Arejay Hale

Dodano: 30.05.2019

Arejay jest naszym zdaniem mocno niedocenianym perkusistą. Wynika to może nieco z charakteru zespołu, w jakim gra. Nie ma co ukrywać, że Halestorm skierowane jest do młodszej widowni, co wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z kiepskim bębniarzem.

Wręcz przeciwnie, oprócz dużych umiejętności, świetnej prezencji, ma wielkie poczucie humoru, dystans i dysponuje dużą wiedzą w kwestii historii bębnów. Jego wywiad z Mikem Portnoyem (można znaleźć na YouTube) jest jednym z najlepszych, jakie legendarny założyciel Dream Theater kiedykolwiek udzielił.

Perkusista: Pierwszy zestaw perkusyjny, jaki posiadałeś?

Arejay Hale: Pierwszy prawdziwy zestaw, jaki miałem na własność, to mały Sunlite. Moi rodzice kupili mi go na pchlim targu. Wcześniej miałem zabawkowy zestaw, który ukradłem siostrze, miałem wtedy 2 latka. Od tamtej chwili grałem, a moi rodzice na szczęście chcieli mnie wspierać w tym marzeniu i zauważyli, że to dobry sposób, abym rozładowywał swoją agresję.

Czy miałeś wtedy wizję swojego wymarzonego zestawu perkusyjnego?

Wtedy jeszcze nie, było za wcześnie. Zawsze kochałem rytm, muzykę i tworzenie własnej muzyki. Uważałem, że muzyka to zabawa. Wiele osób tak to postrzega, gdy są młodzi, a później z tego wyrastają – mnie to nie spotkało, nadal jestem tym szalonym dzieckiem. W miarę, gdy dorastałem, zacząłem podchodzić do tego poważniej. Zacząłem jammować i pisać piosenki razem z moją siostrą. Rodzice pokazali mi nagrania The Who, The Beatles i Led Zeppelin. Bardzo chcieli, żebym zobaczył występy Keitha Moona i pokochałem to. Widziałem mnóstwo starych zestawów perkusyjnych i zakochałem się w Ludwigu. Przez jakiś czas grałem na Ludwigu, ale w miarę podróżowania, zacząłem się skłaniać w stronę Pearla. Lubię perkusje, które mają klasyczny, uduchowiony charakter. Nie chcę bębnów, które tylko wyglądają tak, aby ktoś je kupił. Przyciągają mnie perkusje, które były używane przez perkusistów, na których się wychowałem.

Ciągle ewoluujesz w zakresie zestawów i ustawień?

Pewnie! Często oglądam nagrania i sprawdzam, jakie zestawy używałem przez te wszystkie lata i jakie modyfikacje stosowałem. Gdybym przez dłuższy czas miał to samo ustawienie, to bym się znudził. Chcę eksperymentować z różnymi brzmieniami. Gdy byłem bardzo młody, miałem jakieś 10 lat i założyłem zespół, nasza muzyka była dosyć eksperymentalna, ponieważ chciałem sprawdzić różne brzmienia. Ewoluowałem jako artysta i chciałem spróbować podejść do tematu z różnych stron. Przez moment mój zestaw był bardzo prosty i wciąż skakałem pomiędzy dużą ilością sprzętu i znów wracałem do prostoty. Obecnie czuję, że mój zestaw to zrównoważona prostota – nie jest przytłaczający, jest wystarczająco zbalansowany, aby intrygować. Nadal mam wystarczającą ilość dziwnych brzmień, które przykuwają ucho słuchacza.

Masz jakąś rutynę strojenia?

Uwielbiam serię Reference z klonowymi korpusami, wewnętrznymi warstwami brzozy i mahoniu. Lubię je, ponieważ nie jestem zbyt techniczny, ale jestem swoim technicznym od lat i robię, co mogę. Kiedy związałem się z Pearlem, wypróbowałem zestawy Reference i byłem pod wrażeniem łatwości, z jaką się je stroi. Moja metoda strojenia to założenie membran, dociskanie ich palcem i strojenie o ćwierć, później znowu dociskam i powtarzam dokręcanie o ćwierć – i tyle. Lubię, kiedy tomy są głębokie i dudniące. Wielkości moich bębnów zmniejszyły się nieco w stosunku do tego, co używałem kiedyś – centrala 26”, rack 13”, floor tom 16”, a teraz mam odpowiednio 20”, 12”, 14” i 16” oraz 13” werbel. Dzięki warstwom mahoniu bębny brzmią jak większe, potężniejsze niż są w rzeczywistości. Grałem na tomach również jak na tomach koncertowych, a dźwięk, który z nich wychodził, był masywny i bardzo dynamiczny.

 

Kiedy zaczynałeś grać, kto był twoją największą inspiracją, jeżeli chodzi o styl gry?

Kiedy dorastałem, chciałem grać z powerem. Goście, których podziwiałem jako dzieciak, uderzali bardzo mocno. Też chciałem grać w taki sposób. Możliwe, że chodziło o dumę. Kiedy jesteś perkusistą, który potrafi mocno przywalić, ludzie bardziej cię szanują. Kiedy głaszczesz bębny, inni perkusiści patrzą na ciebie i myślą: „No tak... To mięczak!”. Ja chciałem być tak potężny jak John Bonham albo nawet Dave Grohl w Nirvanie. Kiedy zobaczyłem Grohla w Nirvanie miałem taki moment „wow”, nigdy nie widziałem, żeby jakiś perkusista uderzał w bębny z taką siłą. Ci goście dali mi odwagę i dzięki nim chciałem być prawdziwym „kowalem” perkusji. Niesamowite, że goście tacy jak Bonham, mogli pozwolić sobie na takie ciężkie granie na sprzęcie, jaki był wtedy dostępny. Oglądasz ich nagrania i widzisz, że sprzęt rusza się po całej scenie, a oni mają to gdzieś!

Bez którego elementu swojego zestawu nie mógłbyś żyć?

Cowbell! Zawsze mam cowbell po lewej stronie nad hi-hatem. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, o co w tym chodzi. Może to przez moje uwielbienie względem Bonhama. Od dłuższego czasu gram na cowbellach LP i uważam, że są rewelacyjne. Gdy ruszamy w świat, zawsze mamy ze sobą jakiś cowbell.

Jaka jest twoja największa zaleta w byciu perkusistą?

Cholera, nikt mnie wcześniej o to nie pytał. To bardzo trudne pytanie. Myślę, że moją najmocniejszą stroną jest to, że wkładam w granie całe swoje serce. Nieważne, z czym mam do czynienia, czy to granie na perkusji, śpiewanie czy pisanie tekstów. Muszę robić to z sercem, bo w przeciwnym razie czułbym się, jakbym rozliczał podatki. To cecha osobowości i niektórzy mogą ją postrzegać jako słabość, ale jeśli wybierzecie się na występ Halestorm to możecie spodziewać się spontaniczności. Nie mogę grać kawałka dokładnie tak, jak jest nagrany od początku do końca, zawsze coś dodaję, aby żył własnym życiem. Gramy mnóstwo koncertów i jesteśmy w trasie 10 miesięcy w roku, dlatego robię to też po to, aby nie zwariować. Ludzie, przychodząc na nasze występy, spodziewają się pewnych momentów perkusyjnych. Postępując w ten sposób, oszczędzamy sporo pieniędzy na produkcji – mamy muzykalne momenty, gdzie nie potrzebujemy żadnej pirotechniki! Zdecydowanie nie polegamy na żadnych podkładach, nie używamy nawet klika na żywo.

Przygotowali: Rich Chamberlin oraz Salemia