ całe swoje życie uczyłem perkusistki i czułem, że ich historia jest inna i żaden perkusista nie może się z nią identyfikować. Nie mam pojęcia, jak to jest wchodzić do sklepu muzycznego, gdzie ktoś mnie pyta: „Chcesz coś kupić dla chłopaka?”. Uznałem, że trzeba je zebrać wokół ogniska, bez mojej obecności, aby mogły podzielić się swoimi doświadczeniami. To była część tego przedsięwzięcia. Kolejną częścią było to, aby każda z nich rozejrzała się dookoła i zobaczyła jedynie inne perkusistki. Chciałem, żeby poczuły, że nie są same. Jedynym problemem dla mnie w tych campach dla perkusistek, było to, że nie jestem kobietą. Byłbym strasznym hipokrytą, gdybym tam przed nimi stanął i powiedział, że mogą zrobić wszystko, a sam nie byłbym tego przykładem. W ciągu ostatnich 2-3 lat pojawiło się wiele wspaniałych perkusistek, które wychodzą na scenę i dominują. Nikt nie mówi mi, że Anika Nilles jest czyjąś ulubioną perkusistką, ale mówią: „Ona jest moim ulubionym bębniarzem”. Bardzo długo na to czekałem! Poczułem, że już nie ma potrzeby, aby urządzać taki camp. Anika może to zrobić. Sarah Thawer może to zrobić. Kontaktowałem się z Sarah i pytałem, czy chciałaby przejąć te campy ode mnie. Zawsze mieliśmy niesamowite perkusistki, po prostu nie było mediów społecznościowych, które pokazałyby nam, że one istnieją. Boisko wreszcie się równoważy i to jest wspaniałe.

Nie da się ukryć, że masz rękę na pulsie odnośnie nowinek technologicznych. W takim razie czego możemy się teraz spodziewać po tobie i Mike’s Lessons?

Myślę, że fitness w świecie techniki jest prawdopodobnie najbardziej zbliżony do sztuki, szczególnie do bębnów. Chodzi o BPM. Chodzi o samodoskonalenie. Chodzi o udoskonalanie, kiedy nikt inny nie wie, że to robisz, trochę jak chodzenie na siłownię. W tym momencie strony i apki fitnessowe są miejscami, z których czerpię najwięcej inspiracji. Przeglądam i badam sposób, w jaki śledzą kalorie – tak samo mogę śledzić BPM. W jaki sposób śledzą spożycie żywności? W ten sposób mogę śledzić twoje przyswajanie materiałów edukacyjnych. Jestem zapisany na każdej stronie o tematyce zrzucania wagi, jaka istnieje na tej planecie. Przyglądam się, w jaki sposób mnie sprawdzają – jak wiele przypominajek jest wkurzających. To są w tej chwili moje badania rynku. Potem zastosuję to wszystko w Mike’s Lessons.

Zaczynałeś jako członek kapeli, a później przerzuciłeś się na nauczanie. W tamtym roku stworzyłeś nowy zespół – Man On The Moon. Co sprawiło, że zapragnąłeś powrotu do tego świata?

Zdałem sobie sprawę, że moje nauczanie było bardzo oderwane od bycia aktywnym muzykiem. Wcześniej to było tak, jakbym uczył cię, jak być lepszym perkusistą na Instagramie. Pomyślałem sobie: „Wow! Naprawdę dużo czasu minęło, odkąd byłem w zespole i muszę ponownie ocenić, jak to jest być odpowiedzialnym za te wszystkie rzeczy.” Mój zespól jest na granicy fusion – jesteśmy gdzieś pomiędzy zespołem Chicka Corei a A Perfect Circle. To rock, ale ma elementy fusion i mam w tym wielką swobodę. Mimo to wciąż muszę być odpowiedzialny za piosenkę, a moje granie musi polegać na słuchu. Kiedy grasz sam, nie musisz słuchać, po prostu grasz i przechodzisz przez każdą piosenkę, jammując ze swoim iPodem!

Spędziłeś sporo czasu w studio, grając samemu. Czy jesteś teraz bardziej świadomy odnośnie głośności i sposobu miksowania swojej gry?

Oczywiście. Nasz zespół operuje w rockowych brzmieniach, ćwiczymy w moich studiach, a tak się składa, że obaj moi kumple z kapeli mają dosyć mało sprzętu. Nie mogę teraz wycofać się z tego rakiem. Nawet zmieniłem swój sprzęt. Man On The Moon jest powodem przejścia na ustawienie z dwoma ride’ami. Muszę nauczyć się grać ciszej. Naprawdę muszę nauczyć się lepiej kontrolować. Muszę wrócić na pad. Poza tym zmieniłem też nieco ustawienie wysokości poszczególnych instrumentów. Zmieniłem rozmiary bębnów na 20”, 12”, 14”. Mój sprzęt się skurczył, a brzmienie talerzy stało się z przodu ciemniejsze. Nie gram tak tylko z Man On The Moon, to mój osobisty wybór odnośnie wszystkiego. Mój sprzęt nie jest reprezentacją mnie jako artysty, ale bardziej jako edukatora. Od zawsze podchodziłem do tematu sprzętu w taki sposób, że nie będę grał na większym zestawie niż ten, który postrzegam za używany przez większość. Przyczyną takiego podejścia jest unikanie sytuacji, gdy kogoś uczę, jak coś zagrać i okazuje się, że uczeń nie ma takiego tomu, chiny lub splasha. Nie gram na chinach i splashach, ponieważ nie sądzę, by każdy dzieciak zaczynał od takich rzeczy. Wybieram to, co wydaje mi się, że posiada każdy mój uczeń.

Media społecznościowe stały się dużą częścią codzienności każdego człowieka. Takie miejsca mogą być przerażające dla perkusistów, którym brak wiary w siebie. Co o tym sądzisz?

Ważne jest, aby ludzie zaczęli odcinać się od wszystkiego, co uważają za przygnębiające i depresyjne w mediach społecznościowych. Kiedy dorastali nasi idole, nie było sposobności, aby przeglądając tablicę, dać się pokonać komukolwiek z drugiego końca świata. Dave Weckl dorastał słuchając różnych albumów i był bezpieczny w swojej „banieczce”. Musiał sobie wyobrazić, jakiego patternu użył Papa Jo Jones w danym kawałku. Mój tata podarował mi album Billy’ego Cobhama Spectrum. To nie miało żadnego załącznika w postaci video. Musiałem grać te piosenki i sam je rozpracowywać. Myślę, że obecnym problemem jest to, że przeciętny, młody perkusista – przez „młody” mam na myśli staż za bębnami – przegląda tablice tych, których uważa za wzór do naśladowania. Takie działanie podpowiada Instagramowi, że powinien podsuwać więcej perkusistów, a to strasznie przygnębiające widzieć, że wszyscy na świecie są lepsi od ciebie. Może być jeszcze gorzej – mówisz, że jesteś lepszy od niego czy od niej. Jedyni perkusiści, jakich obserwuję w tej chwili, to moi bliscy znajomi i tak się złożyło, że są jednocześnie perkusistami. Większość rzeczy, jakie obserwuję, to takie, które mnie inspirują. Wyszukałem świetnych fotografów, operatorów kamer, zegarmistrzów i architektów. Spersonalizowałem swojego Instagrama tak, aby w ciągu dnia był dla mnie źródłem największych inspiracji.



Zestaw Mike’a

BĘBNY
Gretsch USA Custom:
24”x14” bass drum,
12”x8” rack tom,
14”x14” floor tom,
Prototyp werbla – Gretsch, korpus „chrome over brass” proszkowo malowany na czarno z lugami New Classic i obręczami Brooklyn.
14”x6˝” USA Custom

TALERZE
Meinl Byzance:
15” Extra Dry hi-hats,
22” Big Apple Dark ride,
21” Transition ride,
19” Extra Dry crash

PLUS
Naciągi Aquarian: Texture Coated pojedyncze na górę i dół w werblu i tomie, Coated Force Ten na centrali.
Hardware DW, a w tym statywy z serii 9000 i stopki z serii 5000.
Pałki Vater: – Mike Johnston.
Klucz Cherry Hills Custom (The Key of Destiny).
Pokrowce Ahead
Mikrofony Audio Technica

Materiał przygotowali: Salemia, Staszek Piotrowski, Chris Barnes
Zdjęcia: Adam Gasson