Stephan Maass

Dodano: 28.02.2019
Autor: Wojtek Andrzejewski

Dał się poznać jako świetny i bardzo pogodny edukator podczas warsztatów cajonowych na Meinl Drum Festival 2018. Perkusjonista zespołu Colin Towns Mask, profesor perkusji w Anton Bruckner Privatuniversität.

Pełna biografia Stephana Maassa może być marzeniem wielu muzyków. Brał udział w ponad 700 różnych sesjach – zarówno telewizyjnych, jak i kinowych oraz nagraniowych, jakie realizował dla największych wytwórni światowego rynku muzycznego. Szczególnie ukochał sobie cajon, ale w pracy nie gardzi też brzmieniami egzotycznymi tj. kołpak od starego volkswagena z lat 70., który jest stałym elementem jego zestawu. Jakie rady ma dla was? Czego słuchał i czego warto słuchać? Jakich błędów unikać? – o tym wszystkim profesor Maass opowiada „Perkusjoniście”.

Wojtek Andrzejewski: Przeglądam twoją stronę na Facebooku i z wypiekami oglądam zdjęcia, które wstawiasz przed różnymi występami. Zastanawiam się, czy wiesz, z ilu instrumentów składa się twój cudny zestaw, którego za każdym razem ci zazdroszczę (śmiech)? Policzyłeś to kiedyś?

Stephan Maass: Nie, nigdy nie policzyłem moich instrumentów (śmiech). A w domu jest ich jeszcze więcej (śmiech). Mam zestaw podstawowy, którego lubię używać. Są to zazwyczaj dwa lub trzy bębny conga, bongosy, djembe, 16-calowy surdo i stół perkusyjny. Ponadto różne talerze, dzwonki, crasher, shaker, tamburyn, efekty... Skład zestawu zawsze zależy od produkcji, którą aktualnie realizuję. Standardowy zestaw, którym się posługuję, można zobaczyć na moich najnowszych filmach z Meinl. Nie znam dokładnej liczby instrumentów, ale te, które mam w domu, mają swoją historię. Pamiętam, jakie produkcje z nimi grałem.

 

 

Jakiego instrumentu jeszcze nie masz? O jakim marzysz?

W mojej kolekcji wciąż brakuje mi fantastycznego Waterphone... Z pewnością jest jeszcze wiele innych instrumentów do odkrycia. Zawsze staram się w swojej pracy szukać nowych dźwięków, niecodziennych dźwięków. Dobrym tego przykładem jest kołpak od VW z lat 70., który na stałe sprawdza się świetnie w moim zestawie percussion.

Masz ogromne doświadczenie sesyjne, sceniczne i edukacyjne. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z perkusją i muzyką?

Zacząłem grać tylko na perkusji, gdy miałem 14 lat, ale to trwało tylko pół roku. W tamtym czasie w mojej szkole był zespół, w którym bardzo chciałem grać, ale mieli już perkusistę. Zaproponowali grę na instrumentach percussion. Wtedy nawet nie wiedziałem za bardzo, o co chodzi, poprosiłem nauczyciela o pomoc, a potem kupiłem congę. Tak to wszystko się zaczęło i stawało się dla mnie coraz ciekawsze. W wieku 16 lat nagrałem swój pierwszy album, a po szkole stanąłem przed decyzją, co zrobić, by zarobić na życie. Ponieważ grałem na studiach w Monachium, postanowiłem spróbować grać zawodowo. Praca muzyka pogłębiała moją praktykę w studiach. Od tego czasu pracuję jako profesjonalny muzyk.

Na jakim instrumencie perkusyjnym uczyłeś się grać najdłużej? Z jakim nie miałeś problemów? I czy w ogóle można powiedzieć, że temat poznawania instrumentu może być skończony w czasie?

Moim pierwszym instrumentem był bęben conga. Pracowałem na nim bardzo dużo. Kolejne instrumenty pojawiały się stopniowo, ponieważ w tym czasie nie miałem wystarczająco dużo pieniędzy, żeby od razu kupić wszystko, na czym chciałbym grać. Po bębnach conga pojawiły się bongosy, timbalesy, małe instrumenty percussion. W połowie lat dziewięćdziesiątych wszedłem w posiadanie pierwszego cajona, który w owym czasie był jeszcze zupełnie nieznany, ale już wtedy całkowicie niezwykły. Naprawdę spodobał mi się od samego początku. Każdy instrument wymaga czasu, aby nauczyć się posiadania bazy, pewnych podstaw, co często bywa trudniejsze od zdobycia instrumentu. Nauka nigdy się nie kończy i zawsze jest coś nowego do odkrycia. Ponadto ważne jest nie tylko poznanie aspektu technicznego, ale także aspektu estetycznego tj. gdzie i w jaki sposób, jaki instrument się angażuje. Zwłaszcza poza tradycyjnymi sposobami grania, takimi jak muzyka elektroniczna...

Jacy artyści inspirowali cię do grania?

Zawsze słuchałem dużo muzyki i nadal to robię. Dla mnie świetną inspiracją na początku mojej muzycznej drogi okazał się album koncertowy Joni Mitchell, Shadows and Light, a Don Alias grał na tym albumie genialnie. Airto, Manolo Badrena, Alex Acuna, Mino Cinelu i wielu innych perkusistów zainspirowało mnie do pracy. Ale oczywiście także inni instrumentaliści jak Lyle Mays - pianista Pata Metheny. Jego pierwszy album od 1985 wywarł ogromny wpływ na mnie (z Nana Vasconcelos na perkusji), jak i krążki Milesa Davisa, Pink Floyd i wielu innych muzyków.

Który instrument przeniknął w twoje serce najgłębiej?

Uwielbiam wszystkie instrumenty, ale myślę, że cajon ma w sobie coś specjalnego. Całkowicie mnie zafascynował. Podobnie shaker i tamburyn. Uwielbiam wszystkie instrumenty... (śmiech)

Z perkusistami, perkusjonistami, lubię rozmawiać o tym, czym jest groove. Jaka jest twoja definicja groove'u? Co dla ciebie jest najważniejszym jego elementem?

Groove jest czymś bardzo osobistym. Jest osobistym zdaniem, wypowiedzią muzyka. Musi być dobrze wyczuwalny. Być równowagą pomiędzy napięciem i relaksem. Dźwięk jest ważny, uczucie długości i wykończenia, frazowanie i oczywiście zdolność do powtarzania tego. To nie to samo, co klik. Klik jest przewodnikiem, a to, co grasz na kliku, nie powinno brzmieć sztywno.

Jesteś w rodzinie endorserów Meinla. Kiedy zaprzyjaźniłeś się z firmą? Jak układa się wasza współpraca?

Z firmą Meinl jestem związany od 1997 roku. Moja współpraca rozpoczęła się, gdy mieszkałem w Austrii. Polecono mi tę markę. Omówiliśmy szczegóły i od tego czasu pracujemy razem. Nasza współpraca polega na wzajemnym wspieraniu się. Od tego czasu wiele tematów bardzo konstruktywnie nam się rozwinęło. Pojawiło się wiele nowych, wspaniałych instrumentów, które razem udoskonalamy. Pracujemy nad brzmieniami od 21 lat i doceniam przyjazną, rodzinną atmosferę tej firmy i jej lojalność. A instrumenty są absolutnie najlepsze!

 

 

Czy kiedykolwiek pracowałeś z muzykiem z Polski?

Tak, dużo grałem z Vladislavem Sendeckim, pianistą. Myślę, że poznaliśmy się w 1996 roku w zespole Harry’ego Sokala, saksofonisty z Wiednia. To był bardzo fajny zespół, w którym grał też Gerald Veasley na basie i Jojo Mayer na perkusji. Później graliśmy razem w big bandzie NDR lub w jego projekcie „Roots” z Markiem Balatą.

Jesteś jednym z najlepszych nauczycieli perkusji w Europie. Organizujesz wiele klinik i warsztatów. Zastanawiam się, z czym miałeś problemy jako student, i z jakimi problemami dzisiaj borykasz się z uczniami?

Kiedy nauczam, to zawsze jest to proces uczenia się także dla mnie. Każdy uczeń jest inny. Kiedy zaczynałem, prawie nie było nauczycieli w tej dziedzinie. Wiele się nauczyłem, słuchając płyt i czasami chodziłem do nauczyciela. Fakt, że wiedza na temat percussion nie była w tamtych latach tak łatwo dostępna, jak dziś, sprawił, że z jednej strony edukacja przebiegała znacznie wolniej, z drugiej jednak możliwe, że pozwoliło mi to rozwinąć coś własnego, własny styl, własny dźwięk. W dzisiejszych czasach wszystko jest globalne. Internet zapewnia dostęp do wszystkiego, w każdej chwili. Oczywiście, jest to zasadniczo pozytywne, ale problemem dla wielu jest dziś prawdopodobnie znalezienie własnej drogi. Z pewnością dobry nauczyciel może pomóc, ponieważ pomimo wszystkich technik, które można zdobyć, główną przeszkodą pozostaje przeniesienie ich do muzyki, a doświadczony nauczyciel w tej kwestii będzie najbardziej pomocny.

Uczestniczyłem w twoich warsztatach cajonowych podczas Meinl Percussion Festival 2018. Jak oceniasz poziom uczestników tych zajęć? Jak oceniasz organizację tego festiwalu?

Myślę, że najważniejszą rzeczą w warsztatach było to, że każdy mógł zmierzyć się z tym instrumentem i dobrze się bawić, a jako nauczyciele (Juan Carlos Melian i ja) przedstawiliśmy przegląd możliwości tego instrumentu. Oczywiście zawsze jest to wyzwanie, z pewnością możesz pogłębić coś i w klasie mistrzowskiej. Jak na pierwszą edycję tego festiwalu, organizacja była świetna.

Pamiętasz jakieś zabawne, nietypowe wydarzenie w twojej karierze, które szczególnie zapamiętałeś i które mogłoby być przestrogą, lekcją dla naszych czytelników?

Perkusjonisto! Zadbaj o swój biznes i skoncentruj się podczas pakowania sprzętu! Zwłaszcza przy tak wielu małych instrumentach może okazać się, że zapominasz o jednym, i jeśli zauważysz to tuż przed kawałkiem, w którym akurat go potrzebujesz, możesz być przez to bardzo nerwowy... (śmiech). No, ale zawsze trzeba jakoś wtedy improwizować (śmiech)

Jaka płyta i jaki artysta aktualnie cię inspiruje?

Słucham dużo muzyki klasycznej, ale także muzyki elektronicznej. Zwłaszcza w muzyce elektronicznej jest często dużo inspiracji dla mnie jako perkusjonisty. Bardzo lubię słuchać zespołu Gogo Penguin. Inspiruje mnie Andra Day, Jon Hopkins. Dookoła jest tyle inspiracji...

Jak wiele czasu poświęcasz swojemu warsztatowi? Czy ćwiczysz codziennie? Jak wygląda twój system pracy? Jak dużo pracujesz? Czy poleciłbyś polskim czytelnikom jakiś konkretny schemat pracy z instrumentarium?

Staram się pracować z brzmieniami każdego dnia. Ale oczywiście zależy to od sytuacji w pracy, są dni, w których uczę, przygotowuję się do koncertów, do warsztatów, nagrań. Mam też obowiązki typowo biurowe. Ale zdecydowanie dobrze jest mieć swój podstawowy, żelazny program. A więc rudimenty, koordynacja itp. W każdym razie bardzo pomocne jest nagrywanie siebie tak często, jak to możliwe i uzyskiwanie większej kontroli nad tym, co się ćwiczy.

Jakie wymagania stawia rynek muzyczny przed perkusjonistami? Jakie cechy powinien mieć muzyk grający na instrumentach percussion, żeby mówiąc najprościej – miał robotę w branży?

Bezdyskusyjnie, musisz grać dobrze, mieć dobry time, radzić sobie z dźwiękami. Należy być otwartym na wiele różnych stylów, a także analizować, jaką rolę odgrywa gra perkusyjna. Trzeba być otwartym. Trzeba umieć czytać nuty, by wiedzieć, jaką masz funkcję w muzyce. Myślę jednak, że ważne jest, aby być rzetelnym, przygotowanym i nie zaszkodzi być przy tym po prostu miłym... (śmiech)

Jakie wyzwania stoją przed tobą w 2019 roku? Za co mamy z kolegami w Polsce trzymać kciuki?

Gram, uczę, produkuję. To spektrum zawsze stwarza nowe wyzwania, ale zmiany w Europie będą największym wyzwaniem. Zwłaszcza dla nas, pracowników kultury. Myślę, że powinniśmy lepiej wspierać się nawzajem. Wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi...

 

 

Fot. arch. Meinl
www.maassmusic.com