Inspiracje: Bartek „Szopix” Czerniachowski

Dodano: 30.06.2020

Grając w zespole Agnieszki Chylińskiej nie jest lekko z racji wielkiego uwielbienia artystki do bijącej mocno perkusji. Szopix musi mieć solidną bazę do takiej gry i Deftones wydaje się być bardzo odpowiednie.

Inspiracje

Każdy z muzyków czerpie inspiracje i w różny sposób przekłada je na swoją twórczość. Jedni czerpią bezpośrednie wzorce stylistyczne, inni znów tworzą własną filozofię i sposób traktowania instrumentu, a jeszcze inni dostają falę przyjemnych doznań lub dźwięki działają na nich motywująco. Jeżeli chodzi o wymienienie poszczególnych perkusistów, płyt, o zespołach już nawet nie wspominając, to sprawa jest dość prosta, mimo, że w zasadzie wszyscy nasi rozmówcy nie ograniczają się do jednej stylistyki muzycznej.

W związku z tym postanowiliśmy pójść tropem artykułu sprzed dwóch miesięcy, gdzie międzynarodowe grono artystów opowiadało nam o swoich inspiracjach na bazie jednego, jedynego utworu. Zadanie karkołomne i niezwykle trudne, szczególnie dla tych, którzy muzykę analizują z każdej strony. JEDEN UTWÓR? Najprzyjemniejszy okazał się efekt, gdzie muzycy z wielkim sentymentem cofali się do okresu wielkiej fascynacji opisywanymi nagraniami, często zahaczali o poboczne wątki, związane z okolicznościami, w których się spotkali z daną kompozycją.

Mamy nadzieję, że nasze wspaniałe różnorodne grono artystów będzie gwarantem mile spędzonego czasu i po przeczytaniu sięgniemy do nagrań, które miały tak duży wpływ na brzmienie dzisiejszej polskiej perkusji.

Bartek „Szopix” Czerniachowski

„Minerva”
Deftones (2003) – Deftones

Perkusista: Abe Cunningham

„Pierwszy raz usłyszałem „Minervę” Deftones w 2003 roku. Zdaje się, że było jeszcze wtedy MTV w swojej dobrej odsłonie i trafiłem na ich teledysk. Zupełnie mnie rozwalił – slow motion na pustyni, mnóstwo świateł – generalnie czad. To były czasy, kiedy nie robiłem jeszcze żadnych drum camów, zdaje się, że nie miałem nawet kamery. Teraz już mniej więcej wiem, o czym jest tekst, ale wtedy nie miało to dla mnie większego znaczenia. Sama muzyka zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i do dzisiaj mam ten utwór w głowie. To jest jeden z tych kawałków, który często włączam, gdy chcę sobie gdzieś spokojnie popłynąć. Może nie jest to trudny utwór, ale jest zagrany w sposób, który wywołuje u mnie niesamowite emocje. Jestem niemal pewien, że będę do niego wracał do końca życia. Jest po prostu doskonały – do tego ten obraz!

Partie perkusji są tam zagrane doskonale – ani za dużo, ani za mało – wszystko płynie tak, jak trzeba. Abe Cunningham spisał się na medal, ale nawet nie patrzę z perspektywy oceny bębniarza, ponieważ zwracam bardziej uwagę na to, jak muzyka na mnie działa jako całość. Oczywiście jestem bębniarzem, więc wsłuchiwałem się w jego grę. Słuchając „Minervy” marzyłem o tym, żeby zagrać taki kawałek. Utwór, którego ktoś będzie słuchał w taki sposób, jak ja „Minervę” właśnie.

 

Bębny w Deftones podobały mi się od zawsze. Abe ma bardzo specyficzny werbel, gra bardzo siłowo, a mimo wszystko to płynie. Do dzisiaj obserwuję ten zespół, to nie jest kapela jednego sezonu i cały czas przecież grają. Poza tym ktoś im robi kapitalne, przepiękne zdjęcia. Może już nie słucham ich tak często, ale mam do nich wielki szacunek, że grają do dzisiaj. Traktuję Abe’a jako jednego z tych kultowych bębniarzy ówczesnego nurtu w muzyce. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że był dla mnie dużą inspiracją. Ma bardzo energiczny sposób gry, co zawsze mi się podobało.

Gdy pierwszy raz trafiłem na „Minervę”, to były mniej więcej lata mojego kryzysu. Odejście ze Sweet Noise, ogólne wątpliwości co do przyszłości. Zastanawiałem się, czy nie porzucić grania całkowicie, generalnie bardzo ciężki okres. Na szczęście jakoś się z tego podniosłem i założyłem kolejny zespół, który do dzisiaj dobrze wspominam. Graliśmy muzykę podziemną, ale dzięki temu mogłem się mocno rozwinąć. Kolejnym krokiem było wejście w muzykę pop. Absolutnie nie uważam, żeby taka muzyka była gorsza, chociażby ze względu na to, ile wymaga ode mnie nauki i dyscypliny. Miałem możliwość grania z naprawdę świetnymi muzykami. Tuż przed tym wywiadem przydarzyła mi się ciekawa rzecz. Byłem w lesie i nagle mój iPhone sam z siebie odtworzył „Minervę”, co tylko mnie utwierdziło, że to jest właściwy wybór. Przechodzimy teraz ciężki okres, wiele rzeczy odbieram jako pewnego rodzaju znaki i wygląda na to, że wszystko układa się jak najbardziej w porządku – w to wierzę.”

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !