Mariusz Mocarski i rumuński rynek perkusyjny

Dodano: 04.04.2018

Mariusz Mocarski kolejny raz ruszył poza granice naszego kraju. Tym razem udał się do Rumunii, by prezentować tam sprzęt Rolanda. Mieliśmy wielką przyjemność towarzyszyć mu w tej wyprawie, dzięki czemu mogliśmy podejrzeć, jak wygląda miejscowa scena perkusyjna.

Mariusz jest jednym z nielicznych perkusistów, o ile nie jedynym, którego aktywność nie ogranicza się tylko do terenu Polski. Owszem, są bębniarze, którzy jeżdżą w trasy, jak np. Artur Malik czy nasi metalowcy z Inferno i Darayem na czele, ale są to występy z zespołami. Brakuje za to muzyków, którzy jeździliby z solowymi pokazami. Mamy sporo bębniarzy z Węgier, silną falę pałkerów z Czech, a Polacy? Najwyraźniej jest tak dobrze na naszym rynku pracy dla perkusistów, że nikt nie czuje potrzeby szlifowania języka i jeżdżenia w trasę po Europie. Mariusz robi to przy okazji firmy Roland i zapewne ktoś mógłby teraz powiedzieć: „A, bo to z Rolanda”. Nie do końca jest to tak proste. Firma ma takich muzyków, jak Dirk Brand, Michael Schack lub Craig Blundell, więc spokojnie któryś z nich mógłby pojechać promować sprzęt japońskiego giganta. Mariusz na swoją pozycję zapracował ciężko harując i spędzając godziny w podróżach z miejsca na miejsce. Czy to mała mieścina, czy to duży festiwal - „Mocarz” był i jest zawsze gotowy. Nikt z Rolanda nie przyszedł do niego i nie prosił na kolanach, by promować markę. Czasami mamy jednak takie wrażenie, że sporo bębniarzy, szczególnie jazzowych, liczy na to, że ktoś będzie pukał do ich drzwi.

Mariusz miał do zagrania pokaz w jednym ze sklepów stolicy Rumunii. Nasza misja obejmowała dwa punkty: 1) towarzyszyć i obserwować działania naszego perkusisty; 2) sprawdzić sytuację rynku perkusyjnego w Rumunii. Bukareszt, który jest bezwzględnie najbardziej zaludnionym miastem Rumunii (drugi Cluj jest aż 5,5 razy mniejszy!), jest idealnym miejscem do dokonania porównania i odpowiedzi na pytanie, jak wypada polski rynek perkusyjny na tym tle, ponieważ czasami zapominamy o tym, gdzie byliśmy i nie doceniamy tego, co osiągnęliśmy. Tym bardziej, że Rumunia reprezentuje ten sam blok europejskich krajów postkomunistycznych, co my i w tej grupie jest drugim po Polsce najludniejszym krajem w Unii.

Już na samym początku widać było, że pozycje rynków obu krajów są zdecydowanie dalekie od siebie. Nie ma czegoś takiego jak sklepy perkusyjne tylko ogólnomuzyczne. Asortyment jest ubogi i widać z jaką firmą właściciel najlepiej się dogaduje. W największym rumuńskim sklepie było pełno talerzy Zildjian, wyłącznie Zildjian! I cały zastęp elektronicznych bębnów Yamaha, wyłącznie Yamaha. W kolejnym znaczącym punkcie prym wiódł wyłącznie sprzęt Meinl, chociaż bardziej skierowany do koneserów, ponieważ były tam talerze, jakich dawno firma już nie produkuje. Miejsce, gdzie grał Mariusz, ograniczało się do gitar i jakichś śladowych ilości sprzętu perkusyjnego. Inne miejsca nie miały sprzętu perkusyjnego w ogóle! Po sprawdzeniu kilku sklepów wnioski nasunęły się jasne. Każdy z polskich bębniarzy powyżej 35 lat od razu przypomni sobie polskie sklepy z pierwszej połowy lat 90 (dawne CHPM, obecnie Riff). Niepełny asortyment i brak pomysłu na zaproponowanie klientowi instrumentów.

Występ Mariusza obejmował prezentacje zestawu TD-11KV oraz nowych niesamowicie ciekawych SPD-One. Mariusz prezentował sprzęt pewnie i wszystko opierał na przykładach muzycznych. Służył też pomocą merytoryczną dla ekipy sklepu i przeprowadził szkolenie dla jednego z czołowych rumuńskich zespołów z obsługi modułu TD-50. Wszystko to obserwowało się bardzo przyjemnie. Można? Można! Nie ma wątpliwości co do wspaniałej gościnności Rumunów i w tym temacie jesteśmy bardzo podobni, jednak pod kątem dostępu do instrumentów jesteśmy dwie dekady do przodu. Nie chodzi tu o jakieś dowartościowanie się kosztem słabszego. Zawsze staramy się równać do silniejszego (Niemcy, Anglia) i często stosujemy porównania, które bywają dla nas bolesne, dlatego chodzi tu o to, by docenić, co już osiągnęliśmy i jak długą drogę przeszliśmy przez ostatnie 25 lat. Mamy 6 specjalistycznych sklepów stricte perkusyjnych i wiele sklepów ogólnomuzycznych ze świetnymi działami perkusyjnymi. Cały zestaw festiwali, pokazów i warsztatów, magazyn perkusyjny, internetowe strony perkusyjne, fora Facebook, które pękają od informacji. Przydałoby się więcej naszych nazwisk za granicą tak, jak właśnie robi to Mariusz Mocarski.

Serdeczne podziękowania dla firmy Roland.