stdClass Object
(
    [id] => 4191
    [categories_id] => 2002
    [categories_type_id] => 1511
    [catalog_firm_id] => 0
    [ulubionykiosk_id] => 3254
    [users_last_edit_id] => 770
    [assets_id] => 
    [name] => J.Leiva Polmuz P-CAJ-M1R
    [alias] => j-leiva-polmuz-p-caj-m1r
    [introtext] => 

Nie ukrywam, że zelektryzowała mnie wieść o reaktywacji marki „Polmuz” – w kwestii zestawów perkusyjnych, hardware’u i cajonów.

[fulltext] =>

Natychmiast dopadło mnie wspomnienie brzmienia mojej pierwszej centrali z lat 80, które było tożsame z kartonem po telewizorze z Pewexu. Czy cajon będzie brzmiał jak pudełko po butach? Na szczęście ten czas już przeminął i dzięki nowoczesnym formom marketingu można zrobić fajną, udaną reaktywację marki „Polmuz”. Czerwony karmniczek, jaki przysłali do mnie zapaleńcy z Drum Store, tuż po wyjęciu z pudełka, zrobił na mnie zaskakująco dobre wrażenie.

Kilka miesięcy temu, gdy jasne stały się plany związane z marką „Polmuz” – zarówno w kwestii bębnów, jak i cajonów, zakładałem, że za cajon ten trzeba będzie zapłacić około 700 złotych. Wiadomo, „nostalgia biznes” ma się dobrze. Zacząłem więc chomikować fundusze na ten cel. Jakże miłym zaskoczeniem była kwota 398 zł. Gdy kurier przyniósł paczkę, rozrywając karton zębami i drżącymi rękoma, myślałem: „No tak, zmniejszyli koszty, więc w środku pewnie paździerz…”. Przeczył temu trochę logotyp J.Leiva na rozszarpywanym przez krwawiące już dziąsła kartonie. Hiszpański producent znany jest z tego, że wypuszcza na rynek bardzo przyzwoitej jakości instrumenty, na które nie trzeba brać kredytów hipotecznych, a które wyglądają i brzmią całkiem ciekawie. I tak właśnie jest z Polmuzem P-CAJ-M1R. Wygląda i brzmi dobrze, bo to jest J.Leiva, a nie uroczy wyrób instrumentopodobny z czasów, do jakich nawiązuje kolor skrzynki i logo.

Jest ciężki, bo zbudowany z prasowanej pod wysokim ciśnieniem płyty MDF. Bo musiało być taniej. Za to z frontu jest na bogato, tapa wycięta została z rosyjskiej brzozy. Jest to – jak wiadomo – twarde drewno, wyróżniające się świetnymi właściwościami akustycznymi. Tapa jest stosunkowo gruba – 3 mm i całkiem ciekawie reaguje brzmieniowo na delikatne granie palcami, jak i mocne uderzenia dłońmi. Do ścian korpusu, którego grubość producent wskazuje jako 10 mm, płytę przymocowano 22 śrubami, którymi możemy podstrajać brzmienie instrumentu. Pomocny w tym będzie zwykły śrubokręt krzyżakowy. Ale za strój bębna w istocie odpowiada system D.T.S. (Direct Tuning System), z którego znane są cajony J.Leiva. Służy do tego pokrętło umieszczone pod otworem rezonansowym, którym regulujemy naciąg gitarowej struny. Jedynej struny, w dwóch pionowych rzędach. I to jest, niestety, największa i zarazem jedyna wada tego cajona…

Jako praktyk nieprzyjemnej sytuacji, polegającej na pęknięciu struny podczas pewnego urokliwego występu, który improwizowałem na tanim Cajonie, zachęcam kolegów i koleżanki, używające modelu z jedną struną, do zainwestowania w choć jedną sprężynę cajonową i dwie pinezki. Tapa cajonu Polmuza nie jest bowiem bezpośrednio przykręcona do płyty MDF, lecz do wewnętrznej ramki, do której w razie awarii struny można będzie w razie czego z powodzeniem przymocować „na szybko” werblowe sprężyny. System D.T.S., jak zauważyłem, jest jednak bezpieczny i nie pozwala (trzeźwemu) użytkownikowi na świadome zerwanie struny. Ale – jak wiadomo – dla chcącego nic trudnego… D.T.S. dostosowuje się – w mniej lub bardziej przewidziany sposób – do stylu grania. Zauważyłem, że po bardzo mocnych uderzeniach w tapę, między utworami, warto kontrolować wcześniej ustawione napięcie sprężyny. Strój troszeczkę popuszcza z tonu, przez co struna zdaje się być bezpieczna, a jej usterka – raczej hipotetyczna.

Brzmienie instrumentu jest naprawdę bardzo ciekawe. Nie spodziewałem się, że dźwięk werbla będzie tak klarowny i zarazem bardzo spójny z basem, którego w tym instrumencie projekcja jest wyjątkowo zaskakująco głęboka. Struna, nawet na najniższym stroju, nie szura bezwiednie po tapie. Jest od niej po prostu odsunięta w dolnej części cajona, za to zawsze obecna w górnej części tapy, z klarownym brzmieniem werbla. Bas urzeka. Zwłaszcza po maksymalnym opuszczeniu napięcia struny. I choć jest to instrument wykonany z taniej sklejki MDF, to brzmi on naprawdę zacnie. Producent i dystrybutor deklarują, że korpus został zaimpregnowany i jest odporny na wilgoć. Potwierdzałoby to jego wagę, bo ten karmnik do lekkich, niestety, nie należy.

Hiszpańska J.Leiva ma najwyraźniej wysokiej klasy lakiernię. Płomienną czerwień nostalgii Polmuza położono najprawdopodobniej proszkowo. Lakier jest matowy, bardzo jaskrawy i świetnie prezentuje się na scenie czy w loftowych przestrzeniach starej łódzkiej fabryki, w której spotykają się cajonerzy z Lodz Cajon Collective. Instrument nie tylko świetnie brzmi, ale tak też wygląda i najważniejsze – tak samo kosztuje. 398 złotych to – biorąc wyżej wymienione cechy Polmuza – bardzo niewygodna cena dla konkurencji obecnej na rynku, która instrumenty z tego segmentu, droższe o kilkadziesiąt złotych i też wykonane z płyty MDF, oferuje ze sprężyną, a nie ze strojem strunowym. Jest to obecnie najlepiej brzmiący i wykonany cajon strunowy w tym budżecie.

P.S. Z ostatniej chwili! Niestety cena skoczyła do 566 zł, ale to i tak niezły stosunek jakości do ceny.

Sprzęt do testu dostarczył sklep Drum Store Gdynia

[price] => 0.00 [price_old] => [meta_title] => [meta_description] => [meta_data] => [published] => 1 [date_modified] => 2019-07-23 09:57:06 [date_created] => 2019-07-23 09:44:46 [date_publish] => 2019-07-23 09:44:46 [date_publish_down] => 0000-00-00 00:00:00 [hits] => 0 [checked_out] => 0 [checked_out_time] => 0000-00-00 00:00:00 [ceneo_phrase] => [firm_name] => [firmId] => [firmAlias] => [firmWww] => [categoryTitle] => Perkusjonalia [link] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia/4191-j-leiva-polmuz-p-caj-m1r [linkCategory] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia )

J.Leiva Polmuz P-CAJ-M1R

Dodano: 23.07.2019
Rodzaj sprzętu: Perkusjonalia
Wojtek Andrzejewski

Nie ukrywam, że zelektryzowała mnie wieść o reaktywacji marki „Polmuz” – w kwestii zestawów perkusyjnych, hardware’u i cajonów.

Natychmiast dopadło mnie wspomnienie brzmienia mojej pierwszej centrali z lat 80, które było tożsame z kartonem po telewizorze z Pewexu. Czy cajon będzie brzmiał jak pudełko po butach? Na szczęście ten czas już przeminął i dzięki nowoczesnym formom marketingu można zrobić fajną, udaną reaktywację marki „Polmuz”. Czerwony karmniczek, jaki przysłali do mnie zapaleńcy z Drum Store, tuż po wyjęciu z pudełka, zrobił na mnie zaskakująco dobre wrażenie.

Kilka miesięcy temu, gdy jasne stały się plany związane z marką „Polmuz” – zarówno w kwestii bębnów, jak i cajonów, zakładałem, że za cajon ten trzeba będzie zapłacić około 700 złotych. Wiadomo, „nostalgia biznes” ma się dobrze. Zacząłem więc chomikować fundusze na ten cel. Jakże miłym zaskoczeniem była kwota 398 zł. Gdy kurier przyniósł paczkę, rozrywając karton zębami i drżącymi rękoma, myślałem: „No tak, zmniejszyli koszty, więc w środku pewnie paździerz…”. Przeczył temu trochę logotyp J.Leiva na rozszarpywanym przez krwawiące już dziąsła kartonie. Hiszpański producent znany jest z tego, że wypuszcza na rynek bardzo przyzwoitej jakości instrumenty, na które nie trzeba brać kredytów hipotecznych, a które wyglądają i brzmią całkiem ciekawie. I tak właśnie jest z Polmuzem P-CAJ-M1R. Wygląda i brzmi dobrze, bo to jest J.Leiva, a nie uroczy wyrób instrumentopodobny z czasów, do jakich nawiązuje kolor skrzynki i logo.

Jest ciężki, bo zbudowany z prasowanej pod wysokim ciśnieniem płyty MDF. Bo musiało być taniej. Za to z frontu jest na bogato, tapa wycięta została z rosyjskiej brzozy. Jest to – jak wiadomo – twarde drewno, wyróżniające się świetnymi właściwościami akustycznymi. Tapa jest stosunkowo gruba – 3 mm i całkiem ciekawie reaguje brzmieniowo na delikatne granie palcami, jak i mocne uderzenia dłońmi. Do ścian korpusu, którego grubość producent wskazuje jako 10 mm, płytę przymocowano 22 śrubami, którymi możemy podstrajać brzmienie instrumentu. Pomocny w tym będzie zwykły śrubokręt krzyżakowy. Ale za strój bębna w istocie odpowiada system D.T.S. (Direct Tuning System), z którego znane są cajony J.Leiva. Służy do tego pokrętło umieszczone pod otworem rezonansowym, którym regulujemy naciąg gitarowej struny. Jedynej struny, w dwóch pionowych rzędach. I to jest, niestety, największa i zarazem jedyna wada tego cajona…

Jako praktyk nieprzyjemnej sytuacji, polegającej na pęknięciu struny podczas pewnego urokliwego występu, który improwizowałem na tanim Cajonie, zachęcam kolegów i koleżanki, używające modelu z jedną struną, do zainwestowania w choć jedną sprężynę cajonową i dwie pinezki. Tapa cajonu Polmuza nie jest bowiem bezpośrednio przykręcona do płyty MDF, lecz do wewnętrznej ramki, do której w razie awarii struny można będzie w razie czego z powodzeniem przymocować „na szybko” werblowe sprężyny. System D.T.S., jak zauważyłem, jest jednak bezpieczny i nie pozwala (trzeźwemu) użytkownikowi na świadome zerwanie struny. Ale – jak wiadomo – dla chcącego nic trudnego… D.T.S. dostosowuje się – w mniej lub bardziej przewidziany sposób – do stylu grania. Zauważyłem, że po bardzo mocnych uderzeniach w tapę, między utworami, warto kontrolować wcześniej ustawione napięcie sprężyny. Strój troszeczkę popuszcza z tonu, przez co struna zdaje się być bezpieczna, a jej usterka – raczej hipotetyczna.

Brzmienie instrumentu jest naprawdę bardzo ciekawe. Nie spodziewałem się, że dźwięk werbla będzie tak klarowny i zarazem bardzo spójny z basem, którego w tym instrumencie projekcja jest wyjątkowo zaskakująco głęboka. Struna, nawet na najniższym stroju, nie szura bezwiednie po tapie. Jest od niej po prostu odsunięta w dolnej części cajona, za to zawsze obecna w górnej części tapy, z klarownym brzmieniem werbla. Bas urzeka. Zwłaszcza po maksymalnym opuszczeniu napięcia struny. I choć jest to instrument wykonany z taniej sklejki MDF, to brzmi on naprawdę zacnie. Producent i dystrybutor deklarują, że korpus został zaimpregnowany i jest odporny na wilgoć. Potwierdzałoby to jego wagę, bo ten karmnik do lekkich, niestety, nie należy.

Hiszpańska J.Leiva ma najwyraźniej wysokiej klasy lakiernię. Płomienną czerwień nostalgii Polmuza położono najprawdopodobniej proszkowo. Lakier jest matowy, bardzo jaskrawy i świetnie prezentuje się na scenie czy w loftowych przestrzeniach starej łódzkiej fabryki, w której spotykają się cajonerzy z Lodz Cajon Collective. Instrument nie tylko świetnie brzmi, ale tak też wygląda i najważniejsze – tak samo kosztuje. 398 złotych to – biorąc wyżej wymienione cechy Polmuza – bardzo niewygodna cena dla konkurencji obecnej na rynku, która instrumenty z tego segmentu, droższe o kilkadziesiąt złotych i też wykonane z płyty MDF, oferuje ze sprężyną, a nie ze strojem strunowym. Jest to obecnie najlepiej brzmiący i wykonany cajon strunowy w tym budżecie.

P.S. Z ostatniej chwili! Niestety cena skoczyła do 566 zł, ale to i tak niezły stosunek jakości do ceny.

Sprzęt do testu dostarczył sklep Drum Store Gdynia