"The Orchid" krok po kroku

Dodano: 18.09.2020
Autor: Piotr Pniak

Polskie Nagrania w serii Polish Jazz uraczyły nas pierwszą po 33 latach płytą, gdzie liderem zespołu jest perkusista. Na wycieczkę przez zestaw kompozycji płyty zespołu Maciek Gołyźniak Trio zaprasza Piotr Pniak.

Nagrana przez zespół płyta zawiera siedem kompozycji.

1 „The Restless Rains”

Trzon utworu stanowi wyrazisty rytm perkusji oraz charakterystyczny oparty na ćwierćnutach motyw fortepianu. Ten drugi ulega na dalszym etapie utworu rozwinięciu, czy też raczej przetworzeniu i jawi się w postaci wielkiej trioli. Partia basu oscylująca wokół wielkiej trioli dopełnia owijając się niejako wokół równomiernego pulsu bębna basowego. Perkusista decyduje się na zachowanie tego pulsu przez większość czasu trwania kompozycji stosując na werblu, tomach i talerzach bogate rytmiczne faktury. Duża intensywność perkusji wraz z bardzo głębokim jej brzmieniem i natężeniem głośności (zwłaszcza instrumentów membranowych) nie przypomina żadnej znanej mi płyty jazzowej, ale zakładam, że był to celowy zabieg kompozytora. Wyjątkowo obfite zagęszczenia w relacjach pomiędzy hi-hatem i werblem z pewnością spodobają się wielu perkusistom.

Harmonia utworu jest nieskomplikowana, a dzięki temu łatwiej tu o uzyskanie przejrzystości w kontekście rytmicznych intensyfikacji. Wspomniany wcześniej charakterystyczny i przejrzysty motyw fortepianu pojawia się w utworze kilkukrotnie, najczęściej towarzyszy mu melodia, czy może raczej temat muzyczny zagrany na basie. Taka sytuacja stanowi oddech pomiędzy poszczególnymi i pełnymi ekspresji improwizacjami muzyków. Piękna (jak zresztą na całej płycie) liryka fortepianu nawiązując swym spokojem do wstępu kompozycji stanowi klamrę z końcem opowieści.

 

2 „Never Lean On Anything You Know”

Kolejna pozycja na płycie utrzymana jest w rytmie shuffle. Sposób gry basisty miejscami może kojarzyć się ze stylistyką charakterystyczną dla samego Tony’ego Levina. Utwór o pogodnym charakterze. Podobnie jak w przypadku poprzedniej kompozycji mamy tu do czynienia bardziej z riffem niż obfitością jazzowej harmonii. Pojawiające się akordy bardziej wynikają ze swobodnych, a zarazem gustownych i smacznych odstępstw partii fortepianu od tonacji głównej, ale wszystko jest tu zgrabnie wyważone i zgodne z koncepcją rytmicznego kołysania, czy nawet swego rodzaju transu, będącego stałym narzędziem wykorzystywanym przez muzyków na tej płycie.

Ciekawym zabiegiem jest zastosowane ożywienie basowego brzmienia modulatorem w postaci „wah”, co dodatkowo wzmacnia energię w tej części utworu. Podobnie jak w poprzedniej porcji dźwięków znaleźć można serię napięć i rozluźnień, ale tym razem pojawiają się fragmenty, w których zespół stosuje kilkukrotne zatrzymania akcji, co bez utraty dynamiki nie pozostaje bez znaczenia dla tego utworu.

 

3 „The Orchid”

Utwór od pierwszych chwil zawiera znacznie więcej powietrza i przestrzeni niż dwa poprzednie. Ciekawe reakcje pianisty przypominają wybitną i utrzymaną w poetyckim charakterze płytę Petera Erskine’a noszącą tytuł „Time Being”. Rytmika subtelnego z początku oscylująca wokół songo/funk ulega z czasem ożywieniu poprzez zastosowanie zdecydowanego brzmienia fortepianu w niskim rejestrze w postaci energetycznych szesnastek. Dynamika zmienia się kilkukrotnie. Powrót przestrzenności stanowi zapowiedź końca utworu, co jednak nie następuje. Tu pojawia się dosyć długie solo perkusji. Utrzymane w afrykańskim stylu doczekuje się interwencji pozostałych instrumentów nabierając stopniowo rozmachu. Ten utwór pozwolił stworzyć artystom zdecydowany kontrast, co nie kończy zmian.

 

4 „Elwood Curtis, Brooklyn Ave 1567”

Stanowi swego rodzaju przełom. Przynosi swym pojawieniem się wrażenie wyjątkowej świeżości i lekkości. Jest zatem ucieczką od dotychczasowego wilgotnego ciężaru w charakterystycznym dla leadera brzmieniu perkusji. Wyjątkowo zgrabny i przejrzysty rytm shuffle pozwala artystom na swobodę w operowaniu swoim zapasem doświadczeń i intuicji. Znajdziemy tu fragmenty zawierające progresje rodem z King Crimson, ale jakby bardziej wygładzone i osadzone w fortepianowym brzmieniu.

 

5 „The Writing Is On The Wall”

Siłą napędową tej kompozycji jest oryginalne połączenie wesołego tanecznego rytmu w partii fortepianu z niemal hiphopowym rytmem perkusji. Żywe brzmienie werbla skutecznie wzmacnia tonację główną, podkreślając jej piąty stopień. Nie ma tu zbyt wielu dźwięków, ani też zdarzeń, bo utwór jest, jak rozumiem, wesołą formą transu, choć w ostatnich chwilach trwania pojawia się niespodziewana zmiana w kolorystyce, co wynika z wprowadzenia nowych i szalenie interesujących brzmień instrumentów klawiszowych, a faktura rytmiczna perkusji zostaje ograniczona do najważniejszych dla pulsu dźwięków. Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem założenia kompozytora w kwestiach formalnych, ale być może chodziło właśnie o taki element przetrzymania słuchacza, po czym wstrzymania akcji, a następnie zaskoczenie słuchacza zmianami narracji.

 

6 „Colours Of Autumn”

Tu suchy funkowy beat z żywo brzmiącym werblem, podobnie jak w czwartej kompozycji spotyka cały szereg zderzeń dźwięków, a w tym również dodatków o znacznie niższej niż głosy podstawowe głośności i bardzo ciekawej przestrzenności. Te ukryte dźwięki intrygują słuchacza i zmuszają do zwiększenia czujności w śledzeniu materiału dźwiękowego. Są swego rodzaju wisienką na torcie. Naprawdę bardzo ciekawy eksperyment.

 

7 „Shore To Shore”

Ostatnia pozycja na płycie ma prawo kojarzyć się ze ścieżką dźwiękową niejednego znanego nam filmu. Podczas gdy fortepian z namaszczeniem sączy z wolna akordy następuje seria odpowiedzi w partii basu. W tym czasie pojawiają się czasem jakby niezależne, a czasem zdecydowanie bardziej nawiązujące tajemnicze dźwięki perkusji. Wiele ciemnych dźwięków o charakterze sonorystycznym, wiele dźwięków i fraz zagranych bardziej oszczędnie względem poprzedzających kompozycji powoduje, że utwór ten zabrzmiał wyśmienicie i mimo braku wyraźnego pulsu w instrumentach perkusyjnych najbardziej przypadł mi do gustu.

Pomimo ekstremalnie prostego języka i niewyszukanych narzędzi kompozycja „Shore To Shore” robi ogromne wrażenie. Trzeba dodać, że dla muzyka doświadczonego w eksperymentach z muzyką współczesną jak również filmową nie będzie tu żadnego śladu nowatorstwa czy odkrywczości. Zresztą, w przypadku wszystkich kompozycji znajdujących się na krążku kompozycji sytuacja wygląda podobnie.

Artyści założyli, że zbudują piękny pastelowy świat bez usilnego i do granic wykrzyczanego nowatorstwa i całe szczęście. Muzycy świadomie cieszyli się dźwiękami i ze spokojem i namaszczeniem postawili na klimat, nastrój, kolor i przestrzeń. Odnoszę wrażenie, że bardzo brakuje w tym utworze brzmienia trąbki użytej w sposób skrajnie oszczędny, delikatny, być może „crescendowany” i znajdujący się na bardzo oddalonych planach.

 

Recenzja płyty znajduje się w numerze 7-8/20 Perkusisty

Materiał opracował: Piotr Pniak
Foto: Wiktor Franko

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !
Powiązane artykuły