Musikmesse 2017. To wciąż targi?

Dodano: 03.11.2017

Po zeszłorocznej katastrofie czekaliśmy na konkretne ruchy w wykonaniu organizatorów niegdyś najważniejszych targów muzycznych na świecie.

O ile sektor nagłośnienia i światła wydaje się być kwitnący, to dział instrumentów muzycznych przeżywa olbrzymi kryzys. Pojawia się wiele pytań, na które trzeba niestety samemu szukać odpowiedzi, bo tegoroczna edycja nie była jednoznaczna w tej kwestii.

Poprzedni rok był wręcz dramatyczny, jeżeli chodzi o słynne Musikmesse. Z ośmiu najbardziej znanych producentów bębnów była tylko Yamaha, która zawsze prezentowała się w olbrzymim pawilonie, ale nawet i ten gigant instrumentów muzycznych skurczył swoją ekspozycję i przeniósł się na ciasne piętro. Nie było żadnego producenta blach z tzw. Wielkiej Czwórki. Atmosferę muzycznego święta bronić miała Drum Camp, czyli kiosk na środku pustej hali, gdzie odbywały się występy perkusistów. Jak było w tym roku?

PUNKT WIDZENIA

W porównaniu z rokiem 2016 tegoroczna edycja była nieco lepsza, ale trzeba sobie zadać pytanie – do czego równamy, do czego porównujemy? Do zeszłorocznej klapy, czy do czasów, gdy targi wręcz pękały w szwach od wystawców! A to przecież nie takie odległe znów czasy, bo jeszcze 5-6 lat temu naprawdę było co zwiedzać, testować, sprawdzać. Targi były targami z prawdziwego zdarzenia, bo oprócz wystawców i spraw biznesowych były też oryginalne występy i pokazy. Dlatego może nie bawmy się w porównania, które mogą nieco manipulować obraz (czego strasznie się obawiamy w niektórych relacjach) i po prostu posłużmy się faktami.

Z firm, które mają wpływ na kształt i formę rynku, mieliśmy poważne stoiska z talerzami i perkusjonaliami Meinl, bębnami Tama, mocno średnie Sonor, symboliczne wręcz Remo oraz kilka firm talerzowych, głównie tureckich, których produkty tu i ówdzie można znaleźć w Polsce, jak np. Istanbul Mehmet, T-Cymbals czy Turkish. Do tego kilka marek, znanych rodzimym perkusistom, jak np. Bosphorus lub Soultone. Możliwe, że ta druga marka, zarządzana przez amerykańskie biuro, wreszcie wróci na nasz rynek. Ponadto kilka raczkujących firemek, które poczuły, że „w królestwie ślepców – jednooki królem”, no i oczywiście wspomniana Yamaha w wersji okrojonej.

Nie oznacza to jednak, że nie było reprezentantów największych firm, o nie. Piętro wyżej, w ciszy i spokoju, w typowych korporacyjnych boksach toczyły się poważne biznesowe rozmowy. To wszystko miało miejsce w ostatnim pawilonie targów, przed którym stał ochoczo samochód Meinl, zapraszając na tegoroczny festiwal. Co w związku z tym miało przyciągnąć publiczność, która miała kupić bilety i z uśmiechem zwiedzać tę muzyczną plażę? Organizatorzy wymyślili Drum Camp!

PERKUSYJNY KIOSK

W zeszłym roku organizatorzy ratowali się perkusyjnym kioskiem (taki o pojemności ok. 50-60 osób), gdzie według sztywno pilnowanego grafiku odbywały się solowe występy perkusistów. Pomysł wypalił i w tym roku Targi ponownie zdecydowały się na ten ruch. Nie ulega wątpliwości, że miało to też wpływ na obecność ekip Meinl i Sonor, które lubią mieć wszystko pod kontrolą. Kto gościł w tym roku? Chris Coleman, Jost Nickel, Alex Landenburg, Will Hunt, Michael Schack, Karl Brazil, Anika Nilles, Veronika Lukesova, Marcel Van Cleef, a poza kioskiem pojawił się Mike Johnston (a zupełnie niezależnie od tej inicjatywy był jeszcze Rick Latham).

Trzeba przyznać, że zestaw całkiem przyjemny, różnorodny, kolorowy i bardzo ciekawy. Warto zaznaczyć, że wszystkie zestawy perkusyjne ustawione były w galerii, co jeszcze bardziej cieszyło oko. Występy były rozciągnięte na cały dzień i każdy z muzyków grał krótki pokaz, zakończony oczywiście sesją fotek i autografów. Wniosek jest więc bardzo prosty, Targi Musikmesse przerodziły nam się po prostu w Festiwal Musikmesse, bo ekipa gitarzystów miała podobnie zorganizowany Gitarowy Kiosk. Z jednej strony jest to na pewno fajna rzecz, ale z drugiej ciężko jednoznacznie przyznać, czy warto zasuwać tysiąc kilometrów z polskim portfelem, by zobaczyć kilku artystów… Przecież w Polsce mamy bardzo dużo warsztatów i pokazów wielkich muzyków, do tego Meinl Festival już niedługo, a tam koszt uczestniczenia w super imprezie będzie znacznie mniejszy. Ocenę pozostawiamy każdemu indywidualnie.

NAGRODY

Jak co roku wręczono prestiżowe nagrody MIPA. Przedstawiciele mediów muzycznych z całego świata – zarówno klasyczna prasa, jak i portale internetowe – nominują i wybierają najlepsze produkty w swoich kategoriach. Jeżeli chodzi o Polskę byliśmy jedynymi reprezentantami świata bębnów. Mieliśmy też przyjemność dwukrotnie wchodzić na scenę, wręczając statuetki zwycięzcom, firmie Remo za Classic Fit oraz Meinl za talerze Pure Alloy. Ponadto nagrody otrzymała firma DW Drums za 45th Anniversary, ponownie Meinl – tym razem za Cajon Drumset oraz Roland za zestaw TD-50. Niestety, trzeba zwrócić uwagę, że ceremonia trwała bardzo długo i wymieszanie nagród, dotyczących instrumentów muzycznych z nagrodami branży nagłośnieniowej i oświetleniowej (o wesołej dla nas nazwie PIPA), nie jest dobrym pomysłem. Dało się wyczuć zniecierpliwienie, co szkodzi randze nagrody, która przez lata urosła bardzo wysoko.

PODSUMOWANIE

Relacje pokazujące artystów, zdjęcia jednego zestawu i kilku ujęć mogą tworzyć wrażenie wielkiej imprezy o powalającym sukcesie i rozmachu. Nie ma tu jednak porównania do styczniowego NAMM, nawet w najmniejszym calu. Ktoś, kto był pierwszy raz, będzie pewnie pod wrażeniem z tego względu, że w Polsce nie ma nawet najmniejszej namiastki spotkania perkusyjnego, gdzie byłyby wystawione instrumenty w liczbie większej niż to, co mamy w rodzimych sklepach. Wszyscy ci, którzy mieli możliwość odwiedzenia targów przed rokiem 2016, byli po prostu potwornie zawiedzeni, bo wydawało się, że zeszłoroczna klapa zmieni nastawienie organizatora i w tym roku poświęci nieco celem zwiększenia atrakcyjności – zgodnie z zasadą „więcej za mniej”.

Możliwe, że coś ruszy w przyszłym roku, nie jest to jednak sygnał od ekipy organizacyjnej, tylko od samych firm. Kilku przedstawicieli powiedziało jasno, że są głodni dobrych targów muzycznych o tej porze roku w tej części świata. Ponadto ludzie już mają powoli dość klepania w komputery i prezentacje na YouTube, tylko chcą osobiście poobcować w towarzystwie nowych instrumentów. Chęci chęciami a koszty kosztami, więc proza życia może zniweczyć wszelkie plany. Zobaczymy, co przyniesie jutro. My w sumie i tak mamy dość blisko, więc nie musimy się decydować już w tym roku na wizytę na Musikmesse 2018.

Przygotowali: Artur Baran i Maciej Nowak