Bill Bruford

Dodano: 02.05.2019

Bill po odłożeniu perkusyjnych pałeczek wciąż potrafi zadziwiać, chociaż wielu fanom to umknęło. Młode pokolenie może mieć problemy z docenieniem jego potęgi, ale czy jest jakiś bardziej „progresywny” perkusista w historii?

Yes, King Crimson, Genesis, UK, Bruford, Earthworks, do tego cały zestaw projektów z muzykami tych zespołów. Pierwsze cztery grupy uznawane są za czołowych przedstawicieli gatunku. Nawet tak zarobiony bębniarz jak Mike Portnoy z wyjątkiem aktywności w Dream Theater nie ma w swojej dyskografii kapel tak ważnych dla historii muzyki jak zespoły Bruforda. Z całym szacunkiem do rzemiosła i wysokiego poziomu artystycznego płyt Portnoya są to w zasadzie unowocześnione rzeczy, jakie 40-50 lat temu robiły wymienione na wstępie kapele.

Bruford nie tylko przecierał szlaki wyczynowego bębnienia progresywnego, znany był też z wielu innowacji, nie tylko w kwestii techniki gry, ale i sprzętu. Niektórzy kojarzą jego ogromne zestawy perkusyjne z lat 80 pełne elektronicznych padów. Pod koniec kariery muzyk zasiadł za kompletnie odjechanymi bębnami. Ustawionymi zupełnie płasko, z hi-hatem naprzeciw, z bębnami rozchodzącymi się w obie strony.

Mimo, że w tym roku kończy 70 lat, już od dekady nie bierze aktywnego udziału w życiu perkusyjnym. W 2009 roku powiedział „Dość” i zniknął na dobre ze sceny. Patrząc na metryki wielu perkusistów – rockowych dinozaurów, można rzec pół żartem pół serio, że zrezygnował w kwiecie wieku. Miał swój powód, o czym wspomina poniżej, ale trzeba szybko przeskoczyć rok do przodu, ponieważ stało się wtedy coś bardzo ważnego. W 2010 dostał honorowy tytuł naukowy Uniwersytetu Surrey od profesora Stephena Gossa. I tu wkroczyła natura artysty, który stwierdził, że na tytuł naukowy to on sobie sam zapracuje, chociaż wiedział, że łatwo nie będzie.

„Nie siedziałem w ławce szkolnej od ponad 40 lat. Kiedyś krótko na uniwerku w Leeds w 1968.” Ze swoją – jak to nazywa – profesjonalną sklerozą, gdzie przestał słyszeć, co ma za chwilę nastąpić w muzyce, zajął się tematem psychologii wykonań i kreatywnością. Cztery i pół roku studiowania później, Bruford obronił swój doktorat. W zeszłym roku wydał swoją książkę pt. „Uncharted: Creativity and the Expert Drummer”, która jest efektem jego pracy doktorskiej. Książka zawiera wywiady z takimi muzykami, jak Cindy Blackman-Santana, Asaf Sirkis, Dylan Howe, Ralph Salmins, Peter Erskine, Mark Guiliana i Chad Wackerman.

Większości z nas umknął temat studiów i pracy doktorskiej tego wybitnego perkusisty, a przecież mowa tu o tym, co siedzi w głowach perkusistów podczas występów na żywo czy też na etapie tworzenia. Niestety, książka nie jest dostępna w języku polskim. Dlatego cieszy nas możliwość uzyskania informacji od samego autora, o co w tym wszystkim chodzi.

Fot. Fernando Aceves

Perkusista: Kiedy wpadłeś na pomysł opublikowania treści swojego doktoratu?

Bill Bruford: Mniej więcej w połowie mojej pracy doktoranckiej, doszło do mnie, że mam mnóstwo materiałów na książkę, która może zainteresować wszystkich muzyków. Ważne jest, aby odróżnić rozprawę doktorską, zawierającą wyniki badań i książkę czerpiącą z tej nowej wiedzy, przeznaczoną do publicznej konsumpcji. Uwierz mi, nikt nie jest zainteresowany rozprawami naukowymi, poza innymi naukowcami, dlatego nie opublikowałem swojej pracy, chociaż tekst jest publicznie dostępny. Naturalnie, książka zawiera wiedzę i informacje z wywiadów, które przeprowadziłem, ale jest w całości przepisana, strukturalnie i stylistycznie. To fascynujące móc usłyszeć, dlaczego perkusiści współpracujący z takimi artystami, jak Zappa, Bowie, Van Morrison, Paul McCartney, Steely Dan, Helsinki Philharmonic itp. grali to, co grali.

Jak długo pracowałeś nad Uncharted? Wygląda to na gigantyczne przedsięwzięcie.

Z przerwami jakieś pięć lat. Celem tej książki jest poprawa zrozumienia współpracy w świecie muzyki popularnej. Chciałbym, aby przyczyniło się to do szerszej konwersacji na ten temat. Kto powinien to kupować? Jeżeli jesteś instrumentalistą, pokaż to najbliższemu bębniarzowi, aby wiedział, po co są perkusiści. Jeżeli jesteś perkusistą, pokaż to gitarzyście w swoim zespole, aby wiedział, po co są perkusiści. Zdobądź też kopię dla siebie samego, abyś wiedział, po co są perkusiści!

W jaki sposób stworzyłeś koncepcje takie, jak „kontinuum funkcjonalno-kompozycyjne” i „zintegrowany model obiegu znaczenia”?

To brzmi jak koszmarne pomysły wyrwane z kontekstu książki, ale są to jedynie narzędzia, które pomagają wytłumaczyć, w jaki sposób perkusiści robią to, co robią. Przeznaczeniem modelu jest po prostu wyjaśnianie zjawisk; celem ram jest zawieranie rzeczy i skupienie myśli. Obie te koncepcje nie są takie straszne, jak brzmią. Nie gryzą. Jeżeli jednak nie chcesz się zagłębiać w takie tematy, przechodzisz po prostu do momentu, w którym Cindy Blackman-Santana mówi o współpracy z Lenny Kravitzem albo Ralph Salmins opowiada o Van Morrisonie.

Czy istniały jakieś konkretne kryteria przy doborze perkusistów, z którymi przeprowadzałeś wywiady?

Biorąc pod uwagę europejsko-amerykański obszar badań, wybrałem grupę ekspertów w tej dziedzinie, którzy wymyślili własną muzykę, jako liderzy, reprezentujący obie płcie i kilka grup etnicznych, które mogą zaoferować wgląd w sposób, w jaki działają, jak sprawiają, że to ma znaczenie i sens. Potrzebowałem też szerszej praktyki, więc moi ludzie zostali wybrani do pokrycia sporej różnorodności kontekstów wykonawczych, od stadionowego rocka po jazz kameralny, od duetów perkusyjnych i duetów perkusista-inny instrumentalista do dużego zespołu studyjnego, od drum’n’bass do nowoczesnej orkiestry i teatru muzycznego. Biorąc pod uwagę ich status eksperta/ profesjonalisty, większość z nich swobodnie porusza się pomiędzy gatunkami i kontekstami stylistycznymi, w zależności od danej sytuacji. Większość uczestników ma doświadczenie w większości tych kontekstów, doświadczenie, któremu przypisywane są różne znaczenia. To one wpływają na przyszłe wybory i decyzje odnośnie tego, jak coś zagrać, gdzie i kiedy.

Fot. James Cumpsty

W kulturze popularnej perkusista często jest „dzikim człowiekiem” zespołu. Czy istniało jakiekolwiek pragnienie, aby przeciwstawić się temu obrazowi przy pomocy Uncharted, pokazując, że bębnienie jest czymś więcej niż uderzaniem przedmiotów przy pomocy pary pałek?

Nie wydaje mi się, żeby byli na świecie ludzie, którzy jeszcze uważają, że w bębnieniu chodzi jedynie o uderzanie w różne rzeczy pałkami... Mylę się? Pytanie jest takie: co nam się wydaje, że wiemy o perkusistach? (A) Wszyscy robią mniej więcej to samo: można ich zmieniać tak długo, dopóki utrzymuje się rytm. (B) Są tematem wielu żartów o zwierzętach i hałasie. (C) Phil Collins był kiedyś jednym z nich. Spędziłem pół wieku, badając tę społeczność od środka i jest ona bardziej zróżnicowana niż sugerowałyby to stereotypy. Perkusiści to wyrafinowani muzycy o znacznej sile. Są w stanie stworzyć lub zniszczyć występ. Mamy jednak tendencję do umniejszania ich, dlatego są czasami przyzwyczajeni do dawania z siebie mniej. Myślą o sobie jak o innym gatunku, często gorszym. Jako społeczność muzyków, perkusiści są zdecydowanie bardziej kreatywni niż sami myślą i bardziej kreatywni niż inni myślą, pod warunkiem, że ich niższy status jest traktowany poważnie. Mają tendencje do niedoceniania samych siebie, a w konsekwencji są tak odbierani przez innych.

Kiedyś były to tylko moje opinie, teraz mam dowody na poparcie tych twierdzeń. Perkusiści zazwyczaj priorytetowo traktują tworzenie (muzyka, występy), pracują nad tym, aby to, co robią, miało znaczenie (tj. uczynienie tego lepszym niż uczynienie tego innym). Aby tego dokonać, muszą być kreatywni (to się odnosi do każdego gatunku muzycznego). Żeby to, co robią, odniosło sukces/miało znaczenie, muszą być kreatywni (tj. podkreślać znaczącą różnicę). Wielu perkusistów wkłada swoją kreatywność w rekombinacje istniejących elementów, a nie w dążenie do nowości, dla własnego dobra. Ich intencje zdają się być mniej nastawione na pokazywanie emocji słuchaczom spoza branży, a bardziej na pokazanie doświadczenia swoim kolegom po fachu, za co otrzymują uznanie i potwierdzenie swoich racji.

Z psychologicznego punktu widzenia, istnieje udowodnione połączenie pomiędzy kontrolą, kreatywnością a samopoczuciem. Współczesne myślenie w psychologii performance’u sugeruje, że szczęście wykonawcy mieści się w tych obszarach, które zajmowane są przez osobisty i ekspresyjny wkład wykonawcy, pozwalające mu na uczucie kontroli nad własnym wykonaniem. Kreatywność wykonania zależy od umiejętności kontrolowania lub wpływania na wyniki.

Czy podczas przeprowadzanych przez ciebie wywiadów, pojawiła się odpowiedź, która cię zaskoczyła? Lub taka, która skłoniła cię do zmiany myślenia?

Moje myślenie jest zawsze płynne i otwarte, przynajmniej mam taką nadzieję. W chwili obecnej mogę zaoferować trzy przydatne sposoby, przy pomocy których muzycy mogą chcieć rozmyślać nad kreatywnością. 1) jakość relacji, która łączy dwie lub więcej osób we wspólnym poszukiwaniu znaczenia, w celu zrozumienia. 2) składnik alchemiczny, który przekształca banalnie nowy lub nieznacznie różny w znacznie nowszy lub zasadniczo różniący się. 3) proces, który zamienia doświadczenie w znaczenie.

Kiedy zaczynałem, miałem jasną wizję kreatywności i uważałem, że taki właśnie muszę być cały czas, że za to mi płacicie, abym był właśnie taki. Dążenie do „nowości”, czymkolwiek by ona nie była, było, jak sądziłem, moją pracą. Musiałem być nie do wytrzymania. Teraz już wiem, że większość perkusistów wkłada swoją kreatywność w rekombinacje istniejących elementów, a nie w dążenie do nowości, dla własnego dobra.

Spośród wielu interesujących myśli w książce, jedna, która się wyróżnia, to ta, gdzie zwracasz uwagę, że niektóre formy muzyczne (np. jazz) są z natury bardziej sprzyjające kreatywności niż inne (np. pop). Jakie jest twoje osobiste podejście?

Zgadzam się z tymi, którzy postrzegają kreatywność jako możliwą w każdym gatunku, ale niektóre gatunki są jednak bardziej sprzyjające. Nie możemy iść w tym rozumowaniu za daleko, dopóki nie ustalimy, czym jest „bycie kreatywnym” dla każdego z nas. Czy to granie wielu przejść w bardzo szybkim tempie? Czy może całkowity brak przejść? Czy chodzi o to, aby inni czuli się komfortowo, czy też chodzi o to, by inni czuli się niekomfortowo? Czy chodzi o robienie czegoś lepiej? Czy inaczej? Jeżeli uznamy, że aby kreatywność się pojawiła lub została przypisana, trzeba coś wybrać, zmienić przekaz i ostatecznie ocenić, to w takiej sytuacji mamy jakąś podstawę do tego, by odpowiedzieć na powyższe pytania.

Musiałeś podejść do egzaminu ustnego, aby ukończyć doktorat? Czy jako doświadczony wykonawca, odczuwałeś stres w związku z takim wystąpieniem?

Tak, to było naprawdę przerażające. Po napisaniu pracy doktoranckiej jest się zobowiązanym do obrony tezy i wniosków przed dwoma lub więcej egzaminatorami.

Jaki był odzew od perkusistów, zarówno tych, którzy brali udział w wywiadach do książki, jak i kolegów po fachu?

Książka została dopiero co wydana, dlatego lepiej będzie mnie o to zapytać za sześć miesięcy. Jednak wczesne recenzje przed publikacją od wybitnych naukowców i muzyków były bardzo zachęcające. Neil Peart, między innymi, był niesamowicie życzliwy.

Co wyciągnąłeś z tego doświadczenia – napisania Uncharted?

Perkusiści są cudowni, to niesamowite szczęście, że żyłem w czasach, kiedy sztuka grania na perkusji rozwinęła się i sięgnęła stratosfery. Kilku perkusistów w mojej książce to konceptualni artyści pierwszego rzędu. Inni mogliby posłuchać, otworzyć się i trochę zastanowić nad tym, co robią, jeśli chcą zacząć wznosić się na wyżyny.

Czy to pomogło pokonać problem, o którym wspominałeś na początku: „Przestałem słyszeć, co ma za chwilę nastąpić w muzyce”?

Odrobina wiedzy bywa przydatna, ale jest bardziej skuteczna, kiedy czuwa nad nią mądrość. W tej chwili mam trochę więcej, każdej z nich. Problem, do którego się odwołujesz, sprawił, że odszedłem od grania, ale miało to też swoje dobre strony – okazało się, że było to małe motywacyjne nasionko, które przerodziło się w większe śledztwo i w efekcie powstało Uncharted. Mam nadzieję, że książka w choćby niewielkim stopniu przyczyni się do ogólnych rozważań o perkusistach, kreatywności i muzyce popularnej (występach). Trwały wkład to może jednak za dużo, o co mógłbym prosić.

Fot. Rob Shanahan

Materiał przygotowali: Magdalena Dudek oraz David West
Zdjęcia: Bill Bruford Productions Ltd.