Śląski Festiwal Perkusyjny 2019 (pełna relacja)

Dodano: 21.01.2020

Zeszłoroczny sukces festiwalu oraz zapowiedziany zestaw artystów na ten rok rozbudzały wyobraźnię i dawały wielkie nadzieje na wspaniałą perkusyjną zabawę. Czy aby na pewno było to perkusyjne wydarzenie roku 2019?

Podobnie, jak przy okazji pierwszej edycji, gościliśmy w Chorzowskim Centrum Kultury, które na dobre zaczęło tętnić perkusyjnym życiem już dzień przed festiwalem. Kolejni wykonawcy pojawiali się ze swoimi opiekunami lub asystentami. Rozpoczęło się wielkie rozstawianie bębnów i próby dźwięku. Podniosła atmosfera wymieszana ze skupieniem, ale też dużym spokojem i świadomością celu, do jakiego wszyscy dążyli. To dawało lekki luz i oddech, który świetnie zbalansował się z koncentracją i chęcią dopieszczenia wszystkich detali.

Oprócz prób dźwięku nagrywano także przerywniki, które miały wypełnić lukę między występami perkusistów i służyć jako zapowiedzi kolejnych koncertów. Tu włączyła się kreatywność i umiejętność improwizacyjna, która przełożyła się na dużą dawkę humoru. Artyści wymieniali się obserwacjami i doświadczeniem. Jakże niesamowitym jest widzieć, jak Ash Soan razem z Derekiem Roddym dyskutują nad zestawem Daliego Mraza, który to akurat ucina sobie pogawędkę z Michałem Dąbrówką!

Pierwsze tłuste groove’y padły z zestawu Igora Faleckiego. Potęga jego gry rozbudziła wszystkim apetyty. Późnym wieczorem artyści byli już dźwiękowo obsłużeni z wyjątkiem Michała Dąbrówki, który z racji większych nakładów brzmieniowych postanowił wykonać próbę dzień później, w przerwie festiwalu. Efektywność działań całej ekipy była pozytywnym, dobrze rokującym sygnałem. Pozostało już tylko czekać…

UDZIAŁ FIRM

Przypomnijmy. Rok temu gościliśmy w bardzo eleganckim Chorzowskim Centrum Kultury, gdzie mogliśmy podziwiać cały szereg artystów, związanych z marką Meinl. Niektórzy nawet komentowali, że było to coś na wzór słynnego Meinl Drum Festiwal, ponieważ gościliśmy takich artystów, jak Robert Luty, Kerim Lechner czy Mike Johnston, którzy związani są z niemieckim producentem talerzy. Impreza zorganizowana przez Śląskie Centrum Perkusyjne odniosła spory sukces i odbiła się szerokim echem w środowisku perkusyjnym.

W tym roku Śląskie Centrum Perkusyjne postanowiło rozszerzyć zakres artystów o przedstawicieli innych marek. Niestety, ze względów niezależnych od organizatorów, Matty Brown, korzystający z bębnów Pearl i blach Sabian nie mógł wystąpić, dlatego w ostatniej chwili w jego miejsce wskoczył czeski wirtuoz Dali Mraz. Tym samym powstała cała armada perkusistów DW z jednym wyjątkiem Sonora Josta Nickla i Gretscha Asha Soana, ale jak wiadomo Gretsch jest własnością firmy DW Drums.

W kwestii blach mieliśmy większą różnorodność, ponieważ wystąpiło po dwóch przedstawicieli Sabian, Zildjian i Meinl. Tyle odnośnie sprzętu i ucięcia wszelkich spekulacji w tej kwestii, ponieważ takowe zaczęły się pojawiać i już niektórzy zgodnie z odwieczną tradycją teorii spiskowych zaczęli szufladkować imprezę jako koncert „na życzenie”.

FESTIWAL

Już przed rozpoczęciem imprezy dało się odczuć atmosferę perkusyjnego święta. Firmy rozstawiały swoje reprezentacyjne stoiska, a do Centrum Kultury zaczęli przybywać w świetnych humorach kolejni goście, w tym cała śmietanka uznanych bębniarzy. Wymieńmy tu chociażby takich muzyków, jak Piotr Pniak, Darek „Daray” Brzozowski, Michał „Dimon” Jastrzębski, Tomek Torres, Adam Marszałkowski, Andrzej Rajski, Maciek Kudła i wielu równie znamienitych. Wracający z koncertu Maciek „Ślimak” Starosta wpadł na chwilę uścisnąć kilka znajomych dłoni. Podobnie gnający na złamanie karku z Torunia Robert Markiewicz pojawił się na sam koniec festiwalu tylko po to, by zaznaczyć swoje poparcie dla tak wielkiej imprezy, zorganizowanej przez polski sklep.

Układ festiwalu był dość klarowny. Na pierwszy ogień odważnie ruszył Igor Falecki,

później zagrał Dali Mraz,

następnie groovem powalił Ash Soan. Koncerty miały iść ciągiem jeden po drugim, dlatego też po występie Asha Soana nastąpiła dłuższa przerwa, podczas której goście mogli udać się na poważniejszą konsumpcję.

Po przerwie na scenie pojawił się profesor Jost Nickel,

po nim namieszał Derek Roddy,

a na samym końcu wyczekiwany przez wielu Michał Dąbrówka w towarzystwie pianisty/klawiszowca Archiego Schevsky’ego (lub jak kto woli Konrada Bilińskiego). Przypomnijmy, że to nie pierwszy mariaż Archiego ze światem perkusji. Artysta wystąpił wspólnie z Radkiem Owczarzem podczas Zildjian Day w 2014 roku w Katowicach.

Różnorodność stylistyczna była gwarantem braku znużenia. Mogliśmy przekonać się o wielkim postępie, jaki wykonał Igor, o nietuzinkowej, wręcz „virgilowej” jakości gry Daliego, wspaniałej, książkowej i krystalicznej grze Josta, potężnym i pędzącym jak lokomotywa bębnieniu Dereka, eksperymentalnej, ale też pełnej groove’u grze Michała, no i wreszcie bezkompromisowo prostej grze Asha Soana, który zdaniem dużej grupy widzów był swoistym zwycięzcą festiwalu.

Ash Soan zagrał po prostu piosenki na najmniejszym z zestawów. Nie robił karkołomnych przejść i kosmicznych sztuczek, nie wskakiwał w naddźwiękowe tempa. Taka forma występu spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Podobnie było w przypadku Michała Dąbrówki, który był jedną z najbardziej wyczekiwanych postaci na festiwalu, chociaż historia jego występu jest znacznie bardziej skomplikowana. Popularny Dąbrówer zaprezentował bardziej wymagający repertuar w stylu elektro akustycznym i czuć było wielkie przejęcie nie tylko u muzyka, ale też publiczności entuzjastycznie reagującej na jego występ i słowa. Jak wiadomo, Michał nie jest demonem imprez perkusyjnych i bardzo sceptycznie podchodzi do takiej formy prezentacji twórczości. Podobnie, jak Robert Luty, woli to robić w kontekście, w oparciu o muzykę.

Zaproszenie artysty na festiwal nie było proste, ale zapewnienia ze wszystkich stron, które były zaangażowane w organizację, odniosły efekt. Zaznaczmy, że nie chodzi tu absolutnie o jakiekolwiek kapryszenie czy szukanie dziury w całym. Michał jest autentycznie onieśmielony estymą, jaka go otacza ze strony rodzimego środowiska perkusyjnego. Mimo tak kolosalnego doświadczenia nie uważa się za osobę stworzoną do grania przed perkusyjną publicznością. Wiemy to doskonale, ponieważ niejednokrotnie rozmawialiśmy z muzykiem na ten temat w chwilach tzw. poza nagraniem. Tym bardziej zależało nam na sukcesie chorzowskiej imprezy. Efekt nie zawiódł chyba nikogo i potwierdził wielką muzyczną klasę Michała Dąbrówki.

Wszystkie występy dostępne są w dobrej jakości w mediach Śląskiego Sklepu Perkusyjnego, chociaż nie oddają wspaniałego klimatu festiwalu, bo nie tylko o samą grę tu chodziło.

OCENA

Postawione na początku pytanie odnośnie zasadności tytułowania Śląskiego Festiwalu Perkusyjnego imprezą roku trzeba rozpatrzyć jak najbardziej pozytywnie. Widać ewidentnie, że ekipa Wojtka Węglarczyka wyciągnęła wnioski z zeszłorocznej edycji, którą także oceniamy bardzo pozytywnie. Przede wszystkim dobór miejsca, czyli sprawdzona sala o wysokim standardzie. Doskonała oprawa, efektowna, ale nie przesadzona, z bardzo dobrze skomponowanym układem scenicznym. Food truck, który przy pięknej pogodzie sprawdził się doskonale, stojąc obok efektownego Jeepa Cherokee w barwach firmy Hardcase z kejsami na dachu. Subtelne, ale interesujące (rozmaitość) stoiska firm. No i najważniejsze – sam układ imprezy, jej rozplanowanie, czytelność, ustalona kolejność występów i stworzona dramaturgia. Wszystko to poparte wielką akcją promocyjną, która ostatecznie ma na celu budowanie społeczności perkusyjnej. Ta idea, którą przedstawił rok temu Marcus Lipperer z firmy Meinl, powinna trafić do wciąż wielu niepokornych głów, patrzących wyłącznie pod swoje nogi.

A minusy? Wymieńmy dwa, chociaż ciężko nazwać je minusami, raczej nierównościami w stosunku do poziomu całej imprezy. Zacznijmy może od przerw między występami, które miały być płynną „przepinką”, podczas której miano utrzymać publiczność na miejscu. Prawie się to udało, chociaż można to było zrobić znacznie dobitniej, bo w niektórych przypadkach program wypełniaczy ruszał zbyt późno. Druga sprawa to nie do końca zorganizowany czas w holu festiwalowym. Możliwe, że ilość osobistości, które odwiedziły festiwal, była zaskakująca dla organizatora, ale też sama sesja autografów wymaga drobnego podciągnięcia suwaka pod szyję. Z drugiej strony spójrzmy na to, czego my się tu doszukujemy, gdy pięknie oświetlone bębny przemówiły głosem grających na nich rewelacyjnych artystów!

Dziękujemy serdecznie za możliwość tak silnego partycypowania w festiwalu. Śląskie Centrum Perkusyjne udowodniło, że można zorganizować imprezę światowego formatu, o czym z zachwytem wspominali nasi zagraniczni goście. Także przedstawiciele dystrybutorów byli pod wielkim wrażeniem całości. Czy będziemy świadkami równie spektakularnej trzeciej edycji? Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, ale z naszej strony, mimo wielkiego zachwytu nad pracą Śląskiego Centrum Perkusyjnego, chcielibyśmy ostudzić nieco zapał.

Przy organizacji takich festiwali duże znaczenie mają czynniki, na które nie zawsze mamy wpływ. Wiadomo, że wszystko rozbija się o finanse, a problem w tym, że nasz bębniarski świat nie jest głównym celem inwestycyjnym kogokolwiek. Dlatego też wiele ruchów jest uzależnionych od ogólnej sytuacji na rynku, która się nieustannie zmienia. Rok 2020 to nowe decyzje i plany marketingowe firm. Czy znajdzie się odpowiednia przestrzeń na polską imprezę? Ważne, by ślad Śląskiego Festiwalu Perkusyjnego został zaznaczony w jak największej ilości miejsc.

 

 

Serdeczne podziękowania dla całej ekipy Śląskiego Centrum Perkusyjnego pod wodzą Wojtka Węglarczyka, a także dla całej przyjaznej i pomocnej drużyny Chorzowskiego Centrum Kultury.

Zdjęcia: Robert Wilk
Przygotowała redakcja Perkusisty

Quiz – Perkusyjne intro ze smakiem
1 / 12
Jeff Porcaro wykorzystał do tego rytmu słynny Purdie Shuffle oraz groove Johna Bonhama. Chodzi o rytm w piosence…
Dalej !