Inspiracje: Wiktoria Jakubowska

Dodano: 19.06.2020

Można życzyć powodzenia wszystkim, którzy chcą nadążyć za tą perkusistką i nie chodzi tu o tempo gry tylko ilość pomysłów jakie ma na granie i tworzenie, dlatego też można oczekiwać niebanalnej kompozycji.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Wiktoria Jakubowska

"I-10”
James Farm (2011) – James Farm

Perkusista: Eric Harland

Zainteresowałam się perkusją i jazzem w pierwszej klasie liceum, gdy chodziłam do szkoły muzycznej w Poznaniu na Solnej. Dużo czasu wtedy spędzałam z kolegami z Wydziału Jazzu, którzy zaznajomili mnie z wieloma, ciekawymi, współczesnymi artystami jazzowymi i właśnie między innymi z Joshuą Redmanem. Utwór, który najbardziej wpłynął na mój styl grania, to „I-10” kolektywnego zespołu James Farm, na który składają się Joshua Redman, Aaron Parks, Matt Penman oraz Eric Harland.

Poznanie Erica Harlanda było dla mnie pewnego rodzaju przełomem. Jego straight-eightowe granie było bardzo nowoczesne i zupełnie odjechane. Dużo nieregularnego grania, wykorzystywał nawet straight-eight w swingu – czyli przełamanie 16 na triole, co daje efekt jakby takiego poszatkowania. Co ciekawe, to straight-eightowe granie sprawia, że całość nie brzmi płynnie, ale równocześnie jest płynne... Ciężko to wytłumaczyć – tego trzeba posłuchać. Jeżeli chodzi o brzmienie, to mamy tutaj bardzo krótkie, suche blachy, ciekawe połączenia stacków i duże hi-haty, które od niego zaczerpnęłam. 16” hi-hat złożony z Zildjian FX i A Custom – od tamtej pory marzyłam właśnie o takim hi-hacie.

 

„I-10” nie jest klasycznym nagraniem jazzowym, gdzie wszyscy nagrywają na setkę, jest dość czysto i masz dużo ambientu z pomieszczenia. To jest wyprodukowany numer. Lo-fi’owe brzmienie – tak jakby założyć filtr górnoprzepustowy na większość utworu. Trochę to brzmi jakby było nagrane na telefon. Były też przestery – mega nowoczesne podejście jak dla mnie w tamtych czasach, kiedy słuchałam głównie bebopu. To był pierwszy utwór, który zaczęłam spisywać i próbowałam go grać, chociaż wtedy były to bardzo nieudolne próby. Słuchając tego utworu, można zauważyć naleciałości Jerry& The Pelican System, ponieważ od tamtego momentu, jak usłyszałam ten utwór, bardzo się inspirowałam Eric'em Harlandem, jego grą i brzmieniem. Cała ta płyta wywarła na mnie ogromne wrażenie i mocno ukierunkowała.

Skłoniło mnie to do nowoczesnego brzmienia w jazzie i posługiwania się różnymi, ciekawszymi środkami niż klasyczny zestaw perkusyjny. Udało mi się nawet pojechać na ich koncert do Gorzowa Wielkopolskiego, organizowany przez Jazz Club Pod Filarami. Był to festiwal pod nazwą Jazz Celebrations, na który zostali zaproszeni różni wspaniali artyści jazzowi zza oceanu. Pojechaliśmy całą zgrają, a mieliśmy wtedy po 16-17 lat, więc można sobie wyobrazić, jak śmiesznie wyglądała taka banda małolatów zafascynowanych jazzem. Jak przypominam sobie ten wieczór, to było takie odkrywcze! Niesamowite, aż poszłabym jeszcze raz.”

Zdjęcia: Dariusz Ptaszyński

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !