Zza ucha - Groovy Blasting

Zza ucha
Dodano: 29.01.2019

Ideą moich warsztatów jest ukazanie, jak istotnym elementem gry na perkusji w muzyce metalowej, głównie w jej najmocniejszych odmianach – black czy death metal, stanowi muzykalność.

Naszym celem głównym jest muzyka, która wychodzi z naszych uderzeń, które generujemy swoim ciałem. Na podstawie kilku tematów chciałbym otworzyć wam oczy na to, jak szerokie spektrum możliwości daje nam zestaw perkusyjny. W naszej serii nie zabraknie także czysto ekstremalnych patentów, ale zostaną one podane na nieco innej tacy. W tym miesiącu bierzemy na warsztat coś, co nieodzownie kojarzy nam się z ekstremalnym bębnieniem – blasty.

GROOVY BLASTING

Osoby śledzące „Zza Ucha” z pewnością zdążyły się przekonać, że w naszej szkółce nie chodzi o to, aby dać Wam rybę na talerzu, tylko o to aby skłonić Was do sięgnięcia po wędkę. Każdy z odcinków skupia się mocno na tym, aby wzniecić w Was chęć do poszukiwań i kombinacji. Innymi słowy, staram się zwracać szczególną uwagę na Waszą wyobraźnię. Tak, to właśnie wyobraźnia powinna stać się Waszym motorem do działania.

Nie od dziś wiadomo, że poprawnie i skutecznie wbite blasty to forma, która sprawdza się zawsze. To blasty w ogromnym stopniu stanowią o ekstremie granej przez nas muzyki, no i, nie oszukujmy się, są też mokrym snem wielu początkujących bębniarzy. Klasyczna forma blasta polega na naprzemiennym uderzaniu stopy i werbla. W szybszych tempach, gdy korzystamy z dwóch nóg, problemem może okazać się koordynacja i nad tym warto się pochylić. Bardzo ważna jest synchronizacja prawej ręki z granymi naprzemiennie stopami – P-L-P-L-P-L… Nie bagatelizujcie tego i poświęćcie temu więcej uwagi, bo gdy zaniedbacie fundamenty, to Wasze blasty nigdy nie będą kopały tak jak byście tego chcieli. Niedawno spotkałem się z określeniem PUSSY BLAST – nazwa mówi sama za siebie, nieprawdaż? ;)

YouTube roi się od instruktażowych filmików jak się za tę podstawową formę zabrać, więc naszą uwagę skupimy dziś na czymś innym. Jak zwykle, będzie to propozycja umuzykalnienia naszych blastów. Wiadomo, że taka forma jest smaczkiem i tylko przykładem tego, jak możemy wykorzystywać możliwości naszych zestawów perkusyjnych. Dla jasności – nie traktujmy klasycznej formy blastowania jako czegoś gorszego tylko dlatego, że jest mniej fikuśna. Słuchajcie muzyki, która Was otacza i reagujcie na dźwięki. Kiedy riff tego wymaga warto czasem zagrać blast prościej, skuteczniej, bardziej bezpośrednio. Doskonałym przykładem takiego braku wydziwiania jest zespół Belphegor, a w szczególności utwór „Lucifer Incestus”. W tym szaleństwie i prostocie jest metoda i, odważę się użyć tego słowa, finezja. A wszystko zależy od tego jakie mamy potrzeby i cele.

Przykład I

W mojej dzisiejszej propozycji pokazuję Wam co możemy zrobić z rękoma, aby nasze blasty stały się bardziej muzykalne. Zerknijcie najpierw na formę docelową. Na video pokazuję to w tempach szybkim, średnim i wolnym – 210bpm, 170bpm, 120bpm.

UWAGA! W tempie 120bpm gram jedną nogą. Granie takich patentów, w tak wolnych tempach na dwie stopy jest bardzo trudne i mocno zaburza równowagę. To jest sprawa bardzo indywidualna i sugerowałbym Wam też sprawdzenie temp, w jakich wygodniej Wam będzie grać na dwie stopy lub na jedną. Pamiętajmy, że docelowo zależy nam na tym, aby grało nam się wygodnie, bo komfort przekłada się na jakość granych przez nas bębnów.

Mamy tutaj prawą ręką akcentowanie każdego pierwszego uderzenia na bellu ride, pauzę zamiast każdego drugiego uderzenia oraz pojedyncze uderzenia na floor tomie zamiast akcentu na bellu. Lewą ręką gramy normalnie werbel, ale pod koniec przechodzimy na tomy grając cały czas w tym samym układzie koordynacyjnym.

Przykład II

Zobaczcie ruch podstawowy prawej ręki. Jak widzicie wszystko opiera się na seriach trzech uderzeń, z akcentem na każde pierwsze uderzenie i pauzą na każde drugie. Tempo – 120bpm.

Przykład III

Tutaj pokazuję Wam jak grać prawą ręką w układzie docelowym. Tempo – 120bpm.

Przykład IV

Chociaż na video gram tu oburącz to zwróćcie szczególną uwagę na pracę lewej ręki. Tempo – 120bpm.

Jak zwykle moja propozycja jest tylko luźnym przykładem. Najważniejsze jest umiejętne dopasowanie tego typu zagrywek do tego co się dzieje wokół Was. Słuchajcie muzyki, do której wymyślacie bębny, nie myślcie tylko o tym, aby zagrać jak najgęściej. Poziom udziwnień rytmicznych wcale nie idzie w parze z jakością efektu finalnego. Celem głównym ma być produkt finalny, czyli to co gracie razem z zespołem, to w jaki sposób wchodzicie w relację z innymi instrumentami. Niektóre riffy wymagają jakiegoś konkretnego podkreślenia wybranych fragmentów. Wtedy możecie pokombinować w taki sposób, jak Wam to zaproponowałem dzisiaj. Myślcie perspektywicznie, nie bądźcie muzycznie krótkowzroczni i nie pozwólcie na to, aby ograniczała Was wyobraźnia.

 

Powodzenia!
Łukasz Icanraz Sarnacki

P.S. Będzie mi miło, jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoimi postępami i spostrzeżeniami. Bez problemu zajdziecie mnie na niebieskim portalu społecznościowym.

Zdjęcie: Ilona Matuszewska