Marek Bielówka

Dodano: 10.12.2019
Autor: Wojtek Andrzejewski

Zasadne jest powiedzenie, że życie ma wobec nas swoje plany i nie zawsze warto się buntować. Marek Bielówka z Chełmna marzył o karierze perkusisty, która jeszcze się nie zrealizowała.

Jeden koncert sprawił, że całkowicie zmieniła się jego optyka i… Bez reszty pochłonęły go cajony. Do tego stopnia, że z pasji do tego instrumentu zrodziła się rosnąca w siłę polska marka Drum Box. Jak sobie radzi na rynku skrzynek perkusyjnych? Co je wyróżnia? Jakie ma plany na przyszłość?

Wojtek Andrzejewski: Zawsze chciałem robić cajony i nawet próbowałem swoich sił w tej trudnej sztuce, ale skrzynka, którą zrobiłem, służy mi do trzymania ziemniaków w piwnicy. Kompletnie nie brzmiała. Jak u ciebie rozpoczęła się przygoda z tymi instrumentami? Od jak dawna wytwarzasz cajony? Rozumiem, że zanim wszedłeś w produkcję tych bębnów, byłeś zapalonym cajonerem?

Marek Bielówka: Żaden ze mnie cajoner (śmiech). Odkąd pamiętam, muzyka zawsze odgrywała ważną rolę w moim życiu. Moje marzenia o graniu na perkusji musiałem odłożyć na lepszy czas, głównie z powodu braku pieniędzy, miejsca, a później już entuzjazmu. Kiedy pierwszy raz na koncercie SDM zobaczyłem, jak perkusista wymiata na jakiejś skrzynce, która brzmiała niemalże tak samo jak perkusja, pomyślałem: „To jest to!”. Temat tego instrumentu porwał mnie bez reszty. Zaabsorbował tak bardzo, że zacząłem czytać i szukać wszelkich dostępnych informacji na jego temat. I tak po kilku miesiącach, 2 lata temu, powstał mój pierwszy cajon. Od tamtej pory postanowiłem rozwijać swoją pasję i dzielić się nią z innymi zapaleńcami.

Czy Drum Box to firma rodzinna, czy działasz wyłącznie sam?

Działam sam i choć nie jest to jedyna pasja w moim życiu, to akurat w tej mam tylko wsparcie mentalne ze strony żony i synów. Skrzynki tworzę w zaciszu swojego warsztatu.

Jak oceniasz rynek tych instrumentów w Polsce, a jak za granicą?

Nie zagłębiałem się tak daleko w tworzenie szczegółowych analiz rynku. Głównie z tego powodu, że po prostu nie chcę robić masowej produkcji. Tacy gracze na tym rynku już są. Ja stawiam na to, by moje instrumenty miały duszę i były dostosowane do oczekiwań klientów. Zarówno pod względem wyglądu, jak i brzmienia.

Instrumenty, które oferujesz, nie są typowymi cajonami. Trudno od nich oderwać oko i ucho. Zwłaszcza od skrzynek basowych...

Patrząc na rynek cajonowy większość instrumentów tego typu ma klasyczny kształt i i formę. Moje skrzynki wybiegają poza te ramy. Projekty basowe, które opuszczają moją pracownię, muszą brzmieć głośno i zarazem nisko, a dźwięki wylotu bass reflex z przodu są lepiej słyszalne na scenie, nawet bez nagłośnienia dla osób siedzących przed cajonerem. Z racji tego, że muzyka Percussion to kolory, dbam o to, żeby moje skrzynki były kolorowe i pstrokate. Jak muzyka. Bardzo brakowało mi w klasycznych wersjach koloru i fajnych wzorów, najczęściej geometrycznych.

Z jakiego drewna wytwarzasz swoje instrumenty?

Postawiłem na sklejkę o różnej grubości wedle życzenia klienta. Sklejka wodoodporna lub suchotrwała na korpus oraz tapy ze sklejek o bardzo wysokich parametrach elastyczności, nie przekraczają 2,5 mm grubości.

Widziałem u ciebie ciekawe zestawy perkusyjne, zbudowane ze skrzynek w różnych rozmiarach. Opowiedz trochę więcej o tych instrumentach i tym, kto się nimi interesuje? Jaki jest orientacyjny koszt takiego zestawu?

Zestawy perkusyjne to mój konik. Nie spotkałem się w Polsce z tym, by ktoś takowe produkował. W klasyczny zestaw wchodzi centrala basowa (która jest naprawdę basowa…) o większych rozmiarach niż cajon bez efektu snare, na której siedzi gracz i naciskając pedał uruchamia bijak jak w perkusji. Przed sobą ma werbel, na którym można naprawdę fajnie i gęsto grać. Choć małym minusem jest brak porządnego odbicia (ale to przecież sklejka a nie membrana i wymaga innej techniki gry), to świetnie zagramy na nim rimshota. Perkusjonista ma do dyspozycji także bongosy, również ze sklejki o dedykowanym rozmiarze i dwa bębny conga – łącznie cztery bębny do przejść, świetnie uzupełniające cały zestaw. Do podstawowego zestawu, który wykonuję, można dodać hi-hat i blachy i… czego dusza zapragnie. Oprócz samych zestawów perkusyjnych wykonuję również zestawy 2-4-6 elementowe, cajonowe i conga oraz bongosy o różnym rozmiarze, adresowane do perkusjonistów, którzy grają na stojąco. Ponieważ rozstawianie całej perkusji jest często czasochłonnym procesem, wyszedłem naprzeciw zespołom, grającym małe kameralne koncerty. Koszt takiego zestawu podstawowego bez hardware zaczyna się od 2000 zł.

Ile czasu zajmuje ci wytworzenie cajonu? Jaki etap pracy jest najbardziej czasochłonny?

Czas wykonania instrumentu waha się od jednego do trzech tygodni. Proces ten zależy od jego złożoności. Natomiast wytworzenie całego zestawu perkusyjnego może zająć nawet miesiąc. Każdy etap jest bardzo ważny i specyficzny. Każdy mnie cieszy i daje ogromną satysfakcję. Najwięcej czasu zajmuje mi końcowy etap ręcznego malowania instrumentów, dzięki czemu nie ma dwóch identycznych cajonów.

Robisz skrzynki na indywidualne zamówienia.

Tak, właściwie staram się pracować wyłącznie na indywidualne zamówienia. Dzięki temu klient ma możliwość wprowadzenia swoich sugestii odnośnie wykończenia i podzespołów, których zamierzam użyć przy wytwarzaniu instrumentu.

Pamiętasz jakieś nietypowe, ciekawe zlecenie na wykonanie instrumentu? Może zamówił go jakiś znany artysta?

Jak na razie najbardziej dumny jestem z cajonu, który zamówił u mnie frontman zespołu Maleo Reggae Rockers – Darek Malejonek. Jego cajon miał być wyjątkowy – z logotypem zespołu i taki udało mi się stworzyć. To duża radość i dobra energia, kiedy bardzo znany artysta, żywa legenda polskiej muzyki, zamawia instrument...

Widziałem, że bierzesz udział w Targowisku Instrumentów. Opowiedz trochę o klimacie i idei tego miejsca.

Byłem tam pierwszy raz. Klimat jest przedni, mnóstwo wystawców i zespołów grających na scenach. Spotkałem tam instrumenty, o których istnieniu nawet nie wiedziałem. Ponadto bardzo fajnym doświadczeniem dla odwiedzających targowisko jest to, że można z wystawianymi tam instrumentami „pobyć”. Dotknąć, zagrać i wypytać wytwórców o najdrobniejsze szczegóły, dotyczące ich powstawania. Niesamowici ludzie, których spotkałem, dali mi siłę i entuzjazm do dalszego tworzenia w swojej pracowni.

Jakie masz plany rozwoju swoich Drum Boxów? Zdradzisz coś czytelnikom „Perkusjonisty”?

Manufaktura DrumBox jest stosunkowo młoda, ale rozwija się. Pomysłów mi nie brakuje i co jakiś czas coś nowego opuszcza moją głowę i ląduje na kartce papieru, a później w pracowni. Mam kilka nowych autorskich projektów cajonów, które już są w produkcji prototypowej. Jeden z nich będzie nieco odmienny w swojej budowie wewnętrznej od reszty europejskich i polskich cajonów. Zapowiada się niski i głęboki „Bang”. Dziękuję tym, którzy zaufali moim projektom, jak i tym, którzy mnie wspierają.

Fot. Archiwum Drum Box
(facebook.com/DrumBoxCajonPerkusion)