stdClass Object
(
    [id] => 4195
    [categories_id] => 1973
    [categories_type_id] => 1511
    [catalog_firm_id] => 1247
    [ulubionykiosk_id] => 3330
    [users_last_edit_id] => 770
    [assets_id] => 
    [name] => Meinl Byzance Foundry Reserve
    [alias] => meinl-byzance-foundry-reserve
    [introtext] => 

Talerze te – mimo swej wysokiej jakości wykonania i elegancji brzmienia – nie wnoszą wiele nowego pod kątem brzmieniowym w jakże obszerny katalog Meinl Byzance, który przecież pełen jest ciepłych, zdefiniowanych, wręcz szlachetnych blach. Na czym więc polega sens rynkowej egzystencji Foundry Reserve? Zacznijmy po kolei.

[fulltext] =>

Opisywana seria jest tegoroczną nowością i traktowana jest przez producenta z wielkim pietyzmem. Talerze są sklasyfikowane jako instrumenty premium, na co wpływ ma nie tylko jakość wykonania, ale też cała oprawa. Każda z blach jest zapakowana w tekturowe pudełko, gdzie znajdują się certyfikaty, rękawiczki czy też pałeczki. Pomińmy już fakt, że pałki Meinl to także nowy produkt na rynku i tym samym firma ma bardzo przyjemny pretekst do zaprezentowania swoich nowości w niesamowicie elegancki sposób.

TALERZE

Blachy są kute oraz obrabiane (np. skrawanie) ręcznie przez tureckich specjalistów z tamtejszej fabryki. Tam też przechodzą kontrolę jakości i są dopuszczane do finalnej obróbki w Niemczech. I tu jedna ważna uwaga. Tak, wszystkie blachy Meinl Byzance są blachami tureckimi, ale pamiętajmy, z kim mamy do czynienia. Meinl nie idzie na kompromisy i jeżeli wykucie dobrego „turka” wymaga poświęcenia przez majstra 10 minut więcej niż zazwyczaj, to właśnie tak się stanie i majster będzie klepał i toczył ją dłużej. Blachy, które w innych manufakturach byłyby dopuszczone do dalszej obróbki i w efekcie sprzedaży, w szeregach Meinl mogą takiej akceptacji nie otrzymać! To jest właśnie ta zasadnicza różnica między seriami Byzance a wieloma innymi blachami znad Bosforu.

BUDOWA

Mamy tu rzecz jasna stop miedzi typu B20, czyli jeden z najpopularniejszych stopów do produkcji blach. Talerze mają wyraźne, celowo pozostawione ślady grubego kucia. Do tego równie wyraźne ślady skrawania. Dodając do tego mocne polerowanie uzyskujemy blachy niezwykle eleganckie, na co ma wpływ także jedna bardzo prozaiczna rzecz. Mało kto zwraca uwagę na pierwszy rzut oka, że blaszki nie są zapaćkane napisami. Brakuje tu wielkiego logo firmy i modelu. Jest to ograniczone do niezbędnego minimum, potrzebnego do szybkiej identyfikacji. Tak zaprojektowane instrumenty w swoich pudełkach dają jasno do zrozumienia, jaki jest ich cel. Ale zanim przejdziemy do odpowiedzi na pytanie zadane w tytule niniejszego testu, sprawdźmy, czy tylko nakarmimy się oczami?

BRZMIENIE

Tak, jak zostało to ujęte na wstępie, nie mamy do czynienia z czymś superwyjątkowym, przynajmniej nie z czymś, co wykraczałoby jakoś wyraźnie ponad to, do czego przyzwyczaiły nas wysokiej klasy talerze Byzance. Świetna jakość brzmieniowa idzie tu w parze z wyglądem.

Sprawdźmy, jak mniej więcej przedstawił to producent. Czy marketingowe hasła mają pokrycie w rzeczywistości? Tak wygląda ogólna charakterystyka talerzy, a przy okazji poznamy wszystkie modele:

14“ oraz 15“ hi-hat to cienka górna blaszka i średniej grubości dół, celem większej uniwersalności instrumentu, która ma się sprawdzić w studio i na żywo. Ciepły, tłusty dźwięk z przyjemnym szumem przy lekkim otwarciu.

18“ crash o ciemnym i żywym brzmieniu, szybko wybrzmiewający, służący też w niektórych okazjach jako ride. Jest to blacha o średniej grubości.

20“ oraz 22“ ride to przejrzysty i suchy atak pałką z bogatym ciemnym tłem, średnia grubość daje duże możliwości.

20“ oraz 22“ Light Ride ma szanse podbić serca jazzmanów z racji swojej dużej uniwersalności brzmieniowej, łącznie z efektywnym crashowaniem.

Nie pozostaje nic innego, jak tylko przyznać producentowi rację i potwierdzić jego słowa. W kwestii przeznaczenia trzeba zaznaczyć, że blachy przeznaczone są do subtelniejszej gry i metalowi łupacze powinni skierować swoje kroki w stronę innych półek z talerzami. To chyba jest jednak oczywiste przy samych oględzinach blach i modeli serii. Zwróćmy uwagę, że mamy tu bardzo uniwersalny, ale mimo wszystko jeden crash i aż cztery wersje ride, które mogą pełnić różne funkcje. Blachy mają ciepły charakter, ale nie są jakoś mocno ciemne, więc ich uniwersalność wzrasta i można pokusić się o grę także w krzykliwym oldschoolowym rocku czy też jakiejś alternatywnej odmianie. Zatem nie jesteśmy skazani na jazz lub… postawienie blachy na półce.

Meinl ma olbrzymi katalog rodziny Byzance, gdzie znajdują się blachy ciemne i mroczne jak smoła, piaszczyste i suche jak gardło na kacu, czy też soczyste i mięsiste jak świeży stek. Foundry Reserve mają piękne składowe swojego brzmienia, definicję, wybrzmienie, wszystko jest elegancko zbalansowane, do tego ten uroczy, jasny atak z przyjaznym ciepłym tłem. Akustycznie blachy brzmią wyśmienicie, a i pod mikrofonami mamy duże możliwości do wyciągania tego, co jest nam potrzebne. Jakość wykonania idzie w parze z brzmieniem.

SENS SERII?

Meinl Byzance Foundry Reserve to deklaracja ekskluzywności, siły i jakości produktów Meinl Cymbals. Jest przy tym drogo, ale tego chyba się każdy spodziewa. Firma przeszła bardzo długą drogę z roli europejskiego drugoligowca do marki wiodącej w wielu miejscach. Wielokrotnie w historii firmy pojawiały się jakieś ciekawe pomysły, które w kwestii realizacji nie do końca spełniały oczekiwania. Tutaj mamy produkt, który ma łechtać ego perkusistów. Po co komu certyfikaty i listy od producenta? Na ścianę? Rękawiczki do blach? Bądźmy poważni, ilu bębniarzy korzysta z eleganckich bawełnianych białych rękawiczek? Mimo wszystko dostajemy to i podświadomie wielu fanów marki chciałoby przynajmniej jedno takie pudełeczko mieć u siebie. Bo skoro nie jestem oficjalnym artystą firmy, to chciałbym się poczuć wyjątkowo właśnie dzięki takiemu ekskluzywnemu zestawowi. Dla takich użytkowników została stworzona ta cała otoczka. Myślicie, że Daray, Marszałek lub Tomek Torres wywieszą sobie certyfikaty wokół perkusji podczas koncertów Dimmu Borgir, Comy czy Afromental?

To zwykli, przeciętni pasjonaci mają cieszyć się z tej serii. Efekt jest taki, że rośnie głód marki Meinl, a tym samym jej renoma. Tym bardziej, że po wyciągnięciu blachy z pudełka nie mamy jakiejś ściemy i atrapy ekskluzywności, tylko bardzo szykowny instrument, który wygląda i brzmi wyśmienicie. Powiedzmy sobie szczerze, z ręką na sercu, ile razy korzystając z danego instrumentu wydaje nam się, że brzmi lepiej, ponieważ podoba nam się jego wygląd lub otoczka, w jaki został zaprezentowany i pozyskany? Bardzo często dajemy takiemu instrumentowi dodatkowe punkty „za pochodzenie”, mimo, że faktycznie podczas ślepego testu tak wielkiej różnicy by nie było. Jasne, zdarzają się rozczarowania, ale tutaj Meinl postarał się, żeby takiego rozczarowania nie było, dlatego cmokanie z uznaniem jest tu jeszcze głośniejsze i mimo szytego grubymi nićmi zamiaru firmy, jak najbardziej zasłużone.

 

Dostarczył: Meinl Cymbals
Zdjęcia: Szopix

[price] => 0.00 [price_old] => [meta_title] => [meta_description] => [meta_data] => [published] => 1 [date_modified] => 2019-11-26 07:08:07 [date_created] => 2019-11-18 13:45:12 [date_publish] => 2019-11-26 06:45:12 [date_publish_down] => 0000-00-00 00:00:00 [hits] => 0 [checked_out] => 0 [checked_out_time] => 0000-00-00 00:00:00 [ceneo_phrase] => [firm_name] => MEINL [firmId] => 1247 [firmAlias] => meinl [firmWww] => [categoryTitle] => Blachy [link] => /sprzet/testy-sprzetu/blachy/4195-meinl-byzance-foundry-reserve [linkCategory] => /sprzet/testy-sprzetu/blachy )

Meinl Byzance Foundry Reserve

Dodano: 26.11.2019
Rodzaj sprzętu: Blachy
Dostarczył: MEINL

Talerze te – mimo swej wysokiej jakości wykonania i elegancji brzmienia – nie wnoszą wiele nowego pod kątem brzmieniowym w jakże obszerny katalog Meinl Byzance, który przecież pełen jest ciepłych, zdefiniowanych, wręcz szlachetnych blach. Na czym więc polega sens rynkowej egzystencji Foundry Reserve? Zacznijmy po kolei.

Opisywana seria jest tegoroczną nowością i traktowana jest przez producenta z wielkim pietyzmem. Talerze są sklasyfikowane jako instrumenty premium, na co wpływ ma nie tylko jakość wykonania, ale też cała oprawa. Każda z blach jest zapakowana w tekturowe pudełko, gdzie znajdują się certyfikaty, rękawiczki czy też pałeczki. Pomińmy już fakt, że pałki Meinl to także nowy produkt na rynku i tym samym firma ma bardzo przyjemny pretekst do zaprezentowania swoich nowości w niesamowicie elegancki sposób.

TALERZE

Blachy są kute oraz obrabiane (np. skrawanie) ręcznie przez tureckich specjalistów z tamtejszej fabryki. Tam też przechodzą kontrolę jakości i są dopuszczane do finalnej obróbki w Niemczech. I tu jedna ważna uwaga. Tak, wszystkie blachy Meinl Byzance są blachami tureckimi, ale pamiętajmy, z kim mamy do czynienia. Meinl nie idzie na kompromisy i jeżeli wykucie dobrego „turka” wymaga poświęcenia przez majstra 10 minut więcej niż zazwyczaj, to właśnie tak się stanie i majster będzie klepał i toczył ją dłużej. Blachy, które w innych manufakturach byłyby dopuszczone do dalszej obróbki i w efekcie sprzedaży, w szeregach Meinl mogą takiej akceptacji nie otrzymać! To jest właśnie ta zasadnicza różnica między seriami Byzance a wieloma innymi blachami znad Bosforu.

BUDOWA

Mamy tu rzecz jasna stop miedzi typu B20, czyli jeden z najpopularniejszych stopów do produkcji blach. Talerze mają wyraźne, celowo pozostawione ślady grubego kucia. Do tego równie wyraźne ślady skrawania. Dodając do tego mocne polerowanie uzyskujemy blachy niezwykle eleganckie, na co ma wpływ także jedna bardzo prozaiczna rzecz. Mało kto zwraca uwagę na pierwszy rzut oka, że blaszki nie są zapaćkane napisami. Brakuje tu wielkiego logo firmy i modelu. Jest to ograniczone do niezbędnego minimum, potrzebnego do szybkiej identyfikacji. Tak zaprojektowane instrumenty w swoich pudełkach dają jasno do zrozumienia, jaki jest ich cel. Ale zanim przejdziemy do odpowiedzi na pytanie zadane w tytule niniejszego testu, sprawdźmy, czy tylko nakarmimy się oczami?

BRZMIENIE

Tak, jak zostało to ujęte na wstępie, nie mamy do czynienia z czymś superwyjątkowym, przynajmniej nie z czymś, co wykraczałoby jakoś wyraźnie ponad to, do czego przyzwyczaiły nas wysokiej klasy talerze Byzance. Świetna jakość brzmieniowa idzie tu w parze z wyglądem.

Sprawdźmy, jak mniej więcej przedstawił to producent. Czy marketingowe hasła mają pokrycie w rzeczywistości? Tak wygląda ogólna charakterystyka talerzy, a przy okazji poznamy wszystkie modele:

14“ oraz 15“ hi-hat to cienka górna blaszka i średniej grubości dół, celem większej uniwersalności instrumentu, która ma się sprawdzić w studio i na żywo. Ciepły, tłusty dźwięk z przyjemnym szumem przy lekkim otwarciu.

18“ crash o ciemnym i żywym brzmieniu, szybko wybrzmiewający, służący też w niektórych okazjach jako ride. Jest to blacha o średniej grubości.

20“ oraz 22“ ride to przejrzysty i suchy atak pałką z bogatym ciemnym tłem, średnia grubość daje duże możliwości.

20“ oraz 22“ Light Ride ma szanse podbić serca jazzmanów z racji swojej dużej uniwersalności brzmieniowej, łącznie z efektywnym crashowaniem.

Nie pozostaje nic innego, jak tylko przyznać producentowi rację i potwierdzić jego słowa. W kwestii przeznaczenia trzeba zaznaczyć, że blachy przeznaczone są do subtelniejszej gry i metalowi łupacze powinni skierować swoje kroki w stronę innych półek z talerzami. To chyba jest jednak oczywiste przy samych oględzinach blach i modeli serii. Zwróćmy uwagę, że mamy tu bardzo uniwersalny, ale mimo wszystko jeden crash i aż cztery wersje ride, które mogą pełnić różne funkcje. Blachy mają ciepły charakter, ale nie są jakoś mocno ciemne, więc ich uniwersalność wzrasta i można pokusić się o grę także w krzykliwym oldschoolowym rocku czy też jakiejś alternatywnej odmianie. Zatem nie jesteśmy skazani na jazz lub… postawienie blachy na półce.

Meinl ma olbrzymi katalog rodziny Byzance, gdzie znajdują się blachy ciemne i mroczne jak smoła, piaszczyste i suche jak gardło na kacu, czy też soczyste i mięsiste jak świeży stek. Foundry Reserve mają piękne składowe swojego brzmienia, definicję, wybrzmienie, wszystko jest elegancko zbalansowane, do tego ten uroczy, jasny atak z przyjaznym ciepłym tłem. Akustycznie blachy brzmią wyśmienicie, a i pod mikrofonami mamy duże możliwości do wyciągania tego, co jest nam potrzebne. Jakość wykonania idzie w parze z brzmieniem.

SENS SERII?

Meinl Byzance Foundry Reserve to deklaracja ekskluzywności, siły i jakości produktów Meinl Cymbals. Jest przy tym drogo, ale tego chyba się każdy spodziewa. Firma przeszła bardzo długą drogę z roli europejskiego drugoligowca do marki wiodącej w wielu miejscach. Wielokrotnie w historii firmy pojawiały się jakieś ciekawe pomysły, które w kwestii realizacji nie do końca spełniały oczekiwania. Tutaj mamy produkt, który ma łechtać ego perkusistów. Po co komu certyfikaty i listy od producenta? Na ścianę? Rękawiczki do blach? Bądźmy poważni, ilu bębniarzy korzysta z eleganckich bawełnianych białych rękawiczek? Mimo wszystko dostajemy to i podświadomie wielu fanów marki chciałoby przynajmniej jedno takie pudełeczko mieć u siebie. Bo skoro nie jestem oficjalnym artystą firmy, to chciałbym się poczuć wyjątkowo właśnie dzięki takiemu ekskluzywnemu zestawowi. Dla takich użytkowników została stworzona ta cała otoczka. Myślicie, że Daray, Marszałek lub Tomek Torres wywieszą sobie certyfikaty wokół perkusji podczas koncertów Dimmu Borgir, Comy czy Afromental?

To zwykli, przeciętni pasjonaci mają cieszyć się z tej serii. Efekt jest taki, że rośnie głód marki Meinl, a tym samym jej renoma. Tym bardziej, że po wyciągnięciu blachy z pudełka nie mamy jakiejś ściemy i atrapy ekskluzywności, tylko bardzo szykowny instrument, który wygląda i brzmi wyśmienicie. Powiedzmy sobie szczerze, z ręką na sercu, ile razy korzystając z danego instrumentu wydaje nam się, że brzmi lepiej, ponieważ podoba nam się jego wygląd lub otoczka, w jaki został zaprezentowany i pozyskany? Bardzo często dajemy takiemu instrumentowi dodatkowe punkty „za pochodzenie”, mimo, że faktycznie podczas ślepego testu tak wielkiej różnicy by nie było. Jasne, zdarzają się rozczarowania, ale tutaj Meinl postarał się, żeby takiego rozczarowania nie było, dlatego cmokanie z uznaniem jest tu jeszcze głośniejsze i mimo szytego grubymi nićmi zamiaru firmy, jak najbardziej zasłużone.

 

Dostarczył: Meinl Cymbals
Zdjęcia: Szopix