Jason Bittner

Dodano: 15.02.2018

Jeden z tych wiecznie zapracowanych bębniarzy, ale jednocześnie stojących w cieniu największych gwiazd bębnów. Głównie dlatego, że operuje w mocniejszych klimatach, ale nie przeszkadza mu to w działaniu także na innych frontach stylistycznych.

Udowodnił to w zeszłym roku podczas wizyty na festiwalu Drumfest w Opolu, gdzie zagrał arcyciekawą klinikę perkusyjną, prezentując w swoim repertuarze nie tylko utwory metalowe. Tak to już mają ci Amerykanie, mają specjalizację, ale potrafią poruszać się w wielu gatunkach. Zasiadł także w jury konkursu Young Drum Hero i trzeba przyznać, że był niezwykle surowym sędzią, skupiającym się głównie na groove’ie. Po roku możemy zdradzić, że nie głosował za żadnym z kandydatów, którzy zagrali metal podczas konkursu. Jest uznanym warsztatowcem, o czym wspomina w poniższej rozmowie.

Jason ostatnio dołączył do Overkill, co dla fanów metalu było miłą niespodzianką, ponieważ muzyk jest gwarantem wysokiej jakości pracy sekcji. Overkill nie należy do kategorii zespołów ekstremalnych, dlatego też taki fachowiec jak Bittner poradził sobie ze wszystkimi partiami, chociaż nie bez problemów, o czym także mówi poniżej.

Perkusista: Jak długo trwały twoje przygotowania do trasy z Overkill?

Jason Bittner: Kiedy byłem w trasie z Flotsam and Jetsam, każdej nocy przesłuchiwałem cały materiał. Wróciliśmy do domu w połowie kwietnia, a pod koniec miesiąca pracowałem już w moim studio nad materiałem Overkill. Przez jakieś trzy tygodnie grałem próby zupełnie sam, jako, że ja jestem w Nowym Jorku, Blitz, DD i Derek siedzą w New Jersey, a Dave na Florydzie. Nie jest łatwo zgromadzić się w jednym miejscu, w tym samym czasie, żeby poćwiczyć. Mieliśmy zaplanowany tydzień prób w pełnym składzie w czerwcu, zanim wyruszymy w trasę do Rosji, Ukrainy i Danii, ale ja nie chciałem czekać siedmiu czy ośmiu tygodni, żeby pograć z zespołem. Zapytałem więc: „Możemy chociaż raz zagrać bez Dave’a? Czy nasza czwórka mogłaby się spotkać, żebym był w stanie zobaczyć, jak będzie się nam razem grać?”. Inaczej jest, kiedy grasz wszystko ściśle pod nagrania, a inaczej, kiedy nie słyszysz już nagrania, tylko musisz zapamiętać, jak idą poszczególne kawałki, to jest zupełnie inna bajka. Na szczęście udało nam się spotkać wcześniej i przegrać wszystkie kawałki z setu. Nasz pierwszy, wspólny jam poszedł całkiem gładko. Dobrze było wiedzieć, że idę we właściwym kierunku z całym materiałem i solidnie przygotowałem się do tego wyzwania. Czułem się wtedy pewniejszy i wiedziałem, jak to wszystko ma brzmieć. Nadal ćwiczę każdego dnia.

Jest coś szczególnie wymagającego w materiale Overkill, z czym musiałeś się zmierzyć?

Stary materiał jest dla mnie w miarę prosty z racji tego, że większość tych kawałków już grałem dorastając, ale nowy materiał i niektóre partie bębnów Rona były dużym wyzwaniem, bardzo kreatywne rzeczy z wieloma fajnymi momentami. Jeden kawałek z nowego materiału Shine On ma bardzo fajne, jazzowe wypełnienia, gdzie zdecydowanie można wyczuć swing. Są tam trójkowe wypełnienia i frazy, które zmiatają z nóg, nawet bym nie pomyślał, że można to tak zagrać. Kiedy uczę się czyjegoś materiału, znajduję miejsca, które nazywam symbolami zastępczymi/wypełniaczami. To takie miejsca na zasadzie „idź dalej i wróć później”, fragmenty, gdzie myślisz o czymś, co grasz po swojemu i co może wypełnić tę lukę. Raz wymyśliłem aranżację i wiedziałem, jak ma to przejść od punktu A do B, później wróciłem i dostrajałem te małe zawiłości, aby były jak najbardziej podobne do tego, co tamten perkusista grał przede mną.

Czy Bobby albo DD kazali ci oddać dokładnie to, co było zagrane na nagraniu?

Tak i nie. DD powiedział, że wypełnienia są bardzo istotne, ale nie chodzi o to, żeby naśladować wszystko nuta po nucie, tylko, żeby wszystko składało się w logiczną całość. Jeśli już coś zagrasz w określony sposób, to graj tak za każdym razem. Szczególnie zakończenia, kiedy wszyscy oczekują, że zakończy się na czterech werblach, to nie ma opcji, żeby wstawić tam nagle dwa werble i dwa hi-haty. Doskonale to rozumiem, ponieważ sam bym był wściekły na coś takiego. Powiedziałem mu, że nie będzie z tym problemu, ponieważ jedną z moich głównych cech, którą się szczycę, jest konsekwencja. To wszystko przez zapatrzenie w Neila Pearta przez lata. Staram się grać wszystko dokładnie tak samo za każdym razem, więc jestem tak bliski drum maszynie, jak to tylko możliwe. Powiedzieli: „Swobodnie możesz interpretować materiał i dodawać własne rzeczy, damy ci znać, jeżeli uznamy, że czegoś jest za dużo”. Nadal jesteśmy na tym etapie, kiedy czuję się komfortowo grając dokładnie to, co jest na nagraniach, wczuwam się w ten groove. Od rozpoczęcia trasy, właśnie teraz czuję, że zaczynam pokazywać coraz więcej siebie w tym, co gram, dokładnie tak samo było z Flotsam and Jetsam.

Album, który zrobiłeś z Flotsam and Jetsam w 2016 roku jest potężny.

Dzięki, ten album wyszedł rewelacyjnie. Zdecydowanie jestem z niego bardzo dumny, to jedno z moich ulubionych nagrań, jakie kiedykolwiek zrobiłem.

W takim razie to dosyć zaskakujące, że odszedłeś z zespołu.

Możesz napisać w wywiadzie: „Długa pauza” (śmiech). Dobrze wiem, że ludzie mają różne teorie na ten temat. Widziałem na stronie Flotsam komentarze typu: „Mówił, że Flotsam to jego ulubiony zespół… Jak mógł odejść i dołączyć do Overkill?”. Rozumiem to i uwielbiam oba te zespoły. Naprawdę uwielbiałem to, co miałem z Flotsami. Bardzo lubiłem chłopaków z zespołu, w zasadzie mogę powiedzieć, że przybyło mi czterech braci. Świetnie się bawiłem, grając z nimi i tworząc muzykę, jednocześnie pomagając przetrwać dziedzictwu Kelly’ego. Kelly David-Smith był oryginalnym bębniarzem Flotsam i moim dobrym kumplem, ale najsmutniejsza rzecz w tym wszystkim to rzeczywistość, którą jest biznes. Flotsam and Jetsam nie ma po prostu tylu możliwości co Overkill. Nie mają tylu tras co Overkill. To bardzo frustrujące, kiedy wracasz do domu i nie możesz zapłacić rachunków, ponieważ trasa pochłonęła 20 tysięcy i jesteś na minusie.

Tak właśnie się stało, kiedy pojechaliśmy w trasę po Stanach jako headliner. Wróciliśmy do domu z dziurą na 20 tysięcy dolarów i powiedziałem: „Chłopaki, kocham was i uwielbiam robić to, co robimy, ale wszyscy mamy domy, hipoteki, niektórzy mają dzieci... Nie może to tak wyglądać”. Overkill jest w stanie utrzymać się w trasie i prowadzić swoją maszynę do przodu. To jest dla mnie po prostu dużo lepsza opcja jako muzyka, który chce rozwijać swoją karierę. Z Flotsam and Jetsam mieliśmy taki moment, kiedy wszyscy chcieliśmy się wycofać po europejskiej trasie, nie mieliśmy pojęcia, jak ma wyglądać nasza przyszłość, ponieważ nie było żadnych ofert na trasę po Stanach, ani nic wyjazdowego, aby kontynuować to, co robimy. Jedyną opcją było skupienie się na nagraniu nowego albumu, na który mieliśmy już kontrakt, a później zobaczyć, co będzie dalej. Nasz agent odszedł, nie układało nam się z managementem, więc wszystko, co złe, skumulowało się w jednym momencie. Mieliśmy ustaloną trasę po Europie, Wacken i kilka innych festiwali w sierpniu, ale poza tym nie było widoków na więcej, więc wyglądało to dosyć ponuro. Okazje pukają do drzwi rzadko, ja na szczęście miałem ich kilka. Overkill to zdecydowanie bardziej thrashowy zespół, a takie granie jest głęboko zakorzenione w moim sercu i w nim czuję się najbardziej komfortowo. Chcę pozostać w tej grze, po prostu chcę grać thrash. Chcę wyjść na scenę i pokazać, na co mnie stać. Tak, jak to robię od wielu lat, a teraz mam możliwość robić to znowu z kolejnym, legendarnym zespołem.

Jak bardzo ważne są kliniki, masterclass i nauczanie w życiu muzyka, który chce zarabiać na życie?

Nie chciałbym, aby cały ten artykuł opierał się na najgorszych aspektach rynku muzycznego ale młodsze dzieciaki i te trochę starsze, które chcą zostać perkusistami, powinny pomyśleć o realiach i powadze tego, z czym to wszystko się wiąże, jeżeli chcą gonić za tym marzeniem i myśleć o tym w kategoriach kariery. To nie tylko tour bus, groupies i imprezy, to jest ciężka praca. Nie jest ona zbyt opłacalna, przez większość czasu. Zawsze mówię, że trasa jest jak ruszenie na wojnę, każdego dnia walczysz w innej bitwie. Niektóre dni przechodzą spokojnie, a inne nie. Wszystko jest fajnie, dopóki utrzymujemy pozytywny przepływ gotówki. Niestety, przez ostatnie lata i to zaczęło zanikać.

Powiedzmy, że 10 lat temu, zaraz po tym, jak moja kariera się rozwinęła, wszystko było w najlepszym porządku w Shadows Fall, miałem wszystko, czego potrzebowałem – artykuły dla magazynu Rhythm, sygnaturę pałek, sygnaturę rida, kliniki, a kiedy nie byłem w trasie to były sesje nagraniowe, ale później, po pięciu latach wszystkiego było coraz mniej. Nagle przestajesz być w centrum zainteresowania, ride przestaje się sprzedawać jak kiedyś, sprzedaż pałek też maleje, kliniki są połączone z jakimś innym kolesiem. Ci perkusiści, którzy robili sporo klinik, nagle zostają odstawieni, ponieważ ludzie przestają przychodzić, a sklepy muzyczne nie sprzedają ich sprzętu i to jest właśnie powód, dla którego organizowali wcześniej kliniki – żeby sprzedawać konkretne towary. W tym momencie ludzie mają inne podejście, na zasadzie: „Wiem, że ten gość ma klinikę dwie mile stąd, ale mogę przecież obejrzeć na YouTube, jak ten koleś gra w studio i nawet nie muszę wstawać ze swojej kanapy”. To nigdy nie będzie mogło równać się z tym, kiedy siedzisz w odległości 2 metrów od Dennisa Chambersa i przyglądasz się jego grze.

Czy masz wyrobioną jakąś taktykę, aby przetrwać życie w trasie z nienaruszonym stanem psychicznym i fizycznym?

Z wiekiem staram się czerpać więcej korzyści z bycia w trasie. Kiedyś wyglądało to tak, że jeździłem „na ślepo”, tak było na przykład z Shadows Fall, kiedy mieliśmy zajęty cały czas, bez chwili dla siebie, to może być naprawdę przytłaczające. Jeden dzień leci za drugim, każdego dnia pijesz, imprezujesz i czujesz się beznadziejnie. Teraz już inaczej podchodzę do tras. Przestałem pić pięć lat temu z powodów zdrowotnych, więc nie dostarczam już alkoholu organizmowi, dzięki czemu jestem w lepszej formie fizycznej oraz psychicznej i nie muszę się zastanawiać: „Boże, czuję się fatalnie, jak ja wyjdę na scenę i zagram?”. W tym momencie nie mam już tego problemu. Lubię pobyć w odosobnieniu, na własną rękę. Wstaję rano i jeśli trafię na jakieś turystyczne miejsce, to zwiedzam, szukam Starbucksa i wypijam kawę, to mi pomaga oczyścić głowę. Uprawiam sporo jogi w czasie trasy, co pomaga mi podnieść odporność przy ćwiczeniach z zespołem, mam swoje rutyny ćwiczeniowe, co utrzymuje mnie szczęśliwym i zdrowym. To, co najbardziej pomaga mi w trasie, to właśnie ten czas dla samego siebie, żeby pooddychać, pomedytować, wyważyć się i przygotować do tego, co może się ewentualnie wydarzyć danego dnia, ponieważ życie w trasie to nie piknik na zielonej trawce.

Nie chcę, aby to zabrzmiało jak jakiś koszmar, ale tak naprawdę nigdy nie wiesz, co się stanie, może monitory ci padną w trakcie grania, czy będzie catering, czy nagłośnienie będzie odpowiednie dla miejsca, w którym gramy, wszystko to, co może się wydarzyć, ale nie masz na to wpływu, dopóki się to faktycznie nie stanie. Jeśli jednak wstanę, zrobię kilka rutyn z jogi, zjem śniadanie, wypiję kawę, to moja głowa jest przygotowana na wszystko, mogę wyjść i zostać bombardowany przez hasła typu: „Dlaczego ekipa jest wkurzona? Co jest nie tak z tym miejscem?”. Lepiej tak niż dostać czymś takim w twarz tuż po przebudzeniu. Oczywiście, tak też się czasem zdarza, że wypadasz z autobusu i wchodzisz bezpośrednio do klubu, który przypomina pole walki – „Dlaczego menadżer wrzeszczy? Dopiero co wstałem! Przestań krzyczeć!”.

Czy Shadows Fall wróci kiedyś do aktywnego grania?

Wszyscy w tym momencie mają jakieś zajęcia – jedni grają z innymi zespołami, a drudzy zajmują się rodziną. Tak to wygląda obecnie w Shadows Fall. Najbardziej zajętym muzykiem wydaję się być Jon, ponieważ jest teraz w Anthrax. Mogę chyba powiedzieć, że jestem na drugim miejscu pod względem działania w tej sferze. Później jest Matt, który gra z Act Of Defiance w składzie z chłopakami ze starego Megadeth, tak więc nasza trójka nadal jest aktywna w innych zespołach. Brian i Paul zajmują się obecnie swoimi dziećmi. Brianowi urodziło się kilka lat temu drugie dziecko, więc doszło do nas, że to chyba koniec naszej drogi, ponieważ coś takiego to wielka zmiana w życiu. Mimo, że już miał jedno dziecko, ale to co innego. Powiedział nam, że będzie musiał zdecydowanie odciąć się od tego w pewnym momencie.

Zawsze mieliśmy jakiś materiał i melodie, które czekały na swoją kolej. Mamy kilka kawałków, nad którymi pracowaliśmy kilka lat temu. Kiedy mieliśmy chwilę wolnego czasu, to Matt i Jon zawsze coś kombinowali. Nie mamy pojęcia, czy użyjemy tych rzeczy z kimś innym, czy pozostanie to na ewentualny powrót Shadows Fall. Tak sobie jednak myślę, że może, gdy trasy się skończą, kiedy Jon zakończy cykl tras z Anthrax, to może na początku przyszłego roku, kiedy wszystko trochę spowolni, to znajdziemy czas, żeby się spotkać i zrobić coś wspólnie. Kiedyś. Nie uważam, żeby to był koniec, po prostu nie wiem, kiedy nadarzy się okazja, żeby z tym znowu ruszyć.

Ponad dekadę swojego życia spędziłeś z Shadows Fall!

Łatwiej jest teraz o tym myśleć, ale prawdopodobnie każdy z nas miał inny sposób, żeby się z tym uporać, odkąd przestaliśmy grać. Na początku było to dla mnie trochę trudne, ale to była jedna z tych rzeczy, kiedy sobie mówię: „Jak do tego doszło, że to już koniec? Moment!”. To wszystko stało się tak nagle, przynajmniej tak to odczuwałem, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Cała nasza maszyna spowalniała od jakiegoś czasu, od kilku lat w sumie, ale cały czas miałem nadzieję, że będzie lepiej. Niestety, nie było lepiej, dlatego zdecydowaliśmy się na przerwę w działaniu. Może pewnego dnia uda nam się zrobić to samo, co Carcass, wrócić za 15-20 lat z większą mocą niż kiedyś. Nigdy nie wiadomo!

 

Materiał przygotowali: Magdalena Dudek, David West, Artur Baran