Open Minded Drum Camp 2018

Dodano: 07.11.2018

Wielodniowy obóz nauki gry na perkusji, zorganizowany przez Szymona Fortunę z udziałem Clausa Hesslera, to jedne z najlepiej zorganizowanych zajęć tego typu w tej części Europy! Dotyczy to zarówno części merytorycznej, jak też czysto logistycznej.

Różnie bywa z tego typu imprezami. Zazwyczaj idea rozmywa się i niknie z racji braku wyobraźni organizatorów w kwestii rozwoju i uatrakcyjnienia kolejnych edycji. Ileż to podobnych inicjatyw pojawiało się i znikało?! Open Minded Drumming wydaje się być wyjątkiem, co udowodniła tegoroczna edycja. Podobnie, jak rok temu, mocno skoncentrowana na wartości edukacyjnej, z dala od męczącego budowania propagandy sukcesu w social mediach, chociaż akurat w tym przypadku podstawy do chwalenia się są.

Najważniejsze jest jednak to, by uczestnicy zostali solidnie przemieleni perkusyjnie i wyszli w pełni zainspirowani do dalszych działań. Szymon Fortuna czyli organizator zajęć (przy kolosalnym wsparciu pani Justyny) opowiada o tym, jak rozwinął się Open Minded Drum Camp na przykładzie porównania tegorocznej edycji z zeszłorocznymi zmaganiami.

MIEJSCE

„Miejskie Centrum Kultury. Brzmi zwyczajnie, a często tego typu instytucje nie budzą pozytywnych skojarzeń. Dla mnie to Żywieckie Centrum jest jakieś inne. Nie tracimy czasu na zbędne dyskusje, z których nic nie wynika. Rozmawiamy na równi, proponujemy pomysły, zastanawiamy się – jak, gdzie i kiedy można je zrealizować. Wszystkie pomysły z mojej strony zawsze spotykały się z pozytywnym odbiorem i często natychmiast padały rozwiązania, jak ten dany cel można osiągnąć. Miło jest pracować z ludźmi, którzy wspierają twoją wizję.

W kontekście różnic z pierwszą edycją, świetnym przykładem była tegoroczna adaptacja akustyczna głównej sali wykładowej. To była ogromna zmiana. Lepsza akustyka = lepszy komfort pracy. Dodatkowo mogliśmy poza główną perkusją Clausa dołożyć dwa zestawy dla naszych studentów. Poza główną salą dysponowaliśmy jeszcze kilkoma mniejszymi „ćwiczeniówkami”. W sumie do dyspozycji uczestników było sześć zestawów perkusyjnych.

LUDZIE

Jeśli chodzi o uczestników – w tamtym roku przyjechali do nas perkusiści z całej Polski. Było nas 18 osób. W tym roku nasza grupa powiększyła się aż o 40%. Ponadto prawie połowa zeszłorocznych uczestników ponownie nas odwiedziła, aby kontynuować naukę. W tym roku camp stał się również wydarzeniem międzynarodowym, a to za sprawą uczestników z Niemiec, Hongkongu i Pekinu.

ZAJĘCIA

Najwięcej uwagi poświęciliśmy przygotowaniu programu edukacyjnego. Do uczenia zawsze podchodzimy z największym zaangażowaniem. Tu na pewno nic się nie zmieniło od tamtego roku. Myślę, że dzięki kilku technicznym udoskonaleniom udało nam się zrobić krok w przód, jeśli chodzi o sposób nauczania.

Znaczącą różnicą stała się ilość tematów, nad którymi postanowiliśmy pracować w tym roku. W zeszłym roku niewiele osób wiedziało o istnieniu Open Minded Drumming, a my nie znaliśmy jeszcze naszych uczestników i ich potrzeb. Przygotowaliśmy zatem wiele ważnych i różnorodnych zagadnień, przez co każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Podczas tej edycji postanowiliśmy zmniejszyć ilość tematów o połowę, każdy kolejny wywodził się z poprzedniego, zintegrowaliśmy cały program edukacyjny, aby w efekcie dostrzec namacalne rezultaty muzyczne.

Kolejnym naszym pomysłem był dodatkowy dzień, czyli zajęcia powtórkowe ze mną dla tych, co byli już w zeszłym roku i zarazem wprowadzające dla nowych uczestników. To miał być eksperyment i jak się okazało prawie wszyscy skorzystali z tej oferty.

Drugi dzień campu rozpoczęliśmy od sesji strojenia bębnów, która trwała trzy godziny. Moim zdaniem strzał w dychę! Podczas tych zajęć wspólnie z Clausem nastroiliśmy chyba piętnaście różnych bębnów i kilka werbli. Efekty były dosłownie namacalne. Poznaliśmy techniki i rozwialiśmy mity. Bębny określane jako te „z tańszej półki” nagle zaczęły żyć. Uczestnicy coś o tym już wiedzą. Ja też... Na samą myśl o tym wraca mi uśmiech na twarz i to pozytywne zaskoczenie.

Dzięki okrojeniu liczby tematów każdy dzień podzielił się na trzy części. Pierwsza, bardziej teoretyczna, czyli Masterclass. Tutaj Claus przekazywał konkretną wiedzę w formie interaktywnego wykładu, prezentacji. Następnie przechodziliśmy do ćwiczeń praktycznych, związanych z tym tematem. Ćwiczeń było mnóstwo i na pewno każdy miał czas wdrożyć się i zrozumieć podane zagadnienia. Pod koniec naszego perkusyjnego dnia przechodziliśmy do sekcji Q&A, czyli pytań naszych uczestników. Po zeszłym roku wiedzieliśmy już, jakim ogromnym zainteresowaniem cieszy się ta sekcja, więc nie pozostało nam nic tylko trochę ją wydłużyć.

ATMOSFERA

To na szczęście udało nam się utrzymać bez zmian. Otwartość, przyjazna atmosfera, wieczorne spotkania i dyskusje do późnych godzin wieczornych na żywieckim rynku. Żadne pytania nie zostały bez odpowiedzi i na pewno zrodziły się nowe przyjaźnie. Pod koniec campu byliśmy już jak jedna, zgrana rodzina. Mam nadzieję, że kolejne edycje będą się rozwijać pod różnymi względami, ale ta przyjazna atmosfera pozostanie bez zmian.”

Czy wszystkie zadania, jakie przed sobą postawiliście, zostały zrealizowane?

W teorii cel jest prosty – zorganizować warsztaty idealne. W praktyce szybko zrozumieliśmy, że nie istnieje stwierdzenie „idealny camp” w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pracując nad takim projektem kompromis jest głównym aspektem, który trzeba brać pod uwagę. Jest linkiem pomiędzy wszystkim tym, co podpowiada nam wyobraźnia jako rozwiązanie idealne a realnymi narzędziami, które rzeczywiście zadziałają i przyniosą oczekiwane efekty.

Co roku wyznaczamy sobie cele z podziałem na 3 kategorie:
1. Musi być zrealizowane.
2. Byłoby super, gdyby się udało.
3. Zróbmy eksperyment.

Punkt pierwszy musi być kompletny. Bez tego odwołalibyśmy wydarzenie. Punkt drugi jest naszym paliwem do działania. Pozwala na inspiracje, dyskusje, wizje oraz próby podjęcia ich realizacji z prostym założeniem – nie musi się udać, ale kto wie. To daje swobodę dla kreatywnego działania w oparciu o punkt pierwszy, który zapewnia spokój, że wszystko, co ma być to jest i będzie działać wedle oczekiwań. Wreszcie punkt trzeci, który bardzo lubię. „Przestańmy myśleć na chwilę, nie zastanawiajmy się nad tym, po prostu zróbmy to i zobaczymy, jak wyjdzie.” Niejednokrotnie takie eksperymenty przeradzają się w część planu z punktu pierwszego. To pozwala w praktyce zobaczyć, czy coś działa lub nie i wyciągnąć wnioski.

W tym roku oczywiście wszystkie cele z punktu pierwszego zostały zrealizowane. Dodatkowo udało nam się wykonać sporo zadań z punktu drugiego i usprawnić naszą pracę dzięki pomocom multimedialnym, dodatkowym instrumentom (tutaj ukłon w stronę Śląskiego Centrum Perkusyjnego) i np. rozbudowaniu oferty w naszym sklepie. Powodzeniem zakończyło się również kilka eksperymentów, tak, jak np. ten z dniem powtórkowym.

Nie udało nam się wdrożyć kilku udogodnień i pomocy naukowych do zajęć oraz kilku narzędzi na stronie www. To w żaden sposób nie wpłynęło na jakość wydarzenia. Myślę, że te wszystkie elementy będą systematycznie wzbogacać Open Minded Drumming w przyszłości.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z zaangażowania uczestników, z ich pomysłów i sugestii. Cieszymy się, że są otwarci i wiedzą, że eksperymentujemy, a oni chętnie udzielają nam tzw. feedback’u. Wszystko to pozytywnie wpływa na budowę czegoś, co ma w sposób profesjonalny służyć perkusiście w jego personalnym rozwoju.

Impreza zdobywa duże uznanie i mówi się o niej w środowisku. Co jest tego przyczyną? Co jest siłą tego obozu?

Maćku, czy zdobywa duże uznanie to w sumie nie wiem. Ty pewnie wiesz lepiej z racji charakteru twojej pracy, w której spotykasz na co dzień dużo więcej osób z branży perkusyjnej, mogących wspomnieć coś na ten temat. Jeśli na prawdę tak jest to bardzo mnie to cieszy, tym bardziej, że działamy dopiero od dwóch lat.

Ciężko mi odpowiedzieć, co dokładnie jest tego przyczyną, ale przypuszczam, że jest to przede wszystkim zasługa pozytywnych opinii uczestników, firm, Magazynu Perkusista czy samego Clausa. Tak mi się wydaje na ten moment. Jako idealista, mam nadzieję, że u podstawy tych wszystkich reakcji leży nasza idea, czyli plan edukacyjny, narzędzia, które pozwalają na pełnowartościowe poznanie gry na perkusji, właściwe informacje z wiarygodnego źródła, ćwiczenia i wiedza sama w sobie. To dla mnie jest największą siłą tego campu.

Podczas tych dwóch edycji myślę, że udało nam się rozwiać kilka mitów. Nie próbujemy nic tutaj wymyślać na nowo. Open Minded Drumming, przede wszystkim dzięki Clausowi, bazuje na historii i ewolucji instrumentu. Wracamy do korzeni i porządkujemy ten świat, by móc na tym budować i w rezultacie tworzyć prawdziwe innowacje, takie, które nie okażą się „kołem, które od dawna się już kręci”.

Nie mogę nie wspomnieć, że jest jeszcze jedna, najważniejsza siła, która tworzy ten camp: ludzie! Nasi uczestnicy, którzy zaufali tej idei open-minded, którzy chcą się rozwijać i inwestować w swoją przyszłość. My jesteśmy tutaj dla nich i oferujemy dobry produkt, ale większość sukcesu jest już w ich rękach.

Bardzo ważną rzeczą jest zrozumienie i odejście od komunistycznego nawyku myślenia, które w wielkim skrócie brzmi tak – „Naucz mnie”. System szkolnictwa nas delikatnie ogłupia. Jeśli chcemy się rozwijać trzeba zrozumieć jedną kwestię – nikt cię niczego nie nauczy. Nauczyć możesz się tylko sam. W przypadku campu my, a dokładniej Claus może jedynie przekazać swoją wiedzę, zaoferować pomoc, informacje i doświadczenie. Reszta zależy tylko od indywidualnej pracy. Im szybciej zrozumiemy kwestie „Naucz mnie” vs „Pokażę ci”, tym szybciej zaczniemy widzieć efekty naszej pracy.

Uczestnicy OMDC rozumieją to. Rejestrując się mają swoje oczekiwania, wyzwania, problemy, które chcą rozwiązywać. Nad tym wszystkim pracujemy wspólnie ze studentami Open Minded Drum Camp każdego roku.

Najpierw ostra praca, dalej integracja, a na samym końcu robienie selfie, zgadza się?

W wielkim skrócie: zgadza się (śmiech). Każdy, kto przybył na camp do Żywca, odebrał swój identyfikator oraz małą książeczkę informacyjną i natychmiast wiedział, co będzie się działo. W tym, jakie zajęcia i o czym, gdzie, z kim, jak długo itd. Już w trakcie pierwszego dnia powtórkowego mogliśmy stwierdzić, że plan jest skrupulatnie realizowany, więc każdy wiedział, co go czeka w kolejnych dniach. Każdy natychmiast rozpoczął intensywne ćwiczenie. Z naszej strony padły słowa przywitania oraz zachęty do przygotowania pytań, wyostrzenia umysłów i nastawienia się na intensywny trening.

Uczestników nie trzeba było do niczego namawiać, zachęcać ani zmuszać. Pojawiały się jedynie krótkie przerwy na rozprostowanie kości, złapanie oddechu, uzupełnienie kubka kawy czy herbaty. Wszyscy byliśmy zaangażowani w grę na 100%. W przerwach pomiędzy zajęciami niemalże wszystkie z sześciu zestawów perkusyjnych były oblegane i wykorzystywane do eksperymentowania ze świeżo przyswojonym materiałem. Kto nie grał – dyskutował, w zasadzie pytania się nie kończyły, a dyskusje tylko przechodziły z jednej w drugą.

Studenci poza słuchaniem i stukaniem w pady, musieli również pisać i wypełniać zadane ćwiczenia. Nie wystarczały nam odpowiedzi twierdzące, gdy padało pytanie, czy wszyscy rozumieją. Chcieliśmy zobaczyć w praktyce, na papierze, czy każdy umie wykorzystać omawiane ćwiczenie. Tak mijały 9-godzinne dni pracy z instrumentem.

Integracja? Od samego początku. Przyjechało do nas sporo osób z tamtego roku. Już się znaliśmy, każdy wiedział, co robić, jak się odnaleźć. Dzięki temu nowi uczestnicy szybko załapali, o co chodzi. Pod koniec pierwszego dnia każdy już się znał. Wspólna praca nad danymi tematami, pytania, które padały w międzyczasie, to wszystko odbywało się w warunkach otwartej dyskusji, gdzie każdy miał miejsce na swoją wypowiedź i każdy był wysłuchany przez pozostałych uczestników. Co może być lepszego?

W trakcie przerw, obiadu czy wieczorami integracja trwała nadal. Kilkugodzinne spotkania na żywieckim rynku obfitowały w dyskusje, które niejednokrotnie były kontynuacją tematów rozpoczętych jeszcze w trakcie zajęć. Wszystko to działo się jakby samoistnie, bez zbędnej moderacji. To było świetne doświadczenie. Z jednej strony organizujesz coś dla kogoś, chcesz wprowadzić jak najwięcej udogodnień, stworzyć jak najlepsze warunki, a z drugiej strony widzisz proaktywność uczestników, fajną inicjatywę, chęć pomocy i zaangażowanie. Ukłon w stronę drummerów!

Były i selfie! Podczas samych zajęć zaobserwowałem, że osoby bardziej skupiały się nad zarejestrowaniem czegoś, co np. demonstrował Claus w danym momencie. Nikt nie poświęcał znaczącej uwagi na powszechnym obróceniu kamery i umieszczeniu swojej głowy w lewym dolnym rogu ekranu. Relacje, którymi dzielili się nasi uczestnicy, dawały do zrozumienia, że „cieszę się, że tu jestem, dobrze się bawię, ale przede wszystkim się uczę”. To miłe!

Oczywiście w przerwach pojawiło się więcej akcji typu paparazzi. Przyznam szczerze, że ja byłem tak zaabsorbowany atmosferą i kilkoma innymi zadaniami, z którymi musiałem uporać się w trakcie campu, że sam chyba nie „cyknąłem” ani jednej fotki. Cieszę się, że na kilku pamiątkowych się znalazłem. Myślę, że kolejność i proporcje między pracą, integracją a selfie ułożyły się perfekcyjnie!

Myślisz już nad kolejną edycją. Co już możesz zdradzić w tej kwestii?

Myśleliśmy już o kolejnych dwóch edycjach jeszcze przed rozpoczęciem tego campu. Część z tych myśli to konkretne plany i zadania, a druga część to pomysły i wizje, które po części kształtują naszą aktualną działalność.

Powiedzmy, że na chwilę obecną nieoficjalnie ruszamy już za rok, z początkiem sierpnia. Zapewne w momencie ukazania się tego wywiadu w druku, my będziemy mieli już konkretne informacje. Możemy spodziewać się, że camp będzie trwał tyle samo. Już analizujemy obecny program i adaptujemy go na potrzeby przyszłej edycji.

Są poważne plany i aktualizacje, jeśli chodzi o kadrę i nie mam tu na myśli zmian, a dodatki! Myślę, że szykują się ekscytujące chwile dla uczestników i dla nas też! Pracujemy również nad ulepszeniem strony www oraz nad kolejnymi rozwiązaniami internetowymi, które pozwolą nam jeszcze lepiej komunikować się ze wszystkimi uczestnikami oraz zapewnią lepszy dostęp do wiedzy, materiałów i wsparcia.

Pomysłów jest wiele, dzielimy je na wymienione wcześniej trzy magiczne grupy. Na pewno będziemy wszystkim się dzielić w odpowiednim czasie. Wystarczy pozostać w kontakcie. Zapraszamy na naszą stronę www.openmindeddrumming.com oraz do social media. Zapraszamy do udziału w kolejnych edycjach!

Zdjęcia: Justyna Janik