Kanapka z talerzy, czyli czym zjeść „stack"

Dodano: 31.01.2020

Artyści nie lubią, kiedy im się coś narzuca, kiedy mówi się, że czegoś nie wypada. Instrumenty służą do tego, żeby na nich tworzyć muzykę i jeżeli mam ochotę złożyć jakieś dwie zupełnie różne blachy w jedną całość, to dlaczego miałby mi ktoś zabronić?

Idea stacków wyrosła właśnie z eksperymentowania i stała się fajnym elementem zestawu perkusyjnego, ale też obrazem świadomości brzmieniowej swojego użytkownika.

Dobry stack to dla niektórych prawdziwy powód do dumy. Mając do dyspozycji linie talerzy z dostępnymi konkretnymi modelami możemy stworzyć wyjątkową kombinację, która mocno ubarwi nasze brzmienie. Stack to co najmniej dwa talerze, złożone ze sobą tak, że stykają się dużą powierzchnią i tym samym wzajemnie oddziałują (w odróżnieniu np. od czasami nakładanych splashy na główki crashy lub zil-belów, jak to robi chociażby Dali Mraz). Do tego są one w pozycji nieruchomej w odróżnieniu od hi-hatu, ponieważ zdarzają się stacki złożone do siebie wnętrzami (jak hi-hat), ale dominują stacki nakładane na siebie, jeden na drugi. W wersjach rozszerzonych występuje więcej blach w różnych układach. Dodatkowo składowe blachy stacków mają bardzo często różne rozmiary, chociaż nie muszą. To tyle w kwestii tego, o czym będziemy mówić. Jeżeli ktoś się z tym nie zgadza, zawsze może napisać do redakcji lub stworzyć grzmiący post na Facebooku.

I. PRZEZNACZENIE
czyli po co komu blaszana kanapka?

Jak już wspomnieliśmy naszym celem jest ubarwienie brzmienia zestawu. Tym samym musimy zastanowić się, jaka jest rola tego osobliwego instrumentu. Możemy z niego korzystać jako z pojedynczego akcentu w stylu blachy crash czy china, tylko, że zdecydowanie szybciej wybrzmiewającego. Możemy pruć na nim szybkie akcenty lepiej niż na splash, który musi zawsze odrobinę „odetchnąć”. Możemy też korzystać z nich jako blach rytmicznych, gdzie dodamy więcej szumu i w zależności od charakteru stacka więcej ciepła, jasności lub mroczności.To także wiąże się z odpowiednim umiejscowieniem stacka na zestawie, czy będziemy z niego korzystać często czy rzadziej, szybko czy też zamaszyście.

Perkusiści tworzą stacki na daną okazję, czyli przeznaczone do konkretnego zadania np. podczas nagrywania danej partii, gdzie wymagane lub wskazane jest dane brzmienie albo też do konkretnego projektu muzycznego (spójrzcie na zestaw Pawła Dobrowolskiego - zdjęcie powyżej). Niektórzy perkusiści, którzy lubią mieć zachowany stały porządek w swoim rozstawieniu, mają stacki na stałe i zakres stylistyczny nie ma tu większego znaczenia. Takie stałe stacki ma mocno metalowy Matt Garstka i wybitnie funkowy Rick Latham. Zatem, jeżeli chodzi o zastosowanie w muzyce, wszystko jest uzależnione od naszej wyobraźni, potrzeb i odwagi. W praktyce dochodzi jeszcze aspekt merkantylny, ponieważ musimy wykorzystać minimum dwie blachy w roli jednego instrumentu, podobnie jak hi-hat. Na szczęście tutaj z pomocą przychodzi nam sam charakter takiego instrumentu, ale o tym stopniowo później.

II. STACK DLA LENIWYCH
czyli innymi słowy – gotowce.

Kiedyś, dawno temu, przyszła do redakcji sterta ekskluzywnych talerzy Meinl Byzance. Po zrobieniu kolejnych prezentacji wpadliśmy na pomysł, by łączyć je w różne wersje i zaprezentować je jako stacki (numer 11/2014). Wyszło to fajnie, ale przedstawiciel producenta spytał, po co to zrobiliśmy, przecież nikt nie będzie łączył ze sobą tak drogich blach. Odparliśmy na to prosto i szczerze: Bo się da! Idea była prosta – zachęcić do eksperymentowania i szukania nowych brzmień, bo przecież nikt nie oczekiwał, że ktoś teraz poleci do sklepu i kupi dokładnie takie blachy jak w naszej prezentacji. Nasi niemieccy koledzy nie bardzo mogli to pojąć, wolą mieć wszystko z etykietką przeznaczenia, za co ich mocno szanujemy, bo dzięki temu w katalogu Meinl mamy teraz masę świetnych stacków.

Najfajniejsze jest to, że część z nich pełni dwojaką rolę. Po pierwsze są bardzo przemyślanymi rozwiązaniami, z wyraźnymi różnicami brzmieniowymi. Stack modelu Matta Halperna i modelu Aniki Nilles mają się zupełnie nijak do siebie. Super, o to chodzi. Druga rola to… właśnie, są jedną z form promocji własnych artystów. Meinl ma w swoim katalogu stacki sygnowane, jak i gotowe konfiguracje w niższych modelach. Ale czy stack z niższego modelu jest gorszy?

Dobry stack nie musi kosztować milionów. Zasada działania tych blach nie obliguje do wsadzania tam najwyższych modeli talerzy.

Biorąc na logikę konstrukcję takiego instrumentu absolutnie nie! Przykładem jest model Thomasa Langa. Co ciekawe, podobnie jest z gotowcami w pewnej europejskiej firmie z nieco zadartym nosem. Pracownicy Paiste często nam powtarzali, że nie ma sensu wiercić dziur w talerzach i w ogóle po co składać razem blachy. Obecnie katalog Paiste ma serię PST-X, która nie dość, że ma gotowe modele, to jeszcze znajdujące się tam efekty aż proszą się o składanie. Patrząc na nie indywidualnie nie są to jakieś wyjątkowo szlachetne blaszki. O ile w kwestii gotowych stacków jest to zrozumiałe z racji ceny (wszakże to co najmniej dwie blachy jako jedna), to pojedyncze efekty także nie są wykonane techniką laserową. Najfajniejsze jest jednak to, że są to rewelacyjnie brzmiące instrumenty.

Paiste wprowadziło specjalną serię efektową, która ma gotowe stacki, ale też dobre „półprodukty” do łączenia z innymi blachami.

W przypadku katalogu Sabian nasuwa się od razu jedno mocne skojarzenie, no, może dwa. Drugie to Terry Bozzio i jego statek kosmiczny nazywany perkusją, ale to pierwsze silniejsze jest ważniejsze. Mike Portnoy i jego słynne stacki zwane Stax w trzech wersjach. Mike miał tak duży wpływ na perkusistów, że Sabian zdecydował się wprowadzić je do oficjalnej oferty i są tam od lat. Ilu młodych napaleńców zachwycało się jego szybkimi akcentami na instruktażowym video po wydaniu płyty Metropolis Pt. 2. Scenes from a Memory? Sabian ma także stacki w serii XSR i bardzo fajną kanapkę w serii SBR. Nie zapominajmy też o trzech małych modelach Chopper, bardzo specyficznych składakach o ultrakrótkim wybrzmieniu idealnym np. w muzyce elektronicznej. Można je spotkać w zestawie Igora Faleckiego.

Jeden z najsłynniejszych stacków. Ten mały gagatek Mike’a Portnoya zainspirował wielu do robienia „kanapek”.

Wreszcie ojcowie wszystkich talerzy, czyli dostojni pionierzy blacharstwa z Zildjian. Katalog Zildjian długo się bronił przed wprowadzeniem stacków, tak, jakby w firmie wciąż nie mogli ochłonąć, że zrobili dziury w talerzach EFX, a całą chwałę zebrały O-Zone Sabian albo też stwierdzono, że samemu można sobie złożyć stack i nie będą się zniżać do robienia takich zabawek. Wszystko fajnie, gdyby nie ta cena, bo niższe formuły, z których można składać stacki jakoś tak pojawiały się i znikały. Jeden model blaszki stał się na tyle popularny, że po reformie struktury blach Zildjian pozostał na placu boju. Chodzi o Trashformer z byłej serii ZXT, obecnie FX. Sam w sobie jest fajny, ale piekielnie wdzięczny jest w momencie składania go z innymi. Firma podrapała się w głowę i stwierdziła, że trzeba być na czasie i wprowadziła FX Stacks. W szerokim przedziale rozmiarów (8”-16”) wyjątkowo sprytne, na miarę firmy, z różnymi opcjami montażowymi.

Zildjian się zastanawiał, zastanawiał i wymyślił. Trzeba docenić skrupulatność firmy i chęć wyróżnienia się na tle innych, jak to „Zildek” lubi robić.

I to by było tyle. Czterech największych producentów talerzy, gdzie największy wybór gotowców oferuje Meinl. A co z blachami tureckimi? Firm jest tak dużo, że niedługo „każdy powiat będzie miał swojego Turka”, jak to mówi jeden z kolegów w branży. Coś w tym jest, ale chodzi bardziej o zwykłą ekonomię. Jednak nie ma tego złego, wręcz przeciwnie, dzięki temu możemy się wziąć za szukanie własnych brzmień.

III. STACK ATAK
czyli bierzemy się za eksperymentowanie.

Podstawowa zasada to brak zasad, jedynie odrobina zdrowego rozsądku, dotycząca sensu zastosowania stworzonego przez nas instrumentu. Co też wcale nie oznacza, że nie można powiesić sobie blach tylko po to, żeby wisiały. A niech każdy wiesza, co chce, nawet kule z dyskoteki.

Obieranie kierunku. Ważną wskazówką przy tworzeniu użytecznego stacka jest świadomość tego, że są to tzw. blachy kontekstowe, czyli są wykorzystywane z akompaniamentem lub przynajmniej w rytmie, gdzie wybrzmiewają nam inne elementy zestawu perkusyjnego. W związku z tym stack prezentowany solo, jak to często bywa w prezentacjach talerzy, może zupełnie inaczej „zagadać”, jak zagramy go w muzyce. Musimy mieć więc świadomość tego, jak i co gramy. Przy odrobinie wyobraźni nie jest to przecież jakoś specjalnie trudne. Np. stack złożony luźno z dużych blach będzie pięknie brzmiał solo z dużą dawką „piasku” i ciepłego szumu, podczas, gdy potrzebujemy akurat szybki, trzeszczący, jasny akcent, który fajnie będzie nam „żarł”.

Mark Guiliana i jego jak najbardziej w pełni użyteczna blacha. Muzyk słucha uszami, a nie oczami. Pęknięte blachy mogą być świetnymi składnikami stacków.

Łączenie. Sam techniczny skład blach także rządzi się dużą dowolnością, która ograniczana jest jedynie przez zwykłą pragmatyczność. Spokojnie możemy łączyć blachy różnych producentów, bo przecież logo firmy nie gra. Poleca się, by łączone ze sobą blachy nie przylegały idealnie do siebie, ponieważ zwyczajnie się zgaszą zamiast wnieść nowe kolory brzmieniowe. Scalanie talerzy ze sobą wymaga czasem wysiłku, ponieważ formy blach są różne, szczególnie dotyczy to główek np. podczas łączenia chinki z crashem. Na szczęście na rynku jest dostępnych coraz więcej różnych podkładek, nakładek czy też nawet dedykowanych statywów pod stacki. Siła łączenia także zależy od tego, w którą stronę zmierzamy. Można tu się pokusić, że jest to jakaś namiastka strojenia (poczujmy się chwilę ważni, bo jak ktoś coś stroi tzn. że pewnie się zna). Strona stykających się blach także uzależniona jest od naszych preferencji. Blachy złożone jak hi-hat zabrzmią szybciej i krócej, chyba, że je bardziej poluzujemy, zawiesimy pod większym kątem. Składanie blach na siebie ma jeszcze przełożenie na to, z której strony będziemy atakować stack – od zewnątrz (jak to się robi np. w crash) czy może od wewnątrz (jak zazwyczaj china).

Jakość blach. Rodzaj i jakość dobranych talerzy zazwyczaj jest efektem eksperymentowania i tutaj przypomnijmy jeszcze raz – walory brzmieniowe pojedynczej blachy nie definiują całości brzmienia stacka! Stack to składowa kilku blach, do tego nie uderzanych w pełni swobodnie, tylko stykających się ze sobą. Dlatego połączenie super drogich świetnie brzmiących crashy nie jest gwarantem uzyskania stacka, jakiego oczekujemy. Na samym początku mówiliśmy o zwiększonych kosztach z racji wielości blach w konstrukcji stacka. Właśnie ta zależność między blachami przychodzi nam tu z pomocą. W celu uzyskania oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju stacka, nie musimy korzystać z najdroższych formuł. Posuńmy się dalej. Możemy spokojnie sięgnąć po pęknięte egzemplarze, dlatego też lepiej nie pozbywać się rozbitych blach. Może ten brzęczący, wnerwiający rupieć będzie doskonałym partnerem dla tego drugiego charczącego złomu i z tego mariażu powstanie coś wybitnego?

Materiał przygotowali: Artur Baran i Staszek Piotrowski

Quiz – Kolejne zestawy do dopasowania!
1 / 12
Można grać w lewo, można grać w prawo i te rocket tomy na ramie. Taki zestaw ma oczywiście…
Dalej !