Riverside - Wasteland

Dodano: 10.10.2018
Pojemność silnika (Ocena perkusisty)

75 /100
Pojemność baku (Ocena płyty)

80 /100

"Wasteland", czyli nowy album studyjny Riverside

NAPĘD: Piotr Kozieradzki

TYP SILNIKA: rock progresywny

TRASA: Już od samego początku było wiadomo, że nowa płyta zespołu będzie się różnić od tego, z czym mieliśmy do czynienia do tej pory. Tragiczne wydarzenie 2 lata temu miało odbić się na ewentualnym nowym albumie Riverside – ewentualnym, bo powstanie tej płyty nie było aż tak oczywiste. Wreszcie jest, długo oczekiwana przez fanów, prezentuje nieco mroczniejsze oblicze zespołu, chociaż to, z kim mamy do czynienia, jest jasne od początku. Na pierwszy rzut oka ten duszny i zapylony klimat nie jest może tak mocno dystynktywny, ale wystarczy zestawić sobie tę płytę z poprzednim pełnowartościowym albumem zespołu i wszystko nam się wyjaśnia (bo z pewnością nie rozjaśnia). Cały trik treści muzycznej polega na tym, że nie obnaża się od razu ze wszystkiego. Dość pretensjonalny początek może powodować przewracanie oczami z racji bycia cliché, ale później zaczynają się dziać dziwne rzeczy, gdzie nie brak typowych dla Riverside rozjazdów, tworzących taki nieśmiały patos. Powoli mgła zaczyna się rozwiewać i w głowie pozostają kolejne melodie, które nagle okazują się być bardzo wyraźne.

Piotr uważnie prowadzi zespół i nie robi tu żadnego niepotrzebnego przejścia, a te, które wstawia, są bardzo mocno osadzone i wnoszą dużo do kompozycji. Nie jest to więc płyta perkusyjna, chociaż np. Vale Of Tears zaczyna się hardrockowym bębnieniem w stylu Bonhama, a etiuda The Struggle… ma kilka ciekawych smaczków – podobnie, jak Wasteland. Te dwie ostatnie kompozycje w trójkę wraz z Acid Rain są najbardziej progresywnymi perkusyjnie utworami na płycie. Może nieco więcej powietrza przydałoby się w samym brzmieniu perkusji, ale ponoć taki właśnie efekt zduszenia chciano uzyskać. 

WRAŻENIA Z JAZDY: Płyta, na którą trzeba poświecić trochę czasu i dać jej szansę na przebicie się przez mgłę. Pierwsze przesłuchania mogą pozostawiać pytania: „No i?”. Ale im częściej odtwarzamy utwory, tym jaśniej prezentuje się treść, która zaczyna w pewnym momencie szarpać tę pieprzoną niespokojną wewnętrzną nutę.

ODCINKI SPECJALNE: Tytułowy utwór ma szereg bardzo klasycznych progresywnych przejść. Kilka ładnie rozłożonych miejsc unisono w The Struggle…